Od ponad 7 lat tworzą muzykę zupełnie alternatywną. Dźwięk kontrolują jedynie za pomocą swoich głosów. Jak udowodnili w programie „Mam Talent”, takie brzmienie w dobie wszechobecnej popkultury również ma swoje miejsce na polskim i światowym rynku.


Polonia Viva: Skąd pomysł na właśnie taki profil zespołu My Myself And I? Skąd wzięło się zamiłowanie do tak specyficznego rodzaju muzyki?

Magda: Myślę, że z fascynacji tym, jakie możliwości ma ludzki głos, jako instrument. Wiele lat temu będąc w Londynie zobaczyłam na ulicy duet śpiewający piosenki - wokalistkę i beatboxera. Wtedy, po raz pierwszy w życiu, usłyszałam Human Beatbox i w jakiś sposób oniemiałam z wrażenia. Wróciłam do Polski i postanowiłam znaleźć beatboxera i zacząć z nim śpiewać.

 

Tworząc zespół musieliście jakoś podzielić się zadaniami. Na pewno każdy z Was odpowiada muzycznie za coś innego. Jak to wygląda?

Michał: Mówiąc żartem, Magda jest duszą, Karol jest ciałem, a ja jestem mózgiem zespołu… A tak poważnie, to przeważnie za element rytmiczny odpowiada Gizmo, za melodię i harmonię Magda, za harmonię i bass – Majeran. W życiu codziennym zajmuję się też aranżacją i instrumentacją (wokalizacją) utworów.

 

Lubicie tworzyć w studiu? Czy może wolicie występy na żywo?

Karol: Występy na żywo zdecydowanie! Jest to niepowtarzalny pokaz nie tylko muzyki, ale też emocji i energii, która emanuje na wszystkie strony sceny i trafia do publiczności. Oprócz tego każdy koncert przeżywamy też wewnętrznie i przynajmniej dla mnie każda minuta na scenie jest czymś bardzo wyjątkowym.

 

Karol, jesteś beatboxerem. Jak wygląda „Twój instrument” po takim koncercie? Ile czasu na odpoczynek potrzebuje Twoje gardło i struny głosowe?

Karol: W większości przypadków „mój instrument” wygląda dobrze i ma się świetnie. Po tylu latach ćwiczeń doszedłem do poziomu, gdzie nie muszę się zbytnio rozgrzewać przed koncertem i też nie potrzebuję specjalnej regeneracji po.

 

Czy według was życie muzyka jest łatwe? Jakie aspekty decydują o jego wyjątkowym charakterze?

Magda: Nie jest łatwe, lecz bardzo satysfakcjonujące. Przede wszystkim wyjątkowość w tym zawodzie polega na wolności i innym rodzaju odpowiedzialności. Sami decydujemy o swojej przyszłości, o swojej pracy, terminach, ale również sami bierzemy odpowiedzialność za te decyzje.

 

Michał, długo mieszkałeś w Wielkiej Brytanii. Czy życie muzyka tam bardzo różni się od tego w Polsce?

Michał: Życie muzyka w Wielkiej Brytanii w zasadniczy sposób różni się od tego w Polsce. W Polsce, żyjemy w kulturze wywodzącej się jeszcze z XIX wiecznej tradycji zaborowej. Jest to mieszanina pozostałości kultury muzycznej germańskiej i rosyjskiej. Bardzo silny jest tu podział na muzykę wysoką (akademicką) i sztukę ludową, poślednią. Życie muzyka jest silnie zdefiniowane przez ten mit. Oznacza to na przykład dużą rolę państwa w życiu muzycznym, edukacji, albo też jej kompletny brak, tak jak w muzyce disco polo. W Wielkiej Brytanii natomiast, zgodnie z ich tradycją sięgającą równie dawnych czasów, o roli muzyki decyduje jej siła rynkowa. Najlepiej obrazuje to taka sytuacja, że jedna z najważniejszych brytyjskich uczelni Royal College of Music aby przyciągnąć studentów zachwala, że jej absolwentami byli zarówno tacy wielcy kompozytorzy jak Gustav Holst, czy Benjamin Britten, jak i znani ze świata muzyki rozrywkowej Elton John, czy Andrew Lloyd Webber. Muzyk musi tu stale potwierdzać swoją pozycję rynkową, rozumianą jako umiejętność przyciągnięcia publiczności. Przyjeżdżając z naszej części świata trzeba się tego nauczyć. Przydaje się też – jak w ogóle w życiu – elastyczność.

 

Rozmawiała: Aleksandra Kolasińska

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK