Raz na kwartał Ilonka odwiedza gabinet kosmetyczny na Winterhude w Hamburgu, by dokonać, jak powiada, korekty urody, czyli niewielkiego remontu oblicza i dekoltu. Tak też było pod koniec lutego. Właśnie wymasowana, wyklepana, wydepilowana i ujędrniona leżała na wygodnej kozetce w nowoczesnym salonie, by  poddać się miłej, relaksującej zadumie, kiedy zaczęła ją prześladować myśl o modernizacji łazienki.

Nic pięknego do głowy jej nie przychodziło, jak zalecała kosmetyczka, raczej troski wszelakie jak na złość się nagle  spiętrzyły. Pod wpływem ciepła chyba, a może owej mikrodermabrazji mającej penetracje makromolekuł pod skórą skroni i czoła przyspieszyć, nastąpiło coś dziwnego. Nagle bowiem, wszystko wkurzać ją zaczęło, a myśl o remoncie łazienki w starej Bartoschków „ rezydencji” nie ustępowała. Cóż z tego, że atrakcyjna jestem i zadbana, kiedy w domu nieciekawie, ponuro i staromodnie?

I leż to zabiegów sama bym przeprowadziła i na pielęgnacji osobistej  zaoszczędziła? -  rozmyślała. -  Helmut pojęcia nie ma, jak wiele w życiu kobiety znaczy elegancki salon kąpielowo - wypoczynkowy. Poranek w miłym miejscu do działań uskrzydla, poczucie wartości wzmaga, a przed snem wieczornym ukaja... A gdybym tak pod jego nieobecność sprawą tą się zajęła? Z Polski ekipę sprowadzę i w trzy, cztery dni będzie po wszystkim. Hedwiś Zapscynsky z pomocą Polaków dom cały wyremontowała, Labudy posiadłość na Heide wybudowali, a ja? Nie ma na co czekać! – uznała po godzinie. Dla potwierdzenia słuszności postanowień, zadzwoniła do jednej z przyjaciółek. –  Oczywiście, że masz rację.

Nareszcie coś sensownego wymyśliłaś! Ja na twoim miejscu – rozwodziła się Lucy - wyburzyłabym tę starą kuźnię i urządziła miejsce przyjazne i moderne. Jeśli nie masz pomysłu, bo niby skąd, to polecam mojego kuzyna z Pobierowa. On” złota rączka”, spryciarz i fachura jakich mało. Przy tym, to inżynier kumaty i solidny, w branży rozeznany, z doświadczeniem i najlepszymi referencjami. W Belgii i Szwecji  łazienki urządzał i spa nawet na Meklenburgii projektował najróżniejsze, nawet u jednego posła pomorskiego zlecenie miał...  Wszystkim wymaganiom on sprosta. Mówię ci, Robert jest niedościgły. Odlotowiec i artysta prawdziwy, czyściutki i pracowity przy tym... Bartoschkowa uspokoiła się. Twarz jej pojaśniała bardziej jeszcze niż po algach morskich za 60 euro, a kąciki ust podniosły się bezinwazyjnie, podobnie jak lwie bruzdy nad nosem. Metamorfoza nastąpiła. Wkrótce przystąpiła do działań. Mistrz przybyły spod Słupska zrobił na niej niebywałe wrażenie, choć przyznać trzeba, że surowy wydał sąd.  –  Tego się nie spodziewałem. Nie chcę być drastyczny, ani też nieprzyjemny, ale przeszło to moje oczekiwania. Masz tu pani kit i myst jakiego dawno nie widziałem.

Cienizna, zapuszczenie, popelina rzadka! Jakże tak piękna, jak pani, kobieta, Wenus prawdziwa, ma tu kąpieli zażywać? Ponuro jak za przeproszeniem w wychodku, do tego obskurnie i niebezpiecznie. Oczywiście! Nie ma co ze zdziwieniem na mnie spoglądać. Założę się, że pod tymi kaflami i flizami fauna i flora zdokumentowania warta. Biolog miałby co opisywać. Oj, miałby! Grzyby, bakterie, roztocza, saprofity przedziwne się tu rozmnażają. Ilonka przeraziła się. -  Coś tu żyje?  -  Powiedziałem już, że to temat dla biologa. Moja sprawa remontu dotyczy.  – A jak długo on potrwa? – Jeśli jutro zabierzemy się do zbijania, a kafelkarzy, hydraulika i elektryka mam świetnych i doświadczonych, to w cztery, no góra pięć dni, oblicze tego przybytku zmieni się nie do poznania. – A ile będzie kosztować ta usługa wraz z materiałem?  -  O  oszczędności chodzi, czy o nowoczesność i standard? -  zdenerwował się mistrz. No tak, ale finanse...  -  Jeśli za drogo, to... współczuję tylko, bo ja w tej wanience nie chciałbym leżeć. Na tym kibelku, za przeproszeniem, także nie chciałbym siedzieć, bo nie wiadomo co z rur wyjść nagle może - oznajmił kłaniając się niczym paź królowej.  -  Nie!  Proszę brać się do roboty i to jak najszybciej! Remontujemy! Mężowi zrobię niespodziankę i gdy do domu w sobotę bądź niedzielę powróci, zaproponuję kąpiel w pięknym otoczeniu. Jutro możecie zaczynać! – Następnego dnia z rana wtargnęła do jej domu czteroosobowa ekipa siłaczy o wygolonych na łyso głowach. Każdy z torbą bądź teczką pełną narzędzi. Pan Robert dowodził tym przedziwnym zastępem. Do wieczora wypili cztery skrzynki wody, zjedli kociołek kapusty z kiełbasą, pozostawili w kontenerze pół tony gruzu i jamę ciemną w miejscu, które było łazienką.

Przebili też ścianę do sąsiedniej garderoby, by, jak twierdzili, obiekt zyskał na kubaturze. Drugiego i trzeciego dnia także uwijali się w tempie imponującym i podjadali kiełbasy opieczone na patelni i pasztety, które przywieźli ze sobą, wraz z ogórkami i patisonami przedziwnymi w słojach i słoikach. Potem myli się w kuchni nad zlewozmywakiem, dezodorowali, demonstrując rozbudowane torsy i odświeżeni i przebrani odjeżdżali busikiem w  noc nieznaną, ciemną. Pan Robert najbardziej imponował Ilonce. –  Księżniczko – mówił -  spójrz jakie umywalki urocze, jak okazała armatura i jakże niebywała glazura. Wzory zastosowałem niedościgłe, jakość pierwszorzędna, kolorystyka oszałamiająca lecz spokojna, materiał najwyższej polskiej jakości... Całość tak przemyślana, że godna pałacowych wnętrz szejka z Kataru. W lustrze tym nagość pani zaprezentuje się mocą urody, pięknem i czarem niedościgłym... –  Boże, jaki on uprzejmy – rozmyślała Bartoschkowa, podziwiając tempo prac i pierwsze efekty heroicznych zmagań remontowej ekipy. – Co powie mąż? W koszty weszłam ogromne  i nie wiem jak Helmut zareaguje – powtarzała zaniepokojona wielkością przemian jakie na jej oczach się dokonywały. –  Księżniczko, to jest trafiona inwestycja.

Niczego nie należy się obawiać, a już na pewno przed mężem nie mieć strachu. Czy dotąd nie widział, że żona potrzebuje salonu do kąpieli, toalety z prawdziwego zdarzenia? Tak to jest, gdy małżonek starszy i w aktualnych trendach niekumaty.  Współczuję księżniczko. Niemiec nigdy za Polakiem w materii uczuciowej, sercowej, że się tak wyrażę, nie nadąży. Znam tutejszą mentalność, bom na tym rynku już lat kilkanaście. Niemcy nie mają fantazji, ani żaru uczuć. Nie potrafią się zalecać, podniecać, flirtować, zdobywać. W nas Polakach ciągoty nieustanne, porywy, amory i miłosna zuchwałość.  Od wieków w świecie słyniemy z rycerskości, od czasów samego Sobieskiego z junactwa i śmiałości jesteśmy znani. Niemcy nie mają się co z nami równać! To naród merkantylny, pragmatyczny, do ryzykanctwa i pomysłowości niezdolny. -  Tak prawił Ilonce, a ona herbatę fryzyjską ze śmietanką w starej filiżance mu podawała i oczy spuszczała przytakując, że rację ma i uczony jest jak mało kto. Trzeba przyznać, że prace remontowe przebiegały w tempie oszałamiającym, planowo i sprawnie, a efekty zadziwiały z każdą godziną. Chłopcy uwijali się, czasu nie tracąc na pogawędki, ani przestoje. Czwartego dnia wieczorem salon kąpielowy u Bartoschków był niemal gotowy. Ilonka pałała szczęściem. -  Jak ja się odwdzięczę panie Robercie? Byliście bezkonkurencyjni! Wspaniali! Naturalnie, że koszty do reszty pokryję, ale radość moja tak ogromna, że słów mi brak i gotowa jestem przyjęcie jeszcze wydać dla całej ekipy.  –  Księżniczko, chłopaki spieszą się na weekend do domów, wystarczy napiwek, ekwiwalencja niewielka, lecz godna ich trudu... –  tłumaczył Robert.  My zaś,  - uśmiechał się jak zwykle czarująco  -  możemy wieczorem sobotnim łazieneczkę wypróbować, wspólnej zażywając przy szampanie i muzyce kąpieli...  –  Propozycja była fantastyczna i kusząca, lecz niestety, w sobotę Helmut Bartoschek powracał z podróży. Na przyjemności czasu zabrakło. Jak to zwykle u Ilonki Bartoschkowej coś znowu się nie dograło. Niestety, filozofowie uczeni powiadają, że wszystkiego jednocześnie mieć nie można.          

Sława Ratajczak                                   

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK