Dla młodego czy tzw. nowego pokolenia epoka renesansu kojarzy się jedynie z okresem paru tygodni w szkole, kiedy omawiano życie i twórczość Leonarda da Vinci, Michała Anioła czy Jana Kochanowskiego. Niektórzy będąc na wycieczce we Florencji, albo naszym Krakowie zetknęli się jeszcze na żywo z architekturą tego okresu. Większych powiązań tu już nie mamy.

 

Szybciej znajdziemy już pewne podobieństwa naszych współczesnych czasów z epoką średniowiecza. Filmy reżysera Tarantino, gdzie hektolitrami płynie krew, byłyby i w średniowieczu przebojem. Albo film „Milczenie owiec” gdzie „Buffalo Bill” obdziera ze skóry młode kobiety, a Dr Hannibal Lektor zjada swoje ofiary – znalazłby także w średniowieczu setki tysięcy zachwyconych zwolenników. Podobnie w dziedzinie sztuki współczesne pokolenie inaczej interpretuje istotę Piękna i masami odwiedza wystawę spreparowanych trupów (Plastinaten) Guntera von Hagen. Także piękno osobiste uległo zmianom i innym gustom. To co kiedyś charakteryzowało ludy prymitywne, nie znające cywilizacji, czyli noszenie kolczyków w wargach, uszach, nosach, albo tatuowanie się (modne kiedyś tylko wśród więźniów) - to jest dziś „in”. A wiara w cuda i świętych (np. w XIII wieku) ma odpowiednika w dzisiejszej modzie na Science fiction, na czary i magię, co widzimy w ogromnych sukcesach filmów typu „Gwiezdne wojny” (Star Wars) czy „Elektroniczny morderca” (The Terminator). Równocześnie rosnąca aprobata gwałtu i siły ma swego odpowiednika też w średniowieczu, gdzie publiczne egzekucje były największą rozrywką dla tłumu. Nie da się ukryć, że przeżywamy obecnie „drugie średniowiecze” –  czego oczywiście sami jeszcze nie wiemy. To mogą osądzić dopiero następne pokolenia.



Pisanie więc o epoce renesansu z jej umiłowaniem piękna i harmonii, jest z dzisiejszego punktu widzenia wręcz anachronizmem. Jednak zaryzykuję i napomknę co nieco o tej innej, pokojowej i niemodnej dziś epoce. Przedstawiając w skrócie ideały tamtych czasów, ograniczę się do początku XVI wieku. Dla lepszej orientacji, podam dla przykładu, kto żył współcześnie w 1505 roku? Rok ten w historii Polski wielu uważa za początek demokracji i parlamentaryzmu w Polsce. Wówczas to uchwalono tzw. „Konstytucję Nihil Novi”. W tym samym roku urodził się Mikołaj Rej, a Jan Kochanowski miał 25 lat. A w Europie Zachodniej „rówieśnikiem” naszego Kochanowskiego był przykładowo słynny żeglarz Ferdynand Megellan, który jako pierwszy opłynął kulę ziemską. We Włoszech Michał Anioł liczył w 1505 roku 30 lat. Nasz Mikołaj Kopernik miał wówczas 32 lata, a słynny włoski humanista Kallimach, którego przybycie do Krakowa datuje się jako początek renesansu w Polsce (1472), liczył 33 lata. Inny słynny podróżnik obok Magellana, Portugalczyk Vasco da Gama miał wówczas 36 lat, a odkrywca Ameryki - Krzysztof  Kolumb 54 lata. Prawie w tym samym wieku był Leonardo da Vinci, liczący 53 lata. Nie zapomnijmy jeszcze wielkiego humanistę Erazma z Rotterdamu który w 1505 roku miał 39 lat. Brakuje w tym gronie może jedynie Petrarki, ten jednak żył 200 lat wcześniej, czyli wyprzedził swą epokę. Wymieniłem tutaj tylko parę nazwisk, czy to jednak nie nadzyczajne, że tylu geniuszy czy wielkich ludzi żyło prawie równocześnie w tym samym czasie w całej Europie? To była właśnie istota epoki renesansu, która poprzez ideały piękna, harmonii i humanizmu, „stworzyła olbrzymów”. Ani w epokach wcześniejszych (średniowiecze), czy późniejszych (barok), ani dziś, nigdy ideały ludzkości nie były tak „ludzkie”, nigdy nie delektowano się tak pięknem i sztuką jak wówczas (pomijam tu czasy starożytne, Grecji i Rzymu), nigdy ludzkość nie żyła w takiej harmonii z naturą, jak właśnie w czasach renesansu.

 


Krótki wers z poezji Kochanowskiego (fraszka „Na lipę”) symbolicznie i szczególnie charakteryzuje tą epokę: „Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczyń sobie!”.
„Gość” to symbol miłości do człowieka, „liść” to miłość do natury, a „odpoczyń” to nawołanie do harmonii, do życia człowieka według zasad natury. Te parę słów fraszki mobilizuje naszą wyobraźnię do projekcji obrazów mogących w zasadzie przedstawiać „raj”: kwitnąca lipa, roznosząca w powietrzu słodki zapach ambrozji, drewniana ławeczka pod tym starym „wiecznym” drzewem, panująca wokoło niebiańska cisza, z niejako nierealnym brzęczeniem pszczół czy ćwierkotaniem ptaków – które to dźwięki dochodzą do nas jakby z innych, paralelnych światów. „Odpocząć” na tej ławeczce, pod tą lipą, to niejako wpaść w trans, a raczej w uspokajające marzenie, po prostu w stan „nirwany”. Tu nawet Budda byłby szczęśliwy! To miejsce kontemplacji, zlania się w Jedność, powrotu człowieka do natury, powrotu człowieka do Boga. Nie bez podstaw staropolskie przysłowie mówi „Gość w domu, Bóg w domu”.


Polski renesans, z tej racji, że szesnastowieczna Polska była krajem mało zurbanizowanym, gdzie życie toczyło się jeszcze w większości na wioskach, czyli w naturze, był szczególnie piękny. Oczywiście renesans na Wawelu prezentował się z punktu widzenia sztuki czy architektury, bardziej doskonale. Jednak ta „niebiańska”, duchowa doskonałość wynikająca z kontaktu człowieka z naturą (i bycia częścią natury), miała miejsce właśnie „pod lipą” czyli wśród natury.


Mówiąc o wielkich ludziach czy geniuszach epoki renesansu, uderza rzeczywiście odwaga i wielkość ich poglądów, w myśl zasady „małe myśli – małe rezultaty, wielkie myśli – wielkie rezultaty”. Ludzie renesansu nie znali granic, ani politycznych ani geograficznych. Erazm pochodzący z Niderlandów, studiował w Paryżu i Turynie, nauczał w Anglii, a żył i pisał głównie w Bazylei. Wszędzie był w domu. Jakieś wytyczone granice państw, nie mogły ograniczać jego poglądów. Podobnie wielcy podróżnicy i odkrywcy, jak Magellan, Kolumb czy Vasco da Gama, nie znali żadnych granic. Dla nich Ziemia mogłaby być wielkości Jowisza – także wtedy by ją opłynęli czy szukali nowych lądów i światów. Dla Leonarda da Vinci czy Michała Anioła ideałami życia było szukanie doskonałości w sztuce. I oni nie znali granic i ciosali w marmurze czy nanosili pędzlem na płótnie – oblicza godne Boga. A nasz Kopernik – czy on widział gdzieś granice? Przeciwnie, świat Kopernika rozciągał się do Nieskończoności. Dla niego nawet Ziemia była za mała i umieścił ją skromnie „na boku” Wszechświata.


Być może po obecnym etapie współczesnego „drugiego barbarzyńskiego średniowiecza” nastąpi nowa epoka „drugiego renesansu”. Jako historyk znam tylko jedną prawdę, że w życiu (w historii) wszystko się powtarza. Więc żyję nadzieją, że ten „nowy renesans” też znowu nastąpi. Byłoby to chyba ratunkiem dla ludzkości, aby znów geniusze i wielcy ludzie rządzili światem i kształtowali nasze gusta. Że piękno a nie brzydota, że harmonia a nie chaos, że miłość a nie nienawiść - staną się znowu naszymi ideałami. Być może wybór nowego papieża Franciszka będzie za paręset lat interpretowany jako początek „Nowego Renesansu”? Wyroki Boskie nie są nam znane....

Jerzy Ziaja

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK