Z całą pewnością należy do ulubionych niemieckich piosenek. Mało kto dziś kojarzy ją sobie z wojną , zapomniano o  okolicznościach w jakich powstała. Jest banalna, ale nie ckliwa,  pełna naturalnej prostoty i szczerości. 

Wyzwala wspomnienia u osób starszych, ale dla kogoś, kto słucha jej pierwszy raz,  wydaje się bliska, pogodna  i tak łatwo wpada w ucho.

Istotne, że mówi o miłości , sympatii, czułości i  tęsknocie, o marzeniach chłopców i dziewcząt, młodości, która spełnia pragnienia i ponad wszystko stawia uczucia : „ Vor der Kaserne, vor dem grossen Tor -   Stand eine Laterne, und steht sie noch da vor. So wolln wir uns da wiedersehen, bei der Laterne wolln wir stehen Wie einst Lilli Marleen“.
Angielski historyk  Norman Davies, który w Polsce i wśród Polaków cieszy się poważaniem, tak oto, w dziele EUROPA wyjaśnia okoliczności powstania piosenki: -  ”W jakimś momencie roku 1915, gdzieś na froncie wschodnim, w głębi Polski, pewien młody niemiecki wartownik marzył o powrocie do domu. Hans Liep wyobraził sobie, że jego dwie przyjaciółki – Lili i Marlene – stoją z nimi razem obok lampy, przy wejściu do baraku. Aby sobie dodać otuchy, zagwizdał melodię, wymyślił parą sentymentalnych wersów i zaraz o wszystkim zapomniał.

Dwadzieścia lat później , w Berlinie, przypomniał sobie tamtą piosenkę i dodał jeszcze kilka wersów, łącząc imiona obu dziewcząt w jedno. Do słów dorobił melodię Norbert  Schultze, po czym całość wydano w 1937 roku. Międzywojenny Berlin był jednym z wielkich ośrodków sztuki kabaretowej i muzyki popularnej, ale „Piosenka samotnego  wartownika” nie odniosła sukcesu.”- To nie wszystko, dodać można, że urodzony w Hamburgu pisarz i poeta Hans Liep poznał obie, wymienione w piosence z imion dziewczyny w Berlinie, gdzie w pruskim regimencie fizylierów odbywał jako młodzieniec służbę. Spodobała mu się Marleen  z którą odwiedzał chętnie stołeczne galerie i  która żegnała go zawsze słowami: „ade solange”. Rzucony na front wschodni, w Karpaty, w okolice dzisiejszych Węgier, tęsknił za nią nucąc swą piosenkę. Nie wiedział jeszcze wtedy, że stanie się ona z czasem światowym hitem i przetłumaczona zostanie najpierw na 27, a potem i więcej ( ponoć 47 ) języków. 

To wojna, II wojna światowa dokonała dzieła. Nie wszyscy uczestniczyli w niej z chęcią i wiarą i nie wszyscy poszli na nią dobrowolnie. Kiedy więc rozgłośnia „Belgrad” nadawać  zaczęła codziennie o godzinie 22  Lili Marlen, milkła strzelanina i  przychodziło oczekiwane odprężenie.  Młodzieńcza wrażliwość i ludzka wiara w  powrót do normalnego życia pokonywały strach i niosły na nowo nadzieje. I co najdziwniejsze, „Belgrad” wyemitował tę piosenkę zupełnie przypadkowo. Nadeszła w paczce, na winylowej płycie i spiker puścił ją ot tak sobie, nie przewidując nawet, jaki wywoła entuzjazm. Niestety, niemieckiej propagandzie nie przypadła do gustu, wszak nie ducha rycerskości i niezłomności wyzwalała, lecz sentymenty rozbudzała i wzmagała na dodatek nostalgię i to po obu stronach frontu. W  Afryce Północnej słuchali jej żołnierze  generała Rommla, a także” pustynne szczury” VIII Armii Brytyjskiej.  Jednym i drugim przemawiała do uczuć. 

Tak samo rozbudzała ich wspomnienia, a przy tym wyśpiewana zmysłowym głosem Lale Andersen, koiła rozkołatane serca. Słuchali leżąc na pryczach w żołnierskich barakach, w lazaretach, w  zadymionych kantynach, schronach i pociągach wiozących ich na daleki front. Słuchali tak, jak widzimy to na filmie Rainera Wernera Fassbindera z Hanną Schygullą w roli głównej. Film powstał w roku 1981 na podstawie autobiograficznej powieści Lale Andersen pt” Der Himmel hat viele Farben”.  To po części historia  dramatycznej miłości do kompozytora pochodzenia żydowskiego Rolfa Liebermanna z Zurichu.  Hanna Schigulla posiada doskonały głos, a jej wyjątkowy talent aktorski zabłysł pełnią jasności właśnie w tym, przejmującym obrazie. Nową jakość nadało piosence wykonanie Marleny Dietrich. Ona sama mówiła, że śpiewa jak Lale Andersen i  porywała ekspresją, tym swoistym stylem, który nie miał dotąd równego, sobie, jeżdżąc po zgrupowaniach wojsk alianckich ze specjalną rewią. Doskonale śpiewała po angielsku i dla  żołnierzy amerykańskich stała się niemal ikoną.  Byli nią zafascynowani. Nikomu nie przeszkadzało, że to utwór niemiecki. To nie miało znaczenia. Szybko zresztą stał się popularny w całej Europie, wszyscy chętnie go nucili, a słowa znały nawet dzieci.

W Anglii zasłynęła jego wykonaniem Anne Shelton. Lale Andersen z kolei, przez wiele powojennych lat uchodziła za czołową wokalistkę w Niemczech i na występach nie mogło obejść się bez tego światowego przeboju. W 2005 roku na wschodniofryzyjskiej wyspie Langeoog na Morzu Północnym, gdzie  zamieszkała, stanął pomnik przestawiający ją w typowej pozie, oczywiście przy latarni. Pomnik Lili Marleen, jeśli tak można go nazwać, znajduje się także w garnizonowym mieście Munster (Oertze ) w Heide. Przedstawia zakochaną parę i jest dziełem współczesnego niemieckiego rzeźbiarza Clausa Homfelda. Oczywiście, że w Polsce piosenka jest także znana, co więcej stała się inspiracją dla wielu artystów. Między innymi Kazik Staszewski zamieścił swoją aranżację na płycie „Czterdziesty Pierwszy”(2004), zaś Wojciech Młynarski dokonał poetycko-nastrojowego tłumaczenia, którego pierwsza strofa brzmi:” Swiatło mrok rozgarnia ,bo u koszar bram, Pali sią latarnia, którą dobrze znam. Zobaczyć ciebie w wieczór ten w jej blasku chcę Lili Marleen, Tak chcę, Lili Marleen.”  I oto dowód na to , że nie tylko wielka i ambitna sztuka ma moc kruszenia serc, wzbudzania refleksji i... przekraczania granic. Nie kryjmy więc marzeń, ani wspomnień, ani nawet swego zachwytu słysząc tę popularną Lili Marleen.        
Slawa Ratajczak                                                               

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK