Kiedy przychodzi mówić o opiekuńczej roli Senatu wobec Polonii, nie sposób nie sięgnąć do historii, do zasług II Rzeczypospolitej w dziele budowania więzi z rodakami za granicą. To właśnie w przedwojennej Polsce zrodziła się idea pomocy
i to bardzo szeroko rozumianej pomocy, na rzecz milionów Polaków rozproszonych po świecie. Zwłaszcza działania, inicjatywy i przedsięwzięcia  marszałków II i III kadencji Senatu Drugiej Rzeczypospolitej: prof. Juliana Szymańskiego
i Władysława Raczkiewicza godne są uznania. Obaj panowie wykazywali z serca płynącą troskę o rodaków, którzy z różnych przyczyn: czy to ekonomicznych, politycznych, rodzinnych czy też w wyniku ustaleń po I wojnie światowej, znaleźli się poza granicami swej ojczyzny. Obaj byli osobowościami, które wspominała Polonia w trudnych powojennych latach, kiedy zignorowano ją pozbawiając dawnych zaszczytów, honorów i praw. Gdy wydawało się, że już nic się nie zmieni, że emigranci zdani są tylko na siebie, że żyć będą jedynie  chlubnymi wspomnieniami przeszłości... „Polska wybiła się na niepodległość”. W 1989 przywrócono Izbę Wyższą parlamentu. I odtąd Senat jest jednym z realizatorów zapisu art. 6 ust. 2 Konstytucji, mówiącego o tym, że Rzeczpospolita Polska udziela pomocy Polakom  zamieszkałym za granicą w zachowaniu ich związków z narodowym dziedzictwem kulturalnym. W lutym 1990 powstało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, a jej pierwszym przewodniczącym został marszałek Senatu
I kadencji prof. Andrzej Stelmachowski. Wielu miało okazję poznać Go osobiście, więc mogą zaświadczyć jak bardzo leżała Mu „na sercu” sprawa oświaty polonijnej, emigracyjnej. O niej rozmawiano w Kilonii, a także w Hamburgu, dokąd przybył
8 listopada 1997 roku w związku z obchodami jubileuszu 75-lecia Związku Polaków w Niemczech, najstarszej polskiej organizacji w tym kraju. (Hamburg był już w okresie międzywojennym jednym z większych skupisk Polaków i według przyjętego przez ZPwN podziału terenu Niemiec należał do Dzielnicy II obejmującej Berlin
i Ziemie Połabskie). Profesor zjednał sobie sympatię uczestników tej uroczystości,
nie tylko dlatego, że w sierpniu 1980 w Stoczni Gdańskiej był członkiem doradców Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i uczestniczył w negocjowaniu Porozumień Sierpniowych. Okazał się otwartym, serdecznym i co najważniejsze, wiarygodnym reprezentantem polonijnych interesów. Wszyscy wspominają Jego słowa: „Pamiętajcie: Polak Polakowi Bratem”. Doskonale rozumiał niełatwą sytuację Polaków przybyłych w latach osiemdziesiątych do Niemiec, ich dylematy moralne, wątpliwości i obawy. Znał konflikty środowiskowe, ten dysonans przykry pomiędzy Polonią Solidarnościową, a Polakami ze Zgody. To Go najwyraźniej bolało. Sporo czasu poświęcił hamburskim kombatantom, zwłaszcza byłym powstańcom warszawskim.  Miał w sobie rozwagę i opanowanie, dlatego ufano Jego słowom. Mówi się, że potrafił łączyć Polonię, powtarzał, że „Polska jest Macierzą dla wszystkich Polaków.( ...) - Polska jest jak matka, a matka ma różne dzieci, o różnych poglądach, ale matka integruje dzieci, a nie wyrzuca tego i tego, bo jej się ich poglądy nie podobają.  - ”Te słowa  zmuszały do przemyśleń, przypominały o związku z Polską, dodawały otuchy tym, którzy mieli w sobie poczucie moralnego wykroczenia. Wielką życzliwość i zaufanie zaskarbiła sobie w Hamburgu także senator Dorota Simonides. Przybywała tu wielokrotnie w latach dziewięśdziesiątych i spotykała się z Polonią w Polskiej Misji Katolickiej, której przewodził śp ks.prałat Jan Sliwański. Na spotkania w Bibliotece na  Grosse Freiheit przychodziło wiele osób, by posłuchać jak opowiada, co radzi, jakie ma przekonania. Fakt, że reprezentuje Senat,  dla wielu wcale nie był istotny. Ważne, że mówiła mądrze i serdecznie. No i to, że przebywała podczas tych wizyt w Domu Parafialnym, że zaprzyjaźniona była z przełożoną Damianą i innymi, jakże szanowanymi tu sostrami ze Zgromadzenia. – „Musicie być zjednoczeni, bo wtedy będziecie siłą i otrzymacie wsparcie finansowe. Ufajcie swoim wartościom i doświadczeniom, twórzcie organizacje, nie traćcie czasu na spory....”(wkrótce potem powstało w Hamburgu Pegasus Fundation, Polskie Stowarzyszenie Szkolne Sawa i Polonus w Kilonii, Lubeka 95 i inne polonijne zrzeszenia).  -  Pani Profesor doskonale mówi po niemiecku, więc kiedyś, ktoś z obecnych na takim spotkaniu, zwrócił się do niej w tym języku, próbując dowieść, że należy się integrować ze środowiskiem niemieckim, że w Niemczech mówi się po niemiecku, nie ma potrzeby nauczania dzieci  języka polskiego, bo i dla kogo?  - ” Po naszymu, czyli po śląsku !” – skarciła rozmówcę z Bytomia i zaraz po brawach dowodzić zaczęła, że języka polskiego nie należy sią wyrzekać, integrować się, wcale nie znaczy odchodzić od polskości ani odcinać od korzeni, że dwujęzyczność jest przymiotem, nie wadą, a obowiązkiem rodziców jest  służyć rozwojowi dzieci i sprzyjać ich językowym zdolnościom. Opowiadała wiele ciekawych rzeczy, o wizycie u ministra Hansa  Guentera Genschera w Bonn, o  przyjaźni z Edmundem Osmańczykiem, o polskości i niemieckości Sląska, a także swej drodze z familoka w wielki świat. Jej otwartość, swojskość, nade wszystko patriotyzm i elokwencja były zdumiewające. – To tak jakby Polska do nas przybyła -  powiadano. - Niezwykła osoba! Patrzcie, tam inni już ludzie u władzy! - I ożywało zainteresowanie Polską. Polskość stawała się widoczna, już nie ukrywana,  kompleksami wypełniona, czy stereotypami z Prus rodem obarczona. Dofinansowany przez Senat Festyn Polonijny w Hamburgu stawał się tłumnie odwiedzany i przez Niemców ciekawych naszych obyczajów i zachowań. Także Dzień Polski podczas Tygodnia Pokoju w 1994 zainteresował naszą kulturą.   W Hamburgu uaktywniło się zwłaszcza wywodzące się z Gdańska środowisko artystów, intelektualistów i przedsiębiorców. Jego przedstawiciele pod patronatem Komitetu Koordynacyjnego Stowarzyszeń Polskich w Hamburgu wzięli udział w konferencji Polska Grupa Etniczna w Niemczech  zorganizowanej przez Senat w styczniu 1996 roku. Tematem sesji była ocena „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”, a także kondycja środowisk polonijnych w Niemczech.  
W tym środowisku zrodziła się koncepcja powstania Domu Polskiego, a także propozycja współpracy na polu kultury między Gdańskiem a Hamburgiem. Zwrócono się o pomoc do posła na Sejm RP profesora Longina Pastusiaka Uznano, że jego zaangażowanie w sprawy społeczne, w tym problemy Polonii  jest znaczące.  Profesor Longin Pastusiak spotkał się w dniach 2 do 4 maju 1997 roku  z hamburską  Polonią. Zaimponował spokojem, kulturą, szczerą empatią i naturalnością w sposobie bycia. Wiedza, umiejętność wysłuchiwania rozmówców i rzeczowość argumentacji pozyskały mu sympatyków. –„ Ja doskonale rozumiem państwa sytuację, trudności z jakimi się zmagacie i doprawdy przychylny jestem państwa prośbom, o ile one poparte rzeczywistą potrzebą (...) Nawet gdy chodzi o Dom Polski będę się starał, rozmawiał z władzami Hamburga i czynił wszystko...” –
- U kogo jak nie u polskich polityków szukać mamy wsparcia? Nie jesteśmy wyrzutkami, dezerterami, ani zdrajcami, to historia tak naszym losem pokierowała. Potrzebujemy rekomendacji i  wstawiennictwa... – zabrała głos gdańska malarka Małgorzata Fonfria - Pereda i poparli ją przyjaciele. Profesor podbudował Polonię , uświadomił jej  jakie cele i zadania stawia wobec niej Senat, obiecał, że będzie się nadal za Polonią „wstawiał”i o nią zabiegał.. Od tego momentu właśnie, wzrosło zainteresowanie i zaufanie do polskich władz. Podczas swej drugiej obecności, już jako marszałek Senatu V kadencji w czerwcu 2002 r. profesor Longin Pastusiak uczestniczył ( z sukcesem) w rozmowach mających przywrócić w Hamburgu całodobowy odbiór programu TV Polonia w sieci kablowej. Będąc w Kilonii i Bremie zainteresował się problemami związanymi z nauczaniem języka polskiego. Spotkał się z panią prezydent Heide Simonis, nawiązał kontakty, które wyraźnie wspomogły Polonię i poprawiły jej „kondycję” nie tylko w landzie Szleswiku Holsztynie. Marszałek Longin Pastusiak pozostawł przez czas jakiś w centrum szczególnego zainteresowania polskich hamburczyków.  Opowiadano o liście jaki wystosował w obronie Polaków na Białorusi do Gennadija Vasiljewicza Nowickiego, o pomocy medycznej jaką niósł na Rumuńską Bukowinę i uznaniu jakie uzyskał na Litwie.
Wiadomo, że senatorskie wizyty, spotkanie i rozmowy są potrzebne, i korzystne zarówno dla kraju jak i środowisk polonijnych. Zwłaszcza, gdy „mecenasami”Polaków są osobowości ,spadkobiercy dzieła, zapoczątkowanego przez wspomnianych: prof. Juliana Szymańskiego i Władysława Raczkiewicza.
Nie ulega wątpliwości, że dużym zaufaniem darzy się  Bogdana Borusewicza. Wśród Polonii w Niemczech cieszy się on zasłużoną sympatią i szacunkiem, czego dowodem przyznany Mu w Akwizgranie, 5 maju tego roku, przez Kongres Polonii Niemieckiej,  medal CORDI  POLONIAE za wieloletnie zasługi w trosce i opiece nad Polonią. Uroczystość w Sali Koronacyjnej Karola Wielkiego, w  historycznym ratuszu zachwyciła zebranych. Po raz pierwszy rozegły się  w jego starych murach polskie, rycerskie pieśni : Bogurodzica i Gaude Mater Polonia. -  To tak, jakby Polska do nas przybyła! Niesamowite! -  Licznie zgromadzeni Niemcy mile zdziwieni byli tak serdeczną współpracą Polaków, z najwyższymi władzami kraju ich pochodzenia.  - Nie wszędzie tak jest – mówiono. A marszałek Borusewicz jak wiadomo, symbolem wartości, które nie tylko dla emigrantów żyjących z dala od Ojczyzny mają znaczenie. Z narażeniem życia walczył w „trudnych czasach”o ważne sprawy. Jego młodzieńcza odwaga była i pozostaje imponująca. Nie lękał się, gdy inni czekali
„na wyniki”, albo zatracili wszelkie nadzieje. -  Kiedyś bronił robotników i demokracji, a teraz nas wspiera – powiadają emigranci. – To niemożliwe, byśmy bez opieki Senatu i takich jak On pozostali – powiadano na Zjeździe Polonii w Pułtusku.    Problemów i obaw wśród Polonii w Niemczech także sporo.  - Co robić, by młodych wciągnąć w dzieło kontynuacji polonijnych inicjatyw, by nie zatracić tego potencjału sił, wiedzy  możliwości i energii, lecz zachęcić do działań, które Polskę im przybliżą albo i przywrócą? – padają pytania.  Okazuje się, że Senat i w tej materii wiele dokonał, choć inwencja własna Polaków także wskazana! Ucieszyła wieść, że w lipcu tego roku przedstawiciele młodzieży polonijnej mieli okazję gościć w Senacie. Młodzi ludzie przybyli z Litwy, Niemiec, Kanady i Stanów Zjednoczonych spotkali się z senatorem Andrzejem Personem, przewodniczącym Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą i z wiceprzewodniczącą tej Komisji senator Barbarą Borys –Damięcką.  Takie spotkania z wielu powodów pożyteczne i wskazane nawet. Podobnie jak współfinansowane dotąd przez Senat stypendia, obozy, kolonie i zloty młodzieży polonijnej z różnych zakątków świata, jak te słynne Szkoły Liderów wspierane od 2009 roku przez Senat. Młodzi poznają nie tylko nasz kraj, ale zdobywają wiedzę na temat struktur politycznych i gospodarczych Rzeczypospolitej, uczą się dyskutować z politykami  i przedsiębiorcami.  Przy tym  nabierają szacunku do języka polskiego, bo jak mówią nasi senatorzy: „Ojczyzna to język polski”.
Z Senatu właśnie wyszła idea pielęgnowania i popularyzowania na obczyźnie mowy rodzinnej i dokonań Wielkich Polaków. Warto, by szerzej zainteresować młodych historią najnowszą, zadbać o to, by dowiedzieli się, że w Izbie Wyższej naszego parlamentu  zasiadali Kawalerowie Orderu Orła Białego! Polonijni dziennikarze, w swych rozmowach podczas XX Światowego Forum Mediów Polonijnych, we wrześniu tego roku mówili, że trzeba w artykułach, w polonijnej prasie przybliżyć sylwetki senatorów: Jana Tomasza Zamoyskiego, Andrzeja Wielowieyskiego, Staniaława Stommy, Edmunda Osmańczyka, senator Zofii Kuratowskiej. -  Trzeba szerzyć wiedzę o tych wybitnych i zasłużonych – twierdzi polonistka z hamburskiego Emil Krause Gimnazjum pani mgr Elżbieta Kalina, mająca wiele sukcesów pedagogicznych na swym koncie.  -  „ Na jakich wzorach opierać się mają młodzi, dobrze wykształceni i wychowani Polacy mieszkający w Niemczech? Kto przyświecać ma ich czynom, celom i zamierzeniom? – pyta. Doszłam do  przekonania, że mają luki w wiedzy o Polsce współczesnej -  ujawnia. Kiedy analizowałam z moimi uczniami „Początek” Andrzeja Szczypiorskiego powiedziałam im, że Szczypiorski nie tylko z okazji wydania „Pięknej pani Seidenmann”, bywał w Niemczech, ale i dlatego, że był senatorem. Okazało się, że
o Senacie nikłe mieli pojęcie. I tak oto przybliżyłam im temat  mało znany, a jakże dla Polonii istotny.” -  Senat wskazał ostatnio postać ppłk hm Zygmunta Szadkowskiego, człowieka wielkiej godności osobistej, lojalności i nieprzeciętnej inteligencji. W wielu szkołach przykonsularnych i misyjnych, w drużynach harcerskich opowiadano o tym niezwykłym druhu i żołnierzu! Tacy byli wśród nas i tacy tworzyli historię Polonii. Warto ich poznać! I tu ponownie przypominają się słowa senator Doroty Simonides: ” Zdobywajmy uznanie, nieśmy poczucie swej wartości, zachowajmy dobre imię Polaka, obojętnie jaką pracę przyjdzie nam na obczyźnie, z tych czy innych powodów, wykonywać”. To powtarzała w trosce o Polonię. -  A przecież wiedzie się Polakom na Zachodzie coraz lepiej, coraz bardziej Polskę sławią, promują i coraz częściej ją w laurach sukcesów  odwiedzają. Jakże wielu przyjeżdża na Polonijne Igrzyska, którym patronuje Senat. Ci z Hamburga mówią, że czują się na tej olimpiadzie jak w „polonijnej rodzinie”, mają poczucie przynależności do kraju, który być może w pośpiechu i biedzie opuścili, a który dziś tak imponujący i nowoczesny. I idzie w świat przesłanie, iż ”Polak Polakowi Bratem” – przesłanie zobowiązujące i priorytetowe. Swięto Polonii i Polaków za Granicą to  także okazja do spotkań, do rozmów partnerskich, projektów wspólnych i Polski promowania! Tak jest również ze wspomnianym Swiatowym Forum Mediów Polonijnych organizowanym przez Małopolskie Forum Współpracy z Polonią, które każdego roku we wrześniu rozpoczyna się w Tarnowie. Dzięki pomocy i wsparciu  Senatu, dziennikarze z różnych części świata od dwudziestu już lat jednoczą się w dziele propagowania Polski i z takim zapałem przystępują do opisywania kraju miłości pierwszej i tęsknoty wiecznej. Nie trzeba przekonywać ile artykułów o Polsce nowoczesnej i przeobrażonej się rodzi, ile myśli życzliwych, które w czyny się przekuwają,  nim jeszcze wrzesień przeminie. I zawsze przy okazji tych spotkań wspominają dziennikarze senator Krystynę Bochenek, która pomysłów fantastycznych miała mnóstwo, Macieja Płażyńskiego, wicemarszałka Senatu VI kadencji i prezesa Wspólnoty Polskiej, dla którego sprawa Polaków na Wschodzie
i w Niemczech również, była ważną. -  To był człowiek o wielkim sercu i wyobraźni; przewidywalny, obiektywny i zaangażowany w to, co robił. Jakże często powtarzał, że dobrze zorganizowana, wspierana zarówno finansowo, jak i politycznie Polonia będzie grupą lobbującą na rzecz Polski. -  Można by wiele jeszcze mówić, doprawdy wiele, pozytywnie i szczerze. Nie o laurek malowanie chyba idzie i nie o kosztów podsumowywanie, owych sum, które z Senatu popłynęły przez te lat ponad dwadzieścia na potrzeby Polonii na świecie, lecz z serca płynące refleksje, o takie ot rozważania. Po prostu przemyśleń kilka nad jakże obszernym  tematem; czy Senat dla Polonii ostoją,  zaufania stanicą czy urzędem i instytucją respekt obywatelski wzbudzającą? Jedno  i drugie. Doceniamy jego opiekuńczą rolę.”                                                                                                                                   
Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK