Co prawda, oficjalnie mówi się o przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy w roku 1596, jednak w praktyce dwór królewski udał się do nowej stolicy dopiero 10 lat później, bo w roku 1609. Ale nawet wtedy nie mówiono jeszcze o Warszawie jako stolicy Polski, bo koronacje czy pogrzeby królewskie dalej przeprowadzano w Krakowie. Za króla Zygmunta III Wazy nazywano Warszawę „Miasto Rezydencjonalne Jego Królewskiej Mości”.

 

Do połowy XVIII wieku miasto rozwijało się raczej powoli („Stolice i metropolie Polski. Okres od XIV do XVII wieku”). Dopiero lata 1764-1795 nadały Warszawie jej tożsamość, autentyczność i niepowtarzalną sylwetkę oraz zapoczątkowały dynamiczny rozwój miasta. Spójrzmy na oszałamiający wzrost liczby mieszkańców: w 1764 roku Warszawa liczyła ok. 30 tysięcy mieszkańców, w 1770 – ok. 40 tysięcy, w 1780 – ok. 50 tysięcy, a w 1792 roku  prawie 120 tysięcy!

 

Już w pierwszym roku panowania Stanisława Augusta (1764/ 65) w Warszawie rozpoczęły działalność ważne dla miasta instytucje, jak Komisja Dobrego Porządku, Mennica, Ludwisarnia, Szkoła Rycerska, Teatr Narodowy oraz zaczął ukazywać się „Monitor”. W następnym roku panowania (1766) Stanisław August rozpoczął działalność budowlaną. Pierwotnie król planował przebudować rezydencję Wazów - Zamek Ujazdowski na nowoczesną siedzibę monarszą. Jednak niezadowolony z wyników przebudowy wspaniałomyślnie podarował ten zamek (1784) „Gwardii Pieszej Litewskiej” – na koszary. Równocześnie powstały nowoczesne drogi – „Droga królewska” łącząca Wolę z Ujazdowem oraz „Droga Kalwaryjska” (dzisiejsze Aleje Ujazdowskie) łącząca Warszawę z Ujazdowem oraz nowe Place, m.in. „Plac na Rozdrożu” (1769), z którego rozchodziło się promieniście w różnych kierunkach sześć alei. Wszystkie te szlaki obsadzono lipami. Dzisiejsze Place - Unii Lubelskiej czy Zbawiciela są częścią tych planów, których koncepcja przetrwała w warszawskiej urbanistyce do dzisiaj jako „Oś Stanisławowska”.

 

Równocześnie z forsowaniem planów budowlanych, w Warszawie rozwijał się wczesnokapitalistyczny przemysł i rzemiosło. W 1768 roku uruchomiono zakłady „Kompanii Manufaktur Wełnianych”. Grunty pod budowę oraz cegłę z królewskiej cegielni ofiarował manufakturze sam Stanisław August. Z zagranicy sprowadzono doświadczonych rzemieślników, którzy nadzorowali początki produkcji. Produkowano tam sukna, kapelusze, pończochy, itp. Inna manufaktura „Belwederska Farfurnia Królewska” produkowała fajansy. W 1769 roku Tomasz Dangel (praktykujący wcześniej w Londynie) otworzył przy ul. Rymarskiej zakład siodlarski, który po przeniesieniu na ul. Elektoralną produkował słynne powozy i karety, znane oraz sprzedawane nawet za granicę. W 1784 roku w Warszawie istniały już 169 zakłady przemysłowe, m.in.: browary, garbarnie, cegielnie, młyny, manufaktury pasów kontuszowych i papiernie (m.in. ta słynna do dziś w Jeziornie pod Warszawą).

 

Wraz z rozwojem przemysłu rozwijał się też handel, i to na wielką skalę. Jako że w Rzeczpospolitej żyli jedni z najbogatszych magnatów w Europie, a i część szlachty zbiła w okresie „złotego wieku” niezłe fortuny, w Polsce i w jej nowej stolicy Warszawie zapotrzebowanie na luksusowe towary było ogromne. Wyczuły to szybko wielkie firmy kupieckie, polskie i zagraniczne. Otwierano więc liczne sklepy i magazyny z towarami z całej Europy – meblami, tkaninami, porcelaną, koronkami czy nawet dziełami sztuki. Wkrótce sklepy warszawskie prześcignęły w luksusie i ofercie te z Petersburga czy Wiednia, nie mówiąc już o protestanckim Berlinie. Wielu magnatów mających teraz z Litwy bliżej do Warszawy niż kiedyś do Krakowa, przyjeżdżało „na zakupy” do stolicy. Podobno jeden z najbogatszych ludzi ówczesnej Europy - Karol Stanisław Radziwiłł zwany „Panie Kochanku” (posiadał m.in. 16 miast i 683 wioski...) kupował w warszawskich sklepach nie „na sztuki” lecz „na metry”, tzn. nie poszczególne towary, tylko całe dziesiątki metrów półek z towarami, mówiąc skromnie  „wezmę wszystko, stąd – dotąd”...

 

Odpowiednio kupcy warszawscy zbijali na takich klientach prawdziwe fortuny, np. Hampel sprzedający meble i dzieła sztuki, Roesler – oferujący towary z Norymbergii czy Jarzewicz – handlujący towarami angielskimi. Podobnie było z warszawskimi bankierami, np. Piotr Tepper czy Fryderyk Kabryt dorobili się legendarnych fortun i oprócz banków posiadali wkrótce wspaniałe pałace, a nawet latyfundia. Dla poparcia przemysłu i handlu założono w stolicy w 1786 roku „Warszawskie Towarzystwo Handlowe”, z własnym organem prasowym „Dziennikiem Handlowym” – informującym o aktualnych targach krajowych czy zagranicznych, o produkcji i ofercie poszczególnych manufaktur, o możliwościach transportu, a nawet o cenach. Jak widzimy, przedrozbiorowa Warszawa stawała się za rządów ostatniego króla bardzo postępowym, nowoczesnym i dynamicznym miastem.

 

Niespodziewanie intratną dziedziną handlu ówczesnej (druga połowa XVIII wieku) Warszawy był handel książkami... Świadczy to bardzo pozytywnie o poziomie intelektualnym Warszawiaków! Tylko w okolicach Starego Miasta działało aż 12 księgarni, oferujących polskie i zagraniczne wydawnictwa. Także warszawskie drukarnie były sławne z wysokiej jakości swoich druków. Wymieńmy tu parę nazwisk: Mitzler de Kolof (pracujący głównie na zlecenie Szoły Rycerskiej), Francuz Piotr Dufour czy Michał Gröll z Norymbergi. Piotra Dufoura, który przedtem drukował dla paryskiej Sorbony, sprowadził do Warszawy sam Adam Kazimierz Czartoryski („O człowieku który nie chciał być królem”). Michał Gröll wyspecjalizował się w wydawnictwach literackich i publikował, m.in., Krasickiego, Trębeckiego, Karpińskiego, Zabłockiego, Niemcewicza i Naruszewicza – czyli wszystkie sławy epoki polskiego Oświecenia. Wydawał także przekłady Woltera, Rousseau, Recine, Defoe, i innych. Dodatkowo publikował znane czasopisma, jak „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” oraz „Pamiętnik Polityczny i Historyczny”. Raz w roku drukarnia Grölla publikowała katalog swych wydawnictw wraz z cennikiem książek (jako ciekawostkę podam cenę „Bajek” Krasickiego, które kosztowały w 1778 roku 2,15 złotych). W tejże drukarni wydrukowano też pierwszy egzemplarz „Konstytucji 3 Maja”!

 

Poza licznymi drukarniami i księgarniami działały w ówczesnej Warszawie także czytelnie, biblioteki i „wypożyczalnie książek” (tzw. „Gabinety Literatury”). W wielu czytelniach oferowano odwiedzającym kawę albo gorącą czekoladę, w niektórych można było uczyć się nawet języków obcych (np. u Józefa Lexa), a w czytelni Jana Potockiego działał dyskusyjny klub polityczny (jako Krakus nie mogę w tym miejscu nie napomknąć, że takie „literackie kółka dyskusyjne” w Krakowie działały już w okresie Złotego Wieku, począwszy od roku 1470, czyli 300 lat wcześniej niż w Warszawie...)

 

Jednak najsłynniejszą biblioteką w Polsce i w Warszawie była Biblioteka Załuskich, założona już w 1747 roku, którą w 1773 roku przemieniono na „bibliotekę publiczną”. Dwa razy w tygodniu biblioteka ta udostępniała bezpłatnie swe zbiory dla mieszkańców Warszawy. Była to jedna z największych prywatnych bibliotek w Europie, licząca 200 tysięcy egzemplarzy, która po „upaństwowieniu” otrzymała następne 200 tysięcy książek. Niestety po upadku Powstania Kościuszkowskiego bibliotekę w całości wywieziono do Petersburga, gdzie stała się podstawą Carskiej Biblioteki Publicznej (tysiące egzemplarzy uległo wówczas podczas transportu zniszczeniu, a liczne unikaty ze zbiorów Załuskich znajdują się do dzisiaj w Rosji).

 

Ten dynamiczny rozwój stolicy spowodował wkrótce, że z zagubionej wśród mazowieckich piasków osady wyrosło tętniące życiem wielkie miasto. Ulice otrzymały oficjalne nazwy, domy – numery, oraz przeprowadzono pierwszy spis ludności. Miasto otrzymało też Straż Pożarną, a w 1777 roku otwarto prowizoryczny most przez Wisłę. Oprócz Starego Miasta rozbudowywały się też nowe dzielnice, jak Powiśle czy Żoliborz. Dzisiejsze Śródmieście wzdłuż Marszałkowskiej wyrosło na jurydyce Bielino i było zagospodarowane przez marszałka wielkiego koronnego Franciszka Bielińskiego (stąd nazwa „ulica Marszałkowska”). Najwięcej budowano w pobliżu Zamku Królewskiego, przy ulicach Senatorskiej, Miodowej, Długiej i na Krakowskim Przedmieściu. Oto parę przykładów. W latach 1785-92 architekt królewski Jan Chrystian Kamsetzer wybudował przy ul. Krakowskie Przedmieście pałac dla hetmana Ludwika Tyszkiewicza („Pałac Tyszkiewiczów”). Pochodzący z Torunia Efraim Schröger przebudował na zlecenie prymasa Antoniego Ostrowskiego „Pałac Prymasowski” przy ulicy Senatorskiej (1777). Przy ulicy Miodowej Szymon Bogumił Zug przebudował w latach 1769-71 dla najbogatszego bankiera Warszawy Piotra Teppera (posiadał ok. 65 milionów złotych) ogromny pałac miejski.

 

Architektoniczną nowością „ery stanisławowskiej” stały się też kamienice mieszczańskie „do wynajęcia” – czyli powstał nowy model zarabiania pieniędzy poprzez wynajem i czynsz. Jednymi z pierwszych na tym polu byli bracia Roeslerowie – kupcy warszawscy, którzy wybudowali (i wynajęli) ogromną trzypiętrową kamienicę przy ul. Krakowskie Przedmieście, która na parterze mieściła dodatkowo magazyn mebli i „towarów norymberskich”.

 

Także na obrzeżach miasta, wśród pięknej natury, budowali swoje letnie rezydencje ci najbogatsi – magnaci, bankierzy, handlowcy, przemysłowcy czy dostojnicy państwowi. Najbardziej słynne rezydencje to Bażanteria (dziś Natolin) księcia Augusta Czartoryskiego, Mokotów – księżnej Lubomirskiej, czy Jabłonna – Michała Poniatowskiego. Wszystkie te rezydencje naśladowały w swej architekturze i kompozycji przestrzennej niedościgły wzór jakim były „Łazienki” króla Stanisława Augusta. Udajmy się więc na koniec do Łazienek!

 

Pierwotnie tereny Łazienek należały do książąt mazowieckich, a potem do Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Od jego wnuka Kacpra kupił król Stanisław August ten areał w 1764 roku, za sumę 1.100.000 zł. Na terenach tych znajdował się park zwany Zwierzyńcem oraz tzw. „Łaziebny Pawilon” – stąd też późniejsza nazwa „Łazienki”. Król postanowił właśnie tu założyć swą letnią rezydencję. Idee króla urzeczywistnili jego nadworni architekci  – Dominik Merlini i Chrystian Kamsetzer, malarze – Jan Bogumił Plersch i Marcello Bacciarelli oraz rzeźbiarze – André Le Brun, Franciszek Pinck i Jakub Monaldi. Wynikiem tej „artystycznej współpracy” pod okiem samego króla było prawie doskonałe połączenie architektury i sztuki z naturą.

 

Łazienki i Pałac na Wodzie były ulubionymi miejscami króla. Tu przebywał każdego roku od wiosny do jesieni i gościł swoich przyjaciół. Nad wejściem do pałacu widniał napis „Ten dom nienawidzi smutku, kocha pokój, ofiarowuje kąpiel, zaleca życie na wsi i życzy sobie gościć ludzi zacnych”. Budowla ta wykreowała nowy styl architektoniczny w Polsce, zwany później „stylem stanisławowskim”, będącym polską odmianą klasycyzmu. Szczególnością były liczne kolumnady, balustrady, ganki z kolumnami – naśladowane później w licznych magnackich czy szlacheckich dworkach i pałacykach.

 

Choć postać Stanisława Augusta pozostaje do dziś bardzo kontrowensyjna i wielu uważa go tylko za zdrajcę i marionetkę carycy Katarzyny, to jednak wszyscy – zarówno zwolennicy, jak i wrodzy – uznają jego bezsprzeczne zasługi jakie oddał ojczyźnie na polu kultury, nauki i architektury. Odnosi się to szczególnie do Warszawy, którą w trakcie swoich rządów unowocześnił, upiększył i nadał jej niepowtarzalny styl i piękno, które podziwiamy do dzisiaj!

 

Jerzy Ziaja

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK