Kilkanaście miesięcy temu na Ukrainę, jako współgospodarza piłkarskich Mistrzostw Europy, zwrócone były oczy wszystkich. W Kijowie rozegrano finał Euro. Przyjechali fani futbolu z całej Europy. Po kijowskich ulicach przelewał się tłum krzyczących i śpiewających ludzi. Podążali w różnych kierunkach. Jedni szli szybciej, a drudzy wolniej, rozglądając się dookoła i szukając w tłumie swoich przyjaciół. Na ramionach mieli flagi swoich krajów, na szyjach szaliki, a na głowach śmieszne czapki. Niektórzy kroczyli też z kolorowymi transparentami, mającymi być wsparciem dla swoich ukochanych drużyn. Pod nogami fanów futbolu było mnóstwo śmieci, gazet sportowych, ulotek, etykiet z butelek piwa, opakowań po słodyczach... I teraz na kijowskich ulicach znowu jest podobnie. Wszyscy patrzą na Ukrainę. Ulice są pełne. Ludzie krzyczą. Biegają. Szukają swoich krewnych. Niektórzy są z transparentami. Pod nogami też leżą śmieci. Są to martwe ciała ludzi bez imienia.

 

Bardzo trudno teraz w to uwierzyć, że półtora roku temu na Ukrainie rozegrane zostało Euro. Z atmosfery piłkarskiej radości w tym kraju nie zostało już nic. Stan, z którym od kilku miesięcy zmaga się wschodni sąsiad Polski powoli przeradza się w coraz to bardziej dramatyczny i przerażający obraz wojny domowej, który nie wiadomo kiedy, jak, a co najgorsze, czy w ogóle się zakończy. Z niepokojem mówiono o trudnym konflikcie władz z ludnością. Ze strachem donoszono o pierwszych ofiarach śmiertelnych ukraińskich starć. Ale jak odnieść się do informacji, że podczas jednej nocy w trakcie ulicznych zmagań ludzi z policją umarło około 20 osób? Jak skomentować fakt, że giną córki i synowie, siostry i bracia, matki i ojcowie? Jak można wyjaśnić takie masowe morderstwo?

 

Wiem, że gdyby kiedyś w Polsce nie ginęli czyjś ojcowie i bracia, ja prawdopodobnie nie miałabym szansy na dorastanie w wolnej Polsce. Być może nie pisałabym teraz w tym języku. Być może w szkole uczyłabym się historii innego kraju. Kraju, który byłby moją ojczyzną, ale który wcale nią nie powinien być. Być może nie mogłabym studiować, podróżować, mieć tych wszystkich możliwości, które mam. Jestem tym kim jestem dziś właśnie dlatego, że ktoś kiedyś walczył za moją wolność. Jestem tym kim jestem dziś dlatego, że ktoś kiedyś przelał swoją krew. I choć dziś to nie w Polsce ludzie umierają w walce z dyktatorskim reżimem, to wobec obecnych wydarzeń na Ukrainie nie można być obojętnym.

 

Bo to mogłabym być ja. Gdybym urodziła się w innym czasie albo w innym miejscu. To ja bałabym się o życie moich najbliższych. To ja biegałabym teraz w popłochu kijowskimi ulicami, uciekając gdzieś przed kolejnym wybuchem. To ja szukałabym pomocy, wsparcia, pocieszenia. To ja byłabym bita i poniżana. To ja znosiłabym ten ból, słyszała te krzyki, widziała tę krew. To ja patrzyłabym jak umierają moi przyjaciele. To ja bym umierała w walce o wolność mojego kraju. Tak, bo to mogłabym być ja… Ale to mógłbyś być również Ty.

 

Podobno śmierć jednostki jest tragedią, a śmierć milionów to już tylko statystyka. Dlatego gdzieś niedaleko nas, w Europie giną ludzie bez imienia. Ale oni giną z jakiegoś powodu. A tym powodem jest wolność, do której prawo ma każdy człowiek. Ale gdzieś to prawo jest odbierane przemocą. Gdzieś przemocą odbierane jest życie czyjś braci, córek i ojców.

 

Nie dajmy wmówić sobie, że sytuacja na Ukrainie to sprawa tylko ukraińska. To jest też nasza sprawa. To jest sprawa każdego z nas. Dotyczy nas i powinna nas obchodzić. Dlatego pokażmy nasze wsparcie, wyraźmy nasze zdanie i nie bądźmy obojętni. Bo to my moglibyśmy być dziś ludźmi bez imienia.

 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK