Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – mówi polskie przysłowie i potwierdza tę prawdę Ilona Bartoschek, ilekroć ktoś zwierza jej się ze zmartwień i trosk. Ona także doświadczyła niemałych trudności życiowych, które dobrem zaowocowały i  stabilizację w Niemczech godną i dostatnią jej zapewniły. Dlatego twierdzi, że nie można z kłopotów w nowe problemy wpadać, tylko zdać się należy na opinie doświadczonych i rezolutnych przyjaciół.  Ma na myśli swego męża, pana starszego, lecz bystrością umysłu i wigorem przewyższającego niejednego młodzieńca. – Nic dziwnego, że Helmuta Bartoschka zazdroszczą jej przyjaciółki i chętnie wysłuchują opowieści o jego uroku osobistym, wiedzy i hojności niebywałej. – Nie uwierzycie wprost, jaki on przy tym rezolutny! Najlepszym przykładem to, jak pomógł, gdy się mamusią moją, która osiemdziesiątki dobiega, w Bydgoszczy mieszka i schorowaną jest, nadenerwowałam i naprzejmowałam. Myślałam już o tym, by ją w pensjonacie dla seniorów umieścić, ale ona nie chce mieszkać wśród obcych. Za nic na świecie nie chce domu w którym ponad sześćdziesiąt lat przemieszkała opuścić. U nas w Hamburgu, gdzie tak wspaniałe miałaby warunki, także nie czuje się dobrze. -  Ze starych śmieci nikt mnie żywej nie wyprowadzi – powiada.Taka uparta! Jakże się o nią martwiłam i okazuje się, że mój Helmut rozwiązanie właściwe znalazł. Zginęłabym bez niego! Doprawdy, on szlachetny i elokwentny jak mało kto w dzisiejszych podłych czasach! Ileż ja szczęścia miałam, że na mej drodze ktoś taki jak on stanął! – powtarza ,a koleżanki milkną zdumione. Wyobraźcie sobie, że przed adwentem zabrał mnie do Polski , bym sprawy skomplikowane, rodzinne należycie rozwiązała. Umówiłam się więc z kuzynką, z księdzem z mamusinej parafii i z taką jedną panią z urzędu na spotkanie. Chcieliśmy właściwą opiekunkę dla mojej mamusi wynaleźć. Pod uwagę braliśmy trzy kandydatury: cioci Wandzi, która niedawno po raz  drugi owdowiała, rentę ma marną, ale serce złote, Ukrainki poleconej spod Czernihowa i kuzynki Mariolki z Białych Błot, która bezrobotna od kilku lat, na targowiskach drobnym handlem się trudni. Mnie najbardziej do gustu przypadła Ukrainka Aksinia – stwierdza z satysfakcją pani Ilona -  niestety, musiałaby zamieszkać w bydgoskim maszym mieszkaniu wraz ze swoim synkiem Fiodorkiem, a takiego urwisa jak tenże, to sobie nawet nie wyobrażacie. Kozacka po prostu dusza! Ciocia Wandzia do opieki wyśmienita, ale nocować chciałaby u siebie, bo wytchnienie”po robocie”  - jak twierdzi, jej się należy. Przyzwoite pieniądze by dostała, ale wytchnienia potrzebuje! Mariolka z Białych Błot owszem uczynna, u zakonnic wyuczona, ale gotuje fatalnie i pachnie tak intensywnie czymś tandetnym, że usiedzieć przy niej nie można.... Dobrze, że Helmut był na miejscu i wszystko po swojemu ocenił i zadecydował. Nawet z księdzem od mamusinego kościoła porozmawiał i z lekarką, jak to mówią  pierwszego kontaktu. -  Rzeczywiście, z opinią Helmuta Bartoschka kilka osób się zgodziło. Niemiec wzbudzał zaufanie i wiarygodność.  Elegancki, rozpostarty swobodnie na babcinej sofie palił cygaro i wypowiadał się łamaną polszczyzną, a argumenty jego były nie do przebicia. – „ Mamuszka poszebuje młoda i energiszna dziewczyna, która jej życia doda, optymizmu i chenczi do pokonywania trudnoszczi... – mówił. Nie może to bycz  smutna i zmęczona wdowa, ani Ukrainka, ani też kuzynka co roboty stale szuka. Tu trzeba osoba, co psychologiczne ma kenntnisse, geduld, czyli czerpliwoszcz i serdecznoszcz. Ona musi być fleksybel i do tego serdeszna i katoliczna... - przekonywał wypuszczając dymy wonnego cygara. – To musi być taka dziewczina, co ona bendzie mobylyzować i nie pozwoli na tę depresyjność, która stare ludzie do grobu wpendza. Wiem, bo miałem matką w altersheim i tam wiele widziałem.” -  Rzeczywiście matka jego dożyła prawie setki, tak dobrze była pielęgnowana w jednej z hamburskich placówek, w której pracuje kilka Polek.  – Anioły się nią zajmowały i w zaświaty się nie spieszyła – powtarza częstokroć Bartoschek, bo do Polek ma doprawdy wiele sentymentu. Tak się zdarzyło, że i on pewnego „Anioła” w trakcie owej, przedświątecznej w Bydgoszczy bytności spotkał. Wprost uwierzyć trudno, że wydarzyło się to w kamienicy teściowej, w samo południe, gdy z ciasteczkami ze znanej w mieście cukierni powracał. „Anioł” wspomniany stanął mu bezpardonowo na drodze, na schodach właściwie, prosząc o ogień do papierosa. Zaciągając się dymem tak zadziałał na Niemca, że ten nawet zapalniczki z jego rąk nie odebrał, a nawet poszedł za nim znacznie wyżej niż trzeba, bo aż na trzecie, zamiast pierwsze piętro. – Do Drathowej przyjechałeś? Oj, jakże ona opuszczona i zapuszczona ostatnio... Córka w dojczlandzie, krewne czasu nie mają, każdy patrzy, by ją oskubać, nikt nic za darmo przy niej  nie zrobi, bo czasu nie ma ani ochoty.... Taki już los kamieniczników , dawnych właścicieli, emerytów i rencistów – ubolewała owa „piękność nieziemska” gładząc pończochy na nogach dłuższych niż miała sama Marlena Dietrich. W tym miejscu wyjaśnić trzeba, że matka pani Ilony jest właścicielką całkiem przyzwoitej kamienicy w centrum miasta nad Brdą. Co prawda przez lata ludowej władzy posiadłość ta uległa pewnej dewastacji, lecz nie można mówić, by na wartości znacznie straciła.  Dawniej zamieszkiwało w niej sześć porządnych rodzin, z czasem niedobitki, które borykając się z licznymi trudnościami, właścicielce szacunku ani grzeczności należnej okazywać nie zamierzały. Jedynie ów „Anioł”o długich blond włosach i imieniu Magdalena czasami panią Helenę odwiedzał. Tym razem także wtargnął do salonu, by oznajmić, że wszyscy wokół to szubrawcy, pijusy i dranie i tylko ona jedna schody myje i porządku w tej starej budzie pilnuje. – Jeśli o pomoc chodzi, to jak najbardziej się do tego nadaję – stwierdziła widząc przed sobą  gremium poważne.  – To się dobrze składa, bo studiuję, sponsoringiem się brzydzę, ale kasa mi potrzebna. Starszych ludzi lubię, bo babcią własną się zajmowałam. W każdej sytuacji zaradzę – oznajmiła rzucając po zebranych krytycznym swym wejrzeniem – ja się na ludziach i sytuacjach rozmaitych znam. Potrafię zareagować na każdy impuls i sygnał. Gotuję zdrowo i oszczędnie, ciśnienie potrafię zmierzyć, puls , temperaturę, cukier także i lekarza zawołam najszybciej jak można. Proszki na czas też podam, wiem która apteka najtańsza, do przyjmowania napojów zmuszę, by pani Helenka całkiem nam nie wyschła. Do fryzjera zaprowadzę, stopy raz w tygodniu przy mej pomocy wymoczy i na spacer ze mną przy dobrej pogodzie pójdzie... - Tak się zarekomendowała, że wątpliwości co do jej wyboru nie było. Bartoschek naturalnie poparł tę kandydaturę, bo - jak oświadczył; innej opcji nie ma. Jeszcze Ilonka Bartoschkowa martwiła się, czy „anielska ta Magdalena” zadaniom odpowiedzialnym sprosta, ale Helmut co do tego nie miał najmniejszych przeciwwskazań. – „O to chodzi, by była to osoba młoda i silna, taka co babkę podźwignie, gdy ta się przewróci, by była przy tym stanowcza i energiczna i nienajbrzydsza. Popatrzy na nią oma to i żyć jej się zachce, nie tylko z łóżka do toalety i z powrotem do łóżka. Już ona babce w głowie poprzestawia i na langweile nie pozwoli - dowodził. Przecież mówiła, że i gazety jej poczyta i do słuchania muzyki Chopina nakłoni.” Pani Ilonka poczuła się spokojna. Tym bardziej, że Helmut Bartoschek obiecał, że jeździć może do Bydgoszczy sam, choćby raz w miesiącu, w końcu połączenie lotnicze  przez Gdańsk dogodne. Tak więc na miejscu pracę opiekunki Magdaleny skontroluje, wybada i oceni. Któż zrobi to lepiej niż on, długoletni szef personalny znanej hamburskiej firmy, człowiek w świecie bywały i doświadczony? Przyjaciółki Bartoschkowej z zadowoleniem odniosły się do tejże historii, bo przecież ona nie zakończona, a zapowiada się bardziej jeszcze interesująco. Jakby jednak nie było, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.  
                                                                                                                                 Slawa Ratajczak       

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK