Pieniądze także, powiadają niektórzy i nadziwić się nie mogą, że Bartoszewskim tak doskonale się wiedzie. Wielkie centrum ogrodnicze na Rahlstedzie w Hamburgu zachwyca i imponuje. Ile pracy kosztuje, ile wysiłku i starań, o to nie pyta nikt. A przecież samo z siebie się nie wzięło, twierdzi Ula i z dumą prezentuje ogród ziół, które tyle radości i pożytku przysporzyć mogą nawet skromnym posiadaczom balkonowych ogródków.

 

Najliczniejszymi ich klientami są jednak właściciele starych domów i posiadłości, secesyjnych uroczych willi, pamiętających czasy tutejszego wybitnego poety, prozaika, dramaturga Detleva von Liliencrona. Skąd ta miłość do zieleni? – pytam Marka i odpowiedź już w oczach radosnych, w otwartym  i przyjaznym geście zapraszającym do zwiedzania, oglądania i podziwiania.

 

– To pasja i zamiłowanie, które takie niesie satysfakcje, że człowieka obezwładnia i uzależnia. Mimo trudów nie czuję zmęczenia, a jeszcze nigdy zniechęcenia – stwierdza i objaśnia szczegóły kwitnienia, owocowania, przekwitania i trwania dziesiątek, nawet setek roślin, które mają tu swe miejsce i optymalne warunki. Duża uprawa, różnorodność na miarę wszelakich potrzeb i oczekiwań. Jakby o ludziach mówił, tyle ma empatii i wiedzy, taką znajomość botaniki i praw rządzących naturą.

 

A przecież praca jest mordercza, odpowiedzialna, fizyczna, od samego rana do świtu. Nad każdą rośliną trzeba się pochylić, przyjrzeć się, by stwierdzić czego potrzebuje, wspomóc, wyeksponować, oddać w dobre ręce, za właściwe pieniądze. Tak! To jest kraina żywa i pełna zagadek niezglębionych, fantastycznych, zadziwiających. To miejsce ciężkiej pracy i awansu.

Jakże inaczej nazwać fakt, że stąd powołano Bartoszewskiego do komponowania ogrodów w prestiżowych miejscach Hamburga? Większe wykazał zdolności i umiejętności niż inni, a to warte uznania! Polak okazał się pomysłowy, solidny, kreatywny i twórczy. Nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasch! Jedno nad czym należy się zastanowić, to jak tego dokonał? Po prostu uwierzył, że ma talent, że zrobi to dobrze i z sercem przystąpił do realizacji planu.

 

- Kiedy ma się taki ogród jak ten – mówi - to nie trzeba się promować, ani zachwalać. Tu, jak na dłoni widać  starania i pracę. Klienci zadają mnóstwo pytań, bo wsadzić roślinę do ziemi, wyjąć ją z doniczki i przesadzić do gruntu, to jeszcze nie wszystko. Nie tylko wiedzy z zakresu uprawy roślin trzeba, należy spełniać oczekiwania kupujących, dać im przede wszystkim radość podziwiania piękna, umieć roztaczać im wizje spokoju, harmonii, zadowolenia. Tego najbardziej jesteśmy spragnieni.

 

- Wiem - powtarza - że mieszkam w mieście ogrodów, parków, pomysłowych skwerów i bliskości lasów. To obliguje do pewnych zachowań, daje możliwości upajania się naturą. Już coraz częściej jest tak właśnie, że te wymarzone przestrzenie , które zapewniają odprężenie i wypoczynek, stają się koniecznością i pierwszą naszą potrzebą. Jakże nie zgłębiać tematu, nie wychodzić na przeciw oczekiwaniom? Kto mówi, że w Polsce nie jest tak samo?

 

Opowiada z chęcią o słynnych ogrodach Berlina, Wiednia i Pragi, o Sanssouci.  Zachwyca się Łazienkami Królewskimi, Parkiem Oliwskim, rozległą przestrzenią pięćdziesięciohektarowego Parku im. Jana Kasprowicza w Szczecinie, a nade wszystko Parkiem Mużakowskim, którego obszar obejmuje łącznie ponad 700 ha. Potrafi wyjaśnić istotę hortiterapii i szczególny urok japońskich ogrodów. Można tego wszystkiego słuchać w nieskończoność.

 

A jednak najbardziej interesuje mnie sprawa kariery, awansu, sławy. W jaki sposób dochodzi się do sukcesu? Co spodwodowało, że zyskał uznanie hamburczyków, klienteli wymagającej i zamożnej?

 

- To kwestia zaufania – odpowiada i doświadczeń, także tych wyniesionych z Polski. Tyle, że w latach osiemdziesiątych myśmy uprawiali ogrody marzeń, w kwiaciarniach były goździki i gerbery jedynie. Do szkół ogrodniczych szli ci przede wszystkim, którzy pragnęli zakładać uprawy pomidorów lub asparagusu, słynnego asparagusu racemosusu, którym przyozdabiano wiązanki. I ja także miałem cieplarnie i wieczne kłopoty z opałem. A jednak nie narzekałem. Do Niemiec przyjechałem po raz pierwszy nie po to , by się osiedlić. Interesowały mnie właśnie ogrody i szybko zorientowałem się, że mam szanse w tej dziedzinie pracować, dokształcać się, dorabiać, pasjonować. A potem wszystko potoczyło się tak, że już wyjeżdżać nie chciałem, pomimo, że i w Polsce zmiany następowały ogromne. Tu po prostu zyskiwałem uznanie, poważanie, sympatię i nawiązywałem przyjaźnie. To także się liczy, bo wejść w środowisko rdzennych hamburczyków, zrozumieć ich i zyskać ich szacunek to prawdziwy awans. Cieszy mnie i to, że kształcą się u mnie młodzi ludzie, że zapewniam pracę rodakom, że jestem jednym z tych, którzy Polskę na swój sposób promują. To jest awans! Czego więcej trzeba? Kwiaty i ciszę ogrodu  mam w zasięgu ręki.

 

Sława Ratajczak 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

 

 

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK