Niemiecki poeta Heinrich Heine mówił, że doświadczenie to dobra szkoła, ale bardzo droga. Prawdziwość tego stwierdzenia potwierdziły pewne urocze Polki, które po kilku miesiącach pobytu w Niemczech uznały, że zdobyły sporą wiedzę kosztem niepokojów, które sen z powiek spędzały, tęsknot, zwątpień i zmęczenia co nie raz dawały się we znaki.

 

Przyjechały we trzy; Klaudia, Monika i Ola. Ten sam rocznik 1989, ta sama uczelnia, sąsiednie miejscowości, podobne problemy. Każda inna, ale w zachowaniu, zwyczajach i życiowych oczekiwaniach takie same. 

Z zachodniopomorskiego - krainy jezior i dawnych junkierskich majątków, z urodzajnej ziemi, na której stare pałace i dwory wśród parków, resztki popegerowskich chlewni w poblżu zdewastowanych bloków mieszkalnych i dziurawe drogi, wiodące do autobusowych przystanków.

 

We trzy się wybrały do Hamburga, bo w okolicach Sławna pracy i chęci do życia nie ma i na jakąkolwiek poprawę się nie zanosi. Zdecydowały się, bo „Dzika Elka” załatwiła lokum na trzy lub cztery miesiące, Robert miał miejsca w samochodzie, a Marcin - malarz, tapeciarz, kafelkarz, kierowca, dostawca, mechanik, komputerowiec i doradca zawodowy w jednej osobie - obiecał w znalezieniu pracy dopomóc. Takich przyjaciół tylko sobie życzyć! „Dzika Elka” już od czterech lat w Niemczech. Od mycia schodów zaczynała, od szorowania blach i podłóg u Włocha w pizerii, a dziś podopieczną, starszą, zamożną Niemką się zajmuje i każdego miesiąca 650 euro śle do kraju na konto dewizowe. Tak się złożyło, że jej Hildzia na miesiące zimowe pojechała do syna do Kalifornii, więc Elka uznała, że raźniej i przyjemniej będzie, kiedy przyjmie koleżanki na „kwatery”. Dom jest duży, na uboczu, pod lasem, który parkiem zwą. W piwnicach gościnna sypialnia i toaleta niewielka z prysznicem, garderoba do której łóżko polowe i krzesło się zmieściło. W kuchni mikrofalówka i czajnik elektryczny. Czego więcej trzeba? No, czego? Przecież zarobić przyjechały, a nie na wczasy, zakupy czy zwiedzanie.

 

A Marcin? To chłopak bystry, rzutki i zaradny jak mało który. Od sześciu lat w Hamburgu. Pomysłowy i inteligentny, bo także po Pomorskiej Akademii w Słupsku. Jako pomocnik malarza na obczyźnie zaczynał, a dziś swoją ekipę roboczą ma i na brak zajęć w różnych dziedzinach nie narzeka. Najważniejsze przecież, to się zameldować, z robotą się zarejestrować, ubezpieczyć i tak sobie wszystko poukładać, żeby języka uczyć się nieustannie. On właśnie koszty wstępne przybyłym naliczył, bo przecież dziewczyny rozwieść po urzędach trzeba było, opłaty wnieść, bilety miesięczne kupić, noclegi Elce zapłacić, odstępne w dwóch miejscach uiścić, oferty tu i tam zamieścić, propozycje przedłożyć, konta bankowe założyć, za meldunek dwóm rodakom się wypłacić, no i jeszcze drobiazgi, o których mówić nie trzeba i nie należy.

 

Zatem Klaudia, Monika i Ola znalazły się już na „wstępie” z długami po 800 euro każda. Macie dwa miesiące czasu na spłatę, więc uwijać się i zasuwać trzeba.  Frustracje i sentymenty to potopione okręty - rzekł stanowczo, przygotowując wykład z dziedziny sprzątania ze specjalizacją: biura, klatki schodowe, obiekty edukacji i mieszkania. Okazało się, że temat to obszerny i przygotowanie teoretyczne jest dla  pań magistrów geografii i germanistki niezbędne. Znawca problematyki przeszkolił panny w zakresie właściwego zachowania, reagowania kryzysowego, planowania przestrzennego, organizacji pracy i ochrony zdrowia. Mówił o znaczeniu efektu końcowego pracy, potrzebie nawiązywania przyjaznych kontaktów i budowania wizerunku odpowiedzialnego i sympatycznego wyrobnika z sąsiedniego kraju.

 

Doprawdy, rady Marcina okazały się cenne, bowiem żadna z przybyłych nie wiedziała, że w Niemczech obowiązują nieco inne niż u nas obyczaje, zwyczaje i zasady. „Dzika Elka” też je doszkoliła, przekonując, że trzeba oszczędzać, do Polski nie jeździć za często i nie znosić do domu żadnych łachów, którymi Niemcy chętnie obdarowują tych, co im brudy z kątów wymiatają.  Ja tam jeżdżę do Polski tylko latem i to na kilka dni. Niczego ze sobą nie targam, bo wszystko mają na miejscu, tyle, że gorszy kwalitet. Nawet kawy nie da się tam pić. Zawsze mnie obcałowują i „komenteplują”, bo chcą pożyczkę, wsparcie, robotę, albo interes jakiś przy mej pomocy ukręcić. Nie idę w sentymenty, niczego nie załatwiam i nie myślę przykładem być ofiarności. Ostatnio rozglądam się za jakimś apartamentem nad morzem, ale ceny mnie przerażają, więc z tymi trojmami wyluzowałam.

 

No tak, ale Klaudia chciałaby już za miesiąc, albo dwa do rodziców pojechać... Musi przecież parę rzeczy mamie dowieźć, książek kilka z domu zabrać, bo bez czytania to tak jakoś nieswojo... Poczytać trzeba, nie można już o dziesiątej  do łóżek, bez kontaktu ze światem, z rodziną... Nie da rady tak żyć od jednego sprzątania do drugiego... Kilka książek tu jest, bo Hildegarda czasem coś kupowała - podrywa się Elka. - Zaraz... Co my tu mamy? – pyta, nałożywszy okulary przynosi kilka książek z sąsiedniego pokoju i czyta z wyraźnym trudem. Shikasta Doris Lessing, Atemschaukel Herta Mueller, Mit oder ohne knochen? Elke Heidenreich... Dziewczyny pytają o bilety do muzeów, bo może by poszły wreszcie do tej Kunsthalle koło dworca? Balet i opera podobno też są tu doskonałe... Wy musicie nauczyć się jednego! - wyraźnie denerwuje się Elka. - Albo przyjechałyście się dorobić, na nogi stanąć, albo będziecie hochbegabt i z gołymi dupami za rok stąd wyjedziecie. Cisza. Monika jako jedyna przytakuje. Nie da rady połączyć kultury z pracą zarobkową - stwierdza ich gospodyni. To może chociaż upiec w sobotę rogaliki z konfiturami? To już co innego! Ale tylko raz daję wam erlaubnis, bo nawet nie wiecie, ile ten herd prądu zżera! - cieszy się „Dzika Elka”.

 

W krótkim czasie dziewczyny upodobniły się do swej gospodyni i rozmawiały z nią takim samym językiem, mieszając słowa polskie z niemieckimi. Zauważyły, że w ten sam sposób rozmawia także znajoma Elki, niejaka Frau Malicki. Przychodząc co jakiś czas, opowiadała o trudach pracy pielęgnacyjnej u pewnego obłożnie chorego. Dla córki się poświęcam – tłumaczyła i relacjonowała kolejny raz jak to jej Anetka ukończyła na UJ germanistykę, uczyła w gimnazjum w Elblągu, potem wyjechała ze swoimi uczniami do Flensburga i poznała tam doktora biologii Thomasa Domke.  Zakochali się,  jeździli do siebie, pobrali się i postanowili osiąść  na Mazurach.  Za jego pieniądze kupili stary dom z ogrodem nad jeziorem i od dwóch lat remontują go i rozbudowują, by powstał hotel. Anetka, jak wynika z opowieści, wciąż prosi matkę o pomoc w spłacaniu długoterminowego kredytu, który wynosi ponad dwa tysiące miesięcznie. Zatem Frau Malicki zmuszona jest do całodobowej opieki nad bardzo trudnym pacjentem i musi wytrwać, skoro jej jedynaczka wreszcie ułożyła sobie z przyzwoitym Niemcem życie.  Ale czy Anetka szczęśliwa? Frau Malicki nic na ten temat rzec nie potrafi... Kiedy pieniądze wyślę i zadzwonię, to się cieszy i nawet trochę ze mną przez telefon miło pogada - wyjaśnia zasłuchanym dziewczynom. Opowiada też o swojej szwagierce, która tak się w Niemczech „zarobiła”, że mąż od niej odszedł, a byli dopiero rok po ślubie. Na samochód miała tylko zarobić, a on cierpliwości nie miał, nie czekał i „odjechał z inną”. I to czym? Rumuńską, zjeżdżoną Dacią!

 

Monika, Klaudia i Oleńka nasłuchały się wiele. Postanowiły jednak w Hamburgu jeszcze jakiś czas pozostać, uznały, że to nowe niemieckie doświadczeniwe też jest cenne. W końcu, za wszystko się płaci, a bez pieniędzy powrócić to... głupio i niezręcznie. A jednak wiele się w ostatniej chwili zmieniło; Marcin – przesiębiorca zakochał się szaleńczo w Klaudii, Piotr – policjant przystojny ze Słupska oświadczył się Oli podczas pobytu w Hamburgu, zaś Monika poznała kogoś bardzo interesującego i za jego namową postanowiła podjąć dalszą naukę na tutejszym uniwersytecie. Każda z nich twierdzi, że jakoś sobie w trudach dotąd poradziły i wiedzę odpowiednią do okoliczności „złapały”. Od kultury - jak mówią nie odeszły, co się dało poznały i zgłębiły.

 

S.R

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK