Czy nasza kadra jest na dobrej drodze? Jeżeli tak, to do czego? Wczorajszy mecz Polski z San Marino był bardzo emocjonującym wydarzeniem. Tak wielu emocji nie wywołał dawno żaden inny pojedynek... Owszem, Bayern Monachium i Chelsea Londyn zagrały ostatnio wspaniały mecz, ale w spotkaniu wczorajszym towarzyszyły nam emocje innego rodzaju. Jedną z nich był na przykład żal...

 

Na boisku, po polskiej stronie było dwóch piłkarzy, których żal było mi najbardziej. Pierwszy z nich to Paweł Brożek. Tak bardzo chciał, a nie mógł... Po jego powrocie do kadry oczy wszystkich zwrócone były właśnie w jego stronę, zwłaszcza podczas absencji Lewandowskiego. Ciekawi byliśmy jego występu. Brożek poradził sobie po prostu źle, zeby nie powiedzieć, że sobie nie poradził... Zmarnował kilka dobrych sytuacji, był wyraźnie w innym wymiarze – piłkarskim, ale chyba też duchowym... Drugą osobą, która wzbudziła we mnie niesamowite uczucie żalu był Jakub Błaszczykowski. Nie dość, że jest kapitanem kadry, która jest w takiej, a nie innej formie, to jeszcze jego indywidualna forma zupełnie od kadrowej odbiega. Błaszczykowskiego żal było chyba najbardziej kiedy... strzelił gola. Okoliczności były doprawdy przykre... Gol Błaszczykowskiego odebrać można było jako obowiązek, a z drugiej strony jako wyraz zażenowania wobec postawy kolegów. Ta bramka mojego humoru nie poprawiła. Bardzo mi żal Błaszczykowskiego, że koledzy w kadrze nie potrafią mu dziś dorównać...

 

Potem była złość. Po prawie pięciu latach San Marino strzeliło znowu gola w meczu o punkty! Gratulujemy. Tylko dlaczego akurat nam?! Boenisch, dlaczego? Gola strzelił nie byle kto, bo... bankier, i to z racji wykonywanego zawodu... Nawet nie chce mi się być złośliwą, dlatego powiem otwarcie: z całym szacunkiem do drużyny z San Marino, jej piłkarze to amatorzy! Jaka jest różnica pomiędzy Sebastianem Boenischem i Allessandro Della Valle? Są dwie. Stan konta i reprezentacyjny poziom, którego temu pierwszemu wyraźnie brakuje...

 

Trzecim stanem emocjonalnym było rozbawienie. Pojawiło się prawie w tym samym momencie co złość, bo przy stracie gola na 1:1. Stracić gola w meczu z jedną z najsłabszych drużyn świata – to po prostu śmieszne! Przed meczem spodziewałam się, że widowisko prawdopodobnie mnie nie porwie. Może nawet nasi nie strzelą wielu goli. Nie jest to dobry czas dla naszej drużyny narodowej – wszyscy zdajemy sobie przecież z tego sprawę.  Ale naprawdę nie przypuszczałam, że stracimy gola... Nie chodzi wcale o to, że żałuję drużynie z San Marino jednej strzelonej bramki przy pięciu straconych, no ale... Bądźmy poważni... Trzeba naprawdę bardzo się natrudzić, żeby stracić gola w meczu z San Marino. Boenisch raczej się nie natrudził, bo... Ale o tym już było.

 

Tak uparłam się na tego Boenischa, a przecież nie tylko on zawinił. Nie chce się już nawet szukać winnych, bo tych jest tylu, że można by nie zliczyć. Dziś wszyscy cieszą się, że są jeszcze szanse na awans, i to nawet z pierwszego miejsca! Jeśli oczywiście wygramy z Anglią i Ukrainą. Ale jeżeli nadal będziemy prezentować taki poziom piłkarski, to szanse na 6 punktów w tych dwóch meczach są prawie tak duże jak to, że w Brazylii zagramy w finale Mistrzostw świata i to w roli faworyta...

 

Nie chodzi o te 4 punkty w meczach z Czarnogórą i San Marino, ale o to jak wygląda (albo raczej jak nie wygląda) polska kadra i o to dlaczego ciągle piłkarsko tkwimy w kryzysie. Ile jeszcze przegranych eliminacji, ile straconych bramek w meczach z amatorami przed nami? Niby fortuna kołem się toczy, ale to nasze koło chyba utkwiło gdzieś w piachu i nie chce dalej się obracać... Tylko, do licha, skąd ten piach?!

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK