W całych Niemczech wybory prezydenckie wygrał Rafał Trzaskowski. „Samo Życie” rozmawiało z Maciejem Kowalskim, koordynatorem Sztabu Obywatelskiego Rafała Trzaskowskiego w Niemczech oraz mężem zaufania w Komisji Wyborczej w Hamburgu. (Na zdjęciu od lewej: Maciej Kowalski i eurodeputowany Andrzej Halicki).

 

Dlaczego Twoim zdaniem tak dużo Polaków mieszkających zagranicą, przede wszystkim w Niemczech, uczestniczyło w tegorocznych wyborach na Prezydenta RP?

Wydaje mi się, że główną przyczyną tak wysokiej frekwencji była waga tych wyborów. To, że decydują one o tym jak będzie wyglądała przyszłość Polski przez najbliższych kilka lat. Myślę również, że dość duży wpływ miała działalność naszego Sztabu Obywatelskiego Rafała Trzaskowskiego w Niemczech. Na początku kampanii apolitycznie, nawoływaliśmy do uczestnictwa w tych wyborach i uświadamialiśmy jak ważne jest oddanie głosu. Wzrost był oszałamiający – 241% więcej zarejestrowanych niż w wyborach prezydenckich w 2015 roku, 64% niż w wyborach parlamentarnych w 2019 roku.

Dlaczego zagranicą tak zdecydowanie wygrał Trzaskowski, chociaż np.  w polonijnych mediach społecznościowych tak mocno „dudniło”?

Dudniło, a na końcu „trzasnęło” (śmiech). Zagranicą Prezydent Duda wygrał jedynie w USA, Kanadzie, Kazachstanie, Białorusi i Ukrainie. Rafał Trzaskowski wygrał zagranicą mimo tego, że tak silną pozycję ma tutaj Polska Misja Katolicka i działające przy niej Kluby Gazety Polskiej oraz Koła Przyjaciół Radia Maryja. Wydaje mi się, że w przypadku zagranicy polskie media publiczne nie mają wśród Polonii aż tak dużego zasięgu, jak myślano. Większość Polonii ma jednak świadomość europejską i chęć zbliżenia się Polski do wspólnej Europy. Myślę również, że spora część czerpie wiadomości o Polsce z mediów niemieckich i Internetu.

Jak wyglądała Wasza kampania wyborcza w Niemczech?

Była to od początku przede wszystkim kampania online, głównie w mediach społecznościowych – Facebook, Twitter, Instagram oraz spotkania i dyskusje online. Chodziło o to, żeby wyborcom w Niemczech pokazać, że jest tutaj bardzo aktywna i liczna grupa zwolenników prezydentury Rafała Trzaskowskiego. Pomimo tego, że osób z polskimi korzeniami jest w Niemczech ponad 2 miliony, kampania uliczna nie ma dużego sensu. Jeszcze przed kampanią zbierałem w podanych przez internet miejscach podpisy na Rafała Trzaskowskiego. Kilka razy stanąłem w centrum miasta z tablicą informacyjną, ale zainteresowanie było niewielkie.

Czy spotkały Cię jakieś nieprzyjemne sytuacje?

Przyznam, że nie. Czasem dochodziło, do wymiany zdań ze zwolennikami Dudy, ale były to zwyczajne rozmowy. Natomiast bardzo ostro było w Internecie, gdzie nawet absolutnie apolityczne posty, zachęcające po prostu do uczestnictwa w wyborach, spotkały się z falą hejtu.

Czy pozostali kandydaci również mieli swoje sztaby w Niemczech?

Swoich zwolenników i mniejsze sztaby mieli Szymon Hołownia, Robert Biedroń i Krzysztof Bosak. Mieli oni też, w pierwszej turze wyborów, swoich mężów zaufania w komisjach wyborczych.

Czy to było Twoje pierwsze zaangażowanie w kampanię wyborczą i w same wybory w Niemczech?

Nie. W kampaniach wyborczych Platformy Obywatelskiej brałem udział od 2007 roku, jeszcze będąc w Polsce. Jednak nigdy nie angażowałem się tak aktywnie jak w tym roku. Były to w ogóle pierwsze wybory, w których sztaby zagraniczne były tak aktywne. Nigdy też, wśród Polaków w Niemczech, nie było tak dużego zainteresowania wyborami w Polsce.

Czy głosy Polaków zagranicą mogą zaważyć na wyniku wyborów?

Jak najbardziej. W tych wyborach Prezydent Duda wygrał różnicą ok 420 tys. głosów, a zagranicą zarejestrowało się ok. 500 tys. wyborców.

Czy Polacy mieszkający na stałe zagranicą mają w ogóle moralne prawo wypowiadać się na tematy polskie i czy powinni nadal mieć prawo wyborcze?

Posiadanie polskiego obywatelstwa upoważnia do brania udziału w dyskusjach o kształcie Polski i jej polityki. Wielu z nich posiada w Polsce rodziny, domy, a także interesy. Wielu planuje powrót do Polski i ważne jest dla nich to, do jakiej Polski wrócą. Wielu jest bardzo związanych emocjonalnie z krajem pochodzenia, jeździ wiele razy w roku do Polski, wydaje tam zarobione zagranicą pieniądze. Wielu inwestuje również w firmy i nieruchomości w Polsce.

Czy konsulaty w Niemczech poradziły sobie z korespondencyjną formą wyborów?

W pierwszej turze bardzo dużo osób żaliło się, że za późno otrzymało karty do głosowania i z tego powodu nie zdążyło oddać głosu. Z naszej inicjatywy zgłosiliśmy się do wszystkich konsulatów z propozycją pomocy podczas pakowania i wysyłania kopert z kartami wyborczymi do drugiej tury. Konsulaty przyjęły naszą pomoc. Czasu było naprawdę niewiele, ale zaangażowanie ludzi duże. Przyznam, że konsulaty to doceniły. Muszę jednak stwierdzić, że w tej formie pomocy uczestniczyli przede wszystkim członkowie komitetu Trzaskowskiego.

Czy Wasz Sztab współpracował z organizacjami polonijnymi, np. Kongresem Polonii Niemieckiej?

Nie szukaliśmy takiej współpracy, bo uważamy, że ogólne organizacje i stowarzyszenia polonijne powinny być apolityczne.

Czy w kampanii dużo było agresji przeciwników?

W Internecie była to raczej norma. Staraliśmy się nie angażować w dyskusje i nie odpowiadać agresją. Z drobnymi wyjątkami udało się to. Wymagało to dużej dozy dyplomacji (śmiech). Zastanawia mnie jednak fakt regularnego pojawiania się w mediach społecznościowych fałszywych informacji o istnieniu np. kart do głosowania bez pieczęci czy tylko z nazwiskiem Dudy, czy nieprawidłowościach w pracy konsulatów. Wydaje mi się, że miało to wywołać zamieszanie, demobilizację wyborców i podważyć sens głosowania. Wyglądało to na jakąś zorganizowaną działalność.

A dlaczego pewna ilość osób nie otrzymała kart do głosowania, mimo wcześniejszego zarejestrowania się?

Nie jest to duża ilość, i wydaje mi się, że mieści się w granicach statystyki niedoręczonych przesyłek. Trzeba też wiedzieć, że konsulaty wysyłały przesyłki na nazwisko, które widnieje w polskim dokumencie, czyli z polską pisownią. Natomiast na skrzynce pocztowej nieraz widnieje nazwisko z niemiecką pisownią, a wówczas wszystko leży w gestii inteligencji listonosza. Nieraz też wystąpiły błędy we wpisywaniu adresu podczas rejestracji. Tylko niewielka ilość przesyłek nie dotarła do adresatów.

Byłeś mężem zaufania w Komisji Wyborczej w Hamburgu. Czy wielu Waszych reprezentantów było w Komisjach Wyborczych?

Tak, mieliśmy swoich mężów zaufania w każdej komisji, a w niektórych komisjach również członków.

Czy Komitet Andrzeja Dudy również miał swoich mężów zaufania?

Słyszałem tylko o jednym przypadku.

Czy były jakieś uchybienia w pracach komisji?

Generalnie niewiele. Zdarzały się koperty i karty, które, choć przy dobrej woli komisji mogły być uznane za ważne, to były odrzucane z powodu drobnych błędów wyborców (np. wpis adresu zwrotnego na kopercie z kartą do głosowania). Niestety dużo (ok. 1-2%) kopert musiało być odrzuconych z powodu błędu wyborców – nieodesłanie w kopercie oświadczenia o osobistym i tajnym głosowaniu. Nasz Komitet starał się pomagać wyborcom – prowadziliśmy kampanię na temat prawidłowego głosowania. Zorganizowaliśmy również firmę kurierską, która odebrała w niedzielę koperty od wyborców, którzy nie zdążyli przesłać ich pocztą. Firma ta dostarczyła je wieczorem do wszystkich komisji wyborczych.

Czy nie można było wystawić skrzynki lub urny przed konsulatem?

Proponowaliśmy to konsulatom, ale otrzymaliśmy odmowną odpowiedź tłumaczącą, że nie pozwalają na to władze niemieckie i aktualne przepisy higieny w Niemczech. Nie jest to zgodne z odpowiedzią, jaką otrzymaliśmy z Auswärtiges Amt. Władze niemieckie przyznały, że 8 kwietnia zabroniły wyborów osobistych. Nie było jednak mowy o zakazie wystawiania skrzynek pocztowych. Na to,  jak przyznał Auswärtiges Amt, nie potrzeba żadnej zgody władz niemieckich. Konsultacje z 8 kwietnia dotyczyły jednak wyborów 10 maja. Forma wyborów 28 czerwca i 12 lipca nie była konsultowana. 21 czerwca Serbowie, a 5 lipca Chorwaci wybierali parlamenty osobiście w swoich ambasadach w Berlinie.

Ilu było członków Komitetu Obywatelskiego Rafała Trzaskowskiego w Niemczech?

Około 100. Wierzę, że rozbudziliśmy naszymi działaniami pewną świadomość polityczną oraz jakąś energię w ludziach i uważam, że jest szansa na to, że Polacy mieszkający w Niemczech bardziej zaangażują się politycznie, np. kandydując do Rad Obcokrajowców (Integrationsräte), które są w każdym mieście.

Rozmawiał Leonard Paszek

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.