Być, albo nie być; - oto jest pytanie.

Czy szlachetniejszym jest znosić świadomie losu wściekłego pociski i strzały...? Doprawdy, dylematy samego Hamleta przeżywa wielu młodych ludzi w Polsce, zastanawiając się nad swym położeniem. Wykształceni, energiczni i pełni wiary w swe siły ruszają w Europę sądząc, że bezrobociu i kłopotom finansowym nastanie kres, a sukcesy, dostatek i płynące stąd radości staną się ich udziałem. 

 

Ponad dwa miliony naszych rodaków opuściło w ostatnich latach ojczyznę. Większość czeka na Zachodzie aż wykrystalizuje się sytuacja gospodarcza nad Wisłą. Pracują, zarabiają i uzbrajają się w cierpliwość. Mają problemy duńskiego księcia, bo emigracja to nie jest rzecz łatwa, lekka, ani przyjemna. A jednak zasilają Polskę kwotą znaczną, bo ponad 5 miliardów euro rocznie.

 

Jaka jest ta młoda emigracja? Czym różni się od tej zasiedziałej w Niemczech, a nawet od swoich rówieśników tu wychowanych i wykształconych? Nie ulega wątpliwości, że ci nowi przybysze są nieco inni. Cechuje ich energia, odwaga, wielorakie przygotowanie zawodowe i zdolności adaptacyjne. Wyróżniają się ową strategią intencjonalnej nieprzewidywalności i niebywałym hartem. Fantazją i pewnością siebie wprawiają Niemców w zdumienie.  Podejmują się różnych prac, ale wielu, tych wykształconych zwłaszcza, ma konkretne plany i oczekiwania, poszukuje dobrze płatnych i odpowiadających im stanowisk, zgodnych z poczuciem własnej wartości, doświadczeniami i zamiłowaniami.  

 

Zrozumiałe, że dochodzi do spotkań młodych Polaków, tych przybyłych ostatnimi laty z Polski, z tymi, co mieszkają w Niemczech „od dziecka”. Dochodzi do spotkań nie tyle przypadkowych, co zainicjowanych rozmaitymi uroczystościami i polskimi wydarzeniami kulturalnymi. Tak jest w Hamburgu, w Berlinie, w Hanowerze, Lubece, w Kilonii, Oberhausen, Monachium, Akwizgranie i w wielu, wielu miastach. To informacje w polskich kościołach, na portalach społecznościowych, w prasie, telewizji i na uczelniach także, przywołują ich ku sobie i sprzyjają zapoznaniu. W naprawdę komfortowej sytuacji są ci młodzi emigranci w dużych ośrodkach, w których dawna Polonia wytworzyła pewne obyczaje i rytuały wspólnych uroczystości, obchodów i promujących naszą kulturę imprez. One integrują i zbliżają różne pokolenia mieszkających tu Polaków. Przykładem może być FILMLANDPOLEN, a więc prezentacja polskiej kinematografii w miastach Niemiec Północnych. Tłumy Polaków, a i Niemcy, przybywają raz w miesiącu do kin komunalnych Hamburga, Hanoweru, Lubeki, by obejrzeć nowości i spotkać się z wybitnymi twórcami polskiego kina - artystami i reżyserami, porozmawiać o sztuce i problemach, które ona porusza.

 

Ta najnowsza emigracja zdaje sobie sprawę, że dobrze jest uczestniczyć w życiu Polonii, nawet jeśli nie ma czasu na działanie i jeśli obecność tu jest tymczasowa. W większości wiedzą lub dowiadują się, że rodacy od lat zasiedleni mają swe osiągniącia i dokonania, że zdobyli w Niemczech uznanie, że ich rady mogą być przydatne a nawet cenne. Akwizgrański POLONICUS, dla przykładu, to nagroda przyznawana przez europejską Polonię wybitnym przedstawicielom świata polityki, kultury, życia społecznego, w tym i religijnego, która ma na celu umacnianie emigracji polskiej w jedności ideałów i wartości.  To jest ważna, coroczna uroczystość o europejskim znaczeniu, w której uczestniczą młodzi.

 

Wieloletnia emigracja, ta na obczyźnie już zasiedziała, a wiąc „stara Polonia”, pragnie, by kontynuowano jej tradycje, nie zapomniano o wybitnych jej przedstawicielach, o ważnych wydarzeniach. W historię wszystkich emigracyjnych ośrodków, czy to w Niemczech, we Francji, Wielkiej Brytanii, czy Ameryce, zapisali się wielcy Polacy, wybitni ze względu na zasługi jakie wnieśli do nauki, kultury, polityki czy nawet życia duchowego, społecznego, polonijnego.

 

W Hamburgu pamięta się na przykład wspaniałego działacza, niemal przewodnika polonijnego Maksymiliana Pelca, ale też Waldemara Tymoszuka, który prowadził przez lata polską księgarnię, a przede wszystkim mecenasa Wincentego Broniwoja-Orlińskiego. Wielu innych także. Niektórzy z nich to były autorytety, arbiterzy spraw polsko-niemieckich, niekwestionowani książęta naszych polskich, rodzimych rzeczy.  Wincenty Broniwój-Orliński (1913 – 2006) po latach emigracji pojechał w 1990 do wolnej Polski, do Warszawy, w której jako powstaniec walczył, by towarzyszyć Prezydentowi RP na uchodźstwie w przekazaniu insygnii II RP prezydentowi Lechowi Wałęsie. To nie wszystko. 27 maja 1999 darował Narodowi Polskiemu fabrycznie nowy fortepian koncertowy firmy Steinway & Sons. Instrument trafił do Pałacu Myśliwskiego książąt Radziwiłłów w Antoninie. W środku znajdowała sią informacja: „W jubileuszowym roku śmierci Wielkiego Polaka Fryderyka Chopina z czcią, miłością dla Narodu Polskiego instrument ten Ziemi Wielkopolskiej ofiarowuję”. Oto, co mecenas pisał w jednym z listów: ”Ponieważ wszystko w moim życiu przyjmuję, przeżywam i doświadczam trochę głębiej, a może i inaczej, stąd moja miłość do Boga, Człowieka i Ojczyzny oraz całego Anioła Stworzenia. Stąd też moja głęboka potrzeba spłacenia długu wdzięczności za ten otrzymany dar.”

 

Starsze pokolenie Polaków zamieszkałych w Niemczech ma obawy; jeśli  pamięć o takich właśnie ludziach, ich czynach i postawach nie będzie kultywowana, to zatracimy godność, dobre imię, szacunek do siebie i sens wszelkich działań. Czy młodzi zechcą iść śladem swych poprzedników? Zagubią się w pracy i dorabianiu, czy odkryją radość tworzenia  i działania dla dobra wspólnego? Czy są oni w stanie podejmować takie akcje społeczne jak my w przypadku powodzi, która rujnowała Polskę latem 1997? Zechcą tak jak my stawiać pomniki i dbać o miejsca martyrologii Polaków na niemieckiej ziemi?

 

Nie można mówić, że najnowsza emigracja pozbawionia jest ideałów, komercyjna w poczynaniach, wyrachowana w planach i zamierzeniach. Młodzi chcą i mają prawo wybierać miejsce nauki, pracy i zamieszkania. Ufają, że poszerzą horyzonty, zdobędą wiedzę, nowe doświadczenia, że sprawdzą swoje predyspozycje zawodowe, a nawet psychiczne. Ciekawi są świata, przejmują nowe obyczaje, ale wcale nie „odrywają się od korzeni”. Dla wielu z nich ideałem jest Dariusz Michalczewski. Powrócił do kraju, założył fundację „Równe Szanse”, mającą wyrównać szanse młodzieży pochodzącej ze środowisk zagrożonych negatywnymi zjawiskami społecznymi. O Polsce i Niemczech mówi jak o sąsiedzkich pogodzonych narodach. Sport też łączy i łagodzić winien obyczaje, nie tylko muzyka!

 

Dobrym przykładem może być także Władysław Kozakiewicz i wszyscy ci doskonali piłkarze, którzy nasz hymn z dumą śpiewają, bo  przecież,  dał nam przykład...  Jan Paweł II! Któż inny, jak nie On, głosił, by czynić dobrze dla kraju osiedlenia, ale nie odchodzić od korzeni...  A więc wracać? To pytanie tak długo będzie rozbrzmiewać, jak długo nie stworzy się w kraju szans dla łatwiejszego usamodzielnienia się młodych, nie poprawi jakości życia. Tańsze kredyty,  uproszczenia w przepisach podatkowych, rozwój  budownictwa, sprzyjanie pomysłom, rozwijanie przedsiębiorczości, ograniczenie biurokracji, poprawa sytuacji na rynku pracy, a także pewne zmiany w koncepcjach nauczania i przygotowywania do zdobycia zawodu... Należy pamiętać, że w młodych potencjał, który podchwyci wyzwania.

 

Jest jeszcze młoda Polonia tu wyrosła, wykształcona i z Polską powiązana więzami rodzinnymi, tradycją, językiem. Wielu z nich to „romantycy”, którzy do Polski stale jeżdżą, by pielęgnować swą kulturę i podtrzymywać z ojczyzną więzi emocjonalne. Są dumni ze swego pochodzenia i jak sami mówią, mają polskość w genach.  Tyle, że oni Polski uczą się nie tyle z opowieści rodziców, co z własnych już doświadczeń, z konfrontacji postaw, z obserwacji i rozmów, w tym też rozmów z przedstawicielami naszych władz. Jakże ważne i owocne były i są spotkania z senatorami, zaproszenia do dyskusji (w ramach opieki Senatu nad Polonią).  To przecież umacnia w poczuciu wartości i obliguje do działań.

 

Ci młodzi pozostają w przyjaznych stosunkach z tymi, co tu w ostatnim czasie napłynęli i znaleźli się na uczelniach i w miejscach pracy. Niektórzy powiadają, że to zetknięcie romantyków z pozytywistami. I taki wariant też dobrze prognozuje, bo pragmatyzm i duchowość nie muszą się wcale wykluczać. Wszystko zależy przecież od tego, by nie zaprzepaścić predyspozycji, wymieniać doświadczenia, mieć  przygotowanie do wspólnych pożytecznych koncepcji i działań.

 

Pytania o to, czy wrócić, czy pozostać? - owe hamletowskie dylematy moralne pojawiać się będą stale. Mówmy więc nie tylko o sukcesach emigrantów, ale i o porażkach, o utraconych nadziejach, rozczarowaniach, upokorzeniach. Takie też się zdarzają. Niech nie one jednak będą szkołą życia i niech nie one skłaniają do powrotów do Polski! 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK