Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, że w Niemczech Polaków jest naprawdę wielu. Nietrudno spotkać Polaków nad Renem w Kolonii czy na ulicy w Berlinie. Mamy swoje organizacje polonijne, swoje sklepy z kiszonymi ogórkami, swoje księgarnie z pozycjami polskich autorów, parafie w polskimi księżmi... Mamy nawet polskie dyskoteki, kawiarnie czy typowo polskie eventy, koncerty, spotkania organizowane w wielu niemieckich miastach, by jednoczyć zamieszkałą tam Polonię. To wszystko łączy nas, żeby nie zapomnieć o korzeniach, żeby kultywować nasze tradycje, poczuć mentalnościową więź. Jak się jednak okazuje, mamy też swój język... I nie chodzi tu wcale o język polski!

 

Językowi, w którym mówi między sobą bardzo wielu Polaków przebywających w Niemczech, wciąż bliżej do polskiego niż do niemieckiego, ale o poprawnej polszczyźnie mowy tutaj być nie może... Wszystko dlatego, że niemieckie formy gramatyczne, zwroty i powiedzenia tłumaczymy na język polski, albo słówka niemieckie wtrącamy zamiast polskich.

 

Kto w Polsce wie co to znaczy mieć termin? Kto robi sobie gedanken? Komu wpadnie do głowy co oznacza zwrot „to nie idzie”? Czy w Polsce ktoś siedzi w wohnzimrze albo jest einkaufen (i nie chodzi tu już o samo słówko, ale o całą konstrukcję gramatyczną). My tutaj jeździmy baną, zamiast biletów na koncert kupujemy karty, nadużywamy przedziwnej formy wyrażania przynależności („mama od mojej koleżanki”), my zawsze wszystko szafniemy, a jeśli nie, to dlatego, jesteśmy fertig... To my meldujemy się u przyjaciół, a nie w hotelu albo oglądamy Fußball i mamy przy tym Spaß...

 

Najciekawsze jest to, że żeby tak zacząć mówić, nie trzeba wcale znać niemieckiego. Wystarczy przebywać w towarzystwie Polaków, którzy tutaj są już długo a ten styl mówienia po prostu sam wchodzi w krew. Pojawienie sie w Polsce po długim czasie może sprawiać niemałe kłopoty. Bo ludzie albo patrzą na ciebie jak na dziwaka, albo cię nie rozumieją, albo myślą, że się popisujesz, bo mieszkasz za granicą. Jednak z popisami nie ma to wiele wspólnego, jeśli nie jest się w stanie przypomnieć sobie jak poprawnie umówić się na wizytę u kolegi (bez tej całej gadki o „meldowaniu” i „terminach”).

 

Polacy w Niemczech nie gęsi i swój język mają. Nie jest to może zjawisko, z którego cieszą się językoznawcy i prawdopodobnie kaleczenie w ten sposób języka polskiego (i przy okazji niemieckiego) nie wpływa dobrze, bo zapominamy poprawnej polszczyzny... Najważniejsze jednak, że możemy się porozumieć i skomunikować. A o to przecież w tym wszystkim chodzi!

 

Aleksandra Kolasińska

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK