Panuje powszechna opinia, że Niemcy mało znają Polskę i Polaków (co się zgadza), natomiast Polacy dobrze znają Niemcy. Jednak i to ostatnie stwierdzenie nie ma pokrycia. Polacy – czy to turyści, czy będący tu za pracą – znają Niemcy tylko powierzchownie. Przede wszystkim Berlin z Kurfürstendamm i Brandenburger Tor, Hamburg z Reeperbahn czy Monachium z jego atrakcjami. A naturę? To już mniej – może niektórzy byli przejazdem w Dolinie Renu czy nad niemieckim Bałtykiem (Ostsee), koło polskiej granicy. Ale tak naprawdę, to Niemcy zbytnio nas nie interesują – tu ewentualnie zarabia się pieniądze, ale wydaje się je raczej w Polsce albo gdzie indziej. A jak wakacje – to nad Morzem Śródziemnym, a nie Północnym.

Moje stwierdzenie w tytule, że Niemcy to „terra incognita”, czyli „ziemia nieznana” nie jest bez pokrycia. Skoro jednak chcemy, by Niemcy nas lepiej poznali i rozumieli, powinniśmy i my zdecydować się lepiej poznać ten wielki (choćby pod względem ilości mieszkańców, bo  ponad 80 milionów) kraj. Żeby to „poznawanie się” miało też ręce i nogi, proponuję zapoznać się z tym krajem inną metodą niż kreują to wszystkie biura podróży. Chcę przedstawić Państwu rzeczy powszechnie mniej znane. Oczywiście to tylko parę wybranych aspektów i parę przykładów, ale mam nadzieję ciekawych. Oto schemat:

1. Natura (Harz, Dolina Renu, Bodensee, Nordsee)
2. Miasta (Bonn, Freiburg, Darmstadt, Lüneburg)
3. Nauka i Kultura: przykład uniwersytety
4. Styl życia: kuchnia i wina niemieckie
5. Ludzie i Landy

Przy opisie miast czy natury starałem się wybrać miejsca z różnych regionów Niemiec. Dlatego opisuję wśród krajobrazów Dolinę Renu (zachód), Harz (wschód), Bodensee (południe) czy Nordsee (północ), a wśród miast te raczej średniej wielkości i też z różnych regionów, jak Bonn (zachód), Lüneburg (północ), Freiburg (południe) i Darmstadt (centrum). Podkreślam, że to tylko wybór, ale chyba dobrze zróżnicowany, no i rzeczy mniej znanych – co było moim celem.

1. Natura

Harz

Harz – pod względem geologicznym i klimatycznym, to swego rodzaju fenomen. W okresie prehistorycznym, w trakcie fałdowań, nie wyłoniły się tu pojedyncze szczyty, lecz cały masyw górski wynurzył sie w całości na powierzchnię, a następnie przechylił się na jedną stronę. Stąd zachowana i do dzisiaj forma gór, niższa na zachodzie i wyższa na wschodzie (Brocken 1142 m). Klimat Harzu jest też niezwykły. Wysokie partie gór mają w zasadzie klimat alpejski! Opady - szczególnie od strony zachodniej - są bardzo wysokie, a huragany osiągają zimą takie prędkości jak nad Morzem Północnym, dobrze ponad 100 km/h. Przyczyną jest samotne położenie gór na płaściutkiej jak stół Nizinie Niemieckiej. Pędzące znad Oceanu Atlantyckiego wilgotne i chłodne masy powietrza uderzają na „bezbronne”, stojące samotnie na wolnej przestrzeni, góry o wysokości ponad 1000 metrów. Wynikiem - deszcze, śnieg w zimie i ten „alpejski” klimat na wierzchołkach.

Jeśli ktoś pragnie urlopu w stylu „natur pur”, ten będzie zachwycony pobytem w Schierke. To miejscowość turystyczna u stóp najwyższego szczytu Harzu, Brocken. Schierke jest położone na wysokości ponad 600 metrów, więc zimą leży tam przez conajmniej 4 miesiące śnieg. Ja byłem na wierzchołku Brocken pod koniec kwietnia i całe wejście było jeszcze zalodzone i zaśnieżone. Ale jesienią jest inaczej. To krajobraz z bajki - w istnym tego słowa znaczeniu. W Schierke, z dachów wielu domów czy latarni ulicznych, „uśmiechają się” do nas czarownice na miotłach – kolorowe kukły wielkości człowieka. Bo góry Harcu to niemiecka ojczyzna baśni i bajek. Miejscowość jest malutka ale przytulna, ciągnie się wzdłuż malowniczej górskiej rzeczki Bode, ma hotele i mnóstwo pokoi do wynajęcia, ceny przystępne (dawne NRD), jest parę restauracji, dobrze zaopatrzony sklepik spożywczy, miłe kawiarnie i ciastkarnie (polecam „Brocken-Torte” – jeden kawałek jak dwa „Schwarzwälder”, a cena ta sama).
Będąc w Górach Harzu trzeba oczywiście „zaliczyć” wejście na Brocken. Najlepszą bazą wypadową jest właśnie miejscowość Schierke, leżąca dosłownie u stóp góry. Auto można zostawić na strzeżonym parkingu (cały dzień 3 Euro). Są dwa wejścia: jedno łatwe, prowadzące wzdłuż drogi dojazdowej, drugie bardziej „ambitne”, ale prowadzące prawie „na przełaj” przez las – więc ciekawsze. Ja, idąc spokojnie, bez pośpiechu, potrzebowałem dwie godziny na wejście na wierzchołek, a spowrotem półtorej godziny. Czyli to wycieczka na pół dnia. Na szczycie jest restauracja, itd., można odpocząć i coś zjeść. No i widoki – jeśli nie ma chmur – są wspaniałe (to tak, jakby wejść na płaskiej nizinie, na ponad 1100-metrową wieżę).
Z pobliskiego Wernigerode można też jechać nostalgicznym pociągiem, taką dymiącą ciuchcią na sam wierzchołek. Trwa to bardzo długo, bo ciuchcia pokonuje serpentyny, dyszy i gwiżdże w trakcie tej wspinaczki – ale ma to swój urok i czar.

Dla mnie najpiękniejszy w Harzu jest sam las. Takiego nie widziałem jeszcze w Niemczech. Piękne choiny, mięciutki mech wzdłuż ścieżek na skraju lasu, a między drzewami, na stokach gór - bryły skał o średnicy metra czy dwóch - to żadne kamyczki, to prawdziwe skalne kolosy, leżące tam niczym olbrzymie kule armatnie pomiędzy wysokimi drzewami. A jakby tego było mało, to co pareset metrów trafimy na rwące po stokach górskich strumyki w kolorze... złota! Bez przesady, kolor wody i dna strumieni ma złotawą barwę, co przy kryształowo czystej wodzie wygląda jakby płynęły złote strumienie. Prawdziwego złota tam niestety nie ma, przynajmniej niewiele. Przyczyną tej magicznej farby są jakieś kryształy kwarcu. Tym niemniej już od średniowiecza szukano w Górach Harzu złota, a sława tych „złotych rzek” dotarła nawet do Wenecji i wenecjańscy kupcy bywali tutaj jako „poszukiwacze złota”.

Dolina Renu

Między Bonn i Koblencją rzeka Ren wije się głębokim wąwozem. Brzegi są skaliste, bardzo wysokie i strome. W zasadzie już same te widoki zapierają dech w piersiach. Ale to nie wszystko! Co parę kilometrów na wierzchołku skał widzimy jeszcze średniowieczne zamczyska, z wysokimi wieżami i murami obronnymi, jak z baśni. A na tych stromych skałach rosną jeszcze winogrona, z których produkuje się słynne reńskie wina (przeważnie Rieslingi). Być może to najpiękniejszy skrawek Niemiec.
Najlepiej podziwiać te krajobrazy płynąc na statku wycieczkowym po Renie, mamy wówczas czas, aby się tymi widokami delektować. Statki te kursują najczęściej od Kolonii, poprzez Bonn, Koblencję, Moguncję, aż do Bazylei w Szwajcarii i spowrotem. Ale najpiękniejszy jest odcinek od Bonn do Koblencji (ok. 70 km). Wzdłuż Renu przebiega też linia kolejowa (z wieloma tunelami przebijającymi się przez skały) i drogi samochodowe (B9 i B42) po obu brzegach rzeki, więc i te trasy są bardzo malownicze. Ale wycieczka statkiem po Renie – to w zasadzie „obowiązek”. Ren jest bardzo szeroki i woda (jak na kraj wysokouprzemysłowiony) bardzo czysta. Dowodem grupy żyjących tam kormoranów czy nawet węgorze.

Jezioro Bodeńskie (Bodensee)

Niektórzy porównują Jezioro Bodeńskie z Balatonem. Być może charakterystyczny, wydłużony kształt obu jezior ma pewne podobieństwo, także pod względem wielkości są podobne (538 km2 Bodensee i 594 km2 Balaton) - ale to jedyne co je łączy. Bo Bodensee to „malutkie morze” z głebokościami prawie jak na Bałtyku (max. głębokość 254 m, średnia 90 m), a Balaton to „płytka kałuża” (max. głębokość 12 m, średnia zaledwie 3 m). W Jeziorze Bodeńskim mieszczą się objętościowo 24 Balatony! Także historia powstania obu jezior jest całkowicie inna: Balaton leży w rowie tektonicznym, a Jezioro Bodeńskie ma pochodzenie polodowcowe (u podnóża Alp).
Wzdłuż jeziora natrafimy na tego typu zagęszczenie atrakcji - zarówno na polu natury jak i kultury - że podobny krajobraz trudno znaleźć gdzie indziej. Południowa część jeziora leży w Szwajcarii i Austrii - nie będę więc jej opisywał. Ale i w niemieckiej, północnej części jest masa ciekawych rzeczy. Proponuję zacząć od Salem (ok.10 km na północ od jeziora), gdzie znajduje się słynna niemiecka elitarna szkoła z internatem (dla dzieci ze „szlachetnych domów”) oraz bazylika cystersów i dopiero stamtąd wyruszyć wdół do jeziora, do Meersburga. To bardzo malownicze miasteczko rozłożone na wielu poziomach (Unterstadt i Oberstadt czyli Dolne i Górne Miasto) i otoczone winoroślami rosnącymi na stromych brzegach nad jeziorem. Przecudowny jest spacer jesienią wśród tych dojrzewających winogron, ścieżkami prowadzącymi aż do promenady nad jeziorem, gdzie klony śródziemnomorskie dają miły cień spacerowiczom. W Meersburgu warto wsiąść następnie na jeden z licznych promów i udać się do leżącej na przeciwnym brzegu Konstancji. I tu masa następnych wrażeń - architektonicznych, kulturalnych i widokowych. W latach 1414-18 Konstancja była miejscem słynnego soboru, w trakcie którego m.in. spalono na stosie (1415) Jana Husa, za herezję. W obradach soboru uczestniczyła też liczna polska delegacja wysłana przez króla Jagiełłę, aby złagodzić konflikt z Krzyżakami, z arcybiskupem Mikołajem Trąbą (przez wielu typowanym wówczas na przyszłego papieża!) oraz rektorem uniwersytetu krakowskiego Pawłem Włodkowicem i Zawiszą Czarnym, słynnym wówczas w całej Europie rycerzem.
Będąc nad jeziorem Bodeńskim nie można też zapomnieć o Insel (wyspie) Mainau – to raj na ziemi, prawie kicz, z nadzwyczajną roślinnością, także subtropiczną i tropiczną, palmami, tysiącami kwiatów, itd. Wyspa jest własnością pochodzącego ze Szwecji Grafa Bernadotte (zm. 2004) i leży tuż przy Konstancji.

Morze Północne (Nordsee)

Niemiecki odcinek Morza Północnego od granicy z Holandią aż do Ujścia Łaby nie jest być może - tak na pierwszy rzut oka - zbyt atrakcyjny, bo po prostu brakują tu piaszczyste plaże. Zamiast tego mamy „błoto” (watty) i trawniki czy łąki dochodzące do samego morza. Jedynie Wyspy Fryzyjskie dysponują piaszczystymi plażami, ale tam trzeba pierw dopłynąć promem. Jednak „na drugi rzut oka” wybrzeże to jest jednak bardzo ciekawe: odpływy i przypływy morza, brodzenie po błotnistym dnie morza (w czasie odpływu), zbieranie muszelek czy obserwacje różnych wodnych żyjątek i organizmów, są szczególnie fascynujące dla dzieci. Klimat tutejszy jest surowszy niż nad Bałtykiem, jest więcej wiatru, fale są zdecydownie większe, no i woda słona. Ale dla wielu właśnie to jest atrakcją i kojarzy się z prawdziwymi „wakacjami nad morzem”. Atrakcyjne jest też położenie niedaleko interesujących historycznych miast, takich jak Hamburg czy Brema. Z Wysp Wschodniofryzyjskich poleciłbym „zielony” Spiekeroog (wyspa długości 10 km i szerokości 2 km). „Zielony” dlatego, że wyspę w przeszłości częściowo zalesiono, posadzono wiele drzew, założono park - więc to nie tylko wydmy i plaże. Do wyspy płynie się promem, ok. 45 minut, z małego portu Neuharlingersiel, leżącego na północny-zachód od Wilhelmshaven. Trzeba dodać, że wyspa jest zastrzeżona dla aut, ale w porcie na wybrzeżu są wielkie strzeżone parkingi, gdzie można zostawić auto na cały dzień. Spiekeroog jest szczególnie modny i lubiany wśród malarzy i artystów. Są tam więc i galerie i miłe kafejki. No a same plaże nie mają końca, do tego piękne wydmy, mnóstwo mew i innego ptactwa wodnego, no i oczywiście Morze Północne z falami i słoną wodą. To z pewnością potencjał na fantastyczne wakacje.

2. Miasta

Lüneburg
Być może widział ktoś z Państwa niemiecką serię telewizyjną „Rote Rosen”. Akcja tego filmu rozgrywa się właśnie w Lüneburgu.
W średniowieczu było to bardzo bogate miasto z jednym z największych „zakładów przemysłowych” ówczesnej Europy – warzelniami soli. Sól tą transportowano następnie do Lubeki (Lübeck) i innych miast leżących nad Morzem Bałtyckim, aby konserwować nią śledzie. Pozostałością tego bogactwa jest dzisiejszy Rynek „Am Sande” - z prześlicznymi kamieniczkami i ratuszem oraz stary port rzeczny z zabytkowym dźwigiem. Zaletą miasta jest też bliskie położenie przy Hamburgu (pół godziny autem czy koleją) oraz leżący na południe od miasta rezerwat przyrody Pustać Lüneburska (Lüneburger Heide) ze słynnymi wrzosowiskami.

Darmstadt
Darmstadt – miasto nauki, techniki, innowacji, a równocześnie centrum stylu modernistycznego z początku XX wieku, no i siedziba Deutsches Polen-Institut, który przekształcił się z instytucji czysto literackiej, w placówkę naukowo-polityczną.
To stosunkowo niewielkie miasto (około 150 tysięcy mieszkańców) jest niespodziewanie siedzibą wielu znanych instytucji o conajmniej ogólnoniemieckiej, jeśli nie europejskiej sławie. Mieści się tu m.in. Europejskie Centrum Operacji Kosmicznych „ESOC”, słynny uniwersytet techniczny TU Darmstadt czy siedziby firm Merck (znane lekarstwa) i Wella (kosmetyki). Darmstadt jest też prężnym centrum kulturalnym. Obok „Deutsches Polen-Institut“ ma tu siedzibę „Deutsche Akademie für Sprache und Dichtung“, która przyznaje szacowną nagrodę literacką „Georg-Büchner-Preis“ (laureatami byli m.in. Max Frisch, Günther Grass, Heinrich Böll, Friedrich Dürrenmatt), niemiecki „PEN-Klub” czy niemieckie Chopin-Gesellschaft.
Oczywiście najbardziej interesujący dla Polaków jest Deutsches Polen-Institut.
Siedzibą Instytutu są dwie wille w stylu secesji w dzielnicy Mathildenhöhe. Dzielnica ta położona malowniczo na wzgórzu, na skraju miasta, to „perła architektury secesyjnej” (w Niemczech: „Jugendstil”). Na przełomie XIX i  XX wieku powstało tu całe artystyczne „Ensemble”, gdzie architekci i inni artyści zaprojektowali własne, nowoczesne wille, w których tworzyli i żyli. „Haus Deiters” to dzisiaj siedziba dyrekcji instytutu - willa zaprojektowana przez wiedeńskiego architekta Josepha Maria Olbricha dla ówczesnego kierownika „kolonii artystów” - Wilhelma Deitersa. Druga willa to „Haus Olbrich”, w którym mieści się biblioteka instytutu i reprezentacyjna czytelnia z kominkiem i pięknymi obrazami, gdzie przyjmuje się gości. Willę tę zaprojektował także Olbrich, w której sam mieszkał do roku 1908. Przed willą podziwiać można interesującą rzeźbę Ludwika Habicha, z młodzieńcem pijącym wodę z marmurowej fontanny. Obie wille leżą oddalone od siebie może 50 metrów i sąsiadują z innymi pięknymi willami z okresu secesjii, wśród pięknych starych drzew, na lekko pagórkowatym terenie.
Nad dzielnicą artystów „Mathildenhöhe” góruje wysoka na 48 metrów wieża, zwana „Hochzeitsturm” z 1908 roku, zaprojektowana także w stylu secesji (jest to w zasadzie bardzo wąski wieżowiec z windą i platformą widokową, gdzie rzeczywiście w jednej z sal można brać ślub), z ekstrawaganckim „pięciopalczastym dachem” w formie wyciągniętej dłoni. Tuż obok znajduje się muzeum sztuki secesyjnej i ... orginalna ruska cerkiew ze złotymi kopułami. Cerkiew ta to dar cara Mikołaja II. dla swojej niemieckiej żony, księżniczki Viktorii Alix z dynastii Hessen-Darmstadt (późniejszej ostatniej carycy Rosji - Alexandry Fiedorownej), aby odwiedzając swój ojczysty Darmstadt mogła chodzić do prawdziwej ruskiej cerkwii!
Niedaleko rozpościera się też nastrojowy „Park-Rosenhöhe”, gdzie w lecie kwitnie około 200 różnych gatunków róż! Nieco ukryte, schowane wśród olbrzymich drzew-mamutowców, mieści się tam też mausoleum książąt z Darmstadt (Großherzöge Hessen-Darmstadt).

Bonn
Bonn to w zasadzie „miasto-rezydencja”, tak wcześniej jak i obecnie. Już w średniowieczu przenieśli się tu biskupi i inni władcy kościelni z Kolonii (nie całkiem dobrowolnie, bo wygnani przez mieszczan), potem w trakcie uprzemysłowienia osiedlali się tu bogaci przemysłowcy, a w końcu - szczególnie w okresie jak Bonn był stolicą RFN-u - wielu polityków. Nie dziwota też, że w Bonn stoją tysiące przepięknych willi i pałaców, czy to w dzielnicy Poppelsdorf, czy w Bad Godesberg, albo dosłownie nad Renem, niedaleko centrum miasta, podczas gdy w Kolonii, (choć to miasto trzykrotnie większe od Bonn) możemy szukać ze świeczką tego typu reprezentacyjnych starych budowli.
Po przeniesieniu stolicy Niemiec do Berlina (1990) wiele ministerstw i prawie wszystkie ambasady opuściły miasto. Jednak miasto pozostało prężne i chyba dobrze przetrwało to polityczne „trzęsienie ziemi”. Dla rekompensaty Bonn stał się siedzibą wielkich ogólnoniemieckich koncernów, jak „Deutsche Post” (nad Renem stoi reprezentacyjny drapacz chmur wysokości ponad 162 m - siedziba firmy, tzw. „Post Tower”) czy „Deutsche Telekom”, oraz rozgłośnia radiowa z programem dla całego świata „Deutsche Welle”.  Mimo wszystko pozostało w Bonn osiem ministerstw, m.in. prestiżowe Ministerstwo Obrony w dzielnicy Hardtberg.

Fryburg Bryzgowijski (Freiburg im Breisgau)
To najbardziej na południowym-zachodzie położone (średnio-) duże miasto niemieckie. Liczy ponad 220 tys. mieszkańców. Do szwajcarskiej Bazylei jest stąd zaledwie 60 km, do „europejskiej stolicy” w Sztrasburgu ok. 80 km. Miasto rozpościera się malowniczo u stóp Szwarcwaldu i jest bardzo piękne. Nad miastem góruje katedra „Unserer Lieben Frau” (Najświętszej Marii Panny) z różowawego kamienia i z ażurkową wysoką wieżą oraz ciemnawym, tajemniczym wnętrzem. Statystycznie to jedno z najcieplejszych miast niemieckich, o największej ilości słońca. Poprzez „Bramę Burgundzką” napływają tu w lecie często tropiczne masy powietrza. Okolice Freiburga są też znane z uprawy winorośli i produkcji win czerwonych (szczególnie wzgórze Kaiserstuhl na zachód od miasta). Turystyczną atrakcją są tzw. „Gäsle”, przecinające miasto kanaliki, którymi płynie czyściutka woda. Od XV wieku Freiburg jest też miastem uniwersyteckim i studenci dominują życie miasta. Tu używa się życia jak we Francji - dobre jedzenie, wino, słońce. Miasto słynne jest też ze swej ochrony środowiska, z pozyskiwania energii słonecznej i z silnej pozycji partii „Zielonych”.

3. Nauka i kultura: przykład uniwersytety

Według rankingów czołowe uniwersytety w Niemczech znajdują się na południu kraju, przede wszystkim w Badenii-Württemberdze i Bawarii. Przoduje uniwersytet w Monachium, ale te mniejsze z Badenii, jak Fryburg, Konstancja, Heidelberg i Karlsruhe, są pod każdym względem nowoczesne, postępowe i eksluzywne, a w wypadku Heidelberga i Fryburga dodatkowo z kilkusetletnią tradycją. Oczywiście Berlin jako stolica przyciąga słynnych profesorów, więc i tamtejsze uniwersytety (FU, TU, HU czyli Freie Universität, Technische Universität i Humboldt Universität) są w niemieckiej czołówce. Warto jeszcze wspomnieć Getyngę, która może poszczycić sie w swojej historii ponad 40 laureatami Nobla. Szczególnie w XVIII wieku był to najlepszy uniwersytet niemiecki. Niektóre niemieckie uczelnie techniczne mają też światową sławę, np. RWTH czyli Rheinisch-Westfälische Technische Hochschule w Aachen/ Akwizgranie, TU w Darmstadt, czy wspomniana już uczelnia w Karlsruhe, którą przechrzczono oficjalnie na KIT, aby uwypuklić jej wysokie aspiracje - skrót ten to Karlsruher Institut of Technology (w nawiązaniu do MIT w Cambridge, Massachussetts). Najstarszym uniwersytetem niemieckim jest Uniwersytet w Heidelbergu, założony w 1386 roku (mimo wszystko o 20 lat młodszy od krakowskiego UJ).

Kto ze znanych Polaków studiował w Niemczech i gdzie? Oto mała tabelka dla orientacji -  oczywiście to tylko mały wybór bardziej znanych osobistości:

1    Ostroróg, Jan    pisarz polityczny    1436-1501    Erfurt
2    Dantyszek, Jan    dyplomat i poeta    1485-1548    Greifswald
3    Frycz-Modrzewski, Andrzej    pisarz polityczny    1503-1572    Wittenberga
4    Orzechowski, Stanisław    pisarz polityczny    1513-1566    Wittenberga i Lipsk
5    Seklucjan, Jan    pisarz reformacyjny    1515-1578    Lipsk
6    Mączyński, Jan    słownikarz    1520-1587    Wittenberga
7    Czechowic, Marcin    pisarz ariański    1532-1613    Lipsk
8    Sęp-Szarzyński, Mikołaj    poeta    1550-1581    Wittenberga i Lipsk
9    Śniadecki, Jan    publicysta i uczony    1756-1830    Getynga
10    Linde, Samuel B.    słownikarz    1771-1847    Lipsk
11    Asnyk, Adam    poeta    1838-1897    Heidelberg
12    Witkiewicz, Stanisław    prozaik i krytyk    1851-1915    Monachium
13    Kasprowicz, Jan    poeta    1860-1926    Lipsk
14    Przybyszewski, Stanisław    prozaik i dramaturg    1868-1927    Berlin


4. Styl życia - Kuchnia i wina niemieckie

„Potrawy narodowe”

Piszę ten podtytuł w cudzysłowie, bowiem obecnie takimi „narodowymi” niemieckimi potrawami są m.in. turecki gyros czy włoska pizza. Tak rzeczywiście typowego (ogólno-) niemieckiego posiłku to w zasadzie nie ma; za to są regionalne potrawy w Bawarii, Nadrenii czy poszczególnych landach. Największą sławę mają jednak specjalności z Czarnolasu (Schwarzwald), jak tort czarnolaski (Schwarzwälder Kirschtorte) czy szynka czarnolaska (Schwarzwälder Schinken). Wielu Niemców przyznaje jednak otwarcie, że ich ulubionym przysmakiem jest „Brötchen mit Mett” czyli bułka z masłem i metem, obłożona krążkami cebuli. No i oczywiście nie można zapomnieć o „Curry-Wurst”, niemieckich smażonych kiełbaskach.
Pewną niespodzianką, w obliczu tych raczej rustykalnych zamiłowań kulinarnych Niemców, jest tradycja uprawy i spożycia szparagów, które z zamiłowaniem zjada się w w sezonie (maj/ czerwiec) w niektórych, klimatycznie uprzywilejowanych, regionach. Szparagi (Spargel)  serwuje się najczęściej z „Soße Hollandaise”, tzn. białym sosem holenderskim, a przy bardziej uroczystych okazjach z białym winem reńskim czy moselskim.

Wina
Takim „czarnym koniem” wśród win niemieckich są moim zdaniem wina z regionu Ahr.
Ahr to krótki (ok. 85 km), lewy dopływ Środkowego Renu, mniej więcej na wysokości między Koblencją i Bonn. Poza malutkim regionem uprawy wina tuż za południowymi granicami Bonn, w Königswinter-Oberdollendorf, region Ahr to najbardziej na północ położony teren uprawy wina w zachodnich Niemczech. Jednakże prawdziwą sensacją jest fakt, że tamtejsze wina to wina czerwone, a nie oczekiwane w tych szerokościach geograficznych białe Rieslingi. Jakość tych win jest podobna do tej, co we francuskiej Burgundii, głównie uprawiany jest Pinot noir (w Niemczech zwany „Spätburgunder”). Tajemnicą dlaczego to się tak daleko na północy wspaniale udaje, jest mikroklimat doliny Ahr. Kamieniste, łupkowe, powulkaniczne gleby sprzyjają wzrostowi winogron i ich jakości, a dużo słońca, to następny atut. Polecam wędrówki po stromych zboczach, wśród winorośli, a w okolicznych wioskach można kupić pyszne wina prosto od producenta, już za 6-8 Euro. Tradycja uprawy win w tym regionie sięga czasów rzymskich, ale w czasach nowożytnych mieli i Francuzi duży wpływ na styl życia w Nadrenii i terenach przygranicznych, jak Eifel czy opisana dolina rzeki Ahr.

5. Ludzie i Landy

Czy Państwo wiedzą, że Beethoven urodził się w Bonn, Einstein w Ulm, Marx w Trier, Rubens w Siegen, Mercator w Duisburgu, Guttenberg w Moguncji, Bach w Lipsku, Goethe we Frankfurcie nad Menem, a Konrad Adenauer w Bad Honnef koło Bonn?
Ale nie chcę tu pisać o tych „Wielkich”, lecz o „normalnych”, przeciętnych Niemcach.

W odróżnieniu od Polski, mieszkańcy Niemiec mówią wieloma dialektami i posiadają mocno zakorzeniony lokalny patriotyzm. Ma to historyczne ugruntowanie, bowiem zjednoczone Niemcy istnieją oficjalnie zaledwie 141 lat (od 1871 roku). Przedtem istniało co prawda wiele małych i średnich ksiąstw czy kraików niemieckich, no i parę królestw (np. Saksonia czy Bawaria), jednak poza podobną mową nie miały one ze sobą wiele wspólnego. Oczywiście mieliśmy też w historii tzw. Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (oficjalnie do 1806 roku), lecz był to luźny konglomerat państw - trzeba dodać, nie tylko niemieckich - niczym dzisjsza Unia Europejska. Więc każdy kraik rozwijał się niezależnie, czy to Bawaria, czy Saksonia, czy Würtemberga, itd. Te tradycje lokalne przetrwały i do dzisiaj. Mieszkaniec Hamburga czy Bremy mało co rozumie Bawarczyka spod Alp. Także Saksończycy mówią - dla większości Niemców - bardzo niezrozumiale. Niektóre Landy jak Bawaria czy Saksonia manifestują nawet swoją „inność” w oficjalnej nazwie kraju, np. „Freistaat Bayern” (Wolne Państwo Bawaria) czy „Freistaat Sachsen“ (Wolne Państwo Saksonia).
Oczywiście, jak w każdym nowoczesnym czy współczesnym społeczeństwie, także i w Niemczech doszło do wewnętrznych migracji ludności. Do tego doszły ogromne przesiedlenia z przeszłości, czy to w czasach Hitlera, czy po wojnie z Prus Wschodnich czy Śląska. Jeszcze do dzisiaj przyjeżdżają do Niemiec setki tysięcy Rosjan pochodzenia niemieckiego, najczęściej z dzisiejszego Kazachstanu. Więc społeczeństwo jest wymieszane. Tym nie mniej zadziwia lokalny patriotyzm mieszkańców poszczególnych Landów, któremu ulegają nawet obcy przybysze. Szczególnie Bawarczycy czują się jednym narodem i są przede wszystkim Bawarczykami, a dopiero później Niemcami.
Może scharakteryzuję w największym skrócie poszczególne Landy niemieckie:

Schleswig-Holstein
To najbardziej na północy leżący Land w Niemczech, graniczący z Danią. Stolicą jest Kilonia (Kiel), a innym znanym miastem Lubeka (Lübeck). W średniowieczu Lubeka była stolicą Hansy i bogatym, dumnym miastem. Próbkę tej wielkości widzieliśmy jeszcze przed paru laty na dawnych papierkowych 50 markach, z odbitką słynnej bramy miejskiej „Lübecker Tor”. Dziś Schleswig-Holstein to przede wszystkim turystyczna atrakcja, dająca nam do wyboru wakacje zarówno nad Morzem Północnym (wybrzeże zachodnie) jak i nad Bałtykiem (wybrzeże wschodnie). Słynne są też coroczne regaty żaglowców z całego świata w zatoce przed Kilonią (Kieler Bucht).

Hamburg
To „państwo-miasto” jest bardzo dumne ze swojej historii i z siebie. Przez swoich mieszkańców uważane za najpiękniejsze na świecie. To też na pewno, obok Berlina, najbardziej światowe miasto niemieckie. Chętnie naśladuje się tu wzory angielskie, a nie „pruskie”. To po Rotterdamie największy port Europy, a „Reeperbann” to chyba jeden z największych w Europie „burdeli”. Miasto szczyci się słynnymi musicalami i faktem, że Beatelsi mieli tu swój pierwszy koncert! Hamburg to też wielkie centrum prasowe i wydawnicze. Tu ukazuje się słynny wśród intelektualnej elity tygodnik „Die Zeit”, a także popularne tygodniki „Der Spiegel” und „Stern”, no i oczywiście brukowiec „Bild”. Jako przerywnik w zwiedzaniu miasta, proponuję kupić sobie słynne hamburskie (a raczej angielskie) „fish and chips”, czyli frytki z kawałkami smażonej ryby, zapakowane w tutce z gazety (oczywiście to nie prawdziwa gazeta, tylko papier z wydrukiem „Abendzeitung”) - porcje są duże, a ryba przepyszna.

Brema
Miasto to co prawda konkuruje z Hamburgiem, ale tak naprawdę to tylko w piłce nożnej są Bremeńczycy (Werder Bremen) godnym rywalem Hamburga (Hamburger SV). W innych dziedzinach Hamburg wyprzedził Bremę pod każdym względem. Przede wszystkim pod względem liczby mieszkańców Hamburg jest trzy razy większy od Bremy, jest też dużo bogatszy, podczas gdy Brema ma problemy z bezrobociem. Tym niemniej miasto to jest bardzo piękne, z imponującym renesansowym ratuszem na rynku (koniecznie polecam „Führung” z przewodnikiem) i słynnym pomnikiem rycerza Rolanda.

Dolna Saksonia (Niedersachsen)
Ogólnie uważa się, że to tutaj (w okolicach Hanoweru czy Brunszwiku) mówi się najczyściej po niemiecku. Jednak Dolna Saksonia to wielki Land (po Bawarii największy), ciągnący się na zachodzie wzdłuż granicy z Holandią, ma północy wzdłuż wybrzeża Morza Północnego, na wschodzie dochodzący do Łaby (Elbe), a na południu do gór Harzu i Teutoburger Wald, więc i tam panuje wiele dialektów. Stolicą jest Hannover, miasto słynne z międzynarodowych targów. Dla wczasowiczów najbardziej atrakcyjne są Wyspy Fryzyjskie i watowe (z przypływami i odpływami) wybrzeże Morza Północnego. Całkiem na południu, już przy granicy z Hesją, leży miasto uniwersyteckie Getynga, a na wschodzie Wolfsburg - słynna siedziba koncernu Volkswagena. Całkiem na zachodzie i północy, wzdłuż wybrzeża Morza Północnego mieszkają Fryzowie (Friesland), znani z ich „chłopskiego” dowcipu oraz ze skąpości (ale tylko w wicach) - oczywiście to tylko utarte przesądy. We fryzyjskim Emden żył w XVI wieku nasz Jan Łaski (znany tu jako Johannes a Lasco), który po przejściu na protestantyzm został  „Superintendantem” zboru ewangelickiego. W Emden mieści się też biblioteka nazwana jego imieniem i instytut badawczy.

Mecklenburg-Vorpommern
Land ten położony nad Bałtykiem stał się szybko „Nr 1” w turystyce w zjednoczonych Niemczech, wyprzedzając Bawarię. Piękne plaże, zatoki, dużo wysp, a we wnętrzu Landu kraina jezior, a przy tym mała gęstość zaludnienia - to atuty na wspaniałe wakacje nad morzem czy wśród jezior. Do tego dochodzą ciekawe miasta historyczne (wymieniając od zachodu na wschód): Schwerin, Wismar, Rostock, Stralsund czy Greifswald. Bardzo atrakcyjne są tamtejsze wyspy czy półwyspy: Darß i Zings, Hiddensee, Rugia, a przy polskiej granicy Uzdam - z piaszczystymi plażami i dużo łagodniejszym klimatem niż kapryśne Morze Północne.

Sachsen-Anhalt
Ten kraj związkowy ze stolicą w Magdeburgu ma niecałe 3 miliony mieszkańców (więc mniej niż Berlin). Ale to ciekawy Land, mający na zachodzie góry Harzu (Brocken 1143 m), a na wschodzie rzeki Łebę i Saale. Tu leży też Wittenberga - miasto Lutra, oraz Halle an der Saale - miasto muzyka Händla i słynnego uniwersytetu (szczególnie w XVIII wieku). W tutejszym Eisleben urodził się Marcin Luter, a Dessau słynne jest z przedwojennej Wyższej Szkoły Designu i Architektury „Bauhaus” Waltera Gropiusa. Nad rzekami Saale i Unstrut uprawia się też wino - to najbardziej na północ położona uprawa winorośli w Niemczech (znany sekt „Rotkäpchen”, czyli „Czerwony Kapturek”).

Saksonia
Saksończycy są w ich mentalności nieco podobni do Bawarczyków, ale tylko pod wzgędem pewności siebie, itd., ale nie stylu życia. Nas Polaków - pod względem historycznym - łączy wiele z Saksonią (unia polsko-saksońska w XVII i XVIII wieku), nasi wieszczowie żyli tu na emigracji (Kraszewski 20 lat w Dreźnie) i tworzyli (np. Mickiewicz „Dziady cz. III”). Krajobrazowo Saksonia jest bardzo pięknym krajem, Drezno to „Florencja Północy”, a także  Lipsk (miasto Bacha) ma się czym pochwalić (Goethe, który tu studiował, mówił o Lipsku, że to jego „mały Paryż”). Szwajcaria Saksońska (albo Saska Szwajcaria), na południowy-wschód od Drezna, oferuje też nadzwyczajne krajobrazy, w stylu polskich Pienin.

Bawaria (Bayern)
Należy pierw podkreślić, że nie wszyscy mieszkańcy Bawarii czują się Bawarczykami. Na północy, w okolicach Norymbergii, Würzburga czy Bambergu, mieszkają „Franken”, a na południowym-zachodzie u podnóża Alp żyją jeszcze „Szwaben”. Typowi Bawarczycy kojarzą się nam przede wszystkim z Monachium, z „Oktoberfestem”, piwem, strojem ludowym („Lederhose”) czy drużyną piłkarską Bayern München. Ale Bawaria to nie tylko piwo. Okolice Würzburga są też słynne z produkcji pysznych białych win o złocistej farbie, sprzedawanych w orginalnych okrągłych butelkach (Franken-Weine). Równocześnie nie każdy Bawarczyk to katolik. Okolice Norymbergii zamieszkują ewangelicy, a nie katolicy, jak w Monachium czy Regensburgu (skąd pochodzi obecny papież). Więc Bawaria nie jest aż tak jednolita, jak się wydaje. I tu pasuje więc moja teza o „Terra incognita”.
Monachium czy jego okolice, ze względu na atrakcyjne położenie niedaleko Alp i Włoch, stało się też miejscem zamieszkania wielu niemieckich gwiazd filmu czy milionerów. Szczególnie okolice jezior leżących na południowy-zachód od miasta, jak Ammersee czy Sternberger See, stały się prestiżowym adresem dla tej „śmietanki” i tu mieszka (według statystyk) najwięcej niemieckich milionerów.

Badenia-Württemberga
Choć na zewnątrz prezentuje się jako jeden kraj, jednak to Land o dwóch bardzo różnych duszach. Na zachodzie, granicząc z Francją i Szwajcarią, rozpościera się wąskim pasem wzdłuż Renu i obejmując większość Czarnolasu (Schwarzwald) - Badenia. W północnej części, nad Neckarem, leży słynne miasto uniwersyteckie Heidelberg, oraz Karlsruhe niedaleko Francji i Sztrasburga, a na południu piękny Fryburg (Freiburg), u podnóża Czarnolasu. Badenia to kraj wina, słońca (Freiburg i Karlsruhe to najcieplejsze miasta niemieckie) i „używania życia”. Całkowitym przeciwieństwem jest natomiast Württemberga i jej mieszkańcy - Szwabowie (Schwaben). To niemieccy „Szkoci” (oczywiście często to tylko utarte przesądy), a równocześnie bardzo pracowici, pomysłowi i w zasadzie „prymusi” wśród Niemców. To tam buduje się Mercedesy czy Porsche (Stuttgart i okolice) i patentuje najwięcej wynalazków.

Hesja
„Hessen” to przede wszystkim Frankfurt nad Menem z ogromnym lotniskiem, targami o światowej sławie i wszechobecnym poetą Goethe. W centrum miasta górują wieżowce - najczęściej są to siedziby banków (m.in. Europejskiego Banku Centralnego „EZB”). Stąd mówi się w przenośni o tej części Frankfurtu „Mainhattan” (bo leży nad Menem czyli „Main” no i przypomina miniaturkę Manhattanu). Bardzo ładną dzielnicą willową jest tu Westend, a historycznym centrum tzw. „Römer” (nazwa nawiązująca do rzymskiej przeszłości miasta), ze starymi kamieniczkami i słynnym kościołem „Paulskirche”, gdzie zakiełkowała po raz pierwszy niemiecka demokracja.
„Narodowym” trunkiem w tej części Hesjii jest Apfelwein zwany „Äppelwoj”, czyli jabłecznik, bo Hesja (poza częścią leżącą nad Renem, w okolicach Wiesbaden) nie ma już tyle słońca co Badenia, więc zamiast winogran używa się jabłek do produkcji wina. Kuchnia tamtejsza nie jest też tak finezyjna jak na południowym-zachodzie, raczej tłusta i prosta.
Na północ od Frankfurtu, nad rzeką Lahn, leży słynne miasto uniwersyteckie - Marburg, a na południe - Darmstadt, z Niemieckim Instytutem Polskim („Deutsches Polen-Institut”) i słynnym wzórzem „Mathildenhöhe” - perłą architektury secesyjnej, z willami i budowlami z początków XX wieku.

Turyngia
Po ponad 20 latach „zjednoczania Niemiec” miasta Turyngii są tak wypielęgnowane i odnowione, że w porównaniu z nimi niektóre miasta zachodnich Niemiec (szczególnie Zagłębia Rury) wygladają jak „biedni kuzyni”. Erfurt, Weimar czy Jena warto odwiedzic. Każde z nich prezentuje się inaczej i oferuje mnóstwo kultury. Erfurt i Jena to dawne miasta uniwersyteckie, a Weimar to dawna „ojczyzna” Goethego i Schillera. Ale nie tylko kulturalne zalety ma ten kraj do zaoferowania. Także natura jest tu wspaniała, szczególnie Las Turyński, z wierzchołkami dochodzącymi do 1000 metrów i ze słynnym szlakiem turystycznym „Rennsteig”, o długości 170 km!

Saarland
To kraj pół francuski, pół niemiecki (oczywiście pisane w przenośni). Bo Saarland został dopiero po wojnie niemiecki, po plebiscycie. Mieszkańcy Saarlandu mają jednak często francuskie wpływy. To też kraj wina, leżący nad Moselą i Saarą. Niestety gospodarczo nieco podupadły, po zamknięciu wielu kopalń i hut (słynna huta w Völklingen, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO). Krajobrazowo słynne są meandry Saary koło Mettlach. Atrakcyjne jest też położenie Saarlandu przy malowniczym Luksemburgu, dokąd często jeździ się po tańszą kawę czy benzynę.

Nadrenia-Palatynat (Rheinland-Pfalz)
To, podobnie jak Północna Nadrenia-Westfalia, sztucznie uformowany po wojnie kraj związkowy. Ale turystycznie-widokowo ma dużo do zaoferowania. Zresztą nie tylko widokowo, bo i kulturalnie. Przecież to dawne tereny rzymskie! Koblencja (Koblenz), Moguncja (Mainz) czy Trewira (Trier) - to dawne rzymskie metropole. Przede wszystkim w Trier natrafimy jeszcze na całą masę zabytków i wykopalisk z tych czasów (czyli sprzed ponad 2000 lat!). Szczególnie „Porta Nigra” - warowna brama rzymska z poczerniałego, surowego kamienia, robi ogromne wrażenie!
A natura, to góry Hunsrück, Eifel czy Westerwald, oraz piękne rzeki Ren i Mosela, z rosnącym na tarasach, na stromych brzegach, winoroślami, przede wszystkim Rieslinga.
Stolicą kraju jest Mainz, miasto wynalazcy druku, Gutenberga i siedziba niemieckiego arcybiskupstwa (słynny „Mainzer Dom”).

Północna Nadrenia-Westfalia
To największy pod względem liczby mieszkańców Land - ponad 18 milionów. Stolicą jest Düsseldorf, największym miastem Kolonia, a miastem związkowym („Bundesstadt”) - Bonn,  dawna stolica Niemiec. Ale to jeszcze nie wszystkie słynne tutejsze miasta, bo pozostaje Münster - jako stolica Westfalii oraz Zagłebie Rury („Ruhrgebiet”) - w zasadzie największe „miasto” Niemiec, liczące ponad 5 milionów mieszkańców (to m.in. Essen, Duisburg, Oberhausen i Bochum). Nie wypada też nie wspomnieć o Aachen (Akwizgran), dawnej stolicy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, ze słynną katedrą Karola Wielkiego (zm. 814) i miejscem koronacji 30 władców Cesarstwa (w latach 936-1531).
Oczywiście ten kraj związkowy to tylko polityczny sztuczny twór, bo historycznie Westfalia i Nadrenia nie mają ze sobą wiele wspólnego. Tym niemniej zarówno w Westfalii (Münster czy Paderborn) jak i w Nadrenii (Kolonia czy Bonn) przeważają katolicy, choć dziś to kryterium traci coraz więcej na znaczeniu. Co ludzi tu pasjonuje, to karnawał (w Nadrenii) i piłka nożna. Co roku 11. listopada rozpoczynają się w tysiącach klubach („Vereine”) w Nadrenii przygotowania do karnawału i trwają aż do lutego (data jest ruchoma, ale tak mniej więcej). Wtedy w Kolonii, Düsseldorfie, Bonn, a także w mniejszych miasteczkach i wioskach idą wielkie karnawałowe pochody („Züge”), trwające wiele godzin.
W piłce nożnej Północna Nadrenia-Westfalia to prawdziwa potęga. W „ekstraklasie” (Bundesliga) gra obecnie aż pięć zespołów z tego Landu: Schalke 04, Borussia Mönchengladbach, Borussia Dortmund, Bayer Leverkusen i Fortuna Düsseldorf, a Bochum, Paderborn, Aachen, Duisburg, Bielefeld, Oberhausen, Essen, no i oczywiście FC Köln mają też dobre czy znane zespoły.

Brandenburgia i Berlin
Brandenburgia to rzadko zaludniony kraj, równinny, piaszczysty, z sosnami, jeziorami, często nieskażoną naturą. A w środku tego „pustkowia” leży naraz prawie 4-milionowy moloch - Berlin. Ale to sąsiedztwo jest bardzo atrakcyjne dla obu Landów. Bo zmęczeni cywilizacją Berlińczycy spędzają weekendy w przepięknych zakątkach Brandenburgii tuż za granicami miasta, a znowu Brandenburczycy cierpiący na „prowincjalnego kaca”, mają niedaleko „Weltstadt Berlin”.
O Berlinie nie muszę chyba wiele pisać, bo akurat to miasto zna wielu Polaków. Pareset tysięcy Polonusów mieszka tam też albo pracuje. Dla miłośników starych willi, ogrodów i parków polecam południowo-zachodnie dzielnice miasta - Dahlem, Zehlendorf czy Grünewald. Berlin jest też rajem dla studentów, nie tylko ze względu na atrakcje typu „życia nocnego”, ale przede wszystkim na wspaniałe możliwości studiowania. Do wyboru są trzy bardzo dobre uniwersytety, TU, FU, HU czyli Technische Universität i Freie Universität (w dawnym Berlinie Zachodnim) oraz Humboldt Universität (w dawnym Berlinie Wschodnim), oraz inne specjalistycznie szkoły. Po zjednoczeniu Berlina w 1990 roku miasto - co jest raczej rzadkością w skali światowej - dysponuje też dwoma ogrodami zoologicznymi czy dwoma ogrodami botanicznymi, oraz mnóstwem muzeów. Co wszyscy chwalą w tym mieście, to wspaniale funcjonująca sieć transportu miejskiego, z tramwajami, metrem, koleją podmiejską i autobusami (w tym wiele piętrowych).
Stolicą Brandenburgii jest leżący tylko 30 km na południowy-zachód od Berlina - Poczdam (Potsdam), miasto raczej reprezentacyjne, gdzie już władcy pruscy mieli swoją siedzibę. Dziś osiedla się tam wielu ludzi biznesu, filmu i telewizji - ze względu na atrakcyjne położenie (wiele jezior, rzeki, kanały) oraz bliskość Berlina. W pobliskim Caputh żył przed wojną (do czasu emigracji do USA) Albrecht Einstein i pływał na swojej żaglówce na okolicznych jeziorkach.

Jerzy Ziaja

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK