W piątek 21 września tego roku w hamburskiej dzielnicy Bergedorf tuż obok dworca, na promenadzie Schleusengraben przy City Center, odsłonięto pomnik poświęcony pamięci przymusowych robotnic i robotników, okrutnie wykorzystanych do ciężkich prac, często w przemyśle zbrojeniowym, w czasach panowania III Rzeszy. Dla Polaków mieszkających w Hamburgu ma on szczególne znaczenie emocjonalne; rodzi refleksje nad przeszłością, która odcisnęła swe zbrodnicze piętno i dotknęła nas wszystkich boleśnie. Napis na tablicy z brązu umieszczonej u stóp betonowego, wysokiego na 2,6 metra monumentu głosi, iż krzywd wojennych nie można zapomnieć. W czasach nazistowskiego terroru, w latach 1939-1945 do przymusowych robót na rzecz Rzeszy wykorzystano 13 milionów kobiet i mężczyzn deportowanych z 14 krajów, w większości ze Związku Radzieckiego, Polski, Francji. Setki tysięcy przymusowych robotnic, robotników, jeńców wojennych i więźniów obozu koncentracyjnego Neuengamme wykorzystano do pracy właśnie tu, pod Hamburgiem, w Bergedorfie i okolicy, w Stuhlrohrfabrik, w wielu zakładach, przedsiębiorstwach i gospodarstwach rolnych. W nieludzkich warunkach przyszło żyć tym ludziom, a strat jakie ponieśli na zdrowiu nikt i nic im już nie zrekompensuje.

Pomnik ma przypominać jak wielkiej nieprawości, a nawet zbrodni dokonano i przestrzegać przed okrucieństwem, które nigdy więcej wydarzyć się nie może. Twórca monumentu Jan de Weryha-Wysoczański stworzył dzieło o wyrazistej wymowie, mające nie tyle przerazić, co zastanowić, skłonić ku przemyśleniom, rozbudzić humanitarne treści, nieść nadzieje na rozwagę, pojednanie i rozsądek. Ofiarom represji pragnął oddać spokój, hołd i poszanowanie. A jednak wydarzylo się podczas tej uroczystości coś, co zatrwożyło wywołując zaskoczenie, popłoch, rozpacz i ból. Niewładny umysłowo osobnik, jak podaje miejscowa prasa prawicowy ekstremista, wtargnął na miejsce uroczystości i rozpylił po oczach polskiej delegacji z bliskiej odległości gaz łzawiący. Ucierpiało kilkanaście osób sędziwego wieku przybyłych z Polski, pod patronatem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Byli to krewni i  i świadkowie tamtych wydarzeń sprzed lat siedemdziesięciu. Niektórzy jako dzieci trafiły do tego piekła z rodzicami i  w skrawkach pamięci odkrywali tego popołudnia przerażające fakty ze swej młodości. Wobec tego co się nagle wydarzyło, pozostali oszołomieni i zdruzgotani. Płakali nie tylko poszkodowani. Przewodniczący Urzędu Miasta w dzielnicy Bergedorf, Arne Dornquast nazwał idiotą sprawcę tego haniebnego czynu. Konsternacja, wstyd i oburzenie zakłóciły na jakiś czas przebieg uroczystości odsłonięcia pomnika. I wtedy właśnie przypomniałam sobie „Dżumę” Alberta Camusa. Przypomniałam sobie dokładnie słowa dawno temu przeczytanej powieści: „bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika (...) nie można jednak dopuścić do tego, by na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudziła swe szczury i posłała je, by umierały w szczęśliwym mieście”. Ta przestroga przemówiła jak nigdy dotąd do mej wyobraźni. Wąski połyskujący prześwit w szarej bryle pomnika nie był w stanie mnie uspokoić, choć takie jego przesłanie i autorski zamysł Rzeźbiarza. Słów zabrakło po owym incydencie. Pastor Angelica Schmidt, a także Barbara Hatje z Kręgu Pamięci i Martyrologii KZ Neuengamme były do głębi wstrząśnięte. Przejęty był artysta, bo przecież w dzieło swe włożył istotę przemyśleń nie tylko nad złem, ale i dobrem, bez którego nie można zmierzać ku przyszłości i budować właściwych, międzyludzkich relacji. Młodzi ludzie, uczniowie szkoły technicznej G19, którzy z inicjatywy AG Gedenken współpracowali z Weryhą-Wysoczańskim w tworzeniu pomnika, doświadczyli upokorzenia, zmiast satysfakcji. To był moment wielkiej dla zebranych próby. Przemówienie Konsul Karoliny Kowalskiej przywróciło równowagę duchową i uspokoiło. Przypomniało, jak czujnym być trzeba, by nie dopuścić do odradzania się zła. Nieco spokoju przyniosła zebranym zaśpiewana przez niemieckich chórzystów nasza partyzancka pieśń ”Deszcz jesienny, deszcz.” Smutna, jak owo popołudnie, a jednak pełna czułości i pociechy. Bergedorfski pomnik przemawia mocą symboliki; zdaje się mówić o sile tkwiącej w ludziach, o mocy, która przezwycięża zło i głupotę, pozwalając trwać w dobrej wierze. Pięknie wkomponowany w architekturę otoczenia jest godzien podziwu. Jan de Weryha-Wysoczański, w zminimalizowanej formie, w zoptymalizowanych do granic możliwości proporcjach kubusa o szorstkiej powierzchni, zawarł przejrzystą metaforę o czasach pogardy i niezawinionym losie milionów. Dla miasta to dzieło będzie długo jeszcze próbą rozliczenia z przeszłością i dowodem na szukanie porozumień we współczesnym, niełatwym świecie.     

Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK