Ciężko pisać o śmierci muzyka, który odszedł  do "niebiańskiej orkiestry" będąc w pełni sił twórczych. Takim właśnie był zmarły 8 października, w weku 52 lat, Bogdan Szweda, muzyk którego charakterystyczny głos był z daleka rozpoznawalny.

Urodził się w Chorzowie. Muzyk, poeta, gitarzysta, wokalista, kompozytor, aranżer i autor tekstów. Zauroczony akustycznym bluesem w wykonaniu Sonny Terry & Brownie Mc Ghee zdecydował się na granie bluesa w jego archaicznej formie.
Do wyjazdu z Polski w 1986 roku grywał w nielicznych jeszcze wtedy klubach bluesowych. W Niemczech wraz z gitarzystą Arkiem Błeszyńskim założył Schau Pau Acoustc Blues, duet który grał ponad 20 lat.

Z biegiem lat Bogdan Szweda zaczął komponować własne utwory bluesowe, co jak sam mówił, "...wcale nie jest takie proste, bo jak zagrać w obecnej dobie bluesa nie popełniając plagiatu i nie tracąc jednocześnie jego własnej, tak specyficznej i autentycznej formy; nadać mu własne tchnienie, jednocześnie nie pozbywając go własnych korzeni”.

Blues w wykonaniu Bogdana Szwedy cieszył się na koncertach dużym uznaniem słuchaczy, a takie numery jak „Too Much Trouble Everyday” inspirowały do wspólnej zabawy. Był pierwszym, który na niemiecki grunt zaszczepił wrocławski Thanks Jimi Festival w Köln i Oberhausen.

Bogdan Szweda ma na swym koncie koncerty w Polsce, we Francji, Holandii, Hiszpanii,  Niemczech, klubach jazzowych na Majorce oraz bardzo egzotycznym miejscu jakim jest Goa w Indiach. W 2008 r. można go było usłyszeć także w Kambodży, Tajlandii i Bangkoku.

Chociaż był trudnym człowiekiem i wielu osobom nie było łatwo z nim się dogadać, to nikt nie kwestionował jego muzycznej wielkości.

Leonard Paszek