W połowie czerwca Ilonka otrzymała wiadomość - tak zwany sms - informujący ją, że do Hamburga zawita jej dawna przyjaciółka Mania ze swoim nowym mężem Arturem. Będą w  drodze do Brukseli, gdzie szwagier europoseł zamierza ich ugościć i przyjąć z honorami.

Mały postój z noclegiem jednym, lub dwoma zaplanowali u Bartoschków, a więc okazja to niebywała by się spotkać, pogadać i obejrzeć portową metropolię nad Łabą. Ilonka zaniemówiła, niemal zastygła w osłupieniu, bo wizyty tej się nie spodziewała, a co więcej, od dłuższego czasu z Mańką nawet kontaktu nie miała.

 

Helmut Bartoschek i tym razem wykazał spokój i rozsądek. – Kiedy przyjeżdżają? W jaki dzień, w jakich godzinach?   –  Bartoschkowa nie  potrafiła odpowiedzieć. Postanowiła zadzwonić do Mani, by dowiedzieć się szczegółów. Okazało się, że „Tukawy” – bo tak ich nazywała od pierwszych liter nazwiska -  przybędą w najbliższy piątek wieczorem, adres i numer telefonu otrzymali od kuzynki z Bydgoszczy.

 

Pobyt w Hamburgu uzależniają od pogody, cieszą się niezmiernie, ciekawi wszystkiego, przyjadą samochodem, a reszta to już wielka niespodzianka i „bal nad bale”, bo przecież takie spotkania nie często się zdarzają, a do tego lato nadchodzi i lata lecą i co najważniejsze interesy dobrze idą, a jeszcze lepiej pójdą w przyszłości, bo europoseł ma pomysły, a Artur jest niedościgły w diagnozowaniu strategicznym i firma, którą zarządza, zwiększy wydatki na B+R i liczy też na ekspansję, do tego Aruś ma umiejętność kreowania wartością, a w Dubaju, gdzie już drugi raz byli, kontakty nawiązali...   -  Bartoschkowa dostała zawrotu głowy, na dodatek nie zdołała dowiedzieć się wiele, bo przyjaciółka rozprawiała z entuzjazmem o tysiącu najróżniejszych rzeczach, nie bacząc na koszty telefonii komórkowej z Niemiec do Polski.  -  Czym ich przyjąć? Co podać na stół? Gdzie razem pójść?

 

Jak my sie zaprezentujemy, jak to ludzie biznesu i polityki, w świecie bywali i jak to Polacy – rezolutni nad miarę? Bartoschek radził zachować spokój, nie przesadzać z gościnnością i  wystawnością, umiarem się wykazać, jak przystało na trudne czasy. Ilonka była przestraszona. Po konsultacji z mężem zadecydowała,  że na kolację powitalną poda sprawdzony w jej kuchni rostbef z rozmarynem, krokiety i surówkę z roszponki, zwanej tu feldsalat. Do tego wino czerwone, a na deser rabarbarowe ciasto z kruszonką. Reszta miała być spontaniczna i niewyszukana, po prostu domowo i swojsko. Okazało się jednak, że  plany i zamiary to coś zupełnie innego od życiowych realiów.  Dziś już nie ulega to wątpliwości, że wizyta ta odegrała przełomową rolę w obyczajach i postępowaniu Ilonki.  -  To wy mieszkacie, w tym okrąglaku ceglanym  bez ogrodzeń i bramy wjazdowej? To jest ta wasza posiadłość? – zapytali podróżni wysiadłszy ze swej limuzyny.  -    Zdziwienie malowało się na ich bystrych obliczach.  -  Spodziewalśmy się czegoś zupełnie innego i błądziliśmy po tej ulicy i okolicy jak głupki...  -  Nie kryli rozczarowania nawet wtedy, gdy już znaleźli się w domu Bartoschków.  -  Egzotycznie tu macie; stare drzewa i trawa jedynie.

- To nie wygląda jak ogród, tylko park miejski. W całości ten grunt do was należy? Ile tego? Tylko taki mały murek dookoła, nic więcej? Psów nie posiadacie? Dlaczego? My mamy dwa buldogi francuskie! Cudowne!  -  Sofę w holu postawiliście?  -   Z tych schodów można już teraz zlecieć, a na stare lata nie wdrapiecie się po nich nawet.  -  martwiła się Mania. 

-Windę krzesełkową trzeba będzie zakładać  -  radził jej małżonek.  -   Ile jest tu metrów? Co za ogrom przesadny i pewno niewykorzystany! Nie lepiej w Polsce kupić obiekt dworsko-pałacowy do remontu i z unii, a także ministerstwa, pieniądze wydrzeć? Projekt się napisze, poparcie u kogo trzeba uzyska... Nie ma co się zastanawiać! Pomysł z dziedziny kultury zgodnie z polityką spójności opracować należy...  -  radził wnosząc torby i walizę.  -   Działalność gospodarczą można przy okazji rozwinąć... to nie stoi na przeszkodzie...  -   W kraju zyskacie poważanie i poczujecie się jak magnaci. Ludziska będą się wam kłaniać na kilometr, a notable miejscowe zabiegać o względy.

W prasie o was pisać będą, zapraszać, fotografować... Właściwą pozycję zajmiecie.  Znajdziemy wam coś interesującego na Pomorzu, albo w Wielkopolsce czy na Mazurach, w miejscu dogodnym....  -  Nie ma sprawy, ustawimy was, poprzemy, start ułatwimy... Rozprawiali jak najęci, nie bacząc na miny gospodarzy i nie czekając na zaproszenie do odpoczynku. Rozsiedli się więc w kuchni i poprosili, by  wodę bezgazową podać i telewizor włączyć, bo pora Faktów nadeszła. – Tylko iTVN macie? Acha, Polonię też? No cóż, obejrzeć trzeba, bo bez polityki żyć nie idzie  –  stwierdzili.  -  To nas podnieca. Czy wy wiecie co się u nas raz po raz dzieje?  - radowali się.  -  Wszystko trzeba uważnie śledzić, bo przegapi się jakąś aferę i wypadnie z aktualności.

 

U nas w kraju każdy dzień zaskakujący! Pojęcia nie macie jak interesująco! Wracaj Ilonko nad Wisłę,  zabieraj Helmuta. Nie zastanawiajcie sie, bo swą szansę stracicie!  -   U nas przemiany takie, że się sami nie odnajdziecie; zawirowania, kombinatorstwo kapitalne, potknięcia fantastyczne, przekręty niebywałe, wybory, rozbiory i rozwój nieprawdopodobny, który najbardziej inteligentni nakręcają.  – A czemu taki mały telewizor u was?  - zapytała nagle przestraszona Mania.   -  My przyzwyczajeni do naszego kina, a tu skrzyneczka jak za dawnych lat, jak w świetlicy szkolnej... Oczy bolą...  – Zapraszam do stołu,  po kolacji przejdziemy do salonu, a tam mamy nowy aparat.  -  tłumaczyła Bartoschkowa. Przy stole rozprawiali nie mniej  ochoczo,  zajadając się specjałami Ilonki. Wino dodawało im swady i animuszu.  – Wódeczkę wam przywieźliśmy, bo nie ma jak nasza polska gorzała! Najlepiej rozpoznawalny nasz produkt! Ta rynki światowe podbiła, bo mocna, bezwonna, elegancko opakowana, krystaliczna i co najważniejsze, działań ubocznych nie powoduje.  -   Bartoschek roześmiał się.  -  No właśnie, „brudzia” musimy wypić, bo z panem to się za dobrze nie znamy   -   zadecydował Artur.  - Winem nie da rady, do tego musi być coś mocniejszego  -  zawyrokowała Mania. Bartoschkowa przyniosła karafkę nalewki na pigwie i małe kieliszeczki. Artur objął Helmuta Bartoschka jak brata i oświadczył: - Artur jestem. Na mnie możesz liczyć.  -  Dziękuję  -  odparł Helmut, ale widać było, że już ma całej tej imprezy dosyć i nie jest mu już nawet do śmiechu.

 

Ilonka udała się do kuchni, by przygotować kawę do deseru. Mania pobiegła za nią, bo ciekawa była opinii na temat swego męża. Artur wyjął w międzyczasie smartfona i skupił się na odbiorze wiadomości. Po kawie oboje małżonkowie rozpostarci w fotelach  rozmawiali ze szwagrem europosłem i z różnymi osobami w kraju i za granicą i tak zajęci byli, że nawet nie zauważyli, iż gospodarz domu ich opuścił. Kiedy o północy udali się na spoczynek, Bartoschkowa odetchnęła z ulgą. Następnego dnia o poranku goście z Polski oświadczyli, że do Brukseli wyjeżdżają niemal natychmiast. Owszem, w drodze powrotnej zatrzymają się w Hamburgu na dłużej i wtedy wiele spraw interesujących ustalą, bo przecież trzeba sobie po  przyjacielsku pomagać.  -  Szwagier czeka, a to niecierpliwy, nerwowy i zestresowany facet, więc musimy ruszać   -  tłumaczyli. Przed przyjazdem zadzwońcie   -  powtarzała wielokrotnie Ilonka, ale już wiedziała, że następnym razem gościnnością polską się nie popisze. Po prostu nie odbierze już żadnej wiadomości o wizycie, drzwi domu zamknie na wszystkie zamki i pojedzie z Helmutem na plażę do Trawemuende -  nawet jeśli będzie lało, grzmiało i dudniło!                         

                                                                                                                     Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK