...kochać nasze miasto, spotykać  się, jak promować i sławić je w świecie. Dla gdańszczan zamieszkałych w Niemczech, w Hamburgu, Bremie, Lubece zwłaszcza, to niejako zaszczyt i misja, którą wypełnia się z dumą i satysfakcją. Na słowa: „jestem z Gdańska” reagują tu wszyscy przyjaźnie i serdecznie. I to nie tylko dlatego, że Gdańsk to kolebka narodzin Solidarności i początku wielu europejskich przemian, ale dlatego, że jego historia połączyła narody we wspólnych gospodarczych przedsięwzięciach i współpracy. Światowy Zjazd Gdańszczan, który odbył się przed kilkoma dniami był doskonałą okazją do spotkania nas wszystkich, którzy rozjechaliśmy się po świecie. Okazuje się, że nosimy w sercach wspomnienia, radujemy się dzisiejszym wizerunkiem miasta, chętnie sięgamy w przeszłość.

 

Dzieje naszego hanzeatyckiego grodu dowodzą, że przyjazne, a nawet serdeczne kontakty, wspólne interesy z wzajemnym poszanowaniem i tolerancją łączą ludzi i sprzyjają rozwojowi gospodarczemu, kulturalnemu i naukowemu. Najlepszym przykładem są znani gdańszczanie, których nazwiska na trwałe wpisały się w dzieje Europy i dodają splendoru nadbałtyckiej metropolii u ujścia Wisły. Są w tym gronie: niezwykle ceniony w Niemczech  grafik i rysownik Daniel Chodowiecki, wynalazca  i konstruktor termometru, barometru i aerometru Daniel Gabriel Fahrenheit, fizyk Daniel Gralath, astronom Jan Heweliusz,  doskonały malarz Anton Moeller, związany z Gdańskiem i Hamburgiem światowej sławy filozof Arthur Schopenhauer i oczywiście Guenter Grass, który, jak mówi, uznaje za swoją „ojczyznę domową” ziemię gdańską z jej tradycją niemiecką, polską, kaszubską, żydowską i holenderską.

 

Gdańsk był zawsze ośrodkiem międzynarodowym, ale pamiętajmy, że już od czasów książąt pomorskich szczególnie chętnie zamieszkiwanym przez ludność niemiecką. A jednak do pewnego czasu wszyscy czuli się po prostu  gdańszczanami i starali się wrosnąć w to miasto, ofiarując mu to, co najlepsze: swe serce, pracę i zdolności.

 

Nie dziwmy się więc, że tak wielu Niemców z dumą wciąż podkreśla:  ich bin Danziger. Są i tacy jak lekarz dr Hans Dietrich Paschmeyer z Bremy, także były burmistrz Bremy Hans Koschnik, którzy uzyskali najwyższe uznanie i wdzięczność gdańszczan. Nie raz zresztą, zyskiwaliśmy pomoc i wyrazy życzliwości od przyjaciół w Niemczech. Nadal popularne są wycieczki do Gdańska i wielu, nie tylko hamburczyków, czy bremeńczyków zachwyca się jakże eleganckim dziś Długim Pobrzeżem nad Motławą z jego gotyckimi bramami, słynnym Żurawiem, hotelami Hanzą i Hiltonem.

 

W Hamburgu, w naszym okręgu konsularnym jest nas gdańszczan dostatecznie dużo, o czym wie doskonale pan prezydent Paweł Adamowicz. Dlatego przy okazji każdej swej wizyty nad Łabą lub Wezerą tak serdecznie zaprasza i promuje zjazdy gdańszczan.

 

Impreza organizowana jest po to, by pielęgnować tradycje otwartości i gościnności miasta. Odbywa się ona co cztery lata od 2002 roku. Tegoroczna, czwarta z kolei edycja w dniach 25 – 27 lipca 2014  przyciągnęła masę turystów z całego świata, a jej program uznano za szczególnie udany. Była muzyka lekka i poważna, tańce, spacery, zabawa i kształcenie. Podobały się liczne wycieczki z przewodnikami zatytułowane dla przykładu: „Szlakiem Znanych Gdańszczan,” „Szlakiem Wolności”, „Szlakiem Bursztynu”. Powodzeniem cieszyła się muzyka Fryderyka Chopina na przedprożach gdańskich kamienic  (kompozytor odwiedził  Gdańsk w 1827 roku). Wiele osób przybyło na modlitwę za pomyślność miasta i jego obywateli na Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy przy 3 Maja (to miejsce symboliczne, upamiętniające gdańskie cmentarze różnych wyznań zniszczone po II wojnie, zwłaszcza w latach 70-tych). Była też promocja filmów związanych z Gdańskiem i rozmowy, wspomnienia, zawiązywanie znajomości, także wspólne zdjęcie...

 

 

A my, liczni hamburscy, bremeńscy, lubeccy gdańszczanie znamy się i z chęcią spotykamy. Są wśród nas lekarze, inżynierowie, nauczyciele, przedsiębiorcy, artyści i jak mówią; Aleksandra Jeszke Zillmer – wieloletnia przewodnicząca Deutsch – Polnische Geselschaft w Hamburgu i  dziennikarz Tadeusz Knade, wszyscy wspaniali ludzie, którzy miasto w wielu trudnych sytuacjach wspomagali pomocą. Nie ma u nas restauracji Gdańska, takiej jaką w Oberhausen prowadzą z sukcesami państwo Gołębiewscy, ale trudno.... Pozostają  nam  przemiłe Spotkania Polskie w Konsulacie, a tam nas zawsze sporo i idąc za przykładem byłego pana konsula Mieczysława Sokołowskiego, o Gdańsku dużo się mówi.

 

Być może uda się jesienią pod kierunkiem Grażyny Słomki zorganizować wieczór pod hasłem „Gdańsk w filmie i literaturze”, bo to temat doprawdy interesujący i szeroki. I przeczytamy młodym jak to odchodziło w niepamięć to, co piękne i stare, by teraz na nowo święcić tryumf, wzbudzać zachwyt i uznanie. Sięgniemy więc ponownie do utworów Stefana Chwina, by uświadomić sobie raz jeszcze, że nie wszystko stracone, nie wszystko sponiewierane, zaprzepaszczone, zapomniane, a Gdańsk jakże ciekawy, gościnny i turystom przyjazny: „Rzeczy poniemieckie w jednej chwili dawało się odróżnić od od rzeczy polskich. Drewniane ażury na werandach koło Katedry, harmonijny porządek czarnych belkowań na pruskim murze młyna przy Pomorskiej, ogrodzenia z kutego żelaza w ogrodach i na cmentarzach starej Oliwy”...  My gdańszczanie wiemy o co chodzi i dumni jesteśmy, że wszystko powoli powraca do starej swej urody, że zarówno w Niemczech, w Polsce, jak w świecie miasto nasze slynie pięknem, zamożnością i energią swych mieszkańców.

 

Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK