Odbywa się każdego roku o tej porze. Od dwudziestu ponad  lat pola po obu stronach Łaby pod Hamburgiem zapełniają się  przybyszami z Polski. Takimi, którzy w zbiorze szparagów równych sobie nie mają. Pani Hannelore Stieg cieszyła się już od lutego, że i tym razem także, podratuje nadwyrężony kryzysem budżet swej firmy. Tymczasem, nie tyle zbiory ją zawiodły, co ogólna zła koniunktura;  trudności ze zwerbowaniem chętnych do pracy, warunki, kontrakty, ceny. Na dodatek ta pogoda. W prowadzonej przez nią gospodzie „Pod starym kasztanem”, między Harburgiem a Winsen nad Luhe do końca kwietnia bywało pusto i nawet ulubiona zupa gulaszowa, która w soboty schodziła po niskiej cenie, nie miała zbytu. Goście na kawę  sporadycznie przyjeżdżali, jabłecznik domowy z gałką lodu zamawiali, koniaku, win ani myśliwskiego likieru nie tknęli nawet. O sznycle cielęce po wiedeńsku nie pytali.  Zysków żadnych.  

 

Na polach szparagowych, po południowej stronie Łaby diabeł wiosną po śniegu hasał i to do samej Wielkanocy. Ileż miesięcy można do interesu dokładać? Jak się starać, by weselników, jubilatów, albo seniorów do ucztowania zachęcić? Czym ich przyciągnąć?  Wreszcie nadszedł maj! Zjechali Polacy. Z dwutygodniowym opóźnieniem wyruszono na szparagowe pola, pod czarną folię, w bruzdy równiutkie, w  kopczyki regularnie pod sznurek wytyczone, w zagłębie złotodajne, umiłowane i wytęsknione. Pierwszy zameldował się Kazimierz spod Głogowa z kilkoma kompanami w robocie sprawdzonymi. Za nim grupa młokosów bez doświadczenia i rozeznania się pojawiła. Z oporami dniówkę wynegocjowali, a życzeń mieli co niemiara. Zakwaterowanie i aprowizację trzeba było należytą zapewnić, bo na europejskie standardy się powoływali.  Co było robić? Czas nagli, a szparag nie czeka, tylko fioletowy łebek dostaje i na jakości traci.

 

 -My także, z tych nerwów, wypieki na policzkach już mieliśmy i ciśnienie podwyższone - mówi Hannelore, której matka i teściowa także spod Glogau, znad Odry, tu pod Hamburg w czterdziestym siódmym, po udrękach rozmaitych trafiły.  – Oder to nie Łaba – wspominają. Porównania nie ma.  Tutejszy, a tamtejszy krajobraz i klimat to dwie różne rzeczy, to jak dzień i noc... Odra nie ma sobie równych w dzikości i uroku osobliwym, niebywałym....Piękne tereny utracone i tak sercu miłe.  - A jednak dla tutejszego widoku Łaby, przechadzki po grobli, przepływu promem  zjeżdżają w letnie popołudnia setki hamburczyków. I wtedy ”Pod starym kasztanem” aż tętni życiem. Kuchnia nie wyrabia z wydawaniem dań regionalnych, sprawdzonych i sytych, jak zupa weselna czy pstrąg „na młynarki młodej sposób”. Miejsc przy stołach brak. A w maju –  szparagi!  Szparagi, które delikatesem są sezonowym, lecz w smaku niedościgłym! Nikt inny tylko Niemcy ich walory należycie docenili.

 

Frau Stieg wie najlepiej jak je gotować w bawełnianą nitkę powiązane, główkami do góry, w garnkach specjalnych  z odrobiną cukru , solą morską i masłem co z łyżki się leje na parę gorącą niczym oliwa rzymskich cesarzy. Do tego holenderski z białym winem i żółtkami ubitymi, i znowu to masło najświeższe i szafranu odrobina... Ach! Wszystkiego nie zdradzi, nawet tego, skąd szynkę tak wspaniałą, lekko podwędzaną różową i w listki skrojoną nabywa. Szynka zrulowana musi być. Przy tym młode ziemniaki z Heide, spod Lueneburga pod koperkową pierzynką...  Na deser rabarbar z kisielem i śmietaną bitą i wino białe,  kawusia...

 

 

Goście delektują się smakami z dzieciństwa i zajadają szparagami, co tak nerkom przyjazne i w kwas foliowy z potasem i witaminami grupy „B” bogate. „Na odchodne” dostają wiązankę szparagów wstążką przewiązaną z przepisem na zupę -  pięknie, kaligraficznie wypisaną, ze zdjęciem okazjonalnym. Szparagowa uczta  to przecież święto prawdziwe. Istny show.

 

Kazimierz spod Głogowa ma już tej szparagowej roboty dość.  – Nie wytrzymuję – powiada – pokręcony jestem, bo pogoda psia i pieniądz żaden. Dwanaście do czternastu godzin na polu, a leje jak z cebra.  Co z tego , że do domu tysiąc euronów zawiozę, kiedy zdrowie stracę? Nie zapisałem się już ani na truskawki, ani na lodową sałatę.  Nikt z nas się nie zapisał. Wszyscy dość mają. Za ciężko i stawka niższa niż w ubiegłych latach. Nie opłaca się. Do tego ”na ibuprofenie jadę”. Z łóżka zejść rano nie mogę , a na dodatek żołądek mi wysiadł. Może z tej kawy czarnej jak smoła, mocnej jak cholera? – Wieczorami to się nawet chłopakom pogadać nie chce. Wszyscy dość mają!

Dlaczego przyjechałem? -  Od lat przyjeżdżam. Jeszcze jak w ”zawodówce” uczyłem -  z obróbki i skrawania metali zajęcia prowadziłem - bom nauczyciel po Wrocławskiej Politechnice. Tu się dorabiało w czas wakacji i z niezłym groszem do domu powracało. Kiedy to jednak było? Dziś już  nie te lata, nie ta ochota, zarobek słaby i oczekiwania nasze inne. Syn i córka czekają na pieniądze, ale my z żoną także w kłopotach. I to jakich kłopotach! Emerytura niska, kredyt za auto, za córki  ślub, wesele i lekarstwa dla żony. Rachunki rozmaite wciąż dochodzą, koszty nieprzewidziane... Tego się nie da bez dodatkowej roboty zrealizować. W naszym kraju żyć ciężko!  Za 300 złotych miesięcznie egzystujemy. Człowiek musi dorobić. Tyle, że na Zachód już nie ma po co przyjeżdżać. Nie ma po co! Odradzam. Owszem ludzie mili, ale robota ciężka i żaden zysk wielki. Przemoczeni jesteśmy i wykończeni. Młodzi też rady nie dają i ochoty do rozmów ani żartów nie ma. Zupę dobrą koło południa na pole nam przywożą. To mi smakuje. Gęsta, z mięsnymi kuleczkami, kartofelkami i kawałkami szparagów. Jeszcze mi się nie przejadła. Wszystko inne? Aż nadto! I dziś znowu nikt do mnie z Polski nie zadzwonił, a komórkę ładuję i czekam i patrzę, czy czegoś nie przeoczyłem, czy się nie zgłosili, nie dzwonili, by zapytać jak się czuję, jak wyrabiam.... Ile można czekać? Zapomniały dzieciaki , czy co? Nieważne! Do Polski chcę zjeżdżać i to jak najszybciej. Tyle, że ten show do połowy czerwca potrwa. Do 20- tego czerwca. Te pola śnić mi się będą miesiącami, dopóki znowu bieda nie przypili, rachunki z ponagleniem nie nadejdą i córka z synem o coś, co pilne, się nie upomną. 

 

Hannelore Stieg  późnym wieczorem stawia na stole półmiski z kiełbasą gorącą i z uwagą wlewa w czterdzieści kieliszków sznapsa – mocny, zbożowy trunek -   Dla chłopaków spod Glogau, dla tych Polaków znad Odry, silnych i niestrudzonych. Wszak i  w tym roku jej nie zawiedli: „Na zdrowie” i szparagów urodzaj! Na zdrowie!                                               

                                                                                                                Sława Ratajczak                     

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK