Interesującą wycieczkę przygotowało po raz kolejny Towarzystwo Polsko-Niemieckie w Hamburgu. Organizacja ta, zrzeszająca w hanzeatyckim mieście niemal trzysta osób, cieszy się zasłużonym uznaniem Niemców i Polaków i to od chwili jej powstania w 1972 roku. Słynie z licznych, doskonałych inicjatyw, projektów i przedsięwzięć, które jak wiadomo sprzyjają nieustannemu polepszaniu relacji i przyjaznym polsko-niemieckim stosunkom. To dzięki niej wielu rodowitych hamburczyków zaprzyjaźniło się z tymi mieszkańcami miasta, którzy przybyli z Polski i tu się zadomowili, a wielu Niemców poznało sąsiedni kraj.

 

Wspólne wyjazdy i spotkania mają zawsze sympatyczny i kształcący charakter. Wielokrotnie za sprawą germanistki Aleksandry Jeszke Zillmer i jej męża, także nauczyciela -  Hartwiga Zillmera tak sporo na tym polu dokonano. Od lat bardzo wiele czynią oni dla środowiska polonijnego oraz propagują wśród Niemców polskość w najdoskonalszym jej kształcie i znaczeniu.

 

Tym razem w dniu 14 września tego roku poprowadzili liczącą 25 osób grupę po miejscach, które dla Polaków mają  swoistą wymowę i znaczenie. A jest, jak się okazuje, takich punktów w Hamburgu sporo! Nie pierwszy był to objazd śladami polskimi, ale jak zawsze obfitujący w wiedzę, miłe doznania, zawiązujący przyjazne i serdeczne kontakty i znajomości. Wyruszono w południe spod gmachu DGB na Besenbinderhof autobusem, najpierw do południowej dzielnicy miasta - do  Wilhelmsburga. To tam, na Reiherstieg w końcu XIX stulecia, osiedliła się pierwsza fala przybyłych z zaboru pruskiego polskich emigrantów. Podjęli pracę  w otwartej w 1889 czesalni wełny (Hamburger Wollkammerei AG ), a także w miejscowych warsztatach i na budowach. W 1898 dzięki staraniom i finansowemu wsparciu tamtejszych Polaków u zbiegu ulic Grosse Sand i Veringstrasse wybudowano kościół katolicki pod wezwaniem św. Bonifacego, a później szkołę z językiem polskim. Około roku 1908 na Wilhelmsburgu mieszkało niemal 10 tysięcy naszych rodaków. O trudnej sytuacji pierwszych polskich emigrantów, o ich problemach, interwencjach, staraniach, także o spotkaniu z Różą Luksemburg opowiadała interesująco Darjana Hahn z Pracowni Historii w Wilhelmsburgu. Temat okazał się frapujący, więc rozbudził szersze zainteresowania i dyskusje. Jakże często mało o sobie wiemy, a historia nie zawsze trafia do podręcznków i tego  typu wycieczki programowe są bezcenne w zdobywaniu różnorodnych informacji, mówiono.

 

Okazuje się jednocześnie, że wiele tematów z nie tak odległej przeszłości może ulec zapomnieniu. Jest więc moralną niejako potrzebą regularnie wspominane i omawiane w środowiskach młodzieży szkolnej zwłaszcza, wydarzeń, które oba nasze narody dotknęły. Tak jak te z 21 kwietnia 1945 roku na Bullenhuser Damm w dzielnicy Rothensburgsort. W piwnicach  tamtejszej szkoły dokonano makabrycznej zbrodni na dzieciach pochodzenia żydowskiego, wywiezionych z KZ Auschwitz-Birkenau do podhamburskiego obozu Neuengamme, a potem na przedmieścia Hamburga. Czternaścioro z dwudziestoosobowej grupy miało polskie obywatelstwo. Znajdująca się w budynku byłej szkoły ekspozycja, a także przyległy Różany Ogród z medalionami ku ich pamięci i czci przybijają smutkiem, a nawet skłaniają ku rozpaczy. O medycznych eksperymentach przeprowadzanych na tych dzieciach, o nieukaranych zbrodniarzach z tytułami doktorów medycyny, o czasie który nie może iść w zapomnienie mówił przejmująco Joachim Lietzke.

 

Do tematu Holocaustu powrócili uczestnicy wycieczki przed szkołą imienia Ireny Sendlerowej na Wellingsbuettel. Pochodząca z Poznania nauczycielka tej szkoły  to Beata Ratajczak. Przedstawiła ona zajmująco historię nadania szkole imienia polskiej bohaterki. Mówiła o tym, jak po licznych dyskusjach, głosowaniach i rozważaniach, w które zaangażowani byli uczniowie, rodzice i grono pedagogiczne wspomnianej szkoły, uznano, że najwłaściwszą osobą - jej patronką, zostanie Irena Sendler w miejsce dotychczasowego niemieckiego pedagoga Petera Petersena. W dniu 7 listopada 2010  w obecności senator Christy Goetsch, konsula RP Andrzeja Osiaka i dyrektor szkoły pani Ute Pape, w obecności uczniów, nauczycieli , rodziców i licznych gości – w tym i córki Ireny Sendlerowej -  Janiny Zgrzembskiej oraz Piotra Zettingera, (jednego z niemal 2500 uratowanych z Holocaustu dzieci Ireny Sendlerowej) a także autorki biografii tej niezwykłej osoby -  Anny Mieszkowskiej, odsłonięto nową nazwę na murze szkoły i posadzono symboliczną jabłonkę. To było wielkie i przejmujące wydarzenie. Dla uczniów wspaniała lekcja wychowania obywatelskiego i moralnego wsparcia w świecie, w którym brak niekiedy szacunku dla rasy, religi, wyznania i kulturowej odmienności. To imię – jak się okazuje -  wprawia w dumą i zaszczyt, uczy tolerancji i humanizmu, jest przykładem zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Imię, którego znajomością i Hamburg może się szczycić.

 


Mało było niestety, czasu na rozważania i kontemplacje, bo  następnym punktem programu był Lernort Natur Hohenbuchen przy Poppenbuetteler Hauptstrasse 46 – gdzie znajduje się tablica upamiętniająca Andrzeja Szablewskiego. Tym razem o wydarzeniach sprzed ponad siedemdziesięciu lat opowiadał Andreas Seeger. I znowu przejmująca historia, która wywołana po latach, wskazuje na to, że Niemcy poszukują porozumień, mają poczucie odpowiedzialności za wyjaśnienie faktów, wydarzeń i mało znanych kart z  naszej wspólnej tragicznej historii. Wiedza, kompetencje i zaangażowanie Andreasa Seegera w temat okrutnej śmierci przymusowego polskiego robotnika – zaledwie 28-letniego młodzieńca, niewinnie skazanego przez nazistów za kontakt z Niemką, przeraziły i zastanowiły. Andreas Seeger mówił o tragedii, ale dał niebywałe przesłanie polsko - niemieckiej potrzeby  wzajemnego pojednania i porozumienia. Uczynił to z należną mądrością i szacunkiem, z ogromnym wyczuciem złożonego polsko- niemieckiego problemu. Polaków nie zdziwił fakt, że przywołał nazwisko konsula Andrzeja Kremera, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Tenże Konsul właśnie, podczas swej misji w Hamburgu zabiegał o postawienie tablicy pamiątkowej w miejscu egzekucji Andrzeja Szablewskiego i uczestniczył w  jej uroczystym odsłonięciu.

 

Nie tylko historia i wojenne dramaty zawładnęły wyobraźnią uczestników tej niebywałej podróży po Hamburgu. Był czas na rozmowy, wymianę poglądów, na wzajemne zapoznania, zwierzenia nawet i plany. Aleksandra i Hartwig Zillmerowie  opowiadali o naszych polskich w Hamburgu dokonaniach, o wielu znanych hamburczykach znad Wisły i polskich talentach w mieście nad Łabą. Zwieńczeniem tej osobliwej, sobotniej eskapady był miły wieczór w „Bistro Koralle” u pani Grazyny Marczuk, przy polskich specjałach, kawie, herbacie i winie oraz wspólne niemiecko-polskie projekty następnych, równie interesujących wycieczek po Hamburgu lub okolicy!                      

Sława Ratajczak

Foto : Panorama Hamburga nocą - Wikipedia

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK