Na polonijnej mapie Berlina od wielu lat w zupełnym zaciszu, bez wielkiego rozgłosu z powodzeniem działa nieformalna grupa, której członków łączą nie tyle wspólne zainteresowania, co chęć spotykania się.

 

Mam tu na myśli istniejący od prawie 10 lat klub seniora założony przez Panią Helenkę, który odwiedziłam na początku maja tego roku. To, co zobaczyłam zaskoczyło mnie, ale też i widok był iście sielankowy, aż fajnie było tam być! Seniorki, przedtem bywające w różnych miejscach, doskonale poradziły sobie, odnajdując dla siebie całkiem sympatyczny kącik, gdzie mogą się spotykać. Pomogli im w tym niemieccy urzędnicy. Od AVO otrzymały  do dyspozycji lokal z dobrze wyposażoną kuchnią i życzliwym dozorcą.

 

 

Trafiłam na moment przygotowań i od razu  świetnie się poczułam wśród znanych i nieznanych mi osób. W tej wielkiej krzątaninie widziałam, jak  radośnie te panie witają się ze sobą, wyczuwałam bez  wielkich komentarzy panujący przyjazny klimat, jaki dla siebie stworzyły.

 

Lokal mieści się w budynku otoczonym ze wszystkich stron zielenią, z dużym ogrodem, stolikami, ławkami, krzesłami do siedzenia, werandą i stanowiskiem do grillowania. Ogród sąsiaduje z boiskiem sportowym, gdzie młodzież grywa w kosza, siatkówkę, ping ponga. Po ogrodzie zwinnie krzątały się seniorki, ustawiając na stołach miski sałatek, sterty kiełbasek, świeżych ogórków, pomidorów, pieczywa. Wewnątrz, w środku ogromnej sali długi stół,  z barwnie rozłożonymi serwetkami, filiżankami, talerzykami, kubkami. Na stole ciasto własnego wypieku, woda, wino, soki. Wśród obecnych pań od razu rozpoznawało się osoby szefujące - urocze dwie panie, dyskretnie doglądające, czy  każdy jest dobrze zaopatrzony. Nad dzbankami unosił się zapach kawy, w samowarze wrzała woda na herbatę.  Przy stolikach siedziały ładnie ubrane i uczesane panie z delikatnym makijażem, na szyi korale. Spoglądały na siebie życzliwie, rozmawiały z ożywieniem, bo w końcu od miesiąca się nie widziały, do opowiadania nazbierało się więc sporo tematów. Co najważniejsze,  nareszcie ktoś ich życzliwie wysłucha, serdecznie doradzi,  uśmiechnie się, poda kawę, zapyta czy chce ciasteczko, kiełbaskę, nałoży sałatki, doleje wina, a gdy zagra muzyka, panie nie czekają na zaproszenie, tylko same ze sobą tańczą. W tym dniu są dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem, i dobrze im z tym.

 

 

Co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt, że te radosne chwile dzielą z niemieckimi niepełnosprawnymi, którzy przychodzą tutaj w każdą środę. Nie przeszkadzają sobie nawzajem, wręcz odwrotnie – wspólnie mile spędzają czas. Niemieccy przyjaciele – jak powiadają – nie mogą doczekać pierwszej środy miesiąca, kiedy Polacy dołączają do ich grupy. Dla nich to dobra konstelacja i wcale im nie przeszkadza, że wokół polska muzyka, polska mowa i polskie potrawy. Wspólnie siedzą obok siebie, razem  jedzą, tańczą, rozmawiają jak swój ze swoim. Byłam wzruszona tym widokiem i postanowiłam, że będę tam częściej przychodzić, jeśli tylko czas pozwoli. Warto zobaczyć  ludzi w ich szczęśliwych momentach – to duża dawka pozytywnych emocji, który pozostaje na długo we wspomnieniach. Co mówią o sobie, poczytajmy:

 

Jola:  Staramy się w ramach skromnych możliwości zapraszać ciekawych ludzi, pisarzy, lekarzy, muzyków, aby urozmaicić nasze spotkania. Czujemy się odstawieni na boczny tor, więc musimy sobie sami radzić. Zapraszamy wszystkich od 55 wzwyż, za rok obchodzimy 10 rocznicę, więc będzie się działo.

 

Co powiedzieli inni?

duża satysfakcja, że mogę się do czegoś przydać

bardzo się cieszę na każde spotkanie, dobra atmosfera, mam tu koleżanki

jestem tutaj między swoimi i od samego początku

jest cudownie, trafiłam tu poprzez gazetę

jest z kim porozmawiać, jedyne takie miejsce

jestem tutaj 10 lat, jest bardzo miło i trochę przykro, że nas nie dostrzegają polonijne gremia

 

 

Patrząc na to, jak dzielnie radzą sobie nasze kobiety i dwóch mężczyzn, nasunęła mi się smutna refleksja o losie ludzi starszych. Kto dzisiaj upomni się o nich? Sami odpowiedzmy sobie na to pytanie? Większość uczestników  spotkania to samotne osoby, a jak dokuczliwa jest samotność na emigracji ten wie, kto nie ma wokół siebie nikogo z rodziny.  Mało wiemy o ludziach w podeszłym wieku w naszym środowisku, nie znamy losu wielu byłych działaczy. Nie wszystkich pamiętamy po nazwisku, ale czasem zauważamy, że niektórzy z nich nie pojawiają się już na zbiorowych imprezach. Czyż nie powinniśmy wykazać odrobiny ciekawości ich losem? Może potrzebują pomocy, naszych odwiedzin, telefonu? Jakoś żadna organizacja nie ma w programie działań charytatywnych, której celem byłaby socjalna pomoc w przypadkach losowych. Niektórymi podopiecznymi zajmuje się prezes Polskiej Rady Ferdynand Domaradzki. Mówimy o tym często między sobą, mamy nawet pewien pomysł, problem w tym, że nie mamy gdzie spotykać się.

 

 

A propos pomocy, wciąż przed oczami mam obraz z pobytu u syna w Kanadzie. Otóż zupełnie przypadkowo siedząc na werandzie wypatrzyłam polskiego harcerza, który dwa razy w tygodniu wnosił zakupy oraz pełne kartony z gotowym jedzeniem do sąsiedniego domu. Mieszkała  w nim starsza kobieta, która leżała w łóżku i nie mogła chodzić. Zapytałam harcerza, czy jest jej znajomym czy z jakiejś organizacji? Usłyszałam, że z drużyny harcerskiej, której przydzielona została dzielnica i osoby pochodzące z Polski do opieki. Tak samo opiekowali się też pomnikami i grobami polskimi. Przykład godny naśladowania u nas, problem tylko, kto ma się tym zająć? Napisałam o tym, bo może warto rozważyć i stworzyć krąg ludzi, którzy chcą być użyteczni i deklarują dyspozycyjność. Jesteśmy rozproszeni po całym Berlinie, tym bardziej musimy dotrzeć do tych, którzy być może czekają na nasze zainteresowanie. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, wszak znamy się! Może kiedyś i my będziemy potrzebować czyjejś uwagi?

 

Seniorzy z żalem wspominają czasy, kiedy byli honorowo zapraszani na uroczystości, pierwsze rzędy były zawsze zarezerwowane właśnie dla nich, na wigilię czy koncerty. A dzisiaj – jak powiadają – doprosić się nie mogą chociażby zawiadomienia o imprezach. Nie chcą nic innego, tylko wiedzieć, kiedy, gdzie  i co się dzieje, bo nie ma w Berlinie polonijnego kalendarium imprez.  Dlatego też zależne są od informacji organizatorów. Myślę, że tak niewielką  prośbę jesteśmy chyba w stanie spełnić. 

 

Dla zainteresowanych podaję telefon  kontaktowy: 030/ 927 54 57 Jolanta Sierańska.

 

Spotkania seniorów odbywają się w każdą pierwszą środę miesiąca w budynku  AWO przy Adalbertstraße 23 A, 10969 przy stacji Kottbusser Tor (U1 i U8).

 

No, to do zobaczenia!

 

Tekst i foto: Krystyna Koziewicz

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK