To był czwartek 23 lipca 1987 roku. Stefan Lorenz, pracujący jako zaopatrzeniowiec w dużym zakładzie w Tychach, został wysłany na delegację do Warszawy, aby zamówić kolejną partię potrzebnych do produkcji elementów. Jednak zamiast do stolicy udał się na zachód. Odebrał od wtajemniczonego kolegi dawno już spakowaną walizkę i udał sie w swoim nowym Fiatem 126p, na którego wpłacał 8 lat, do RFN. Rozczarowany sytuacją w pracy oraz szarą codziennością chciał rozpocząć w wieku 43 lat zupełnie nowe życie, a że z natury był optymistą, nie bał się przeciwności i problemów, które miały go spotkać. Nie męczyła go jednostajna jazda w niewielkim "maluszku". Mijał Gliwice, Opole, Wrocław, w Görlitz miał już 1/3 drogi za sobą. Dalej było Drezno, Chemnitz (wtedy Karl Marx Stadt) i po 15 godzinach jazdy postanowił się zdrzemnąć w samochodzie. RFN znał z wyjazdów na tzw. saksy. Każdego roku przyjeżdżał na winobranie, aby podbudować skromną pensję nauczyciela fizyki, a później zaopatrzeniowca. Kolejnego dnia, wypoczęty i wyspany udał sie do Norymbergi, gdzie miał znajomego "Bauera", u którego mógł wynająć mieszkanie.

Kolejne dni, miesiące i lata, to czas załatwiania spraw związanych z emigracją, które każdy z czytelników chyba również przechodził. Czas listów, które wzbudzały radość i optymizm, ale także chwile upokorzenia, przez urzędników i nie tylko. Wrodzony optymizm i wieloletnie doświadczenie nauczycielskie w Polsce jednak nie pozwalały mu się załamywać. Kursy językowe, integracyjne i przyuczające do nowego zawodu trwały kilka lat, a w międzyczasie jakaś praca "na czarno", i do tego niezliczona ilość wysłanych "Bewerbungów". Kto z czytelników nie przeszedł tej drogi?

Na początku 1994 roku żona przeczytała ogłoszenie, że poszukiwany jest kwalifikowany konserwator zabytkowych nagrobków na ewangelickim cmentarzu St. Johannis w Norymberdze. Oferowano również zamieszkanie w małym służbowym zabytkowy domku... na cmentarzu. To ostatnie szczególnie zainteresowało pana Stefana. Pojechał na wstępną rozmowę, gdzie przedstawiono mu charakter pracy i powiedziano, że jego ewentualne podanie rozpatrywane będzie przez 8 pastorów z sąsiednich parafii ewangelickich. Następnego dnia rozpoczął przygotowanie teczki z niezbędnymi dokumentami. Dowiedział się również, że praca konserwatora zabytkowych nagrobków łączy się z częstym zastępowaniem administratora cmentarza. Nie wiedział wtedy jeszcze, że jest jednym z 78 kandydatów, w tym 77 było wyznania ewangelickiego. Długa droga związana z selekcją była od stycznia do końca marca, kiedy to pan Stefan wraz z rodziną zaproszony został na ostateczną rozmowę. Spotkanie zakończyło się w optymistycznej atmosferze podpisaniem umowy o pracę. Następnego dnia, w prima aprilis, dla pana Stefana rozpoczął się pierwszy oficjalny dzień pracy. Jakiż był jego zachwyt, kiedy w pierwszych tygodniach poznawał swoich "żywych" współpracowników, oraz zmarłych sąsiadów na stałe już przebywających na jego miejscu pracy. Często nie byli to zwykli ludzie.

Od tego czasu pan Stefan na codzień obcował m.in. z autorem Ołtarza Mariackiego Witem Stwoszem, malarzem Albrechtem Dürerem, filozofem Ludwigiem Feuerbachem oraz pierwszym maszynistą na niemieckiej kolei Williamem Wilsonem.

Pierwszy spacer po cmentarzu zrobił na nim niesamowite wrażenie. Mijał setki kamiennych bloków z piaskowca, które były płytami nagrobnymi z przepięknymi herbami i znakami rodowymi.

I tak minęło 15 lat wspaniałej pracy, podczas której dbał o nagrobki, czyli tzw. epitafia, zarówno wielkich tego świata, jak i zwykłych piekarzy, stolarzy, prawników i urzędników. Mieszkanie w oddalonym od innych zabudowań zabytkowym domku na cmentarzu dawało im wiele radości i swobody. "Sąsiadom" nie przeszkadzała głośna muzyka, czy organizowane kilka razy w roku do późnych godzin nocnych przyjęcia dla znajomych. Żaden "sąsiad" nie pukał w ściany ani nie składał skargi. Sami też nie bali się tam mieszkać, a odgłosy trzeszczących leciwych belek z 1682 roku tłumaczyli zwykłymi prawami fizyki.

W 2009 roku osiągnął wiek emerytalny i po załatwieniu formalności przeszedł w tzw. stan spoczynku. Od tego czasu rozpoczęła się dla niego nowa przygoda. W 2008 roku pan Stefan zarejestrował się na portalu "Nasza Klasa". Był lubianym nauczycielem, dlatego natychmiast odezwało się do niego wielu jego byłych uczniów, z którymi podjął korespondencję. Uczniowie byli ciekawi jego emigracyjnych losów. Opowiadał im więc zarówno wirtualnie, jak i na kilku spotkaniach klasowych, na które został zaproszony. Oczywiście wielu uczniów mówiło – "Panie profesorze, powinien pan książkę napisać o swoich emigracyjnych przygodach". Czas zawodowego spoczynku sprzyjał temu wzywaniu, i tak w 2013 roku skończył pisać swoje emigracyjne, i nie tylko, wspomnienia. Jednak prace redakcyjne, poszukiwanie wydawcy i zbieranie funduszy oraz liczne korekty trwały kilka lat. W 2019 roku nakładem wydawnictwa "Poligraf" ukazała się 250 stronicowa i bogato ilustrowana biografia Stefana Lorenza pt. "Dzwonnik z cmentarza St. Johannis w Norymberdze", w której z precyzyjną, jak na fizyka przystało, dokładnością opisuje swoje przygody, dzieląc się z czytelnikami swoimi doświadczeniami emigracyjnymi.

Pisanie nie przychodziło mu łatwo. W szkole nie był orłem z przedmiotów humanistycznych. Jak kiedyś pozwolił pofolgować swojej fantazji i pięknie napisał wypracowanie na temat filmu przyrodniczego, który kilka dni wcześniej oglądał, to jedyną reakcją nauczycielki było pytanie "skąd to odpisał". Takiego pedagogicznego błędu starał się unikać w swojej pracy nauczycielskiej. Zawsze pozwalał swoim uczniom odczuć, że wierzy w ich zdolności i nigdy nie zniechęcał ich do samodzielnego myślenia, nawet w przypadku fizyki. W efekcie takiego podejścia wielu jego uczniów zajmowało czołowe miejsca na olimpiadach fizycznych, nawet na szczeblu wojewódzkim.

Napisanie książki bardzo sumienie potraktował jako "zadanie domowe" zadane mu przez jego byłych uczniów. Uważają oni zresztą, że wywiązał się z niego na ocenę bardzo dobrą!

Tekst: Leonard Paszek

Zdjęcia: archiwum autora

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.