Pierwszą próbą przyznania się przez Niemców do statusu kraju imigracyjnego był wprowadzony w r. 2000 system „braindrain” czyli rekrutacji za granicą wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Właściwie nie dotyczył on Polaków, może poza ściąganiem lekarzy do pracy na terenach przygranicznych. System ten jest zresztą niezbyt atrakcyjny i niewiele osób z niego korzysta.
Szerzej zakrojoną próbę ujednolicenia prawa dla imigrantów podjęto dopiero w roku 2005, co praktycznie rzecz biorąc w ogóle nie dotyczyło już Polaków, którzy od roku 2004 są członkami Unii Europejskiej.

Praca jest podstawowym warunkiem integracji, jednak z uwagi na przepisy niemieckie, wcale nie łatwym do spełnienia. Praca w Niemczech jest to dobro i przywilej, obwarowane zakazami, którego nie likwiduje nawet niczym nie skrępowane prawo do pracy, bo na drodze do uzyskania pracy zawsze jeszcze mogą stanąć uprzedzenia i rozporządzenia. Tym niemniej mówiąc o integracji Polaków trzeba podkreślić, że pełen dostęp do prawa pracy w Niemczech Polacy zyskali dopiero w maju  2012 r. Przez wszystkie poprzednie lata integracja to była walka o pracę. Różne grupy napływające z Polski różnie radziły sobie z tym problemem.

Współczesna Polonia dzieli się na trzy wyraźne grupy, które napłynęły kolejno po sobie i które dysponowały różnymi możliwościami zdobywania pracy.

1981 – 1990
Stara Polonia czyli grupa, która przybyła w okresie Solidarności. Jej napływ zakończył się po upadku Muru Berlińskiego i pierwszych demokratycznych wyborach w Polsce.

Grupa ta była w chwili wyjazdu z Polski jednolita (osoby młode i wykształcone, z rodziną) ale natychmiast po przekroczeniu granicy niemieckiej rozdzielała się na trzy odrębne podgrupy.
•    przesiedleńców posiadających wszystkie prawa, w tym prawo pracy, pomocy społecznej i uznania dyplomów
•    osoby którym przyznano azyl polityczny i prawo pracy, ale nie uznano wykształcenia z Polski
W obu grupach były zarówno osoby, którym przyznany przez władze niemieckie status pobytowy się należał, i takie, które go wyłudziły na podstawie sfałszowanych zeznań i dokumentów.
•    osoby czekające na określenie statusu, osoby, którym go nie przyznano i inne osoby o nieuregulowanym statusie, w różny sposób tolerowane, podlegające restrykcyjnemu zakazowi pracy. Restrykcjom towarzyszyła praca nielegalna.

Stara Polonia, niezależnie od przynależności do jednej z powyższych podgrup, z ogromnym wysiłkiem dążyła do integracji. Dziś jest bardzo dobrze zintegrowaną, co w dużej mierze zawdzięczamy własnym wysiłkom, tak w sferze nauki i pracy, jak w sferze walki z biurokracją i przepisami, a także uprzedzeniami, niechęcią i resentymentami.

1990 – 2000
Przez następne 10 lat napływali do Niemiec robotnicy i rzemieślnicy, którzy pracowali nielegalnie, a potem skorzystali z przepisów prawa niemieckiego i omijali zakaz pracy, zakładając firmy jednoosobowe. W roku 2012 w samym Berlinie jest 7500 takich firm.
Przyjmuje się, że około roku 2004, czyli w momencie przystępowania Polski do Unii, ci Polacy, którzy chcieli podjąć pracę w Niemczech, już ją sobie tu na miejscu zorganizowali. Jedyną grupą zarobkową, która systematycznie się powiększała również po roku 2004, były sprzątaczki.   
Grupa ta nie podejmowała żadnych wysiłków integracyjnych, poza nauką języka w minimalnym zakresie, umożliwiającym porozumienie. Jej celem nie jest i nie było zintegrowanie się w Berlinie i pozostanie tu na stałe, lecz zapewnienie dobrobytu sobie i rodzinie pozostawionej w Polsce.
Tym niemniej jej przedstawiciele będą tu pracować zapewne do późnej starości.

2000 – 2010
I wreszcie nowa Polonia. Na pewno jej napływ został uwarunkowany przyjęciem Polski do EU, jednak napływ młodych Polaków, artystów, studentów, wolnych duchów, zaczął się już wcześniej. Wpłynęło na to upowszechnienie systemu stypendiów na studia zagraniczne – Erasmus. Ta grupa nie musi się integrować, wystarczy, że korzysta z przysługujących jej praw unijnych.

A mimo to, niezależnie od tego, do której grupy należeliśmy, najdalej po 5 latach wszyscy docieramy do tego samego miejsca – znamy język, mamy pracę, jeśli mamy dzieci, to uczą się one w normalnej szkole i to uczą się dobrze. Zapewniliśmy też sobie i swoim bliskim względny dobrobyt. Charakterystyczną cechą dobrej integracji Polaków jest jednoczesne pielęgnowanie polskości, rozumianej jako utrzymywanie kontaktu z krajem, religijność, gościnność, intensywne życie rodzinne, szacunek dla wykształcenia, pielęgnowanie tradycji.

Z jednej strony o zintegrowanych Polakach mówi się, że są niewidzialni, to jednak z drugiej strony to właśnie oni są widzialni – to ich wystawę lub koncert zapowiada plakat, to ich spotykamy w urzędach i sklepach, to z nimi stykamy się, gdy potrzebujemy lekarza, dentysty czy weterynarza.


Znakomita integracja dotyczy jednak tych, którym praca służy do samorealizacji i do realizacji konkretnych celów, w tym również materialnych. Zintegrowani są ludzie wykształceni, fachowcy, rzemieślnicy. I oczywiście artyści oraz osoby kreatywne. Natomiast osoby bez zawodu i kwalifikacji, lub o prostych umiejętnościach, zwłaszcza tych, które tu i teraz nie są już potrzebne, nie mają możliwości, by się zintegrować.

Jak zawsze to, że coś jest dobre, może się obrócić przeciwko nam. Jesteśmy dobrze zintegrowani i mało widoczni, wobec tego w niemieckich wypowiedziach najczęściej pojawiamy się tam, gdzie polityk chce na przykład skrytykować innych migrantów. Jesteśmy dobrzy porównawczo. Cudzoziemcy są  postrzegani jako zagrożenie dla dobrobytu i bezpieczeństwa publicznego i na tym tle „Polacy są dobrzy”. Thilo Sarazzin mówi, że „Polacy są inni niż Arabowie czy Turcy, mniej agresywni. No i mniej Polaków pobiera zasiłek dla bezrobotnych.” Z kolei Horst Seehofer, premier Bawarii, głosi: „Nie chcemy muzułmanów - to już wolimy Polaków”.

Badacze uważają, że migranci stanowią w Niemczech grupę najbardziej zagrożoną  wykluczeniem. Ich dochód jest niski i nieregularny, często - nielegalny. Co czwarty imigrant  żyje poniżej granicy ubóstwa, jest dotknięty bezrobociem i nie posiada ubezpieczenia, a 2/3 obcokrajowców nie ma żadnego wykształcenia. Na tym tle Polacy z każdej z trzech wyżej wymienionych grup - są wzorcowym przykładem integracji.

Wydaje się, że dziś dopiero dociera do nas, iż za tę wzorową integrację musimy „zapłacić”. Metaforycznie, ale i dosłownie. Bo niewątpliwie jest tak, że polityk i urzędnik niemiecki nie widzą powodu, żeby dawać Polakom pieniądze na integrację zawodową, skoro się sami zintegrowali, po co organizować dla nich poradnictwo, skoro sami sobie je zorganizowali...? Polakom nie trzeba płacić za kursy alfabetyzacji ani za drogie pieniądze przekonywać, żeby nie stosowali rytualnego obrzezania, bo umieją pisać i czytać i za Boga nie pozwoliliby obrzezać swoich dzieci.

Obok integracji indywidualnej istnieje jednak jeszcze integracja grupowa. Spójrzmy na rysunek – ekskluzja (tak było w latach 80), integracja (tak jest teraz), inkluzja – do tego dążmy. Zauważmy od razu, że inkluzja jest ideałem, którego Niemcy nie zrealizowali w pełni nawet na poziomie własnych grup mniejszościowych, np. inwalidów, ludzi biednych, starych czy chorych.   
Z głosów w dyskusji wynikało, że w socjologii inkluzja jest uważana za status społeczny niższy od integracji. Jednakże w Niemczech – być może błędnie – rozpoczęła się właśnie wielka kampania o zapewnienie WSZYSTKIM pełnej inkluzji, rozumianej jako najwyższy poziom integracji: Jeder Mensch erhält die Möglichkeit, sich vollständig und gleichberechtigt an allen gesellschaftlichen Prozessen zu beteiligen – und zwar von Anfang an und unabhängig von individuellen Fähigkeiten, ethnischer wie sozialer Herkunft, Geschlecht oder Alter.


Inkluzja we współczesnym rozumieniu niemieckim jest ideałem, ale jest też dla nas, Polaków, argumentem dyskusyjnym. Bo jeżeli Polacy nie dostają funduszy na integrację, bo jej w większości nie potrzebują, o tyle jednak do pełnej inkluzji w społeczeństwie niemieckim jeszcze Polakom daleko i jest o co walczyć.
Krokiem na drodze ku inkluzji była walka o zrównanie w prawach mniejszości niemieckiej w Polsce i polskiej w Niemczech. Niemcy, jak wiadomo, nie byli  skłonni, by to uznać, bo uważali, że Polacy nie są mniejszością. Nie są, bo nie są rodowitymi, autochtonicznymi mieszkańcami ziem niemieckich.
Pomińmy już pytanie, jak autochtoniczni są Niemcy w Polsce? To przecież też grupa napływowa, tyle że napłynęła do Polski, na Śląsk i Pomorze, już w średniowieczu, a nie dopiero w XVIII wieku.
Pozostańmy przy prostej równowadze praw. Bo to przecież bez znaczenia, czy formalnie jakaś grupa może zostać nazwana tak czy owak, bo naprawdę chodzi o dwie grupy ludzi, o naszych u was i waszych u nas, i o to, żeby ich jednakowo traktować. Ciekawe, że trzeba było 20 lat, żeby doprowadzić do tego, by przedstawiciele Polski i Niemiec usiedli razem przy okrągłym stole i podyskutowali na temat inkluzji Polaków w Niemczech. Bo Niemcy w Polsce są w pełni zinkludowani i jeżeli o coś się dopominają, to raczej o środki na samodzielność, czyli częściowe choćby odseparowanie mniejszości od większości.
W Niemczech natomiast Polacy potrzebują prawa do inkluzji. Po 20 latach obie strony porozmawiały o tym i uzgodniły, że w Berlinie powstanie Biuro ds Polonii i że zacznie się przygotowywać całościowy program nauki polskiego w Niemczech. Resztę mają rozwiązać dalsze rozmowy.
Byliśmy wzorem integracji, może uda się nam zostać teraz wzorem inkluzji.
Ewa Maria Slaska, Berlin

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK