Kto ich tak zjednoczył, zaprzyjaźnił, uszczęśliwił i natchnął pomysłami? - pytają wszyscy, którzy choć raz spotkali się z tą jakże interesującą grupą ludzi różnego wieku, rozmaitych zawodów, zajęć i zainteresowań. Od pierwszej chwili widać, że ich sobotnie, hamburskie spotkania są oczekiwane, miłe i potrzebne. Zdziwienie, ale i podziw budzą wzajemną otwartością, empatią i życzliwością. Są niczym zgodna rodzina, która wspiera się i raduje, rozumie i potrzebuje.  To właśnie poczucie, zrozumienia, zaufania i przychylności sprawia, że tworzą zespół sprawdzony, niezawodny w działaniu i przykładny w zachowaniu. 

 

Potrzeba widywania się i rozmawiania wykształciła w nich już nawyk, który otwiera serca, uwrażliwia i utwierdza w przekonaniu, że razem są siłą, że niosą różnorodność wartości indywidualnych, którymi warto się dzielić.    W samym centrum Hamburga, nie tak daleko od Dworca Głównego w dzielnicy St Georg przy Alexanderstr. 16 w tamtejszym Domu Kultury (Kulturladen St. Georg eV) zbiera się co dwa tygodnie krąg sympatycznych osób pochodzących z Polski, by porozmawiać, opracować wspólne plany, cele i zamiary - takie, które rozwijają, kształcą, bawią i satysfakcjonują.

 

Od sześciu lat działa POL-AKTIV - zespół liczący ponad sześćdziesiąt osób, bractwo zgranych i sympatycznych przyjaciół, kolektyw miłośników aktywnego wypoczynku. Nigdzie nie są zarejestrowani, nie płacą składek, nie mają legitymacji, nie chwalą się statutem, regulaminem, manifestem, dekretem, ani instrukcjami. Mają za to swoje normy i zasady, których przestrzegają w ramach kultury osobistej, poszanowania innych i  psychicznego komfortu. Sześć lat ich działalności to doprawdy dobra szkoła, a nawet uniwersytet z licznymi fakultetami, które najpilniejsi wzorowo zaliczyli. Spotykając się wymieniają rady i doświadczenia, dzielą się wiedzą, ujawniają swe spostrzeżenia i oczywiście razem planują wycieczki po Hamburgu i... Europie. Było dotąd takich wspólnych wyjazdów, jedno- i kilkudniowych sporo. Zwiedzili Berlin, Wiedeń, Paryż, Kopenhagę, Pragę, Budapeszt, Wilno. Wypoczywali niejednokrotnie na Sylcie, Helgolandzie, w Travemuende, na Mazurach, w górach Hartzu. Rozkoszowali się słońcem południa w Nicei i Monako. Dobrze znane są im okolice Hamburga. Poznali zabytki Bremy, Drezna, starej Lubeki, szwedzkiego ongiś Wismar i uroczego Lauenburga nad Łabą. Spędzili wekeend w Świnoujściu.

 

Wymieniać można wiele... Istotne jest to, że te podróże dostarczają im niezapomnianych wrażeń, a wcale nie są kosztowne. Są po prostu dobrze skalkulowane i przemyślane zarówno pod względem poznawczym jak i finansowym, z uwzględnieniem uwag o wygodzie i indywidualnych życzeniach uczestników. Minimalizacja kosztów doprowadzona jest do takich jedynie granic, które nie są w sprzeczności z udogodnieniami, łatwością podróżowania, bezpieczeństwem. Z wyprzedzeniem czasowym ustalają terminy, zasięgają informacji, dokonują wyborów i dobrze przygotowani ruszają w świetnych nastrojach do miejsc, które ich przyciągają.

 

Starsi i młodzi jeżdżą chętnie i solidarnie współtworzą miłą atmosferę, pomyślną, przychylną aurę. Dla malkontentów, mędrków, intrygantów i bufonów miejsca nie ma. A przecież, przez te sześć lat  działalności POL-AKTIV-u przewinęło się sporo (około 300) rozmaitych chętnych do uczestnictwa, działania, a nawet przewodzenia. Zdarzały się, jak to w życiu bywa, konflikty, niesnaski, ale czas zrobił swoje. Pozostali ci, którzy mają szacunek do siebie i innych, dobrze czują się w grupie, potrafią dyskutować, współpracować, współtworzyć.

 

Nie wszyscy bywają na każdym ze spotkań. Niektórzy pojawiają się rzadko,  bo nie zawsze czas pozwala i nie zawsze są chęci. Wiele osób uważa jednak, że jest w nich potrzeba „wyjścia do ludzi”, że POL-AKTIV to taki „parasol ochronny” w emigracyjnej, samotnej wędrówce wśród obcych.  Kiedy dla jednych są to spotkania w pewien sposób zobowiązujące towarzysko, dla innych to jedynie chwila relaksu, pogawędki, zabawy czy wytchnienia. Nie ma reguł, nie ma konieczności uczestnictwa, ale dobrze widziane są świeże pomysły, wola działania, inspiracje, pozytywna energia.

