Mówi się, że chcieć znaczy móc. Na pewno można nie chcieć i wtedy nie móc. Ale czy jest możliwe, żeby nie móc, a chcieć? To, że polska reprezentacja nie może jest pewne. Widzimy to z każdym kolejnym meczem, z każdym kolejnym... selekcjonerem.  Wydaje się, że już jest tak blisko, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a tu znowu przegrana... Znowu smutek w oczach kibiców, rozczarowanie ze strony dziennikarzy, zrezygnowanie na twarzach piłkarzy – wszyscy jesteśmy drużyną narodową. Czegoś jednak brakuje.  Polska reprezentacja po prostu nie może...

 

Wygrywać. Z tym jest nam ostatnio najtrudniej. Nie możemy wygrać meczu, nie możemy strzelić gola, nie możemy nawet utrzymać czystego konta przez 90 minut. A to we wczorajszym meczu było nie tylko zupełnie realne, ale nawet konieczne! Nie graliśmy przecież z europejskim potentatem, ale ze Szkocją. Wydaje się, że defensywa to nasza podstawa. Mamy przecież świetnych bramkarzy. Mamy też dobrych i cenionych w Europie obrońców. Tracimy gole jednak w starciach ze średniakami. Co to będzie za 2 miesiące w Hamburgu...?

 

Stworzyć drużyny. Mamy dobrych piłkarzy. Mamy trójkę z Dortmundu, mamy kapitana Torino - Glika, mamy superstrzelca Robaka, mamy Szczęsnego i Boruca, mamy Milika... To nasze „mienie” można by mnożyć. Bo mamy w tym momencie naprawde wiele, poza najważniejszym. Nie mamy drużyny. Ci dobrzy piłkarze nie tworzą kolektywu... Po losowaniu grup eliminacyjnych do Euro 2016 przedstawiciele naszych grupowych rywali na pytania o znanych polskich piłkarzy byli w stanie wymienić tylko nazwisko Lewandowskiego. Gdy podano nazwiska innych znanych w Europie piłkarzy, odpowiedziało zdumienie na twarzy: To są Polacy?! To przykre, że nasi piłkarze nie są kojarzeni z kadrą. Ale z czym mają być kojarzeni, jeśli my... nie mamy drużyny?!

 

Wygrzebać się z dołka. Nasz kryzys trwa już nie miesiące, ale lata. Kryzys, który zaczął się gdzieś tam w okolicach Leo Beenhakkera i Franciszka Smudy nie ma końca. Wciąż mamy czkawkę. Kolejny nowy trener nie wnosi do gry świeżości. Ten sam system gry. Te same rozwiązania. Ten sam letarg. Ta sama bezradność. Nie zmienia się nic, poza... kolorem szalika selekcjonera i koszulkami piłkarzy. Bo są piłkarze. Jest trener. Jest pomysł. I są przegrane. Coś/ktoś ciągle nie gra, a jeśli trafi się jakiś dobry mecz, to raczej nie ma mowy o powtarzalności w kontekście przyszłych spotkań.

 

Wyluzować się. Nie jedziemy do Brazylii. Dobrze, bo się nie ośmieszymy. Obecna forma naszej kadry nie sprzyja raczej rozgrywaniu meczów piłkarskich... Ale to, że nie jedziemy do Brazylii raczej nikogo nie uspokaja, bo już wkrótce rozpoczynają się eliminacje do francuskiego Euro. A w naszej grupie Niemcy, Irlandia, ...Szkocja! Bukmacherzy stawiają nas w roli pretendenta do drugiego miejsca w grupie (nie wiem na jakiej podstawie, chyba dawno nikt nie oglądał meczu polskiej kadry, bo i... po co?!), a polscy kibice z niepokojem patrzą w przyszłość. Nie ma czasu na poklepywanie się po ramieniach. Nawałka ma kilka miesięcy na zmienienie obrazu gry polskiej reprezentacji. Przypomina się Waldemar Fornalik... Ale w kilka miesięcy ogarnąć coś co nie udaje się od tylu lat...?

 

Chcemy. Chcemy wygrywać. Chcemy mieć drużynę. Chcemy zażegnać kryzys. Chcemy ze spokojem patrzeć w przyszłość. Chcemy! I paradoksalnie pokazuje to wczorajszy meczy, który, de facto, przegraliśmy. Popisy Obraniaka. Waleczność Sławka Peszki. Obaj wracają do kadry po dłuższej nieobecności i obaj zaskakują pozytywnie. Zatem polska kadra nie jest obojętna piłkarzom. Nie jest też obojętna kibicom, którzy wypełniają stadion. Bo wszyscy chcą, a nie możemy...

 

Aleksandra Kolasińska

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK