Ćwierćfinał Pucharu Niemiec, który elektryzował kibiców i dziennikarzy sportowych na całym świecie przez kilka ostatnich tygodni, nawet miesięcy, zakończył się w regulaminowym czasie. Co więcej, padła tylko jedna bramka. Sędzia pokazał 3 żółte kartki, żadnej czerwonej.

O grze Bayernu można by mówić wiele, choć może też nie za wiele… To nie było spotkanie, którego tempo było zawrotne, a chęć zwycięstwa odbierała piłkarzom oddech! Nie, niestety nie. Poza tym, że Bayern kilkakrotnie uderzał na bramkę Weidenfellera, Robben strzelił bramkę, van Buyten prawie strzelił drugą, a piłkarze Borussi raczej próbowali oddać strzał, niż rzeczywiście go oddawali, na boisku nie wydarzyło się nic szczególnego. Ani brutalnych fauli, ani aktorstwa ze strony piłkarzy czy sędziego, ani nieprzyjemnych dyskusji, ani nieproszonych zachowań kibiców obu drużyn. Można by powiedzieć, że mecz był to wzorowy! No nie… Chyba jednak nie można. Nie tego oczekiwaliśmy od takiego spotkania.

Druga połowa była jeszcze mniej efektowna (i efektywna – Bayern gola strzelił pod koniec pierwszej połowy) od pierwszej. Monachijczycy trochę stonowali, a piłkarze z Dortmundu nie zdecydowali się na wzmożenie tempa (kto liczył na to, że Klopp w przerwie spowoduje poderwanie swoich piłkarzy do lotu, ten… się przeliczył). Nie pomógł i Lewandowski – ostatnio najbardziej uwielbiany piłkarz w Niemczech, a już na pewno w Nadrenii Północnej Westfalii. Nie było wsparcia, Błaszczykowski przez ostatnie problemy zdrowotne, pojawił się na boisku dopiero na ostatnie pół godziny i był kompletnie niewidoczny. Piszczek był zupełnie przygaszony, oscylował jedynie wokół swoich kilku metrów i koncentrował się na grze obronnej. Na rajd, zakończony centrą na pole karne, zdecydował się 2 czy 3 razy w trakcie całego spotkania. Jeden z nich prawie zakończył się bramką, ale my w Polsce wiemy, że prawie robi wielką różnice. Łukasz też powinien o tym wiedzieć. I ani Reus, ani Goetze, ani Schmelzer nie poderwali kolegów do walki. A przecież to mecz urastający do rangi Derbów Niemiec!

Bayern również nie zaskoczył. Robben, co prawda, strzelił gola, ale zabrakło iskierki, małego show dla kibiców. Zabrakło po prostu dobicia rywala! Gdyby Bayern przez 15-20 minut dał pokaz sprinterski, to wszystko zakończyłoby się pewnie inaczej. A nawet jeśli nie, to byłoby o wiele bardziej ekscytujące. Ale przecież to tylko ćwierćfinał, to nie był finał Pucharu Niemiec. Ciekawe czy szczebel rozgrywek coś by tu zmienił…

Od meczu, który interesuje wszystkich kibiców na świecie (i nie jest to El Clasico), można by wymagać emocji do ostatniego gwizdka, gradu goli, zaciętości w oczach piłkarzy obu zainteresowanych drużyn, albo przynajmniej „hiszpańskiego” tempa i bombardowania obu bramek (no, albo przynajmniej jednej!). Wczoraj na Allianz Arena zabrakło tego wszystkiego. Jak na warunki ligi niemieckiej był to przeciętny mecz. Może to dlatego, że to już nie pierwszyzna, Bayern i Borussia spotykają się stosunkowo często, za każdym razem poruszając kibiców na całym świecie. Może to dlatego, że Bayern w tabeli prowadzi siedemnastoma punktami i w tym sezonie mistrzostwo ma już w kieszeni. Nie powinno mieć to wpływu na Puchar Niemiec, ale najwyraźniej ma! A może to dlatego, że… taka po prostu jest piłka nożna? Nieprzewidywalna, zaskakująca, niekonwencjonalna, nieszablonowa… Pomimo wszystko, jestem pewna tego, że podobna atmosfera będzie towarzyszyć majowemu meczowi między tymi dwoma drużynami, tym razem w ramach Bundesligi i tym razem w Dortmundzie. Oj, będzie się działo!

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK