Pytają nas o to przy wielu okazjach. Czy jesteśmy w stanie udzielić wiarygodnych, rzeczowych odpowiedzi? Czy znamy prawdę o nas samych? Polonia w Niemczech to zagadnienie wieloaspektowe, obszerne i jeszcze wciąż słabo opracowane. To temat rzeka, który czeka na dociekliwych, cierpliwych i sumiennych, na takich, którzy potrafią dotrzeć do źródeł zagadnień i spraw latami pokomplikowanych.

 

Przy całej złożoności tematu dostrzega się w ostatnim czasie wyraźny podział na Polonię „starą”, przybyłą przed trzydziestu, czterdziestu i więcej laty oraz młode pokolenie, które tu wyrosło i zdobyło wykształcenie. Ci młodzi właśnie warci są szczególnego zainteresowania. Dlatego ogłoszony tego roku przez Senat RP konkurs „Polonia dawniej i dziś” powinien odpowiedzieć na niektóre spośród wątpliwości i pytań. Oto znowu sytuacje „z życia wzięte”, takie, które być może nie są powszechne, ale na tyle interesujące i znamienne, że kryją w sobie istotę emigracyjnych rozterek, problemów, porażek i sukcesów. W każdej z nich mieści sią prawda o losach nas wszystkich, o złożoności naszych dziejów, o dramatach, zwycięstwach, słabościach i sile. Przeżycia starszych rzutują przecież na postawach młodych, doświadczenia i wiedza młodych zaś, wzbogacają ich rodziców i dziadków. We wszystkim powiązania, zależności, więzi i ta ciągłość, która zwie się  polskim rodowodem.

 

- Mój rodowód to Kosznajderia - mówi Marcin Patzke i wprawia wielu w zdumienie.

 

Dla wyjaśnienia należy powiedzieć, że jest takie piękne miejsce na Pomorzu pomiędzy Tucholą, Chojnicami a Kamieniem Krajeńskim, które w latach 1334 – 1438 zasiedlili Niemcy wyznania rzymsko-katolickiego przybyli z okolic Osnabrück. Ziemie te, opanowane wówczas przez Krzyżaków, stały się na długie wieki małą ojczyzną specyficznej,  rolniczej społeczności, nad której nazwą wciąż jeszcze zastanawiają się uczeni. Marcin jest prawnikiem, w  Chojnicach urodzonym, z Kosznajdrami i Kaszubami spowinowaconym, ale nade wszystko przepojony polskością.

 

Rodzinnego odkrycia, jak powiada, a więc pochodzenia dziadów, pradziadków i ich ojców dokonał będąc uczniem gimnazjum. Nigdy przecież w domu nie mówiło się o  „niemieckich korzeniach”.

 

- Owszem, rodzice byli w posiadaniu starych dokumentów, które zgromadzili przed wyjazdem do Niemiec i różne widniały w nich nazwiska i nazwy miejscowości. Musieli wykazać niemieckie pochodzenie, więc zebrali po rodzinie co się dało, nawet adresy i zdjęcia jakichś dalekich krewnych spod Wuppertalu i Detmold, których nigdy na oczy nie widzieli. Miałem 9 lat, gdy zabrali mnie w 1989 w  to „lepsze  miejsce”, w bogatszy i łatwiejszy  świat - opowiada. - Płakałem, tęskniłem, nie potrafiłem do nowego przywyknąć i pierwszych, życiowych goryczy doznałem właśnie jako chłopak w gimnazjum. Tych przykrości nie zapomina się łatwo. Nauczyciel miał do mnie i do dwóch moich kolegów z Polski wyraźnie lekceważący stosunek. Kpił i drwił sobie z nas i wiecznie strofował, że rozmawiamy po polsku. Bez żenady naigrywał się, że to co polskie, to beznadziejne. Kiedyś, po wakacjach, kazał wszystkim opisać miejsce skąd pochodzimy i które  latem odwiedziliśmy. My ci Polskę opiszemy, aż zdębiejesz i rzeź pod Tannenbergiem ci się przypomni! Tak kraj nasz przedstawimy, że ci głupio będzie i zaniemówisz... - postanowiliśmy w trójkę. Tak postanowiliśmy, my jedyni z Polski, w klasie, w której było dziewięć różnych narodowości.  Pamiętam, że poszedłem do biblioteki i wybrałem wszystkie książki o Pomorzu, o Kaszubach, Borach Tucholskich i zamkach krzyżackich. Pierwsze dwa zdania jakie  wówczas napisałem -- wspomina z uśmiechem i satysfakcją - brzmiały: „Nie należy nigdy wypowiadać się na temat, który jest nam mało albo wcale znany. Ja znam kraj z którego przybyłem, kocham go i postaram się wam go możliwie ciekawie przedstawić.” Opisałem piękne lasy wokół Tucholi, Jezioro Charzykowy, Brdę, Chojnice, oczywiście uroczą Szwajcarię Kaszubską i o Kosznajdrach, ma się rozumieć, też napisałem. Napisałem najlepiej jak potrafiłem, a czerpałem wiedzę z niemieckich książek, bo też wszystkiego jako piętnastolatek nie wiedziałem. Rodziców o niektóre tylko rzeczy wypytałem, ale za wiele nie potrafili powiedzieć. To było najdłuższe wypracowanie w moim życiu. Obaj moi kumple: Sławek i Sebastian też się wysilili, też uczuciowo do tematu podeszli, bo tak żeśmy ustalili i okazało się, że „porwaliśmy Niemca za kołnierz i uszy”! Tak się zainteresował Pomorzem, zwłaszcza krzyżackimi zamkami i starym mostem w Tczewie i Malborkiem i Bytowem... Zgłupiał albo zmądrzał? Inaczej tego się nie da wytłumaczyć. A my cieszyliśmy się, że już nie będzie miał się czego czepiać i zechce Polskę poznać nim cokolwiek o niej powie. Poskutkowało. Nawet wycieczkę chciał organizować do Gdańska, Tczewa i Malborka, ale Turcy, a było ich w naszej klasie dwunastu, przegłosowali Stambuł. 

 

- To wcale nie do śmiechu - mówi Sebastian, który pochodzi z Gdańska. - Ja wszystkich moich niemieckich sąsiadów, seniorów zwłaszcza, a i wielu moich pacjentów tak przeszkoliłem, że na wypoczynek tylko do Polski jeżdżą. „Gdyby nie doktor, to my byśmy tylko do Antalyi i Alanyi latali, kebaby i bakłażany zajadali i na migi gadali” – mówią.

 

- Popatrzcie, oczy przetarli! Nareszcie! - śmieją się wszyscy trzej.

 

Młodzi Polacy w Niemczech są doprawdy fantastyczni! Uwierzcie! Niejednokrotnie słyszy się, że podejmują decyzje i inwestują w Polsce, że chcą, by ich firmy wchodziły na polski rynek. Ich rodzice są często sceptyczni, bo nie mają tego szerokiego widzenia, odwagi i wszystko biorą przez pryzmat swoich odległych doświadczeń, trudności jakie przechodzili i rozmaitych kłopotów. Juniorzy idą odważnie i bez obaw w życie. 

 

- Jakże ja się cieszyłem - wspomina Marcin Patzke kiedy u nas na uniwersytecie w Osnabrück w Instytucie Europejskiej Nauki Prawa odbyła się przed trzema laty międzynarodowa konferencja prawników „Polska i Niemcy w Europejskiej Wspólnocie Prawnej”. Przedmiotem debat były zagadnienia z dziedziny prawa majątkowego, rodzinnego i spadkowego rozpatrywane w ramach Projektu Wspólnego Odniesienia. Młodzi polscy i niemieccy prawnicy, doktorzy i doktoranci polskich i niemieckich placówek naukowych bardzo dobrze się dogadywalii i toczyli ciekawe dyskusje. Nadal zresztą utrzymują ze sobą kontakty. Wydaje mi się, że to jest sukces naszych czasów, że tak się rozumiemy i potrafimy ze sobą współpracować. Pokolenie moich rodziców nie ma w pełni tej umiejętności. Czy to pamięć historii na nich ciąży?

 

- A ja zauważyłem - dodaje Sławek (autor wypracowania o tczewskim Moście Lisewskim, który w XIX wieku, zbudowany w latach 1851-1857, był najdłuższym mostem w Europie) - że nasi rodzice przybyli tu pełni obaw. Nie wiedzieli czy im się powiedzie, czy się przystosują, czy sprawiedliwie będą ocenieni, co powiedzą krewni w Polsce? Przez lata powtarzali, żeby się podbudować: „och, dobrze, żeśmy tu przyjechali, w Polsce wciąż tak trudno żyć. Nie ma co żałować, z dwojga złego, trzeba się z emigracyjnym losem pogodzić.” My zaś mówimy -  dodaje Sławek z uciechą - w Polsce jest kapitalnie,  bardziej niż tu światowo, serdecznie i swojsko i tam jedźcie wypocząć i dusze wasze poratować! Czy nie widzicie, że Polska jest liczącym się w świecie krajem? Oglądacie przecież TV POLONIA! Muszą nam wierzyć. Jakże inaczej?

 

Trzeba przyznać, że młodzi utrzymują ze sobą kontakty, że spotykają się i choć nie demonstrują patriotyzmu, to przekonani są, że pochodzą z wyjątkowego kraju i dla swej ojczyzny są w stanie wiele pożytecznego zrobić. I co najważniejsze, cenią tych spośród siebie, którzy Polskę w świecie sławią, przybliżają, objaśniają.

 

Właśnie objaśnień wiele i mądrych argumentów zastosowała młoda nauczycielka z Hamburga Beata Ratajczak, by szkoła, w której uczy, przyjęła imię bohaterskiej Polki Ireny Sendlerowej, tej, która w mrocznych czasach nazizmu z narażeniem życia uratowała w okupowanej Warszawie niemal 2500 dzieci żydowskich. To imię wprawia dziś w dumę uczniów, grono pedagogiczne i mieszkańców hamburskiego Wellingsbuettel. Jest takich polskich osiągnięć sporo i one doprawdy, od tych wielkich, aż po małe, cieszą i satysfakcjonują. Polonia niemiecka jest różnorodna i ma w tym kraju długoletnie tradycje i pokaźne osiągnięcia, a więc warta jest rzetelnego zdokumentowania. To doskonałe zadanie dla młodych i tych, co się jeszcze młodo czują!

 

Sława Ratajczak        

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK