Gdzie był wtedy Bóg? 75 lat wyzwolenia obozu w Oświęcimiu - „W miejscu takim jak to, brakuje słów”, tak mówił podczas wizyty w Oświęcimiu papież Benedykt XVI w roku 2006. A Jan Paweł II w tym samym miejscu 27 lat wcześniej wołał: „Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści”.

Spacer alejkami obozu zagłady 75 lat po jego wyzwoleniu nadal budzi grozę. Depcząc po trzeszczącym, w 10 stopniowym  mrozie, śniegu, czytamy jedną z pierwszych tablic, która informuje, że więźniów za karę wyprowadzano nagich na mróz i polewano zimną wodą, po czym zostawiano na dworze. My ubrani w ciepłe kurtki, zaopatrzeni w ciepłą bieliznę, buty zimowe, czapki, rękawiczki i szal, czytamy i nie wiemy jak zareagować. Cisną się jedynie myśli o pogardzie dla oprawców.

Oswiecim2

Idąc dalej wchodzimy do poszczególnych baraków, zagłębiając się dalej w plan totalnej zagłady Żydów, jaki idealnie stworzono w Oświęcimiu. Ci którzy byli zostawią na zawsze w pamięci obraz góry włosów, z których wytwarzano tkaninę, sterty grzebieni, szczotek, protez i innych rzeczy pozostawionych przez ponad milion zgładzonych tam istnień ludzkich. Podobnie nie zapomni się Bloku nr 11, obok którego znajdowała się słynna „Ściana śmierci”. Nieprzypadkowo więc blok ten ochrzczono nazwą „Blok śmierci”. Był on odizolowany od reszty obozu. Na parterze umieszczano w kilku salach więźniów policyjnych oczekujących na wyrok sądu doraźnego, który podczas 2-3 godzinnego posiedzenia wydawał zazwyczaj od kilkudziesięciu do kilkuset wyroków śmierci. Dalej widzimy umywalnie, w których skazańcy rozbierali się przed egzekucją. W podziemiach Bloku 11 znajdują się cele, w których przeprowadzano w 1941 r. pierwsze próby masowego zabijania ludzi cyklonem B. W celach tych umieszczano również więźniów skazanych na karę głodową. W jednej z cel zmarł taką śmiercią Maksymilian Kolbe, zakonnik, który dobrowolnie oddał życie w zamian za innego więźnia.

Największy respekt budzi krematorium i komora gazowa.  Podobno udający się do komory gazowej więźniowie myśleli, że udają się do łaźni. Na suficie specjalnie nawet umocowano prowizoryczne prysznice. Nie ma chyba nic bardziej perfidnego. Prosto z komory gazowej ciała wynoszono do krematorium, w którym znajdowały się piece, których dzienny „przerób” wynosił 350 ciał. Prochy rozsypywano wokół obozu.

Wchodząc i wychodząc na teren obozu przechodzimy pod cynicznym napisem „Arbeit macht frei”. Codziennie rano mijali go więźniowie wychodząc do morderczej pracy i wracając po kilkunastu godzinach.

75 lat po wyzwoleniu

„Groby skłaniają każdego normalnego człowieka do zadumy“, powiedział podczas swego wystąpienia z okazji 65 rocznicy wyzwolenia obozu jeden z jego byłych więźniów – profesor Władysław Bartoszewski. „Ale tu nie ma grobów”, dodał. Dlatego też na miejscu dokonania tej niepojętej zbrodni zaduma musi przeobrażać się w trwałą pamięć o tym, co się stało. Powinno się głośno krzyczeć „Nie zapomnij!”

Podczas uroczystości 75 rocznicy wyzwolenia obozu wielu więźniów wspominało swój oświęcimski czas. Na zawsze w pamieci zostaną slowa bylego więźnia Oświęcimia Mariana Turskiego – Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne. Bądźcie wierni przykazaniu, jedenastemu przykazaniu "nie bądź obojętny", bo jeżeli nie, to się nawet nie obejrzycie jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba”.

A nam opuszczającym mury Auschwitz na usta ciśnie się wiele pytań, a w tym to najtrudniejsze: Gdzie był wtedy Bóg?

Na jednym z forów internetowych ktoś odpowiedział: Boga spalili w piecu!

Tekst i zdjęcia: Leonard Paszek