
Po 80 latach rodzina odnalazła prawdę– uroczyste odsłonięcie pomnika pamięci
W dniu 22 maja w miejscowości Allershausen uroczyście poświęcono pomnik znajdujący się przy tarasach nad rzeką Glonn w centrum miejscowości. Ma on na stałe przypominać o wydarzeniach, o których dziś pamiętają już tylko nieliczni.
Pod koniec kwietnia 1945 roku tysiące więźniów i zakładników było pędzonych przez strażników SS w tzw. marszach śmierci z obozów koncentracyjnych w Mauthausen, Hersbrucku i Flossenbürgu w kierunku Dachau. Siedmiu z nich straciło życie w okolicach Allershausen – zmarli z wycieńczenia lub zostali zastrzeleni. Tylko jednego udało się zidentyfikować imiennie – był nim Polak Wojciech Madej z Myszkowa.
Naoczny świadek, Lorenz L., tak wspomina tamte wydarzenia:
„Kolumna zatrzymała się na noc w gospodarstwie Kirmer Hof. Jako posiłek przygotowano paszę dla świń, składającą się z łamanego owsa i parowanych ziemniaków, rozdrobnionych i wymieszanych w korycie o wymiarach około 1 × 1,5 metra przy użyciu tłuczka do ziemniaków. Więźniowie sięgali rękami do koryta i w ten sposób spożywali posiłek. Jeden z nich ukrył się w oborze dla cieląt. Kolumna oddaliła się, gdy córka gospodarza weszła do obory, zobaczyła więźnia, przestraszyła się i zaczęła krzyczeć. Strażnicy wrócili i zabrali go. Byli tam esesmani w czarnych, starannie utrzymanych mundurach i butach oraz pomocnicy w brązowych kurtkach. SS nie zwlekali długo i zaczęli kopać go butami. My, dzieci, byliśmy świadkami tego wydarzenia.”
Inny świadek, Konrad L., opowiada o ostatnich dniach życia Wojciecha Madeja:
„24 kwietnia 1945 roku, w wąwozie na północ od miejscowości Appercha, na wysokości Höchenberg, gdy więzień skrajnie wyczerpany nie był już w stanie się podnieść, esesman strzelił mu w głowę. Przy najbliższym gospodarstwie SS nakazało zakopać Madeja, uznając go za zmarłego. Jednak małżeństwo Loher oraz powiadomiony ksiądz Johann Bauer stwierdzili, że mężczyzna nadal żyje. Był to postrzał przelotowy – kula wyszła przy płatku ucha. Przeniesiono go do piekarni znajdującej się między domem a stodołą i umieszczono na łóżku. Moi rodzice pielęgnowali go. Ksiądz Johann Bauer przychodził codziennie, aby go opatrywać, ponieważ lekarz gminny odmówił leczenia. Po czterech dniach Wojciech powoli wracał do sił, gdy 28 kwietnia 1945 roku wystąpił u niego tężec będący następstwem rany. Mimo starań opiekunów zmarł.”
Do dziś zachowała się notatka księdza Bauera w księdze zgonów parafii Jarzt (nr 2, s. 106): „Wojciech Madej (Polak), ojciec czworga dzieci, lat 42, rite provisus (zaopatrzony sakramentami), zamieszkały w Zawierciu w Polsce, został pochowany 30 kwietnia 1945 roku o godz. 8.00 na cmentarzu w Appercha.”
Warto dodać, że Madej pochodził z Myszkowa, jednak w księdze zgonów błędnie wpisano Zawiercie jako miejsce zamieszkania, ponieważ Myszków należał wówczas do powiatu zawierciańskiego.
20 maja 1958 roku jego szczątki zostały ekshumowane przez Francuską Służbę Poszukiwawczą i przeniesione na cmentarz ofiar obozu koncentracyjnego we Flossenbürgu.
Po zakończeniu wojny wdowa Teofila wraz z czwórką dzieci przez wiele lat bezskutecznie próbowała, za pośrednictwem różnych instytucji, ustalić los męża. Wszystkie poszukiwania kończyły się niepowodzeniem, a ślad urywał się na informacji o jego pobycie w obozie koncentracyjnym w Groß-Rosen.
Dopiero gdy inicjator powstania pomnika, trzeci burmistrz Allershausen Josef Lerchl, zwrócił się do Konsulatu Generalnego RP w Monachium o pomoc w odnalezieniu rodziny, sprawa zaczęła się wyjaśniać. Kilka tygodni przed poświęceniem pomnika dziennikarz Andrzej Białas odnalazł i odwiedził najstarszą wnuczkę Halinę C.
Rodzina była głęboko poruszona i wstrząśnięta. Jednocześnie odczuła ulgę i wdzięczność, że zakończył się wieloletni okres poszukiwań oraz że powstało miejsce pamięci.
Pani Halina wspomina: Babcia mówiła, że w nocy z 6 na 7 listopada 1944 roku dziadek został aresztowany przez SS i zakwalifikowany jako więzień polityczny za kontakty z partyzantami. Prawdopodobnie został wydany przez kogoś ze swojego otoczenia.
Aresztowanie było częścią szeroko zakrojonej akcji niemieckich władz okupacyjnych wymierzonej w osoby podejrzewane o wspieranie Armii Krajowej. W tym czasie w okolicach Maszkowa działały oddziały partyzanckie, a po przeprowadzonej akcji odwetowej oddziału „Ponurego” Niemcy rozpoczęli intensywne śledztwo i liczne aresztowania. Wielu mieszkańców trafiło do więzień lub zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych.
Jak z dalszych badań wynika, początkowo był przesłuchiwany w więzieniu w Lublińcu, a w styczniu 1945 roku trafił do obozu koncentracyjnego w Groß-Rosen, gdzie otrzymał numer 85217. Od 15 lutego 1945 roku przebywał w podobozie KL Flossenbürg w Hersbrucku, gdzie więźniowie byli zmuszani do drążenia tuneli pod przyszłą produkcję silników lotniczych.
Na uroczystość odsłonięcia pomnika przybyło ponad 80 osób oraz wielu dostojnych gości. Wzruszającą historię tamtych dni na początku uroczystości odczytał Josef Lerchl.
Szef Kancelarii Rządu Bawarii Florian Herrmann podkreślił, że „monstrualność tych zbrodni porusza nas do dziś”. Zaznaczył, że pomnik będzie ważny także w przyszłości, „gdy nas już nie będzie”, oraz że potrzebne są takie miejsca pamięci, by przekazywać zasadę „Nigdy więcej” kolejnym pokoleniom. Dodał również, że „winy nie można dziedziczyć, ale odpowiedzialność już tak”.
Konsul Generalny Rafał Wolski w swoim przemówieniu użył mocnych słów: „Straty były pożądane, a dla strażników życie więźniów nie miało żadnej wartości”. Podkreślił, że stoi przed pomnikiem z pokorą, jednak żadne miejsce pamięci nie jest w stanie zrekompensować cierpienia ofiar. Wyraził też ubolewanie, że tak długo trwało, zanim zbrodnie z końcowej fazy reżimu nazistowskiego zostały upamiętnione. Odczytał również list rodziny Wojciecha Madeja, która dziękowała za pielęgnowanie pamięci i zapowiedziała wizytę w tym miejscu, by oddać hołd, pożegnać dziadka oraz podziękować rodzinie opiekującej się nim w ostatnich dniach życia i inicjatorom pomnika.
Zastępca konsula generalnego Francji Pierre Clouet był tak poruszony, że z trudem zabierał głos. Przypomniał działalność francuskiej służby poszukiwawczej, która po wojnie zajmowała się identyfikacją ofiar i ich ekshumacją. Podkreślił, że za każdym nazwiskiem stoi człowiek z własną historią i rodziną.
Na zakończenie miejscowi proboszczowie parafii katolickiej i ewangelickiej poświęcili pomnik wodą święconą. Spływające po jego powierzchni krople dla niektórych uczestników uroczystości symbolicznie kojarzyły się ze łzami cierpienia więźniów.
tekst i fot. Andrzej Białas / Monachium

