Tak pomyślałam sobie, gdy z wicemarszałkiem Senatu panią redaktor Marią Pańczyk-Pozdziej rozmawiałyśmy o jej wizycie we wrześniu ubiegłego roku w Budapeszcie. Jako Ślązaczka przebywała tam między innymi z misją upamiętnienia Henryka Sławika niezwykłego bohatera, o którym wciąż za mało się wie. W tym roku przypada 70. rocznica jego śmierci i mam wrażenie, że obchody te poszerzą wiedzę Polaków na temat jakże ważny i wciąż poruszający.

 

Sejmik Śląski mianował Henryka Sławika patronem roku 2014. Przyznać też muszę, że do zainteresowania się wojennymi losami Henryka Sławika skłoniło mnie już przed laty spotkanie z byłym ambasadorem polskim na Węgrzech - panem Grzegorzem Łubczykiem.  Jego książka Polski Wallenberg - Rzecz o Henryku Sławiku była dla mnie czymś nowym, odkrywczym i zaskakującym. Jak to możliwe, by historia tak niebywała i ekscytująca okazała się w naszym kraju niedostatecznie znana i nagłośniona? Dlaczego nazwisko człowieka wielkich zasług i dokonań nie zyskało należnego dotąd rozgłosu? Kto winny jest temu, że ważni ludzie i istotne fakty z nie tak odległej historii pozostawały przez lata w cieniu?

 

Zbierałam informacje na temat Raoula Wallenberga i okazywało się, że on także jest Polakom mało znany, a przecież w świecie było o nim głośno. Ten szwedzki dyplomata, architekt, handlowiec i intelektualista przebywał od lipca 1944 roku na Węgrzech i z pomocą akcji finansowanej przez Amerykanów, (uświadamianych, ostrzeganych i wielokrotnie przekonywanych przez Jana Karskiego) pomagał tamtejszym Żydom. Jako sekretarz ambasady szwedzkiej na Węgrzech miał możliwości zabiegać o przyznawanie im obywatelstwa krajów neutralnych, o nietykalność. Organizował pomoc medyczną i materialną, zakładał domy opieki i, jak tylko było to możliwe, wspomagał całą liczną ich rzeszę. Jego dramatyczne, ale i heroiczne losy wojenne, aresztowanie  i przesłuchania przez NKWD, także zagadkowa śmierć w więzieniu, lub łagrze w  Związku Radzieckim, stale budzą ogrom emocji i niewymowny żal. Wallenberg jest uosobieniem szlachetności, honoru i poświęcenia, bohaterem który Szwedów wprawia w uzasadnione poczucie dumy.

 

Jakże trafne jest w tym kontekście nazwanie Henryka Sławika - Polskim Wallenbergiem. Działali niemal w tym samym czasie i miejscu. Ta sama przyświecała im myśl przewodnia i zapewne te same przeżywali dylematy i troski. I tu trzeba wyjaśnić, że Węgry i Węgrzy z ogromnym poszanowaniem mówią o obu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.  

 

W tym miejscu zaznaczyć należy, że w czasie II wojny światowej, tuż po jej wybuchu, właśnie Węgrzy okazali Polsce i Polakom pełne lojalności wsparcie. Tamtejsi politycy: minister spraw zagranicznych hr. Istvan Csaky, premier Węgier Pal Teleki, a także regent Węgier Miklos Horthy odmówili III Rzeszy dokonania inwazji na Polskę z terytorium Królestwa Węgier (przez sześć miesięcy mieliśmy wspólną granicę). Nic dziwnego, że właśnie nad Dunaj, w Kotlinę Panońską wiodła droga licznych uciekinierów z napadniętego bestialsko kraju, z miast, w których Żydów zamykano w gettach i oznaczano żółtą gwiazdą Dawida. Jak stwierdza Grzegorz Łubczyk w swej książce: „Badacze zgadzają się, że przez całą wojnę na gościnnej ziemi węgierskiej przebywało około 15 tysięcy Polaków. Tworzyli następujące grupy;  wojskowi – ok. 7 tysięcy, cywile, mieszkający w obozach – ok. 3 tysięcy; cywile mieszkający prywatnie – ok. 2 tysięcy; polscy Żydzi mieszkający w węgierskich gminach wyznaniowych – ok. 3 tysięcy; łącznie 15 tysięcy uchodźców.”

 

W tym właśnie gronie wśród rozżalonych, upokorzonych Polaków i serdecznych bratanków Węgrów znalazł się w Budapeszcie człowiek wyjątkowy, pełen spokoju, rozwagi, a jednocześnie niebywałej energii śląski działacz i dziennikarz Henryk Sławik. Pochodził z chłopskiej rodziny spod Pszczyny i choć nie zdobył, ze względu na czas i miejsce, należnego wykształcenia, wykazywał się wiedzą, inteligencją i  pełną ambicji pracowitością. Działacz PPS zaangażowany w akcję polską na Górnym Śląsku, uczestnik trzech powstań śląskich i akcji plebiscytowej był głównym organizatorem Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych oraz Robotniczych Klubów Sportowych. Stały współpracownik Gazety Robotniczej, prezes Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, do tego szczery patriota i aktywista brał udział w przygotowaniach do obrony Śląska. Ze zrozumiałych przyczyn zmuszony był opuścić ziemię ojczystą. Dla takich jak on był wyrok śmierci.

 

Henryk Sławik uciekł na Węgry, gdzie już w końcu 1939 roku rozwinął działalność społeczno – polityczną. Został prezesem Polskiego Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech i delegatem Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej Rządu RP na Uchodźstwie w Królestwie Węgier. Wówczas zajął się przerzutem działaczy polskich przez Węgry do kraju i na Zachód, a przede wszystkim ratowaniem Żydów przybywających z zajętej Polski. We współpracy z katolickimi duchownymi Sławik wraz z Józsefem Antallem – seniorem (pełnomocnikiem rządu Królestwa Węgier ds. opieki nad uchodźcami wojennymi) wystawiali fałszywe metryki chrztu, wyrabiali Żydom z Polski dokumenty na nowe, polsko brzmiące nazwiska, założyli sierociniec w Vacu, 30 km od Budapesztu. Tym sposobem uratowano ponad 5 tysięcy osób.

 

Ukrywającego się od początków wojny Sławika dopadli hitlerowcy 16 lipca 1944 roku. Po aresztowaniu i ciężkim śledztwie, w którym nie ujawnił swej współpracy z Józsefem Antallem, co więcej zaprzeczył wspólnym kontaktom, ratując go przed śmiercią, osadzony został w KC Mauthausen. Tamże zginął powieszony 23 sierpnia 1944 o godzinie 15.

 

 

O wielkich czynach tego niezłomnego bohatera Polacy nie wiedzieli przez lata, bo w socjalistycznym państwie nie poważano tych, którzy sympatyzowali i współpracowali z Rządem RP na Wychodźstwie. Dopiero dzięki staraniom byłego wiceprzewodniczącego Knesetu, byłego wicemera Hajfy Henryka Zvi Zimmermanna (jednego z uratowanych przez Sławika) 6 listopada 1990 roku odbyła się w Jerozolimie uroczystość pośmiertnego uhonorowania Henryka Sławika tytułem i medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

 

Nawet ten fakt, co dziwne, nie odnalazł należnego rozgłosu w polskiej prasie. Jestem pewna, że najwięcej dla przywrócenia pamięci Henryka Sławika uczynił Grzegorz Łubczyk – doskonały znawca „dziejów Polskich na Węgrzech”, były ambasador RP w Budapeszcie, dociekliwy dziennikarz, wiceprezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, autor licznych publikacji na temat historii Węgier i relacji polsko – węgierskich. W 2003 wydał wspomnianą już książkę Polski Wallenberg – Rzecz o Henryku Sławiku. W 2004 roku wspólnie z Markiem Maldisem zrealizował też film dla TVP. Grzegorz Łubczyk to pasjonat, który z naukowym zacięciem i ogromnym zaangażowaniem dochodzi do prawdy i ujawnia mało znane fakty. On jak najlepsi uczy i zmusza do refleksji, analogii i ciągłych historycznych poszukiwań. Jest w swej pracy niestrudzony, rzetelny i niebywale solidny. Warte uwagi są opracowane przez niego i jego żonę panią Krystynę Łubczyk dwutomowe albumy zatytułowane Pamięć. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939 – 1946.

 

Kiedy rozległ się głos Polskiego Ambasadora, gdy profesor Shewach Weiss wypowiedział się w tej sprawie i wielu Żydów potwierdziło celowość pracy nad dziejami Henryka Sławika, stopniowo wzrastało zainteresowanie tą postacią. Można mówić, że nadrabiano pospiesznie zaległości z historii, szukano usprawiedliwień dla ignorancji i wypaczeń, a także poprawy opinii o polsko – żydowskich wojennych kontaktach, konotacjach, stycznościach i sąsiedztwie. Jeszcze nie wszystko w tej sprawie satysfakcjonuje, ale jedno zadowala - Henryk Sławik ma tablice pamiątkowe w Katowicach i Mauthausen – Gusen (na terenie Austrii), prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Orderem Orła Białego, Ślązacy są dumni, że to spośród nich tak wielki bohater. A jednak nadal trzeba zabiegać, by historia życia i działalności Henryka Sławika stała się tak samo znana jak historia Oskara Schindlera, Ireny Sendlerowej, Jana Karskiego, Marka Edelmana, Władysława Bartoszewskiego, jego towarzyszy z Żegoty i wielu, wielu innych Sprawiedliwych. Oddać hołd i sprawiedliwość bohaterom tamtych czasów to nasza powinność. A że potrzebujemy bohaterów, to sprawa oczywista; oni są naszym drogowskazem moralnym, a czasy w których żyjemy od szlachectwa i odwagi zdają się odbiegać. 

 

Sława Ratajczak                    

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK