Imiona szkół zarówno w Polsce, jak i w Niemczech zależą nie tylko od regionu, woli władz, nauczycieli i uczniów, ale także od profilu nauczania, tradycji i wyznaczonych celów dydaktycznych. Najczęściej pisarze i poeci są patronami placówek edukacyjnych, bo to przecież oni i ich dzieła kształtują nasze życiowe postawy, wrażliwość i upodobania, rozwijają świadomość i kulturę.

 

Nic dziwnego, że mamy w Polsce wiele szkół imienia Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Henryka Sienkiewicza, Władysława Reymonta, Stefana Żeromskiego i innych znanych i cenionych. W ostatnich latach najpopularniejszym patronem stał się Jan Paweł II. W kraju jest ponad 500 szkół Jego imienia i nie dziwi to, bo nauki Naszego Papieża są doprawdy podstawą etyki człowieka XX i XXI wieku, drogowskazem prowadzącym w trudy i zawiłości życia.

 

W Niemczech rekordy popularności bije imię rodzeństwa Sophie i Hansa Scholl. Oni są przykładem heroizmu i godności, a ich przejmujące losy splecione siłą bezkompromisowego działania, przypominają antycznych bohaterów Sofoklesa. Ci młodzi ludzie z uniwersytetu w Monachium należeli do antyfaszystowskiej organizacji „Biała Róża” i doprawdy postępowaniem swym uratowali honor niemieckiego narodu w czasach totalitaryzmu. Napisano o nich wiele, ale film Marca Rothemunda „Sophie Scholl – ostatnie dni” zrealizowany w 2005, wart jest głębszej analizy i to o każdym czasie i w każdym miejscu naszego globu.

 

Okazuje się, że przykładem postawy pełnej szlachetności i człowieczeństwa jest dla wielu Niemców również Albert Schweitzer – laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1952), lekarz, filozof, teolog, muzykolog urodzony w 1875 w Alzacji, genialny, wszechstronnie utalentowany intelektualista. Jako lekarz niósł pomoc Afrykańczykom w Gabonie. Podstawą jego etyki było poszanowanie życia, łagodzenie cierpienia, przywracanie godności. Był niestrudzony w swej pasji i przykładnym humanitaryzmie. Nic dziwnego, że powinien inspirować do działań,  przypominać o powinnościach współczesnym i patronować jak dotąd licznym szkołom w Niemczech.

 

Ciekawe, że uczniom niemieckich szkół znane jest też imię Janusza Korczaka. Nie jest jednak tak częste jak Anny Frank (1929 – 1945) - dziewczynki żydowskiego pochodzenia, która wraz z całą rodziną przebywała przez dwa lata w ukryciu, w oficynie domu w Amsterdamie. Tam pisała swój przejmujący, pełen dziecięcej rozwagi i szczerości pamiętnik, nie wiedząc jeszcze, że wraz z najbliższymi trafi do Bergen Belsen i umrze na tyfus w przededniu wyzwolenia.

 

Sporo szkół nosi imię Theodora Heussa (1884 – 1963) – polityka, naukowca, pierwszego prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, a także wybitnych uczonych:  Alberta Einsteina - twórcy teorii względności, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki i Aleksandra von Humboldta (1769 – 1859), który zajmował się geologią, astronomią, zoologią, botaniką, mineralogią, a nawet etnografią i językoznawstwem.

 

Tak samo jak w Polsce i wielu krajach europejskich, w Niemczech od lat pisarze i poeci patronują uczniom w ich drodze do wiedzy. Najczęściej to klasycy: Johann Wolfgang von Goethe, Friedrich Schiller, Gottlieb Ephraim Lessing, a także Erich Kaestner (1899 – 1974) – autor książek dla dzieci, w tym znanej i w Polsce „Emil i detektywi”.

 

W dziesiątce najpopularniejszych patronów szkół w Niemczech znalazł się także oświeceniowy, pruski reformator – uczestnik Kongresu Wiedeńskiego Karl Freiherr von Stein (1757 – 1831). Na dalszych miejscach uplasowali się politycy, pedagodzy, działacze społeczni, pisarze - najczęściej współcześni. Są wśród nich: Willy Brandt, Carl von Osietzky, Heinrich Pestalozzi Johan Amos Komensky, Maria Monessori, Bertold Brecht i inni.

 

Nas Polaków satysfakcjonuje ostatnio fakt nadania hamburskiej szkole na Wellingsbuettel imienia Ireny Sendlerowej. Niezwykła to postać, która przez ponad pięćdziesiąt powojennych lat pozostawała w cieniu i zapomnieniu. Za to tylko, że działała w „podziemnej” organizacji „Żegota” podległej polskiemu rządowi na uchodźstwie, która miała AK-owski rodowód i nie budziła sympatii władz PRL-u.

 

Irena Sendlerowa urodzona 15 lutego 1910 w Otwocku była córką lekarza, pedagogiem społecznym z wykształcenia, osobą wielkiej odwagi i niedościgłego męstwa. W okupowanej Warszawie, pracując w ośrodku pomocy społecznej, miała możliwość odwiedzania getta. Wiedząc jaki los czeka tamtejsze żydowskie dzieci, postanowiła wydostać je „z piekła” i przeprowadzić w bezpieczne miejsce po aryjskiej stronie, do sierocińców i pod opiekę zaufanych osób. Wraz z siostrą Matyldą Getter, przełożoną warszawskiej prowincji Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, uratowała przed śmiercią w Majdanku i Treblince do 1943 roku 2500 dzieci. Nie tylko ocaliła je, zaopatrując w nowe, sfałszowane metryki. Zadbała o to, by przechować ich dane osobowe: imiona i nazwiska rodziców, daty i miejsca urodzin. Prawdziwe personalia umieszczała na karteczkach, w słoikach, które zachowały się zakopane w ziemi pod jabłonią, w znanym kilku osobom tylko miejscu.

 

Ta nieprawdopodobna wprost historia do tego stopnia przejęła trzy amerykańskie licealistki z Uniontown w stanie Kansas, że przygotowały w 1999 roku, za namową swego nauczyciela Normana Conrada, przedstawienie zatytułowane „Życie w słoiku”. Zdobyło ono niesłychaną popularność w całej Ameryce, było ponad 200 razy wystawiane w metropoliach i prowincjonalnych miasteczkach i doprowadziło do powstania fundacji „Life in a Jar”. Te trzy uczennice z Kansas przywróciły światu jej imię. Powstała wkrótce po tym książka Jacka Mayera „Życie w słoiku” i w 2009 film Johna Kenta Harrisona na podstawie książki Anny Mieszkowskiej „Matka dzieci Holocaustu - Historia Ireny Sendlerowej”. W rolę głównej bohaterki wcieliła się doskonała amerykańska aktorka - laureatka Oscara, Anna Paquin. Wystąpili w nim również wybitni polscy aktorzy.

 

Przed szkołą na hamburskim Wellingsbuettel rośnie symboliczna jabłonka i uczniowie doskonale wiedzą czego jest ona symbolem, jak wspaniała patronuje im osoba. Są zainspirowani przykładem tak niebywałej  i niedocenionej w historii bohaterki. Z jej życia i czynów uczą się szacunku i zrozumienia dla wszystkich, niezależnie od rasy, religii i przekonań. Uczą się, że nie ma rzeczy niemożliwych.  Co więcej, poznano jej córkę Janinę Zgrzembską, także autorkę wspomnianej książki Annę Mieszkowską i Piotra Zettingera - jednego z wielu uratowanych w ten sposób z warszawskiego getta. Rozmawiano z nimi wiele godzin, podczas ich wizyt w Hamburgu, rozważając trudne tematy i złożone dziejowe zagadnienia.

 

Tak się składa, że w szkole tej uczy pochodząca z Polski nauczycielka, pani Beata Ratajczak. Możemy wyobrazić sobie, jak zależało jej na tym, by Polka patronowała jej uczniom i wychowankom. Teraz jeździ z nimi do Warszawy i pokazuje miasto, które nie uległo najeźdzcy, dumnie stawiło czoła w obronie swej czci i wydało wielu bohaterów. Niemieccy uczniowie poznają sąsiedni naród, uczą się tolerancji, nawiązują przyjacielskie kontakty i niosą w świat wiarę w nieprzemijającą wartość dobra, człowieczeństwa i kultury. Jest to chyba najlepszy przykład tego, że patron szkoły mieć może ponadczasową moc oddziaływania i wychowania. Przyjrzyjmy się zatem wszystkim ze wspomnianych, bo w każdym pewna doza wartości, od których doprawdy trudno uciec w świecie dobrobytu, pozorów i uczuciowego chłodu.

 

SR

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK