Co może zrobić Polak, na przykład w Berlinie, kiedy brakuje mu polskich smaków? Może iść do sklepu „Klonu” na Pestalozzistrasse i kupić tam wszystko, co mu się z polską kuchnią kojarzy. Może iść do przytulnej kawiarni „Metropole” albo „Kredenz’u”, gdzie zarazi się raz na zawsze niepowtarzalnymi smakami tortów słynnego polskiego cukiernika Sowy, albo w jednym z imbissów na Breitscheidtplatz pod Gedächtniskirche w samym centrum byłego Berlina Zachodniego, może kupować sobie przez cały rok bigos, o czym zresztą mało kto wśród polskich berlińczyków wie.

 

A co ma zrobić Niemiec, poszukujący narodowych smaków w Warszawie? Od niedawna może tu zjeść kultową berlińską currywurst, której w Niemczech rocznie sprzedaje się ponad 800 milionów porcji. W centrum polskiej stolicy, na Nowym Świecie, albo po drugiej stronie Wisły, zostały w ostatnim czasie otwarte tzw. wurstkioski. To pierwsze w Warszawie miejsce, w którym spróbować można najpopularniejszego niemieckiego przysmaku, czyli kiełbasek bockwurst (wersja klasyczna, z wody), bratwurst (grillowana) lub currywurst (z sosem, z dodatkiem curry), określanych mianem street food. Do każdej z nich serwowane są grube belgijskie frytki z gęstym sosem, np. majonezowym, lub świeże bułeczki, których recepturę „Wurst Kiosk” posiada u dostawcy na wyłączność. Na miejscu skosztować można również niekorporacyjnej, produkowanej w Hamburgu Fritz-Koli, czyli – jak określają ją twórcy – najbardziej pobudzającej coli na świecie (również w jej owocowych odmianach) – głosi reklama.     

 

Podobnego rodzaju „narodowe punkty gastronomiczne”  są pierwszymi ambasadorami turystycznymi każdego kraju zagranicą. Pozostaje pytanie: czy nasze polskie restauracje w Niemczech są odpowiednio  wykorzystywane do dalszej promocji Polski, a przynajmniej zachęcenia ich klienta do odwiedzenia naszego kraju? Przecież „przez żołądek do serca”! Klient, który tam wszedł, jest do połowy już zdobytym potencjalnym turystą. Jeżeli w ciągu spędzonych tam dwóch godzin nie zainteresuje go odpowiednio skierowaną reklamą, to wychodzi z lokalu jako klient na wpół utracony. Właściciele polskich restauracji, kawiarni i sklepów w Niemczech automatycznie, zawodowo i od serca promują nasz kraj. Szkoda, że podobne lokale nie są odpowiednio wykorzystywane jako sprawdzone narzędzia marketingowe przez polskie instytucje zajmujące się zagraniczną promocją Polski...

 

Tymczasem okazuje się, że Polska i Niemcy są mocniej związane gastronomicznie niż nam się to do tej pory wydawało. Ostatnie decyzje polskiego rządu bardzo zasmuciły  berlińskich rzeźników,  którzy od wielu lat sprowadzali koszerne mięso z pobliskiej Polski. W Niemczech od 1997 roku nie przeprowadza się rytualnego uboju na potrzeby zamieszkałych u nich wspólnot religijnych. Koszerne mięso, importowane z Polski, było bardzo atrakcyjne dla Niemców ze względu na niską cenę i krótki transport. Podobne mięso importowane z Francji jest dużo droższe, a transport z Izraela niezwykle skomplikowany. Tej ostatniej gospodarczej separacji będą jeszcze długo żałować  zarówno polscy rzeźnicy z obszarów przygranicznych, jak też berlińscy.

 

Na szczęście Polska ma jeszcze jeden atrakcyjny latem towar eksportowy, związany pośrednio ze spożyciem nie do końca zdrowego, ale za to bardzo smacznego rodzaju żywności. Zarówno Niemcy, jak i Polacy coraz chętniej grillują, wzorując się na południowoeuropejskich  i amerykańskich krajach. Większość sprowadzonego z zagranicy węgla grillowego pochodzi z Polski – głównego dostawcy węgla drzewnego do Niemiec. Dobrze, że przynajmniej w Polsce nie zabronią wydobywania węgla drzewnego, chociaż to nigdy nie wiadomo…

 

Agata Lewandowski

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK