Tegoroczny konkurs piosenki Eurowizji odbywał się po raz pierwszy od 66 lat w cieniu wojny toczącej się na Ukrainie.  Włoski Turyn przygotował atrakcyjny show i zaprosił do moderacji znanego brytyjsko-libańskiego wokalistę Mika.  

Szczególnie kontrowersyjne emocje Eurovision Song Contest budził w Polsce, która przyjęła ponad 4 miliony udźców wojennych.

Co roku przed konkursem Eurowizji zadaje sobie pytanie - kiedy Polska najbardziej potrzebuje Polonii? Właśnie w trakcie trwania glosowania Eurowizji, ponieważ to tylko my Polacy za granicą możemy oddać glosy na reprezentantów Polski z naszych zagranicznych telefonów.

Elik Pichta jako doświadczony dziennikarz muzyczny prowadzący już od kilkudziesięciu lat polski program o smacznej nazwie Bigos na antenie Radia Darmstadt, przypominał polskim rodakom w Niemczech, że mogą oddać do 20 głosów na polskiego kandydata.

Tegorocznym reprezentantem Polski był przedstawiciel Polonii amerykańskiej młodego pokolenia – Krystian Ochman. Urodzony w Melrose, wychowany w Waszyngtonie, wnuk światowej sławy śpiewaka operowego Wiesława Ochmana. W jego glosie słychać wieloletnie wyksztalcenie muzyczne, wielopokoleniową kulturę i głębię uczuć, z jakimi konfrontujemy się w czasach wojny. Krystian Ochman rewelacyjnie zaśpiewał piosenkę River.

Niestety przesłanie piosenki oraz oprawa taneczna jego występu pozostawiała wręcz przerażające wrażenie, zupełnie nie pasujące do charakteru imprezy. Tancerki z zakrytymi czarnym płótnem głowami i twarzami przypominały zjawy z obrzędu trzeciej części Dziadów Adama Mickiewicza. Tego rodzaju artystyczny zabieg mógł wywołać wśród młodej europejskiej publiczności niechęć do glosowania na naprawdę wartościowego reprezentanta Polski.

Kalush Orchestra z Ukrainy od początku była typowana na zwycięzcę tegorocznego konkursu Eurowizji. Kalush Orchestra zaśpiewała bardzo osobistą piosenkę Stefanija, którą lider zespołu zadedykował swojej matce i symbolicznie wszystkim ukraińskim matkom drżącym o życie swoich synów walczących na wojnie.

Polska, Litwa i kraje graniczące z Ukrainą, które czują bezpośrednio oddech wojny, głosowały na ukraińskich muzyków dając im najwyższą ilość 12 punktów. Ukraina wygrała tegoroczny konkurs Eurowizji glosami publiczności europejskiej.

W ten sposób Europa pokazała swoją solidarność z Ukraińcami broniącymi od ponad 80 dni naszych europejskich wartości.

Jednakże po ogłoszeniu wyników konkursu w Polsce rozgorzała burzliwa dyskusja na temat braku wdzięczności ukraińskich jurorów dla Polski. W odróżnieniu od jurorów, publiczność z Ukrainy przyznała Krystianowi Ochmanowi 12 punktów.

Polacy w kraju tak bardzo domagali się wyrazu wdzięczności za wsparcie udzielone uchodźcom wojennym, że sam ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia  przeprosił Polaków za brak empatii ze strony ukraińskich jurorów.

W konkursie brały udział zagraniczne zespoły na bardzo wysokim poziomie takie jak reprezentant Wielkiej Brytanii Sam Rader czy reprezentantka Hiszpanii Chanel. Profesjonalni jurorzy mają prawo docenić wartości muzyczne, a nie sentymentalne.

Z drugiej strony zarzucano organizatorom upolitycznienie konkursu Eurowizji. Na całym świecie odbywa się corocznie wiele kulturalnych imprez, które oficjalnie określają się jako polityczne, na czele z festiwalem filmowym Berlinale.

Wartości artystyczne są zawsze ważne, ale czy w czasach naszej wielkiej bezsilności na toczącą się obok nas wojnę, jedynym symbolicznym gestem wsparcia nie jest glos na reprezentanta kraju, który walczy za Europę?

Prezydent Ukrainy Volodymyr Zelensky chciałby, aby następna Eurowizja odbyła się w "wolnym, spokojnym, odbudowanym Mariupolu”. Ja życzyłabym bym sobie, aby odbyła się chociaż w bezpiecznym Kijowie.

Agata Lewandowski

Foto: Tweet https://twitter.com/eurovision/status/1496104529137442821

 

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.