 

 

Takimi cechami charakteryzuje się  redaktor Brygida Gołębiowska twórczyni i inicjatorka POL-AKTIV-u, kreatorka tego niebywałego zrzeszenia. To jej autorytet, wiarygodność, osiągnięcia, wiedza i zaangażowanie w dobro polonijnej społeczności, utrzymują w doskonałej kondycji tę czasami niepokorną, lecz sympatyczną i ciekawą konfraternię.  Redaktor Brygida GoŁębiowska przez 18 lat - od 1989 roku  wydawała w Hamburgu polonijny dwutygodnik KURIER, pismo cieszące się ogromnym zainteresowaniem polonijnej społeczności. Zawierało ono bogactwo informacji cennych zarówno dla wieloletnich mieszkańców Hamburga, jak i nieustannie napływających w latach osiemdziesiątych przybyszów. Pomagało rozwiązywać trudne problemy nieoswojonej codzienności, uczyło integracji, podtrzymywało licznych „na duchu”, niosło wiarę w sens  pielęgnowania kultury polskiej na obczyźnie. Była to gazeta, która Polaków zbliżała i wzmacniała w trudach przyswajania nowego. Przy wydawnictwie prasowym ukształtował się niejako polski ośrodek pomocy społecznej i działalności kulturalnej. Do tego redaktor Gołębiowska prowadziła bibliotekę przy Misji Katolickiej na Grosse Freiheit. Jak to do poradni, przybywali tam przez lata tłumnie Polacy, by rozwiązywać pokomplikowane swe sprawy, najróżniejszego formatu i jakości. Zawsze otrzymywali należną i oczekiwaną pomoc. Z wielkim rozeznaniem potrzeb i oczekiwań organizowała kilkudziesięciotysięczne, jakże udane festyny (nawet dwudniowe) z udziałem polskich zespołów i artystów. Niemałym powodzeniem cieszyły się bale w hotelu PANORAMA, spotkania autorskie i wieczorne rozmowy z ciekawymi ludźmi. Wykazała wielkie zaangażowanie w pomoc powodzianom, wysyłając transporty paczek z odzieżą, meblami, środkami higieny na Dolny Śląsk w lipcu, sierpniu i wrześniu 1997 roku.

 

Mówić można długo. To przecież historia, która wciąż zadziwia. To historia, która nie może pójść w zapomnienie! Tak więc POL- AKTIV jest kontynuacją społecznej, niestrudzonej pracy Brygidy Gołębiowskiej. Ona jest wzorem zaangażowania i uczynności, polonijnej na wskroś ideowości. W POL- AKTIVIE  zasługi „Szefowej” są rzeczą znaną, normalną i zrozumiałą. Na niej polega się „ jak na Zawiszy”, podąża za jej przykładem i ufa  jej intuicji . Golębiowska wie co dobre, wskazane, pożyteczne i wartościowe. Ma szacunek do ludzi, umie słuchać i bezinteresownie pomaga. Tak więc, ów „parasol ochronny” POL- Aktivu okazuje się być niezawodny. Nawet w dobrą pogodę. Wtedy, gdy ciepło i  bezdeszczowo, grilują, spacerują , śpiewają i upajają się pięknem natury. Bywa, że wychodzą razem na musikale, albo na wystawy do muzeów. Każda pora roku niesie im rozmaite atrakcje i radości, rozpala marzenia i aktywizuje.

 

 

Sylwester i „Andrzejki” to już od lat doskonałe zabawy z pomysłowo przygotowanym bufetem i muzyką „na żywo”. Gdy z rozmaitych powodów brak Brygidy Gołębiowskiej, bo jest przy tym czynna zawodowo, Marianna Beska przejmuje opiekę nad zespołem. Spokojna, lecz przewidująca służy radą, nie szczędzi czasu, pomaga w przygotowaniach imprez, czy wycieczek. Członkowie POL-AKTIVU znają się na tyle, że wiedzą w jakim kierunku podążać, mają plany dalszej realizacji swych pomysłów i zamierzeń. O wszystkim decydują zespołowo, lecz z poszanowaniem indywidualnych koncepcji.

 

Niemałą inspiracją jest dla nich hamburski oddział Deutsch – Polnische Gesellschaft z przewodniczącymi paniami Violą Krizak i Aleksandrą Jeszke Zillmer. We wrześniu ubiegłego roku kilkuosobowa grupa POL–AKTIVU uczestniczyła w autokarowej wycieczce „Śladami polskimi po Hamburgu”, którą Towarzystwo Polsko-Niemieckie organizuje każdej jesieni w bardzo interesujący i przemyślany sposób. Zdobyte wrażenia to także temat do rozmów i pomysł na poznawanie „hamburskich poloników”. Edukacja, rozwój, wypoczynek to jeszcze nie wszystko, bo przecież najważniejsze są kontakty, przyjaźnie, sympatie, otwartość, lojalność.... Te walory i zalety kształtuje się godzinami, miesiącami, latami nawet.

 

Nie znaczy jednak, że POL–AKTIV to krąg zamknięty, do którego nikt już w szóstym roku jego istnienia nie ma wstępu. Każdy jest w tej gromadzie mile widziany, jeśli tylko potrafi być koleżeński, przychylny, zainteresowany tym co ciekawe, akceptowane, dla większości sprzyjające i przyjazne. Jak widać organizacja to „uskrzydlonych”, ciekawych, młodych duchem, choć różnych wiekiem, takich, którzy wciąż poszukują sensów, znaczeń, nowych jakości emigracyjnego życia. To dobry przykład na to, że Polacy wiele potrafią, jeśli tylko chcą.                      

 

Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK