„Lekarstwem miłość bywa, jeżeli miłość jest, jeżeli jest możliwa”, śpiewa Jola Wolters. O swojej najnowszej płycie, której motywem przewodnim jest miłość, o rodzinie, muzyce i planach na przyszłość, i o tym czy i gdzie miłość naprawdę istnieje, opowiada Jola Wolters.

 

Polonia Viva: Wydała Pani ostatnio płytę. Która to już Pani płyta? Czy bardzo różni się od poprzednich?

Jola Wolters: „Jeżeli milość jest“ to moja trzecia płyta. Pierwsza to „Jola Wolters Live in Gdanska“, druga - niemieckojęzyczna „Wenn ich mir was wünschen dürfte“. Charakterystyczne dla mojego najnowszego albumu jest to, że piosenki na nim to w większości polskie kompozycje. Wszystkie też śpiewane są po polsku. Zawsze byłam wielbicielką klasycznego chanson, to znaczy piosenki na jeden głos i jeden instrument. Nikt  i nic nie było w stanie zmienić mojego zdania, do momentu kiedy usłyszałam brzmienie i sposób gry Margarity Fonotovej. Potem miałam tylko jedno życzenie, wiolonczela musiała znaleźć się na płycie, jej bardzo piękne i dramatyczne brzmienie dodaje polskim kompozycjom niebywałej siły wyrazu.

 

Jaka to jest muzyka?

To bardzo wyraziste i emocjonalne kompozycje autorstwa Edwarda Stachury, Juliana Tuwima, Agnieszki Osieckiej, Marka Grechuty, Janusza Bogackiego i wielu innych. A tematem jest milość.

 

Jakie jest główne przesłanie albumu „Jeżeli miłość jest”?

„Jeżeli miłość jest” to tytuł jednej z piosenek Agnieszki Osieckiej z muzyką Janusza Bogackiego. Piosenka mówi o tym, jak wszechmocna jest milość. Że jest ona ratunkiem i lekarstwem na wszystko, co w świecie złe. Przyznam się, że w trakcie prób zastanawialam sie nad tym czy powinnam śpiewać ostatnią zwrotke piosenki „Jeżeli milość jest“, która traktuje o problemach politycznych i społecznych. W ostateczności postanowiłam zwrotkę wykreślić. Pewnego dnia zostaliśmy zaproszeni przez naszych przyjaciół. Tego wieczora rozmawialiśmy o tym, jak żyją ludzie i jak są traktowani w swoich krajach. Wróciłam do domu bardzo przejęta. Rozmowa  z naszymi przyjaciółmi sprawiła, że jeszcze tego wieczora poinformowałam muzyków, że musimy przywrócić wykreśloną zwrotkę.

 

Czy z którymś z utworów wiąże się z jakaś osobista historia?

Tak. „Groszki i róże“ to piękna piosenka, jednak nigdy nie brałam pod uwagę włączenia jej do mojego repertuaru. Kiedyś dowiedziałam się, że pewna para, którą znałam z widzenia, rozeszła się... Jednak po długim czasie spotkałam ich na moim występie, byli znowu razem! Zapytali nieśmiało czy mogłabym zaśpiewać „Groszki i róże“ Ewy Demarczyk. Niestety, nie miałam tej piosenki w repertuarze. Bardzo ucieszył mnie widok tych dwojga i było mi naprawdę przykro, że nie mogłam spełnić ich życzenia. Mimo, że od tego zdarzenia upłynęło wiele lat, wspomnienie tych dwojga zostało mi w pamięci. Dlatego na tej płycie, z ukłonem dla prawdziwej miłości, śpiewam „Groszki i róże“. Jest jeszcze jedna osobista historia, związana z powstaniem tej płyty. Dostałam kilka wierszy od Ireny Żejmo, ktore to napisała po jednym z moich koncertów. Jeden z nich, który przepięknie uzupełnia się z tytułem, wzrusza mnie za każdym razem, gdy go czytam. Umieściłam go na ostatniej stronie okładki. Brzmi następująco:

 

„Spojrzenie”


Tysiące razy słuchałam

o miłości spełnionej

i tej tragicznej

myślałam

już nie ma w niej

tajemnic

a ona przyszła

bezbronna i ufna

i stanęła

przede mną

 

Z kim współpracowała Pani przy tworzeniu albumu?

Aranżacje na pianino i wiolonczelę napisał Oleg Bordo, który jest niemiecko-ukraińskim pianistą. Oboje z Olgiem mamy jedną wspólną cechę - wielkie zamiłowanie do piosenki aktorskiej, do chanson. 

 

Jaką rolę przy produkcji albumu „Jeżeli miłość jest” odegrał Pani mąż?

Był konsultantem w wyborze większości piosenek. Thomas, mój mąż, był również inicjatorem powstania płyty. Mnie zabrakłoby odwagi do jej produkcji i do borykania się z przeciwnościami, które sa tu nieuniknione. Thomas też nalegał na to, aby płyta była tylko w języku polskim. Zajmował się wszelkimi formalnościami związanymi z produkcją, jak i trzymał pieczę nad całością. To on przekonał mnie do nagrania piosenek: „Niech żyje bal“ i „Gdy mnie będziesz miał już dosyć“. Teraz uważam, że była to dobra decyzja. Mój mąż, choć jest Niemcem, kocha polską muzykę. Sam gra na basie. Kiedyś grałam z rockowym zespołem, do którego Thomas dołączył. Jego ojciec był wspaniałym tenorem, dlatego Thomas muzykę ma w genach. Dzięki temu tak świetnie nam się razem współpracuje.

 

Gdzie będzie można kupić płytę?

Płytę będzie można zakupić bezpośrednio u mnie na koncertach. Można również złożyć zamówienie e-mailem pod Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., a także w internetowych księgarniach takich jak: www.polmedia.dewww.polbuch.de lub w Duisburgu, w sklepie muzycznym w „Schalplatte“ na Sonnenwall 12.

 

Czym jest dla Pani muzyka?

Podobno jak tylko zaczęłam wymawiać pierwsze słowa, śpiewałam głośno i bardzo chętnie. Nawet kiedy jeździłam z mamą autobusami podmiejskimi. Bawi mnie, kiedy o tym myślę. Jakie to było sprytne z mojej strony – w autobusie miałam swoją scenę i publiczność, która musiała mnie wysłuchać aż do następnego przystanku (śmiech)! Muzyka to moje życie, to moja wolność, brzmi banalnie i kiczowato, ale tak właśnie jest. Muzyka jest moją miłością. Miłością, która nie nadarzyła się z przypadku, ani z kaprysu, tylko zawsze od malutkiego człowieczka, głęboko we mnie tkwiła i całe życie była przy mnie. Jestem wdzięczna Panu reżyserowi, temu z wysoka, że dał mi siły i wiarę, i tak pokierował moim losem, że mogłam i mogę żyć moim marzeniem.

 

Czy jest Pani bardzo zajęta jako muzyk? Czy może Pani życie muzyczne jest raczej spokojne?

Ostatnio pracowałam wiele miesięcy nad płytą. Przygotowałam dwa programy które wyszły, że tak powiem, z potrzeby serca, a mianowicie, polsko-niemieckie chansons „Szeptane wieczornym wiatrem“ i „Lebenslieder und Nachtgedanken“, zawierający piosenki, wiersze, jak i refleksje Marleny Dietrich. Oprócz tego, przygotowałam kilka występów ponadprogramowych, z jednym z nich jadę do Karlsruhe gdzie dla tamtejszej Polonii zaśpiewam. Jestem zaszczycona tym zaproszeniem, tym bardziej, że rok temu, również tam, mogłam podziwiać jedną z moich wielkich gwiazd - Magdę Umer. Po nagraniu mojej trzeciej płyty z polskimi utworami i przygotowaniu mojego wieczoru z polskimi i niemieckimi chansons, znalazłam mój wewnętrzny spokój i zadowolenie. Dlatego, choć jestem zajęta, moje życie toczy się w harmonii.

 

Jakie ma Pani muzyczne plany na przyszłość?

Nie mam skonkretyzowanych planów, zamierzam dalej występować z moimi wymienionymi programami, mam już kilka terminów na rok 2014, a jeden nawet na 2015. Może przygotuję mój program z Marleną Dietrich również w języku polskim, nagram płytę z wierszami dla dzieci, będę zamieszczała wiesze dla dzieci na Youtube („Kłamczucha“ i „Leń“ już są do posłuchania), nagram kołysanki-usypianki dla milusińskich w dwóch językach, zrobię jakiś projekt, wspólnie z innymi artystami? Mam kilka ciekawych pomysłów, ale potrzebuje czasu na ich urzeczywistnienie. Wiem na pewno, że poświęcę trochę więcej czasu mojej rodzinie, a przede wszystkim naszym wnuczkom.

 

Rozmawiała: Aleksandra Kolasińska

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK