Po prostu fantastyczne, pełne humoru, ciekawe, zabawne i ciepłe, przepojone serdecznością i troską o adresatów. Poeta napisał ich sporo, ale nie wszystkie, niestety, dochowały się, zwłaszcza te z okresu międzywojennego. Zatem duży kłopot miał Tadeusz Januszewski, opracowując „Julian Tuwim Listy do przyjaciół-pisarzy”.

 

Lektura to nader interesująca, która skłania do poszukiwań i literacko-polonistycznych powtórek, przy tym, jakże wiele mówi o autorze „Kwiatów polskich”, o jego sympatiach, zainteresowaniach, upodobaniach, o towarzyskim zaangażowaniu poety, niebywałej wprost błyskotliwości intelektualnej, nade wszystko o jego charakterze. Julian Tuwim był współzałożycielem grupy literackiej Skamander (1918 – 1939).

Sformułowała się ona wokół pisma „Pro arte et studio” przy kawiarni „Pod Picadorem” na Nowym Swiecie w Warszawie. Skamandrytami byli: Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński. Do kręgu luźno związanego z grupą należeli: Kazimiera Iłłakowiczówna, Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, a również Józef Wittlin. Stałym miejscem życia literacko – towarzyskiego była także  Ziemiańska na Mazowieckiej w Warszawie, gdzie wszyscy oni się spotykali. Tuwim cieszył się sympatią, uznaniem i szacunkiem ówczesnych pisarzy i poetów. Był duszą towarzystwa. Niemal stale przebywał w  gronie literatów i artystów. Znał się z Leopoldem Staffem, Janem Parandowskim, Władysławem Broniewskim, Zofią Nałkowską, Marią Dąbrowską, Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, Janem Sztaudyngerem, Ludwikiem Hieronimem Morstinem, Janem Brzechwą, profesorem Julianem Krzyżanowskim, Mieczysławem Jastrunem, Wiktorem Gomulickim, Marianem Hemarem, Sewerynem Pollakiem... Wymieniać można by długo.

 

Z wieloma, nie ze wszystkimi, pozostawał przez lata w mniej, lub bardziej zażyłej relacji. O tym, ile dla niego znaczyli, jak ich cenił i czym go zadziwiali, świadczy  korespondencja. Serdecznym przyjacielem, mistrzem i ukochanym poetą Tuwima był niewątpliwie Leopold Staff. Poznali się latem 1913 w Rudzie Malenieckiej, kiedy to Tuwim, jeszcze będąc uczniem, zapragnął fachowej oceny swej młodzieńczej twórczości. Potem spotkali się w Warszawie i choć dzieliła ich różnica dwudziestu czterech lat, przeszli na „ty” i po bratersku się pokochali, mówiąc do siebie po prostu: Julku i Poldziu. To dzięki Tuwimowi tak uroczyście świętowano w styczniu 1949 roku jubileusz 70-lecia urodzin i 50-lecia pracy twórczej Leopolda Staffa. W jednym z listów (12 luty 1951) tak oto Tuwim wyraził swój podziw dla ukochanego Staffa: ”Mocno i głęboko weszły we mnie (...) Twoje najpiękniejsze w naszej liryce strofy. I znów, jak tyle razy w życiu, uświadamiam sobie czułą i słodką prawdę mego poetyckiego synostwa – mojej przynależności do Ciebie.”

 

Z szacunkiem i serdecznością odnosił się  do  Iwaszkiewicza i choć przyjaźń ich z czasem nieco ostygła, to jednak korespondencja świadczy o wieloletniej wzajemnej sympati i zaufaniu.  Co więcej, wyłania się z nich postać Tuwima humorysty, kpiarza i dowcipnisia, który pozwala sobie na żarciki w stylu: „całuję Cię w talent” albo też „całuję Cię wszędy”, „całuję Cię w rotundę”.  Tego samego zwrotu użył w liście do Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej z 29 marca 1932. Chwaląc jej twórczość kończył słowami: „Całuję Cię w wielki talent. Pozdrawiam mężusia-skrzydłusia i siostrunię-żartunię – Stary Tuwim.” Mężem poetki był oficer lotnictwa Stefan Jasnorzewski i stąd ten oryginalny epitet, a siostra to Magdalena Samozwaniec.

 

Zabawnie pisał również do Gałczyńskiego. W jednym z listów z roku 1950 czytamy: „Konstanty, przede wszystkim życzę zdrowia. Zeby mi żadnych nie było szkarlatyn, lapsów kolapsów etc.” Inny z listów kończy słowami: „(...) serdecznie Cię pozdrawiam, stary fantasmagoryczny byku z Maskulińskiego Nadleśnictwa.” Tuwimowskie poczucie humoru dochodzi do głosu również w korespondencji z Mieczysławem Jastrunem. W liście z 30 marca 1950 tak oto zachęca Jastruna do wizyty w swoim domu w Warszawie: „Zadzwoń do mnie, gdy tylko wrócisz do Warszawy. Umówimy się przyjdziesz do mnie, pogadamy. Temat: O nieważności liryki w dziele socjalizacji umysłów i w ogóle o nader ograniczonym oddziaływaniu poezji na przemiany o historycznej doniosłości w dziejach człowieczeństwa. (...) kto mój kochany i prawdziwy poeto, w Tym Czasie – samym przez się pięknym  - robi wielkie larum o wiersze i poematy, ten albo świadomie buja, albo jest głupi.”

 

We wcześniejszych listach pisanych z emigracji przebija tęsknota, uczucia znane tym, co ojczyznę z różnych przyczyn opuścili. Pamiętajmy jednak, że Tuwimowie wrócili do kraju, bo życia bez Polski sobie nie wyobrażali. Nie było im łatwo ani w Brazyli ani też w Stanach. W 1941 roku pisał z Nowego Jorku do Antoniego Słonimskiego: „ Antoś! Trzymajmy się, nie dajmy się! Jak przyjdzie czas (a przyjdzie prędzej, niż myślisz), weźmiemy się w kilkunastu porządnych facetów pod ręce -  i do  Warszawy. Czy ty także cierpisz na kompleks niższości wobec kraju? Bardzo ważne, żebyśmy się z tego najpierw wyleczyli.” Tuwim źle znosił rozłąkę z krajem. Korespondencja ratowała go przed depresją i  stanami przygnębienia. Stąd zapewne tyle kpiarsko - ironicznych akcentów w zwierzeniach i relacjach przekazywanych przyjaciołom. Na przekór trudnej codzienności, podrywał się niekiedy z pomysłami, które w jego poetyckiej wyobraźni rodziły się jak za skamandryckich, dobrych czasów. Dowcipkował, by nie ujawniać nostalgii i melancholii. Wiedział, że po wojnie nie wszystko jest takie jak było, że przyjaciele nie na zawsze pozostali wierni, a znajomi też w znajomościach nie dotrwali. Donosił o tym swojej siostrze Irenie, także emigrantce: „Z Leszkiem i Kaziem (Lechoniem i Wierzyńskim) uprawiam tylko stare chichoty, bo trudno, abym mógł rozmawiać z nimi o tym, co mi doprawdy bliskie” (list z 1941 roku).  Uważał, słusznie, że Słonimski jest mu życzliwy i dlatego w 1946 w liście, jeszcze z emigracji, pisał pełen wątpliwości: „Antoś-Szmantoś – Czy Staś (Baliński) poda mi rękę?

 

Czy Kuncewicz splunie, gdy mnie zobaczy? Czy Grydz przejdzie na drugą stronę? Czy Hemar, w związku z moim powrotem do kraju, napisze wiersz i pośle go Leszkowi (Lechoniowi)?” Tak oto sobie żartował, gdy termin wyjazdu do Polski się zbliżał. Tuwimowie wypłynęli statkiem z Nowego Jorku 12 maja 1946, najpierw do Londynu, a 3 czerwca z Londynu statkiem „Sląsk” do Gdyni, gdzie przybyli 7 czerwca. Do Warszawy udali się samolotem 11 czerwca rano. Jak wiadomo, w ojczyźnie przyjęci zostali serdecznie. W Warszawie przy Wiejskiej otrzymali mieszkanie, później willę wraz z ogrodem w Aninie, do której listownie znajomych i przyjaciół zapraszali. Jakże zabawnie zabrzmiało takie zaproszenie w liście do Jastruna z 21 czerwca 1953 roku: „ Pożądam rozmowy z Tobą. Gdy tylko wystrzelą bzy, zjaw się z Zoną w Aninie. Datę tej salwy podam. (...) Jak się miewasz? Bo ja – bardzo dialektycznie. Podłóż pod to słowo wszystko, co podszepnie Ci intuicja poety.” Ciekawe, serdeczne po części i kpiarskie są listy Tuwima do Kazimiery Iłłakowiczówny.

 

Poetka zawsze zatroskana była stanem zdrowia Tuwima, zamawiała nawet w Poznaniu msze w intencji jego powrotu do zdrowia, radziła gdzie ma pomocy zasięgać, by wyzdrowieć. Oto, co odpisał jej 5 czerwca 1950 roku: ”Iłłeczko – duszpasterko moja urocza! Jaka z Pani wzruszająca istota! Co za upór dobroci (inaczej tego nazwać nie mogę) w tym dziwnym sercu!  - Dziękuję za adresy wiedunów, przezierców, guślarzy, owczarzy, znachorów, jasnowidzów, czarodziejów, zielarzy, szeptaczy, czarnoksiężników, magików etc. etc. Jakoś mi wstyd przed moim stuleciem zwracać się do tych cudotwórców. Ale może to zrobię.”

Julian Tuwim był przemiłym człowiekiem, który na przekór wszelkim trudom i kłopotom starał się zachować pogodę ducha i obdzielał nią nie tylko czytelników swej twórczości, ale otoczenie, przyjaciół nade wszystko. Niech to i nas, piszących (niewiele w dzisiejszych czasach listów, za to setki chaotycznych i nieortograficznych e-maili) skłoni do przemyśleń. Wszak mamy Rok Tuwima, początek roku poświęconego wyjątkowemu twórcy. Może więc, jak życzy sobie minister Bogdan Zdrojewski, ciekawe projekty z uroczystościami na cześć Juliana Tuwima będą inwestycjami w naszą wiedzę i wrażliwość? Oby tak było!

 

*na podstawie „Julian Tuwim Listy do przyjaciół – pisarzy” opracował Tadeusz Januszewski, Czytelnik, Warszawa 1979        

                                                                                                                             S.R.                             

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK