Wczoraj w Hamburgu nasza piłkarska reprezentacja zmierzyła się z Niemcami. Pogoda dopisała, kibiców nie zaskoczyła ulewa. Nas stadionem latały sikorki i wrony. Gdzieniegdzie pojawił się i wróbel. Słońce nie świeciło nikomu w oczy, bo mecz rozegrano wieczorem. Stan murawy był chyba w porządku, bo trawa była zielona. W pewnym miejscach bardziej może seledynowa, ale nie rzucało się to nikomu w oczy. Trenerzy obu ekip wyglądali bardzo dobrze, widać, że trendy modowe nie są im obce. Postawili na styl elegancki, ale wciąż na luzie. O tym polsko-niemieckim spotkaniu można by mówić wiele... Przynajmniej o pogodzie i strojach. Bo o czym więcej?

 

Po co Niemcom był ten mecz? Joachim Loew wystawił chyba jeden z najbardziej niedoświadczonych i najmłodszych składów w historii występów niemieckiej reprezentacji. W podstawowym składzie aż ośmiu debiutantów. Trzej pozostali piłkarze w kadrze zaliczyli dopiero po kilka spotkań. Ci najlepsi piłkarze z Bundesligi mają jeszcze sobotni mecz w Pucharze Niemiec. Niektóre zagraniczne ligi wciąż grają, dlatego i tamci piłkarze byli poza zasięgiem Loewa. Zatem niemiecki selekcjoner powołał kilku dzieciaków i postawił ich na boisku. Taki mały ekspetyment... I co? Nie stracili gola! Zuch dzieciaki... W studiu przedmeczowym w ZDFie mówiło się o Brazylii i o sobotnim finale Pucharu Niemiec w Berlinie. W kontekście tego wczorajszego towarzyskiego meczu poruszono jeden wątek: debiut w reprezentacji Kevina Vollanda, który dobrą grą mógł zapewnić sobie wyjazd na Mundial. Media niemieckie nie interesowały się meczem z Polakami też wcześniej, żeby nie powiedzieć, że totalnie go olali. Nikt nic nie wiedział, a Niemcy na pytanie, czy oglądają dziś mecz, mówili nieprzytomnie: Dziś jest mecz? Jaki mecz?

 

Po co Polakom był ten mecz? To pytanie wydaje się być równie absurdalne. Też nie wystawiliśmy pierwszego składu, ale był chociaż Boruc, Peszko, Obraniak, Wawrzyniak, Rybus, czy Krychowiak. To nie są piłkarze, którzy z kadrą mają coś wspólnego od wczoraj. Ich nazwiska nie są anonimowe. Dlatego dziwić może (a może wcale nie?), że nie dali sobie rady z dwudziestoletnimi chłopczykami. To jest o tyle przykre, że przestało już być śmieszne. Po co było zbierać piłkarzy i jechać do Hamburga, jeśli nie ma pomysłu, woli walki, czegokolwiek?! Bo powiedzieć, że zagraliśmy słabo to za mało. Zagraliśmy tak jak zagrali Niemcy. Dopasowaliśmy się idealnie! Ale chyba nie tego oczekiwaliśmy i nie po to było to całe zamieszanie, że wygramy z naszym zachodnim sąsiadem pierwszy raz w historii.

 

Po co i komu był ten mecz? Nadal brak tej kluczowej odpowiedzi. Denny poziom. Zero goli. Marna walka. Brak zaangażowania. Żadnej historii. Gatunek: dramat. Tylko wciąż nie wiadomo, bardziej była to tragedia czy komedia? Beznadziejny termin. Mecz przeniesiony został do Hamburga, bo stadion w Moguncji był za mały... Też nie wiadomo po co, bo trybuny w Hamburgu wcale pełne nie były. Jakaś dziwna atmosfera. Po co komuś taki mecz? Po co truć kibiców, piłkarzy, media i nastroje? PO CO?

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK