„Śląsku mój kochany” śpiewa w jednej ze swoich piosenek Stach Kittel, wokalista mieszkający od ponad 30 lat w Sauerland. Pomimo tego, że wyemigrował ze Śląska wiele lat temu, nadal jest on mu bardzo bliski, gdyż jest to miejsce, gdzie spędził dzieciństwo, młodość, gdzie kształtował się jego charakter i doznawał pierwszych miłosnych uniesień. Jednym słowem, gdzie spędził najpiękniejsze lata swojego życia. Kokieteryjnie nie chce podawać daty urodzenia.

Jego młode lata związane są z Rudą Śląską. Tutaj pochłonęła go muzyka. Na pierwsze lekcje nauki gdy na akordeonie wysłali go rodzice. Ojciec nawet zbudował mu specjalny wózek, żeby nie musiał dźwigać instrumentu, a tym samym nie miał wymówki. Spodobało mu się jednak to muzykowanie do tego stopnia, że założył z kolegami zespół muzyczny. Próby mieli w Domu Kultury w Orzegowie. W tym samym czasie ćwiczył tam zespół Universe. Występowali na różnych imprezach i festynach miejskich i zakładowych. W zespole grał na gitarze basowej. Niestety, kiedy chłopcy dorośli i ożenili się kobiety wybiły im muzykę z głowy. Stach został sam, postanowił wtedy zamienić gitarę na keyboard i nadal grać.

W 1991 roku, po odbyciu zasadniczej służby wojskowej pojechał odwiedzić rodziców, którzy wcześniej wyjechali do Niemiec. Chciał z nimi wyjechać, ale najpierw musiał odsłużyć dwa lata dla ojczyzny. Spodobało mu się w Niemczech, tym bardziej, że miał już tutaj wielu krewnych. Pojechał więc na krótko do Polski, aby zabrać młodą żonę i syna. Początki nie były łatwe, podobnie zresztą jak u każdego… praca, nauka języka i nieustanna papierologia. W tym całym zamieszaniu związanym z aklimatyzacją w Niemczech, z łezką w oku wspominał festyny, na których grał i zabawiał ludzi. Uwielbiał, kiedy ludzie się uśmiechali i bawili przy jego muzyce. Tęsknił za tym. W 1998 roku nie wytrzymał i wrócił do muzyki. Na szczęście rodzina nie sprawiała mu trudności, a żona nie próbowała mu wybić muzykowania z głowy.

Przez wiele lat grał rovery znanych wykonawców. Organizował śląskie biesiady muzyczne oraz tradycyjny Oktoberfest. Muzyka była i jest dla niego najważniejszym i najszczerszym przekaźnikiem emocji. Nawet obecnie, po ponad 30 latach muzykowani radość publiczności jest dla niego najważniejsza.

Od pewnego czasu zaczął komponować i wykonywać własne utwory, do których słowa napisał Leon Komor, zakochany w śląskiej ziemi. Teksty są „z życia wzięte”, i taka też jest do nich melodia, najczęściej prosta i łatwo wpadająca w ucho. Przez lata muzykowania, wypracował sobie własny rozpoznawalny styl, nazwał go Hanys-disko. W 2008 roku powstała TV Silesia. Niemal od samego początku Stach jesat częstym jej gościem i z powodzeniem jego piosenki utrzymują się przez wiele tygodni na różnych Śląskich Listach Przebojów. Był też zapraszany do Domu Muzyki i Tańca i do katowickiego Spodka na Gałę Piosenki Śląskiej.

Kocha muzykę i publiczność. Komponuje takie piosenki, aby podobały sie wszystkim ludziom. Próbuje wciąż nowych aranżacji i stylów muzycznych, stara się czerpać zarówno z rytmów latynoamerykańskich, jak też europejskich.

Słucha jednak odmiennej muzyki, Zapytany jaką muzyka go interesuje odpowiada „Simply Red”.

Stach z powodzeniem koncertuje na śląskich biesiadach w Niemczech. Czasami także sam je organizuje. Nie zapomniał również o miejscu, w którym się wychowywał. Każdego roku wspiera Sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Oberhausen. Podczas jednego z finałów poznał Magdalenę, z którą obecnie często występuje w duecie.

Leonard Paszek

 

 

 

 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.