Obecna sytuacja na Krymie przypomina o dziwo tę sprzed lat dwustutrzydziestu. Wtedy to  18 lutego 1784 książę – nieprawnie zwany taurydzkim - Grigorin Potiomkin przedłożył cesarzowej Katarzynie II ciekawą koncepcję utworzenia nowej jednostki administracyjnej na terytorium Rosji. Caryca już wcześniej, zaplanowała pozyskanie Półwyspu, o który toczyły się boje w wojnie rosyjsko – tureckiej (1768 – 1774) i 19 kwietnia 1783 wydała manifest włączający Krym do Imperium Rosyjskiego. Było to jawne pogwałcenie traktatu pokojowego zawartego z Turcją w 1774 w Kuczuk Kajnardży.

 

Półwysep Krymski - starożytna Tauryda, połączony wąskim Przesmykiem Perekopskim pomiędzy Morzem Czarnym i Azowskim, odzielony od Rosji niewielką cieśniną był przez wieki teatrem wielu wydarzeń historycznych, miejscem urzekającym i tajemniczym. Dlatego tak fascynował i nęcił, budząc zainteresowanie pozostałościami rozmaitych kultur, wielonarodowością swych mieszkańców, położeniem, klimatem, bogactwem i pięknem egzotycznych krajobrazów.

 

Kiedy Adam Mickiewicz wybrał się tam w sierpniu 1825 roku, ten niezwykły region był już dostatecznie skolonizowany i zmilitaryzowany przez Rosjan. Podróż romantycznego samotnika okazała sią zaplanowaną eskapadą krajoznawczą, w której wzięło udział doborowe, „romansowo i politycznie” zawiązane towarzystwo. Przewodził generał hr. Jan Józefowicz Witt – typowy rosyjski czynownik, tropiciel konspiracji i nieprawomyślnych, do tego kurator odeskiego okręgu oświaty. Towarzyszył mu szpieg do specjalnych poruczeń, podający się za entomologa (badacza owadów) Aleksander Boszniak. Rolę pierwszoplanową odgrywała piękna hrabina, także carska agentka Karolina Sobańska z rodu Rzewuskich (siostra Eweliny Hańskiej – późniejszej Balzakowej). W gronie tym wyróżniał się jej brat - świetny gawędziarz, późniejszy pisarz Henryk Rzewuski, autor opowieści znanych pod skróconym tytułem „Pamiątki Soplicy”. Wypłynęli statkiem z Odessy do Sewastopola, a następnie do Eupatorii, czyli Kozłowa.

 

Choć w Sonetach Krymskich nie ma wzmianek o Karaimach, to tytuły sonetów: „Widok gór z Kozłowa” i „Droga nad przepaścią w Czufut Kale” świadczą, że Mickiewicz był w ośrodku osiedli karaimskich. Wiadomo także, że spotkał się ze znanym krymskim działaczem społecznym imieniem Hadżi Aga – Sima Babowiczem, późniejszym Hachanem Taurydzkim. Na ścianie domu Babowicza w Eupatorii znajduje się do dziś tablica w języku rosyjskim: „Tutaj, w domu Hadżi Agi Babowicza  27 – 28 czerwca (9 – 10 lipca star. stylu) 1825 zatrzymał się wielki polski poeta Adam Mickiewicz (1798 – 1855)”.

 

Zauroczony krymską przyrodą młody absolwent Uniwersytetu Wileńskiego, były więzień bazyliańskiej celi zamierzał początkowo napisać poemat w stylu bajronowskim. Ostatecznie zadecydował o stworzeniu sonetów. Nie mniej, bohater sonetów jest typem bajronicznym, doświadczonym boleśnie samotnym wygnańcem i pielgrzymem. Jest także podróżnym, który zachwyca się olśniewającą urodą natury, widzi, wie i czuje mocniej niż przeciętny wędrowiec  i pozwala sobie na filozoficzne, a także osobiste refleksje. Co więcej, na okazałość krymskiej przyrody spogląda także oczami Mirzy – muzułmanina i to daje mu prawo rozstrzygania pewnych zawiłych kwestii.

 

Cóż Mickiewicza najbardziej w tej dwumiesiącznej niemal podróży urzekło? Wiele miejsc, których piękno utrwalił wyszukanym doborem orientalnych słów, metaforyką, spiętrzeniem zaskakujących porównań i apostrof. Z pewnością Bakczysaraj – dawna stolica Chanatu Krymskiego, którego opustoszały kompleks pałacowy z basztami, gankami, przedsieniami i „głuchymi ścianami” sprawiał przejmujące wrażenie. Jakże musiał być wspaniały, skoro Katarzyna Wielka nie wydała rozkazu zrównania go z ziemią, jak czyniła w przypadku większości tatarskich budowli. Widok ten zawładnął wyobraźnią Mickiewicza na tyle, że odniósł się do tego miejsca aż w czterech sonetach: „Bakczysaraj”, „Bakczysaraj w nocy”, „Grób Potockiej”, „Mogiły Haremu”. Czy rzeczywiście ujrzał grób Marii Potockiej, żony chana Kyryma Gireja? Nie zostało to sprawdzone, czy Polka, czy może Gruzinka tam spoczywa, ale legenda zrobiła swoje i wraz z sonetem ożywają wspomnienia i opowieści o polskich brankach porwanych do haremu.

 

Także Bałakława ze swoimi ruinami genueńskiej twierdzy Czembało wywarły wrażenie na podróżnym z Litwy, który rozważa o przemijaniu, zapomnieniu, marności, a nawet podłości świata. Przede wszystkim jednak doświadcza  olśnienia i zadziwienia. Piękna przydają Krymowi przede wszystkim góry i morze. Czatyrdah, Kikineis, Ajudah zachwycały potęgą i osobliwym, pełnym tajemniczości urokiem. To były zakątki i okolice jakich dotąd poeta nie znał i nie widział. Urzekła go przestrzeń łąk i stepów, panorama, rozległość, potęga, a nawet groza gór, których szczyty pokrywał śnieg. Właśnie Czatyrdah został wyróżniony w  tej poetyckiej symfonii wrażeń, doznań i zauroczeń i stąd owe personifikacje i to niebywałe, cudowne porównanie: ”Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki Gabryjel pilnujący edeńskiego gmachu”.

 

Poeta zatrzymał się na kilka dni w samotni hrabiego Gustawa Olizara, u stóp gór i stamtąd wyprawiał się z Rzewuskim i Kałusowskim konno w teren. Można twierdzić, że pokonał dziesiątki kilometrów i odkrył po części niezgłębioną tajemnicę tych dzikich terenów. Tylko taki jak on artysta, wyczulony na barwy, dźwięki, na światło i zapachy nawet, mógł w pełni rozkoszować się widokami i całym cudem tamtejszej przyrody. Zachwycały go lasy, doliny, łąki, głazy, wodospady, strumienie i urwiste, nadmorskie brzegi. Widział fortyfikacje i wykute w skałach klasztory. Spotykał ludzi i zastanawiał się zapewne nad ich losem. Mamy prawo sądzić, że trafiał w rozmaite zakamarki regionu, a ciekawość wiodła go do miejsc przedziwnych i zaskakujących, jak choćby urwista skała Judahu przy której malarz Walenty Wańkowicz uwiecznił jeden z najbardziej znanych wizerunków poety.

 

To, co dziś podziwiają turyści na Krymie  dalekie jest już od tamtej, dziewiczej świeżości, od tej pustki i ciszy, które także wywoływały specyficzne nastroje i sprzyjały poetyckim rozmyślaniom. A jednak Krym był i jest dla nas miejscem pełnym atrakcji, miejscem w którym splatają się dzieje narodów i kultur, w którym historia jest wszechobecna. Jest w Polakach jakiś dziwny sentyment do tych stron i wynika on zapewne także z naszego umiłowania twórczości Mickiewicza, z potrzeby poszukiwań polskich śladów i korzeni, a nawet owej tęsknoty za czymś co odległe, choć w pewien sposób zawsze bliskie sercu. Nie wiadomo jak będzie z dalszymi wyjazdami i wycieczkami na Krym. Jeszcze nic nie można wyrokować, ale obawy mieć należy. Dlatego na razie pozostają nam jedynie Sonety Krymskie – lektura wiodąca do poznania duszy artysty, tajemnic bytu, historii i potęgi władzy również.

 

Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK