Z całą  pewnością tylko w Akwizgranie! Kiedy zaprosiliśmy naszych przyjaciół z Polski w ubiegłym roku na Sylwestra, zdziwili się nieco. Z Polski do Akwizgranu? Tak daleko? Tak postanowiliśmy, nic innego! I wyruszyliśmy na sylwestrowe szaleństwo. Przyjaciel mój należy do osób dociekliwych, więc zapytał mnie, czy wiem dlaczego świętujemy Sylwestr, czy wiem skąd wziął się ten zwyczaj tak powszechny dziś w świecie.  - Przecież nie chodzi o jakiegoś tam Sylwestra, lecz pożegnanie Starego i powitanie Nowego Roku. Rzeczywiście, w tradycję tę wpisała się pamięć papieża Sylwestra I, który został świętym, a zmarł 31 grudnia, któregoś, nie bardzo wiadomo którego, roku w IV wieku ne. Był na tyle znamienitą osobą, że jego imieniny to okazja do ogólnej zabawy i radości.

Z samym zaś końcem Starego Roku i początkiem Nowego bywało różnie. Karol Wielki, dla przykładu, świętował w Akwizgranie Boże Narodzenie, przyjmując, że dzień ten zapoczątkowuje nowy rok kalendarzowy. Jego angielski „kolega po fachu“ świętował w ten sposób Wielkanoc. Nie było jednomyślności.

Niemal jak dziś. Dopiero Karol IX, brat znanego nam Henryka Walezego, a więc Francuz, sprawy uporządkował. Wydał edykt ustalający początek roku na 1 stycznia. Jeszcze wtedy o hucznych zabawach i szampańskich toastach nikt nie myślał. My jednak zmierzając do Akwizgranu na zorganizowaną przez Kongres Polonii Sylwestrową Galę, zastanawialiśmy się, czy wybór to najlepszy. Wątpliwości rozwiały się, gdy stanęliśmy przed pięknym, dyskretnie oświetlonym, klasycystycznym budynkiem Towarzystwa zwanego Aachener Erholung Gesellschaft. Wieczór, rozjaśnione blaskiem gwiazd niebo, bajeczna i niepowtarzalna sceneria Starówki, dźwięk dzwoneczków w oddali...Poczuliśmy się godni cesarskich uroczystości w podniosłej atmosferze.

Wszak w tym właśnie pałacyku już od połowy XIX wieku odbywały się bale, rauty, paradne przyjęcia. Nie zaskoczyło więc nas pełne galanterii powitanie i kieliszek szampana już u progu. Wchodząc po czerwonym dywanie rozłożonym na schodach przepełniało nas poczucie tajemniczej radości i niebywałej satysfakcji. Balowa sala zachwyciła. Historyczny jej wystrój komponował doskonale z dekoracją stołów. Niczego nadto; elegancja, dostojność, okazałość. Biel obrusów, czerwień świec, srebro kandelabrów i te światła przyćmione nastrajały romantycznie. Do tego muzyka, łagodna, miła zachęcająca ku spokojnej rozmowie, nawet kontemplacji. – Cóż za wspaniałe miejsce – pomyślałem.
Przyjaciele z Polski byli tak jak i my nim zauroczeni. Fascynacja malowała się na ich twarzach. Panie wyglądały piękniej niż zwykle w olśniewających swych kreacjach, ale słów podziwu zabrakło, bo oto serwowano nam wino, soki, wodę. Karta menu i bufet z przystawkami zadowolić mogły koneserów wyszukanych smaków. To były delicje; wspaniałości przyrządzone i podane w sposób doskonały, przerastający wprost najśmielsze oczekiwania kulinarne. Do białego rana było w czym wybierać! Przyjazna atmosfera, kurtuazja w zachowaniu gości, ogólny splendor nobilitowały i nastrajały pozytywnie, radośnie...

I powitanie Prezesa pełne serdeczności, ciepła, troskliwego humoru... Wszyscy poczuli się jak w domu, jak wśród swoich, życzliwych, miłych, oddanych przyjaciół. Muzyka, jak to na takich uroczystościach bywa, „odgrywała” istotną rolę. Występowała tu Grażyna Łobaszewska, a jej utwory, jak wiadomo, mają w sobie tyle mądrej, nostalgicznej zadumy, romantycznego uniesienia, że słuchać ich można w nieskończoność, a do tego przy blasku świec, przy przednim winie i ukochanej...

Do tańca porywał repertuar światowych przebojów w wyjątkowej interpretacji Maestro Tadeusza Kowalczyka. Na godzinę przed północą zaśpiewała Jola Wolters. Cisza na sali zapanowała w mgnieniu oka – nowy repertuar i nowe doznania... I już tylko nieustające brawa, wspaniali wykonawcy, doskonały repertuar i sala z roztańczonymi parami...

Niezapomniane obrazy tej jedynej, czarownej nocy, kiedy wszyscy życzą sobie wzajemnie pomyślności i zdrowia. Nasi przyjaciele z Polski bawili się jak nigdy dotąd. Byliśmy dumni i usatysfakcjonowani. To było doprawdy niezwykłe przeżycie i dobry rok, bo wspaniale zapoczątkowany! Nic dziwnego, że nad ranem, gdy zabawa jeszcze trwała w najlepsze,  zapytałem Wiesia Lewickiego: - Czy spotkamy się tu za rok, na następnego Sylwestra? Pokiwał głową i zapewnił, że, nie mając innego wyboru, ponownie chciałby tu przywitać Nowy Rok ze swoimi przyjaciółmi..

Udając się o świcie do domów i hoteli nasi sylwestrowicze żegnali się przyjaźnie zawołaniem: Jeśli Sylwestrowa Gala to tylko w Aachen!
M.P.L.A.

 

Od lewej: Lidia Uske, Jola Wolters, Lucyna Palczynski , Alexandra Lewicki

 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK