Uncategorised

Już od dłuższego czasu polonijny kwartalnik "Twoje Miasto" prezentuje sylwetki znanych w środowisku Polonii osobowości i ich dorobku. Dzisiaj Michał Kochański tuż po 5. Kongresie Polonii w Berlinie rozmawia z Wiesławem Lewickim, inizjatorem i współorganizatorem wszystkich dotychczasowych pięciu Kongresów Organizacji Polskich w Niemczech.  

Wiesław Lewicki z Gliwic do Aachen emigrował w 1985, gdzie po zakończonych studiach podyplomowych z zakresu zarządzania i euromarketingu, w 2004 roku założył dwujęzyczne pismo Polregio oraz stowarzyszenie o tej samej nazwie. Pełniąc funkcję prezesa Kongresu Polonii Niemieckiej, Wiesław Lewicki zainicjował prestiżową nagrodę Polonicus, honorującą współpracę polsko-niemiecką, działania kulturalne oraz polonijne. Od roku 2010 nagroda wręczana jest w ramach programu nagrody Karola Wielkiego, na corocznej uroczystej Gali Polonii w Sali Koronacyjnej historycznego ratusza w Akwizgranie. Pełniąc funkcję Prezydenta Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech, przewodniczył delegacji Polonii Niemieckiej podczas rozmów Okrągłego Stołu z czerwca 2011 r., rozwiązującego problemy mniejszości narodowych niemieckiej w Polsce i polskiej w Niemczech. Uczestniczył w pracach Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (EUWP) zrzeszającej organizacje dachowe w krajach Europy. W 2015 roku Wiesław Lewicki, za wybitne zasługi w działalności na rzecz Polonii w Niemczech został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Wiesławie, jak to się złożyło, że zacząłeś się angażować w życie polonijne? Pamiętasz swoje pierwsze projekty?

Od momentu przyjazdu do Niemiec towarzyszył mi na co dzień język polski, którym posługiwała się spora grupa moich przyjaciół w kręgach polonijnych. Wspieraliśmy się nawzajem w tych początkach życia migracyjnego chociażby praktycznymi informacjami w sprawach urzędowych jak i polonijnymi spotkaniami kulturalnymi. Spotykaliśmy się wtedy po prostu przy każdej okazji. W tym czasie jednak moim priorytetem była praca zawodowa. Zdecydowanym impulsem w zaangażowanie się w animację życia Polonii w Euroregionie Aachen-Mastricht-Liege, czyli „Euregio”, było wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Wtedy to założyłem „Klub Polregio” i po roku formalnie powstało stowarzyszenie kulturalne Polregio e.V. W naszym dwujęzycznym kwartalniku „Polregio” opisywaliśmy dla Polonii ciekawostki z Euregio w języku polskim, a dla naszych niemieckich przyjaciół po niemiecku pisaliśmy o Polsce i naszej kulturze. Od początku towarzyszyła nam też strona internetowa www.polregio.eu, na której można prześledzić historię i dotychczasowy dorobek kulturalny naszego stowarzyszenia.

Stworzone przez Ciebie Polregio, przechodzi w ostatnim czasie pewne odrodzenie. Info-Point-Polregio to młodzi, wspaniali ludzie, konkretne pomysły i współpraca z przedstawicielami lokalnych władz. Możesz przybliżyć naszym Czytelnikom Wasze działania, a także przyszłe plany Polregio?

W projekty Polregio angażuje się wielu wspaniałych ludzi, z których inicjatywy zawsze dużo się działo…. Czy to kulturalne festyny „Polregionale”, czy muzyczne „Pikniki” na styku trzech granic, czy wreszcie stylowe „Gale Sylwestrowe” w zameczku w centrum Aachen. Ale faktycznie wzmożenie działalności nastąpiło, gdy w szeregi naszego stowarzyszenia wstąpili młodzi z nową energią do działania. Nastąpił wówczas tzw. efekt synergetyczny i mogliśmy zrealizować wiele pomysłów w oparciu o wspólne doświadczenie, jak i nowe innowacyjne pomysły. Tak powstał projekt partycypacji socjalnej dla polskojęzycznych migrantów w NRW „Info-Point-Poregio” z aktualnie tworzoną platformą informacyjną „Forum Polonicum” www.forum-polonicum.de. Ponadto realizujemy i planujemy z europejskimi partnerami inicjatywy w ramach projektów „Erasmus”.

Twoim najbardziej znanym przedsięwzięciem jest doroczna nagroda, podczas której przyznawane jest najwyższe wyróżnienie europejskiej Polonii – nagroda Polonicus. Czym kieruje się jury przy wyborze laureatów, tak prestiżowej nagrody?

Tak, nagroda Polonicus to ważne wydarzenie dla całej europejskiej Polonii, która nagrodę tę przyznaje poprzez struktury Europejskiego Instytutu Kultury i Mediów POLONICUS VoG we współpracy z wieloma organizacjami zrzeszonymi w Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. Kapituła nagrody, której przewodniczę dokonuje selekcji zgłaszanych kandydatur w trzech kategoriach: życie polonijne, działalność kulturalna i dialog polsko-niemiecki na rzecz jednoczenia UE. Natomiast nagrodę nadzwyczajną jury przyznaje za zasługi wybitnym osobistościom. Już od jego pierwszej edycji honorowy patronat nad nagrodą Polonicus objął ambasador RP dr Marek Prawda, a następnie Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Bogdan Borusewicz oraz obecnie Marszałek prof. Tomasz Grodzki. Od początku istnienia nagrodę Polonicus wspiera swym doświadczeniem i zaangażowaniem należąca do Kapituły Nagrody Polonicus senator Barbara Borys-Damięcka. Już 48 wybitnych osobistości życia politycznego, społecznego i kulturalnego z Polski, Niemiec i całej Europy otrzymało do tej pory to prestiżowe europejskie wyróżnienie. Polacy z Zachodu, pamiętając o Polakach ze Wschodu Europy, w 2014 roku przyznali nagrodę Polonicusa Andżelice Borys – prezesowi Związku Polaków na Białorusi aktualnie więzionej i walczącej o przywrócenie demokratycznych wyborów. W gronie Polonicusów znaleźli się Europejczycy z Belgii, Danii, Holandii i Wielkiej Brytanii. Więcej o historii nagrody europejskiej Polonii Polonicus można znaleźć na stronach portalu Porta Polonica. O zasadach zgłaszania kandydatur do nagrody informuje strona www.institut-polonicus.eu .

Zawsze w kręgu Twoich zainteresowań była budowa i współpraca z mediami polonijnymi. Czy uważasz, że media Polonijne są ważne w organizacji naszego życia polonijnego?

Rzetelna informacja, to ważny element w życiu każdej społeczności. Dlatego też zdecydowanie wspieram istniejące polonijne media, by jak najdłużej działały i angażuję się we wszelkie inicjatywy spotkań, debat i kształcenia dziennikarzy polonijnych. Jeszcze przed Kongresem Młodej Polonii w Bonn w 2019 postulowałem, żeby stworzyć roczny fundusz 300 tysięcy euro na rzecz polonijnych mediów na wzór funduszu na rzecz kultury przy BKM. Stworzona z porozumienia Okrągłego Stołu w 2011 prezencja internetowa „Polonia Viva” funkcjonująca jako „pin-wand” dla Polonii otrzyma nowe zadania i nową szatę graficzną. W chwili obecnej powstająca platforma informacyjna dla Polonii „Forum Polonicum” wymaga jeszcze dużo pracy i finansów by sprostać potrzebom Polonii nie tylko w Nadrenii Północnej-Westwalii ale i w całych Niemczach. Myślę też o uniwersalnej platformie informacji Polonii w Unii Europejskiej.

Konwent Organizacji Polskich w Niemczech, w której jesteś członkiem zarządu pełni funkcję łącznika między Polonią a władzami Federalnymi. Co udało się osiągnąć dzięki pracy Konwentu? W jaki sposób jest on wybierany?

Konwent Organizacji Polskich to ważny instrument życia i bycia Polonii w Niemczech. Kiedyś był mądrym rozwiązaniem dla współpracy czterech, z pięciu, tzw. organizacji dachowych. Był i jest partnerem i łącznikiem między Polonią a władzami Federalnymi. Po turbulencjach związanych z przemianami w kraju „naszych Ojców” ma się dobrze i od dwóch lat istnieje, jako zarejestrowane stowarzyszenie. Dużą zasługą Konwentu jest ustawiczna praca z wieloma organizacjami polonijnymi w całych Niemczech. Konwent realizuje porozumienie Okrągłego Stołu z 2011 r. prowadząc Biuro Polonii w Berlinie oraz prezencję internetową pod nazwą „Polonia Viva”. Praktyczną stroną są też organizowane przez Konwent liczne kongresy, sympozja czy workshopy. Właśnie realizujemy już piąty „Kongres – Berlin 2021”. Konwent animuje i pomaga polskim organizacjom w Niemczech w koncypowaniu własnych projektów i pozyskiwaniu na nie środków finansowych. Jednak największym sukcesem Konwentu jest stworzenie „Koalicji dla Polonii” razem z Federalnym Związkiem Nauczycieli Języka Polskiego w Niemczech e.V. wspieranym przez „Konferencję Federalną Grup Roboczych ds. Języka Polskiego” oraz Polską Sieć Federalną na rzecz Partycypacji i Spraw Socjalnych wspieraną przez Polską Radę Socjalną e.V. w Berlinie. Ponadto muszę podkreślić kolejne osiągnięcie… Konwent intuicyjnie postawił na „młodą Polonię”, bo zmiana pokoleń jest po prostu mądra i konieczna. Ponadto „młoda Polonia” ma większe zdolności obywatelskiego zaangażowania w politykę rozwoju Niemiec, Polaków w Niemczech, a tym samym wspólnej Europy. Cieszę się bardzo, że na drodze działalności polonijnej spotkałem Joannę Szymańską, Kamilę Mazurek-Scholl i Tomka Klona.

Muszę przyznać, że osobiście bardzo cenię sobie Twoją umiejętność organizacji ciekawych spotkań, workshopów, szkoleń polonijnych, na których można się wiele dowiedzieć, jak i wymienić doświadczeniem z innymi polonusami. Czy to taka Twoja forma konsolidacji i budowy jedności wśród Polonii?

Jedność jest nam potrzebna do życia… Polonia potrzebuje też inspiracji do działania i cieszę się, że parę inicjatyw rozwinęło się w dobrym kierunku. Zachowuję oczywiście dystans do zainicjowanych projektów, ale cieszę się na Kongresy Polonii planowane, co dwa lata, a w międzyczasie na workshopy inicjujące „brain storming” na nowe rozwiązania dla Polonii i pozytywnie myślących młodych Polaków mieszkających poza Polską w Unii Europejskiej.

Poprzedni Kongres w Bonn w 2019 roku odbył się pod hasłem „Kongres Młodej Polonii”. Czy to znak, że wśród liderów polonijnych nadchodzi zamiana pokoleniowa?

Zmiana pokoleń właśnie nadeszła. Wyrośli nowi, wspaniali liderzy Polonii. Pięknym jest to, że przejmują „pałeczkę pokoleń” by w sztafecie kontynuować i mądrze wykorzystywać doświadczenia poprzedników. To rzadka umiejętność, ale ja to nie tylko czuję. Ja to wiem! Pytanie jest tylko czy my, pokoleniowo starsi, zdobędziemy się, by tę pałeczkę oddać? Nie mamy wyjścia, po prostu musimy.

Piąty Kongres Organizacji Polskich w Berlinie był dla wielu z nas ciekawym doświadczeniem. Jakie cele Twoim zdaniem udało się zrealizować podczas wrześniowego kongresu?

To była prawdziwa burza mózgów! Bardzo ucieszyły mnie udane na debaty panelowe w pierwszym dniu oraz na dyskusje w czterech tematycznych forach… Podstawą debat był oczywiście dokument z czwartego Kongresu w Bonn z 2019 roku, który można znaleźć na stronie www.konwent.de. Kontynuacja tematów poprzednich kongresów jest podstawą ich ogólnego sukcesu. Jednakże po Kongresu w Berlinie oczekuję wartości dodanej i nowych impulsów tzn. determinacji młodych w zdefiniowaniu własnych celów i ich wskazanie możliwości ich realizacji.

Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze zadania dla organizacji polonijnych w Niemczech na najbliższe lata?

Po prostu być razem! Twórzmy „Koalicję dla Polonii” dla europejskiej Polonii i angażujmy naszą wspaniałą młodzież z nowym spojrzeniem na europejską rzeczywistość!

Wiesławie, już od kilku lat opisujemy na łamach naszego czasopisma różne Twoje inicjatywy i przedsięwzięcia polonijne, jednak nigdy nie mieliśmy okazji porozmawiać o Tobie. Co Ciebie motywowało do działań polonijnych, zarówno na początku Twoich działań, jak i obecnie?

Na szczęście nie jestem strikto działaczem polonijnym…, ale kocham inspirować do nietuzinkowych działań i projektów wychodzących na przeciw oczekiwaniom Polonii. W realizacji wielu pomysłów sprzyjała nam też kreatywność i zaangażowanie wielu polonijnych przyjaciół, a także wsparcie ze strony środowiska, w którym przyszło nam żyć z wyboru. Mam głębokie przekonanie, że dotychczasowe inicjatywy będą kontynuowane w dobrym kierunku przez kolejne pokolenie Polonii.

Rozmawiał

Michał Kochański

Kwartalnik "Twoje Miasto", wydanie 10/11, https://www.twojemiasto.eu/polonia-potrzebuje-jednosci/

Foto, archiwum "Institut Polonicus"

 

Jacek Nowacki  – na co dzień prowadzi własną firmę zajmującą się wierceniem i cięciem w betonie techniką diamentową, pod różnego rodzaju instalacje, np. tam gdzie mają powstać nowe otwory pod okna lub drzwi.
Jacek jest od 2017 wolontariuszem, od 2019 roku członkiem sztabu WOŚP Darmstadt-Frankfurt. W ostatnim roku był szefem tego sztabu. Wspólnie z grupą pozytywnie nakręconych ludzi zorganizował ostatni koncert, licytacje i zbiórkę pieniędzy. Cała impreza z uwagi na pandemię musiała odbyć się online. Ten nietypowy finał, mimo wielu trudności zakończył się ogromnym sukcesem. Na konto fundacji przekazano 45.680,70 €

„TM”: Jacku, jak trafiłeś do frankfurckiego sztabu WOŚP?

Jacek Nowacki: Do sztabu zaprosił mnie Damian Kisiel, który był wtedy szefem sztabu i organizował frankfurcki finał w 2019 roku. Od dwóch lat byłem już wolontariuszem i miałem się zająć akcjami prozdrowotnymi. Szybko jednak musiałem się przekwalifikować i koordynować prace związane z pozyskiwaniem sponsorów naszej imprezy. Pozyskiwanie środków finansowych na organizację Finałów wśród sztabów zagranicznych jest o wiele cięższe niż w Polsce. Za granicą trzeba do polonijnych przedsiębiorców z otwartymi sercami dotrzeć bezpośrednio, bo to oni właśnie są głównymi i najważniejszymi sponsorami finału. W Polsce organizacjom lokalnym finałów pomagają urzędy miasta, domy kultury, duże firmy i koncerny. Dlatego dwa lata temu założyliśmy stowarzyszenie, ułatwiające pracę, pozwalające uzyskać przystępniejsze ceny sali, czy starać się o dofinansowanie naszej akcji. 

Ostatni finał, którym kierowałeś był z uwagi na pandemię całkiem inny. Jak Ty odbierałeś obie imprezy pod względem organizacyjnym i ciężaru przygotowań?

- To prawda, to był na pewno bardzo nietypowy finał. Dość późno zostałem szefem sztabu. Poprzedni szef musiał z powodów osobistych zrezygnować z kierownictwa. Wszyscy chcieli brać udział w organizacji, ale potrzeba nam było osoby, która rzuciłaby rękawice i przejęła odpowiedzialność za organizację finału w trybie online. Kiedy zostałem wybrany na szefa, natychmiast zabraliśmy się do pracy. To nie było proste. Nikt z nas nie miał doświadczenia, jak zorganizować imprezę online, jak sprawić by ludzie nas oglądali? Jak zorganizować internetową licytację? Przyjazd artystów też był ograniczony. Postanowiliśmy więc powspominać poprzednie finały. Jak to się zaczęło, jak zmieniało, jak ewaluowało to nasze „wośpowanie” przez te ostatnich 15 lat. Przyznam, że zbiórka, jak i cały finał bardzo nas zaskoczył. Początkowo nawet sam Jurek Owsiak apelował, by organizować finały, bez względu na to jaki będzie wynik zbiórki. Powtarzał nam, że w tym finale ważne jest by się nie poddawać, nie rezygnować. Bardzo chciał byśmy pokazali, że nic nie jest w stanie nas złamać, nawet pandemia. Chcieliśmy pokazać, że nic nie jest w stanie zgasić w nas naszej chęci niesienia pomocy innym ludziom. Nikt się chyba nie spodziewał, że mimo tej całej sytuacji uda się nam zebrać ponad 43.000 €. 

Po raz drugi jesteś wybrany na szefa sztabu, czym zajmuje się głównodowodzący sztabu? Jak dzielicie pomiędzy sobą zadania?

- Szczerze mówiąc bycie szefem sztabu wcale nie jest prostą sprawą, tym bardziej jeśli jest się osobowością która zbyt wiele rzeczy stara się załatwiać sama, uczę się jednak przekazywać zadania aby zachować równowagę w sztabie (śmiech). Sztab Darmstadt-Frankfurt to już od lat zgrana ekipa. Większość doskonale wie, co trzeba robić, jak np. Kasia Borkowska, która od lat jest mamą dla naszych wolontariuszy. Jest Paweł Pindyk zajmujący się finałowym Patrolem odpowiadającym za porządek podczas imprez. Paweł Majchrzak odpowiedzialny jest za technikę oraz pilnowanie programu występów. Mamy Renię Dowejko, która pilnuje abyście mogli zjeść coś smacznego w czasie finału. Jest Marcin Junik, którego znacie ze sceny, a który zajmuje się produkcją grafik, gadżetów finałowych, ale nie tylko. Jest Monika Niewieczerzał, która koordynuje Social Media. No i nie mogę zapomnieć o Pauline Zaremskiej, która pomaga Monice przy Social Mediach a oprócz tego pilnuje spraw organizacyjnych. Po odejściu Eweliny Gierłach, która musi zająć się swoimi bliźniakami, musimy znaleźć osobę do opieki nad pokojem i zabawami dla dzieci. Jest naprawdę wiele zaangażowanych osób i nie sposób tu wszystkich wymienić. Ja odpowiadam aktualnie za sponsorów oraz koordynacje naszych działań.    

Podczas ostatniego finału online bardzo pomogła Wam firma organizująca polskie eventy w Niemczech. Czy w kolejnym finale zamierzacie również z nią współpracować?

- Tak. Pomoc jaką otrzymaliśmy od firmy Star Manager była ogromna. Przyznam, że ani ja ani nikt ze sztabu nie znał się na technice przygotowania transmisji online, tak byśmy mogli zrealizować wszystko, co sobie zaplanowaliśmy. Kiedy opowiadaliśmy, co zamierzamy realizować, to odpadali nam kolejni kandydaci, których prosiliśmy o wsparcie techniczne. Dopiero Star Manager, organizujący duże imprezy w Polsce i planujący organizację takich imprez w Niemczech nie zawahało się nam pomóc. Na razie znani są jako organizatorzy Kabaretowego Dnia Kobiet, ale planują także inne imprezy dla Polaków bo stawiają na DOBRĄ POLSKĄ KULTURĘ I ROZRYWKĘ. Więcej informacji na: www.gramy.de. Trzeba powiedzieć, że Piotr - właściciel firmy, to zagorzały fan fundacji Jurka Owsiaka, który już za młodu współdziałał z WOŚP. Tak więc firma zapewniła nam nie tylko perfekcyjny, całodniowy przekaz naszego finału w Internecie, ale także wiele gadżetów od zaprzyjaźnionych artystów. Z niektórymi z nich mogliśmy się nawet połączyć online w czasie transmisji. Bardzo się cieszę, że i w tym roku zgodzili się nas wesprzeć. To spory komfort, dla nas, jako organizatorów oraz dla osób występujących podczas finału, kiedy wiemy, że technika jest w dobrych rękach.

 Jeśli rozmawiamy już o nadchodzącym finale, to możesz nam zdradzić jakieś szczegóły? Co planujecie na 30 stycznia 2022 roku?

- Wszystko może jeszcze ulec zmianie. Sama decyzja jak zorganizujemy finał nie jest taka prosta. Z jednej strony chcielibyśmy, by impreza była dla wszystkich, a z drugiej strony musimy zrobić wszystko, aby było bezpiecznie. Musimy więc mieć na uwadze wszystkie regulacje, związane z Covid 19. Aktualnie planujemy zorganizować znów nietypowy finał - imprezę na świeżym powietrzu. Jednak zaznaczam, proszę śledzić naszą facebookową stronę: WOŚP Darmstadt – Frankfurt, ponieważ nasze plany mogą ulec zmianie. Kolejną nowinką jest, że znów wracamy do Darmstadt, do znanej wszystkim Knabenschule, gdzie przewidziana jest sobotnia część naszego finału. Z uwagi na jubileuszowy 30 finał „stara gwardia” chce pomóc. Dlatego się cieszę, że Antek Stelter wraz z darmsztadzką ekipą będzie Was bawił w sobotę w Darmstadt, a my rozgrzejemy Wasze serca w niedzielę 30. stycznia we Frankfurcie. To będzie znów coś nowego, coś zwariowanego.

Czy wiadomo już, kto wystąpi? Kto znajdzie się wśród naszych gości?

- Od dawna zaproszony jest zespół, który jeszcze nie grał za granicą. Nie będę zdradzał nazwy, ale wszyscy, którzy wytrwali z nami do końca, podczas ostatniego finału online, mogli posłuchać ich utworów na zakończenie naszej transmisji. Ich występ planujemy na sobotę, natomiast niedzielę chcemy poświęcić głównie dla dzieci. Oczywiście planujemy również organizację wszystkich aktywności, które towarzyszyły nam wcześniej, jak np. krwiodawstwo, czy Daj Włos dla fundacji Rak´n´Roll, DKMS.

Czy osoby chętne do pomocy mogą się jeszcze do Was zgłaszać? Jakiej pomocy oczekujecie?

- Jak zwykle najważniejsi są wolontariusze, bez których nie byłoby finału. Potrzebujemy zarówno wolontariuszy, którzy chcą zbierać pieniądze do puszek jak i osoby, które mogłyby wydawać ciasta, napoje, pomagać w przygotowywaniu posiłków, do zabaw z dziećmi. Chcemy też podobnie jak w zeszłym roku zorganizować Siema-wozik, czyli zapraszamy mobilnych wolontariuszy, którzy przyjadą na umówioną godzinę do miejscowości, gdzie krótko przed finałem zgłosi się kilku darczyńców chcących wrzucić pieniążki do puszki. Pracujemy też nad tym byśmy byli bardziej widoczni w centralnych punktach dużych miast. W tym celu rozmawiamy z władzami miasta Darmstadt oraz Frankfurtu. Tak więc będzie się działo… A im więcej będzie osób gotowych do pomocy, tym bardziej ciekawy będzie nasz finał i więcej pieniędzy trafi do potrzebujących. Przypomnę, że podczas 30 Finału WOŚP zbieramy datki na diagnostykę i leczenie wzroku u dzieci.    

Pamiętam nasze początki, kiedy byłem członkiem sztabu w Darmstadt, to moim marzeniem było zorganizować prawdziwą imprezę, a następnie zebrać ponad 10.000€. Jakie są Twoje marzenia związane ze sztabem Darmstadt-Frankfurt? Jakie macie cele?

- Owszem mam wiele marzeń związanych z WOŚP. Chciałbym kiedyś zorganizować naprawdę duży koncert we Frankfurcie… Jednak najważniejsze jest, aby ten jak i każdy kolejny finał, odbył się bezpiecznie. Aby nikomu się nic nie stało i wszyscy z uśmiechem na twarzach wrócili do swoich domów. Kiedyś mówili mi o tym poprzedni szefowie sztabów Damian i Łukasz, jednak zrozumiałem to dopiero, kiedy sam odpowiadam za to, co wydarzy się podczas finału. Moim celem jest także wprowadzić do polskich szkół w naszym regionie programu: „Ratujemy i Uczymy Ratować”. Zapraszamy zainteresowanych nauczycieli by się do nas zgłaszali. Program będziemy realizować w ramach naszego stowarzyszenia. Jednocześnie moglibyśmy się zaprezentować wśród tych, którzy mogą działać razem z nami, a w przyszłości przejąć sztab.

Powiedz nam proszę na koniec, czym jest dla Ciebie WOŚP? Zabawą przygodą, a może czymś więcej.

- Wielką satysfakcją jest dla mnie fakt, że się spełniam pomagając innym ludziom. Pomaganie to chyba takie moje życiowe hobby, robiłem to od zawsze. Jednym słowem WOŚP jest i będzie ważną częścią mojego życia.

KASIA BORKOWSKA – na co dzień wychowawczyni w jednym z frankfurckich przedszkoli. Od wielu lat działa w sztabie WOŚP Darmstadt-Frankfurt. 

„TM”: Kaśka powiedz nam proszę od ilu lat jesteś już członkinią lokalnego sztabu?

Kasia Borkowska: A powiedz proszę, dlaczego dziennikarze zaczynają rozmowę od liczb i od dat? Ja nigdy tego nie liczyłam. Pierwszą WOŚP-ową koszulkę mam z 24 finału. Licząc na palcach wychodzi, że w tym roku będzie to już 7 finał, który współorganizuję. Choć nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, to jednak doskonale przypominam sobie jak wtedy, wspólnie z Antkiem Stelterem, Damianem Kisielem, Łukaszem Nowiczem i Edytą Musioł oraz resztą ekipy organizowaliśmy całą imprezę. Nasz sztab żyje i wciąż się zmienia. Pojawiają się nowi ludzie, a niektórzy odchodzą. Jednak nawet osoby, które odchodzą to i tak nas na swój sposób i w miarę swoich możliwości nadal wspierają.

Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że jesteś mamą lokalnych wolontariuszy? To do Ciebie zgłaszają się chętni do zbiórki. To Ty uzgadniasz z nimi gdzie mogą zbierać pieniądze.

- Tak kiedyś powiedział nasz były szef Damian i tak już zostało. Nazwał mnie mamą wolontariuszy z uwagi na moją cierpliwość, spokój i opanowanie, jakim obdarzam wszystkich, którzy chcą pomagać w naszych zbiórkach. Ja się temu nie sprzeciwiam, a nawet cieszy mnie świadomość, że ludzie mi ufają i wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

Jak mogą się do Ciebie zgłaszać ludzie, chcący zbierać pieniądze do puszki?

- Wolontariusze mogą się do nas zgłaszać już od połowy listopada. Wolontariuszem może być osoba w każdym wieku. Dzieci do 16 roku życia muszą zgłaszać się wraz z dorosłym opiekunem. Można się zgłaszać do nas na nasz e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub poprzez naszą stronę na Facebooku Ludzie meldujsię też często poprzez byłych wolontariuszy. Można też zgłaszać się przez oficjalną stronę fundacji WOŚP https://iwolontariusz.wosp.org.pl. Jeśli ktoś wpiszę nazwę naszego sztabu, to te zgłoszenia trafią również do mnie. Pieniądze można zbierać nie tylko kwestując w tradycyjny sposób. Można być mobilnym wolontariuszem, a także zakładać własne e-skarbony i zbierać poprzez internet, praktycznie nie wychodząc z domu. Jeśli nie możesz zostać wolontariuszem kwestującym w dniu finału, a posiadasz własną działalność. Napisz do nas!!! Już od grudnia będziesz mógł postawić u siebie w firmie skarbonkę stacjonarną. Nie zwlekaj, rokrocznie obdarza nas zaufaniem wielu przedsiębiorców, zostań jednym z nich. Jeśli chcecie grać razem z nami, zapraszamy!

 Rozmawiał Michał Kochański

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, zapraszamy naszych słuchaczy 14 stycznia o godz. 18.00 na wykład prof. dr hab. Andrzeja Zybały.

Andrzej Zybała, prof. SGH, kierownik Katedry Polityki Publicznej SGH. Zajmuje się zagadnieniem polityk publicznych (public policy),
zarządzania publicznego, partnerstwa społeczno-ekonomicznego. Redaktor naczelny kwartalnika akademickiego „Studia z Polityki Publicznej”.
Ostatnio wydał książki „Polski umysł na rozdrożu. Wokół kultury umysłowej w Polsce” (2016) oraz „Polityka publiczna w Polsce: kultura, rządzenie, rozwój” (2021). Więcej:
andrzej_zybala (sgh.waw.pl)

Wykład “Jak państwo Polskie poradziło sobie w pandemii“ zostanie poświęcony analizie sukcesów i porażek w działaniach publicznych,
które podejmował w Polsce rząd z myślą o ograniczeniu rozprzestrzeniania się coronawirusa  oraz z myślą o ograniczeniu skutków społeczno-ekonomicznych,
które on powodował i powoduje.  Omówione zostaną m. in.:

  • główne cechy działań podejmowanych przez rządzących, sposób reagowania na zjawisko pandemii,
  • główne dylematy w podejmowanych działaniach,
  • narzędzia wykorzystywane przy realizacji działań (np. skala lockdown’u, organizacja szczepień, komunikacja ze społeczeństwem, respektowanie ograniczeń),
  • przyczyny wysokiego odsetka zgonów czyli rezultaty uzyskane w działaniach (skala zakarzeń, zgonów, itp.),
  • zarządzanie realizowanymi zadaniami, w tym rozłożenie zadań między różnymi szczeblami władzy (władze centralne- władze lokalne),
  • poziom wykorzystania wiedzy naukowej i eksperckiej w programowaniu/planowaniu działań wobec pandemii,
  • sytuacja w systemie zdrowia i szanse na usprawnienie tego systemu w najbliższej przyszłości,
  • obawy o pogorszenie sytuacji w gospodarce.

Moderator: dr Piotr Olszówka


Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP

Współfinansowane przez/Gefördert durch:

Startuje Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska im. Tadeusza Mazowieckiego 2022 z łączną pulą nagród w wysokości 25.000 euro – Wolne Państwo Saksonia funduje nagrodę w kategorii „Dziennikarstwo na pograniczu” – Termin zgłoszeń: 30 stycznia 2022 r.
 
Rusza kolejna edycja konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską im. Tadeusza Mazowieckiego 2022. W przyszłym roku polsko-niemieckie jury ponownie przyzna nagrody pieniężne w łącznej wysokości 25 000 euro. Prace zgłaszać można w  kategoriach: Prasa, Radio, Telewizja, Multimedia, „Dziennikarstwo na Pograniczu”. Po dwóch latach ogłaszania wyników konkursu w Internecie zwycięzców i zwyciężczynie nagrodzimy ponownie w trakcie gali na żywo 9 czerwca 2022 r. w dwumieście Görlitz-Zgorzelec. Polsko-Niemieckie Dni Mediów odbędą 9 i 10 czerwca 2022 r. w Görlitz-Zgorzelcu.

Zgłaszane prace powinny wspierać integrację w ramach Unii Europejskiej. Tematy prac mogą dotyczyć wszystkich aspektów relacji polsko-niemieckich, jury jednak szczególnie chętnie wyróżnia prace z odniesieniem do bieżących spraw kraju sąsiada. Także artykuły i audycje dotyczące trudnej polsko-niemieckiej historii mają szansę na nagrodę. Organizatorzy przypominają o możliwości zgłaszania nieograniczonej liczby prac przez dziennikarzy i dziennikarki, wydawnictwa, redakcje i nadawców. Termin składania prac w konkursie mija 30 stycznia 2022 roku.

Ogłaszając konkurs gospodarz tegorocznej edycji premier Wolnego Państwa Saksonii Michael Kretschmer podkreśla: „Pandemia COVID-19 ogranicza nasze kontakty i życie społeczne już od prawie dwóch lat. W tym trudnym i wymagającym czasie media po obu stronach granicy mają niezwykle ważne zadanie: rzetelnie, otwarcie  i zgodnie z prawdą informować o sytuacji w Polsce i Niemczech. Dzięki temu możemy coraz lepiej rozumieć kraj sąsiada i budować wzajemne zaufanie. Ogromne znaczenie integracji na pograniczu podkreśla też nagroda specjalna ufundowana przez Saksonię.Nagroda w kategorii „Dziennikarstwo na Pograniczu” honoruje materiały dziennikarzy i dziennikarek z sześciu regionów przygranicznych, które dokumentują codzienne problemy pogranicza dotykające mieszkańców po obu stronach granicy”.

Premier Saksonii zaprasza wszystkich dziennikarzy i dziennikarki z Polski i Niemiec do zgłaszania swoich najlepszych prac we wszystkich pięciu kategoriach konkursu mającego za sobą długoletnią tradycję. ”Już teraz cieszę się na galę przyznania Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej 9 czerwca przyszłego roku i zapraszam Państwa do dwumiasta Görlitz-Zgorzelec”.

Fundatorami Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej 2022 są Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej i ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd Bucerius oraz trzy polskie województwa: zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie i trzy niemieckie kraje związkowe: Brandenburgia, Meklemburgia-Pomorze Przednie i Wolne Państwo Saksonia. Nagrodę w kategorii „Dziennikarstwo na pograniczu” funduje Wolne Państwo Saksonia.

Prace można składać przez internetowy system rejestracji.

Kryteria oceny prac we wszystkich kategoriach, dokumenty zgłoszeniowe oraz inne sposoby zgłoszeń prac dostępne są na stronie Nagrody.

Źródło: Fundacja Współpracy ńplsko-Niemieckiej www.sdpz.org

30. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się 30 stycznia 2022 roku. Finał WOŚP to jednodniowa zbiórka publiczna, organizowana przez Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Od wielu lat Finałom WOŚP towarzyszą także akcje internetowe i wydarzenia zamknięte, które rozpoczynają się już na początku grudnia.   

Wzrok to najważniejszy zmysł człowieka. Jakiekolwiek problemy z nim związane wpływają na ogólny rozwój i poznawanie świata, dlatego tak istotne jest szybkie stwierdzenie ewentualnych nieprawidłowości i podjęcie leczenia, a czynnikiem niezbędnym do prawidłowej diagnozy i wdrożenia terapii jest nowoczesny sprzęt, którego polskim placówkom brakuje.

Finał WOŚP to jednodniowa zbiórka publiczna, organizowana przez Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Od wielu lat Finałom WOŚP towarzyszą także akcje internetowe i wydarzenia zamknięte, które rozpoczynają się już na początku grudnia.   

Wzrok to najważniejszy zmysł człowieka. Jakiekolwiek problemy z nim związane wpływają na ogólny rozwój i poznawanie świata, dlatego tak istotne jest szybkie stwierdzenie ewentualnych nieprawidłowości i podjęcie leczenia, a czynnikiem niezbędnym do prawidłowej diagnozy i wdrożenia terapii jest nowoczesny sprzęt, którego polskim placówkom brakuje.

W Niemczech 30. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy organizuje Polonia m.in. w Oberhausen, Essen, Dusseldorfie, Bonn, Darmstadt, Frankfurcie, Hanowerze i Berlinie.

Red. Polonia Viva / https://www.wosp.org.pl/aktualnosci

Skromne prezenty składać można przez cały rok. Zwłaszcza, kiedy odbiorcami są nasi milusińscy. Często nie mamy czasu, żeby czytać dzieciom najpiękniejsze bajki, które pamiętamy jeszcze z naszego dzieciństwa. Usprawiedliwiamy się brakiem czasu, albo złą dykcją. Dlatego też gorąco polecam płytę CD pt. „Wierszowa kraina”, na której Jola Wolters, znakomita wokalista z Duisburga oraz znany aktor Artus Barciś prezentują dzieciom aż 44 krótkie wierszowane bajki, które wciągają do słuchania zarówno dużych, jak i małych słuchaczy. W ciągu godziny i piętnastu minut autorzy zbiorą nas w podróż po krainie wyobraźni i na spotkanie z Julianem Tuwimem, Marią Konopnicką, Janem Brzechwą i innymi znanymi poetami. Posłuchamy jak „pędzi po szynach Lokomotywa”, jak „biega krzyczy pan Hilary… Gdzie są moje okulary”, dowiemy się „Kto misiowi urwał ucho” oraz posłuchamy opowieści o „Kaczce dziwaczce” i „Słoniu Trąbalskim”.

Wiersze dla dzieci są jednym z niewielu „kluczy” zdolnych otwierać tajemne wrota wyobraźni. Potrafią w niego wejść, odkryć i kreować. Prezentowana płyta może być bardzo przydatna dla rozwijania wyobraźni, pobudzania wrażliwości, poszerzania słownictwa, zwłaszcza dla dzieci, które uczą się języka polskiego, albo chcą jego znajomość podtrzymać.

Prezentowane wiersze są praktycznym wykładem na temat dobrych manier, właściwych norm zachowania i pozytywnych nawyków. To fantastyczny sposób na wspieranie i wzbogacanie wielu sfer ważnych dla ogólnego rozwoju dziecka. Ponadto umożliwia wspólną zabawę z rodzicem i przeżywanie razem fantastycznego świata.

Jolanta Wolters to znana wśród Polonii i nie tylko polska piosenkarka i szansonistka, wykonuje piosenkę aktorską w trzech językach – polskim, niemieckim i francuskim. Jej kanał na youtube „Jolatna czyta dzieciom” odwiedziło już ponad trzy miliony internautów.

Według koncepcji Joli Wolters, płyta ma za zadanie nie tylko bawić, ale też i uczyć. Może ponadto zachęcić do słuchania w gronie bliskich lub zainspirować dzieci do wcielania się w postacie z wierszy i zachęcić do odkrywania rozmaitych sposobów posługiwania się głosem.

Płytę zamówić można drogą mailową u autorki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Leonard Paszek

Polska Federalna Sieć ds. Partycypacji i Spraw Socjalnych protestuje przeciwko planom polskich władz, które chcą przesunąć środki na wsparcie dla mniejszości narodowych w Polsce na dofinansowanie Polonii w Niemczech.

W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja Finansów Publicznych przyjęła poprawkę do budżetu, która zmniejsza wysokość dotacji dla mniejszości o 40 mln zł. Politycy PiS chcą tę kwotę przeznaczyć na pomoc dla niemieckiej Polonii. Ich zdaniem, państwo niemieckie nie wspiera w wystarczającym stopniu Polaków w Niemczech, szczególnie w zakresie finansowania nauki języka polskiego w tym kraju.

„Nie chcemy i nie potrzebujemy wsparcia kosztem marginalizacji innych” – piszą przedstawiciele Polonii w liście skierowanym m.in. do premiera, ministra edukacji i marszałek Sejmu. „Nie zgadzamy się na wykorzystywanie Polonii do wewnętrznych, politycznych rozgrywek. Nie godzimy się na wdrażanie tych rozwiązań bez prowadzenia rozmów z nami i znajomości sytuacji w Niemczech” – mówią Kamila Schöll-Mazurek i Joanna Szymańska z Polskiej Federalnej Sieci ds. Partycypacji i Spraw Socjalnych.

Kamila Schöll-Mazurek i Joanna Szymańska z Polskiej Federalnej Sieci ds. Partycypacji i Spraw Socjalnych

Protest

źródło: WDR Cosmo po polsku

zobacz: Portal Niemców w Polsce

zobacz: Part of Europa - Polska Federalna Sieć ds. Partycypacji i Spraw Socjalnych

Na różne sposoby Święty Mikołaj przychodzi do dzieci. Do jednych przez komin, do innych przez okno, jeszcze innym zostawia prezenty pod drzwiami lub na parapecie. Do niektórych przychodzi osobiście i wręcza im wspaniałe prezenty. Tak było od wielu lat w Essen, gdzie Świętego Mikołaja zapraszała każdego roku Gmina Polska „Piast”. W tym roku niestety z powodu pandemii Święty Mikołaj nie mógł dotrzeć osobiście. Mimo wielu przygotowań nie przybył, gdyż musiał poddać się kwarantannie. Jednak nie pozostawił dzieci bez nadziei. Wspaniałe pomocnice Mikołaja z Gminy Polskiej „Piast” oraz Polnischer Familienverein NRW postanowiły wysłać prezenty pocztą i w ten sposób zadbały o to, że dzieci nie straciły wiary w Świętego Mikołaja. W ten sposób uszczęśliwiły prawie 60 maluchów m.in. z Essen, Bochum Gelsenkirchen. W tym uszczęśliwianiu pomogły Mikołajowi również władze miasta Essen oraz sklep  Polonia Market.

Dowodem na radość dzieci były podziękowania, które Mikołaj otrzymał od szczęśliwych rodziców.

Święty Mikołaju dziękuję, właśnie dzieci otwierają paczki. Wspaniała niespodzianka. Dziękuję za trud, wszystko dla uśmiechu dzieci.

Bardzo dziękuje, moje dzieci dzisiaj dostały paczki i cały czas kolorują… a radość niesamowita.

Drogi Mikołaju, Aniela i Alicja bardzo się ucieszyły z Twojej paczki, dziękujemy.

Dziękujemy ślicznie za paczuszki, w piątek przyszła jedna i wczoraj druga. Szkoda że nie było Mikołaja osobiście, ale może uda się za rok.

Witam dziękuję bardzo w imieniu córki. Paczka dotarła, a córka zachwycona. A list sprawił że jeszcze bardziej uwierzyła w Św.  Mikołaja.

Leonard Paszek

Gdy w 1989 roku tysiące obywateli NRD ucieka przez Pragę i Węgry do RFN, Ellen Schernikau wsiada do pociągu i jedzie w przeciwnym kierunku. Wraca do swojej ojczyzny po 23 latach. Tam składa wniosek o przyznanie jej obywatelstwa NRD, które otrzymuje w październiku 1989. Pięć tygodni później kraj jej tęsknoty przestaje istnieć. Ta niesamowita historia jest punktem wyjścia dla sztuki teatralnej „Między światami”, która stanowi przenikliwą analizę, dlaczego migranci w dzisiejszej otwartej Europie są konfrontowani niejednokrotnie z podobnymi wypowiedziami jakich odbiorcą była Ellen Schernikau 50 lat wcześniej w Europie podzielonej Murem Berlińskim. Jedną z bohaterek sztuki jest bowiem Natalia, emigrantka polskiego pochodzenia, która ok. 23 lata po zjednoczeniu Niemiec przyjeżdża do tego kraju i próbuje sobie w nim ułożyć w nim życie.

Więcej o sztuce Sophie Delest, emigrantki polskiego pochodzenia, germanistki z wykształcenia, donosiliśmy w 2021 roku (https://poloniaviva.eu/index.php/de/31-uncategorised/2491-miedzy-swiatami-2). Jesienią tego roku na rynku ukazała się książka z tekstem dramatu oraz możliwością obejrzenia spektaklu. Pod koniec pażdziernika zaprezentowano ją podczas Targów Książki we Frankfurcie.

Książkę można nabyć w wersji papierowej lub jako e-booka. Każda wersja zawiera linki do dwóch wersji spektaklu oraz do filmu dokumentalnego. Istnieje także możliwość zakupu dramatu z płytą DVD na stronie wydawnictwa: https://www.frieling.de/Autoren/Delest-Sophie.  Dla zachęty tutaj można obejrzeć zwiastun spektaklu: https://www.youtube.com/watch?v=PDFnIcnOP-o&t=1s.

Wydanie książki było możliwe dzięki wspraciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej we współpracy z Konsulatem Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej w Hamburgu.

Autor: Dr. Bova

Polonijny Magazyn Radiowy PolenflugNeo w Radiu Flora w Hanowerze zaprasza na audycję specjalną poświęconą w całości legendarnemu festiwalowi Woodstock 1969.

W sierpniu 1969 roku odbył się legendarny festiwal Woodstock, największy koncert rockowy na świeżym powietrzu wszech czasów, kamień milowy w historii muzyki rockowej, uosobienie kultury hipisowskiej, ale jednocześnie koniec wielkiego ruchu hipisowskiego na rzecz pokoju. Trzy dni, które nie tylko zmieniły historię rock and rolla ale nade wszystko były jednym z najważniejszych, wręcz przełomowych wydarzeń 20 wieku. Setki tysięcy młodych ludzi tańczyły w deszczu i w błocie, marzyły o lepszym świecie, protestowały przeciwko wojnie w Wietnamie i słuchały fantastycznej muzyki. Chociaż od tych wydarzeń minęły z górą 52 lata, to legenda Woodstock jest wciąż żywa. Waldemar Kostrzębski przypomni tę gigantyczną, ponadczasową imprezę, która pokazała, że można żyć razem bez konfliktów, pokojowo i przyjaźnie, opowie o trzech dniach legendarnego festiwalu, który zmienił bardzo wiele, był wizją nowego, lepszego czasu o którym trzeba koniecznie opowiadać potomnym.

Radio Flora https://radioflora.de/

Waldemar Kostrzębski https://waldemar-kostrzebski.blogspot.com/

29. Rock&Chanson Festiwal „Kolonia-Wrocław-Paryż” zorganizowany przez Polsko-Niemieckie Towarzystwo Kulturalne Polonica e.V. w Kolonii przeszedł do historii jako jedna z największych imprez nawiązujących do 30. rocznicy „Traktatu Weimarkskiego” oraz 30-lecia „Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”.

Na Rock&Chanson Festiwalu pojawili się zarówno najciekawsi wykonowcy młodego pokolenia z Polski, Niemiec i Francji, jak i crème de la crème polskiej, niemieckiej i francuskiej sceny muzycznej. Wisienką na torcie był koncert Maryli Rodowicz.

Ogromnym zaszczytem dla organizatorów była również obecność zacnych gości na festiwalu m.in. Senatora Wojciecha Ziemniaka, Konsul Generalnej Francji w Düsseldorfie Olivii Berkeley-Christmann, Konsula Generalnego RP w Kolonii Jakuba Wawrzyniaka, byłego Konsula Generalnego Andrzeja Kaczorowskiego, burmistrza miasta Kolonia Ralfa Heinena i wielu innych.

Tegoroczny festiwal tradycyjnie zainaugurowany melodią „Polskie drogi”, odbył się 19 i 20 listopada w sali ratuszowej w Köln-Porz.

Pierwszego dnia festiwalu w ramach konkursu „Młode Talenty” przed publicznością i festiwalowym jury wystąpiło 6 wokalistów. O nagrody walczyli: Marta Mazurek, Karolina Gwóźdź, Anna-Lena Panten, Philipp Dewald, Elisa Lécuyer i Nans Vincent.

Nieprzeciętny poziom artystów oraz różnorodny repertuar zafascynował widownię w Kolonii. II miejsce w konkursie zajęła Niemka, Anna-Lena Panten. Jury zachwycił jej wokal, który wzbogaciła brzeniem cello. Laureatką I miejsca konkursu „Młodych Talentów” została Elisa Lécuyer z Paryża. Artystka otrzymał statuetkę Polonica oraz nagrodę pieniężną ufundowaną przez Orlen Deutschland GmbH. Wykonanie młodej Francuski nie tylko spodobało się międzynarodowemu jury, ale również widzom, którzy uhonorowali Lécuyer nagrodą publiczności.

Po wręczeniu nagród na scenie wystąpił zespół Pectus, który od lat cieszy się dużą popularnością na polskiej scenie muzycznej.

Drugiego dnia festiwalu odbył się koncert galowy. W wypełnionej po brzegi sali, wieczór rozpoczęły „Polskie drogi” w wykonaniu Sławomira Olszamowskiego. Następnie na scenie wystąpiła laureatka konkursu „Młode Talenty” wraz z akompaniatorem. Kolejnym wykonawcą był niemiecki muzyk – Andreas Langsch. Publiczność od pierwszego utworu bawiła się znakomicie przy jego muzyce. Stronę francuską reprezentował Marcel Adam wraz ze swoim Trio. Przejmując pałeczkę po Langschu, muzycy kontynuowali wyśmienity koncert. Jako gwiazda wieczoru, ostatnia na scenie wystąpiła „Legenda polskiej sceny muzycznej” – Maryla Rodowicz. Zaśpiewała swoje największe przeboje i najważniejsze utwory. Polskojęzyczna część publiczności śpiewała wraz z ikoną każdy jeden utwór, wszyscy inni bawali się w takt szybszych i wolniejszych kawałków.

– Są takie wydarzenia kulturalne, jak Rock&Chanson Festiwal, na które czeka się cały rok. Tym razem nawet dwa lata, bo przecież w 2020 r. festiwal z powodu pandemii nie mógł się odbyć. Dla mnie to stały punkt w kolońskim kalendarzu kulturalnym, który przyciąga sławy światowego wręcz formatu i bardzo cieszy wszystkich tych, którzy kochają dialog kulturowy i sąsiedzki, czyli taki, jaki daje nam Polonica. Ale co jeszcze jest ważne, to także, jak co roku, konkurs „Młodych Talentów”. Dla wielu młodych artystów, po raz pierwszy festiwal w Kolonii daje im możliwość zaprezentowania się międzynarodowej publiczności – mówiła pani Ewa, która co roku kibicuje młodym artystom.

– Trudno uwierzyć, że aż po raz 29 spotykamy się na Rock&Chanson Festiwalu, który wciąż cieszy się ogromnym powodzeniem. Nie ma drugiego takiego festiwalu w Niemczech, a nawet w Europie, na którym prezentowany jest „Trójkąt Weimarski” muzycznie i który organizuje grupa ludzi pracujących społecznie – mówi Zbigniew Kossak von Glowczewski – przewodniczący Polsko-Niemieckie Towarzystwo Kulturalne Polonica e.V. w Kolonii.

Od kilku lat Polonicą zarządzają oprócz przewodniczącego Zbigniewa Kossak von Glowczewskiego, wiceprzewodnicząca Monika Moj oraz skarbnik Maria Chmielarz. Pomimo że festiwal ma już 29-letnią tradycję, to jego organizacja jest wciąż dla członków Towarzystwa Polonica wielkim wyzwaniem. Projekt powstaje kosztem ogromnego nakładu pracy społecznej – tłumaczy zarząd. Zgodnie przyznają, że z dumą patrzą na swój Rock&Chanson Festiwal, który już dawno osiągnął popularność poza granicami Niemiec, o czym świadczy m.in. obecność przedstawicieli niemieckich i zagranicznych mediów podczas festiwali.

Charakter i ważność imprezy podkreślają również jej patronaci. Od lat festiwal odbywa się pod patronem Nadburmistrz Kolonii Henriette Reker, ze strony francuskiej Konsul Genralnej Olivii Berkeley-Christmann oraz Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Kolonii Jakuba Wawrzyniaka.

Ogrom uśmiechów, cudownych ludzi, brzmień, chwil i wspomnień będą z Polonicą jeszcze długo! A tymczasem do zobaczenia za rok!

Monika Moj

Foto Jurek Uske - Polregio

Pamela Dutkiewicz-Emmerich – 29 letnia reprezentantka Niemiec w biegu przez płotki. Urodzona w Kassel lekkoatletka, często z dumą opowiada o swoich polskich korzeniach i o rodzicach, którzy mają za sobą karierę sportową w Polsce. Pamela to wielokrotna halowa mistrzyni Niemiec, na dystansie 60 m przez płotki oraz sztafety 4x200 m, dwukrotna Mistrzyni Niemiec na 100 m przez płotki, półfinalistka olimpijska z Rio de Janeiro (2016). Jej największe sukcesy, to brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce 2017, w Londynie, oraz tytuł wicemistrzyni Europy zdobyty w 2018 roku w Berlinie. Aktualnie studentka pedagogiki z uniwersytetu w Dortmundzie, trenuje pod okiem trenera Rüdigera Harksena i całą swoją energię skupia na przygotowaniach do XXXII Olimpiady w Tokio. Igrzyska zostały o rok przesunięte i jeśli stan epidemiczny w Japonii na to pozwoli, odbędą się między 23. lipca, a 8. sierpnia 2021 roku.

T.M.: Pamelo, zamiłowanie do sportu, to chyba wchłonęłaś już z mlekiem mamy. Powiedz proszę jak to się stało, że wybrałaś właśnie bieg przez płotki? Nie byłoby łatwiej biec bez tych przeszkód?

  1. Dutkiewicz-Emmerich: Na pewno byłoby łatwiej (śmiech…) Sama się czasem nad tym zastanawiam, po co mi te płotki…. Jestem pewna, że moje zamiłowanie do sportu ma zawiązek z tym, że wychowałam się w domu gdzie sport zawsze był ważny. Moi rodzice, po zakończeniu własnej kariery sportowej, nigdy nie rozstali się ze sportem. Pamiętam, kiedy spotykali się w niedziele ze znajomymi, którzy często byli także związani ze sportem, to albo grali w koszykówkę albo biegali, albo w inny aktywny sposób spędzali czas. Ja, jako dziecko też byłam ciągle w ruchu, np. jadąc za nimi na rowerku. Do tego dochodziły niekończące się historie i anegdoty z ich sportowej przeszłości i dyskusje o aktualnych zawodnikach, wydarzeniach oraz sportowych nowinkach. Zafascynowało mnie życie sportowca i rozpoczęłam trenować lekką atletykę. Początkowo próbowałam wszystkiego, rzutów, biegów na różnych dystansach, skoków. Szybko okazało się, że rzuty mi nie wychodzą, nie posiadam również predyspozycji do dłuższych dystansów, jak moja mama. Jednak potrafiłam dobrze ruszać się technicznie i dysponowałam szybkością na krótkim dystansie. Tak rozpoczęła się moja przygoda w biegach przez płotki. Prawdą jest, że bieg przez płotki, to jedna z cięższych dyscyplin, bo nie leży w naturze człowieka biec z maksymalną prędkością na jakąkolwiek przeszkodę. Poza prędkością, wymagana jest także siła fizyczna oraz mentalna, technika oraz umiejętność balansowania ciałem, aby zachować pewien rytm i jak najszybciej pokonać tych 10 przeszkód przed metą.

Czy rodzice w jakiś sposób motywowali Ciebie do treningów, czy to raczej sama byłaś zagorzałym sportowcem?

Myślę, że w moim przypadku był to pewien mix. Każdy młody człowiek szuka tego, co sprawia mu najwięcej satysfakcji i chce to robić zawodowo. U mnie fakt, że wychowywałam się wśród sportowców sprawił, że mogłam dość wcześnie odkryć w sobie talent i zamiłowanie do sportu. Rodzice zawsze starali się mi podpowiadać, co byłoby dla mnie dobre, pokazywali mi różne opcje, ale nigdy nie naciskali, bym coś musiała zrobić czy osiągnąć. Wszystkie decyzje pozostawiali jednak mnie i moim szkoleniowcom. Dla nich ważne było po prostu abym się poruszała i czerpała z tego satysfakcję. W końcu ukształtowały się we mnie pewne ambicje i kiedy rodzice pewnego dnia spytali się, czy chciałabym zrobić kolejny krok w kierunku zawodowego sportu, to moja odpowiedź była oczywista. Mimo, że było to trudne, przeprowadzka z Kassel do internatu w Bochum, łączenie treningów z nauką, to byłam świadoma, że życie sportowca, jest czymś, o czym tak naprawdę marzę.

Jak wspominasz swój pierwszy sportowy sukces?

Pamiętam dokładnie, kiedy zostałam mistrzynią powiatu w Kassel. Startowałam wtedy w kilku dyscyplinach, między innymi w skoku w dal i w biegu przez płotki. Potem pamiętam, kiedy byłam trzecia w mistrzostwach Hesji. Wtedy to była dla mnie zabawa, która sprawiała mi wiele radości. Kiedy zdecydowłam się uprawiać sport zawodowo i przeniosłam się do internatu o profilu sportowym, to zaczęłam traktować to co robię, bardziej poważnie. Może też wpływała na to ranga zawodów. Zwycięstwo w mistrzostwach Niemiec juniorów. Następnie sukces w seniorach, kiedy udało mi się zakwalifikować do najlepszej ósemki w Niemczech. Wyniki przychodziły powoli, a pomiędzy nimi było też wiele porażek.

Czy myślałaś kiedyś by występować w polskiej reprezentacji?

Tak myślałam o tym… W końcu mam polskie korzenie, czuję się bardzo związana z Polską, zwłaszcza w moim sercu. Do tego silna konkurencja w Niemczech przez pewien czas mnie blokowała. Byłam wtedy numerem cztery w Niemczech, a tylko trójka mogła startować w międzynarodowych zawodach. W Polsce wsparcie dla sportowców jest trochę inaczej zbudowane niż w Niemczech. Tam młodzi sportowcy mogą wcześniej razem trenować, wyjeżdżać na zawody i zgrupowania. Jednak wtedy wypadłabym z niemieckiego, klubowego programu wsparcia, który już świetnie znałam i którego już byłam częścią. Bywają czasem momenty, że trochę zazdroszczę polskim reprezentantom, zwłaszcza kiedy widzę, jakimi bohaterami stają się w swoim kraju, jak o nich opowiada prasa, jak są uwielbiani wśród ludzi. To naprawdę robi wrażenie.

Twoje największe sukcesy to brąz na MŚ w Londynie 2017 i srebro na ME w Berlinie 2018. Jak wspominasz oba turnieje?

To są momenty, których nigdy w życiu nie zapomnę. Zwłaszcza Londyn… Nie oszukujmy się, moja dyscyplina zdominowana jest przez Amerykanki, Jamajki. Na MŚ w biegu przez płotki dostać się do finału to jest już ogromy sukces. Kiedy dostałam się do finału to wiedziałam, że teraz może się już zdarzyć wszystko. Starałam się opanować emocje i dać z siebie wszystko. No i udało się. Tą eksplozję emocji, która potem nastąpiła, nie jestem w stanie opisać. To było niesamowite przeżycie. Rok później, kiedy startowałam na ME w Berlinie, ciążyła już na mnie pewna presja dobrego wyniku z Londynu i występu przed własną publicznością. Jednak udało się, a sukces przed własną publicznością, to podwójna satysfakcja.

Właśnie, jak radzisz sobie z presją na zawodach?

Nerwy towarzyszą mi zawsze. Obojętnie czy są zawody klubowe, czy MŚ. Każde zawody, każdy start jest dla mnie ważny. Kiedyś próbowałam z tym walczyć, regulować, ograniczać napięcie. W końcu zrozumiałam, że to jest część mojej pracy, że to właśnie to napięcie i adrenalina napędza mnie i pozwala łamać kolejne bariery.

Twoja kariera nie składa się jedynie z sukcesów. Twój wypadek w podwieszanej kolejce i liczne kontuzje na pewno dały Tobie w kość. Skąd czerpiesz siły by po takich upadkach podnieść się i znów wspiąć na wyżyny?

To prawda, miałam wiele wzlotów, jak i wiele upadków. Tu ogromnym wsparciem są moi rodzice. To oni nauczyli mnie, że sukcesy w sporcie są dlatego piękne, bo istnieją także porażki. Nikt ze sportowców nie cieszyłby się tak ze zwycięstwa, gdy nie znalibyśmy także smaku porażki. W sporcie ważna jest też rozwaga. Trzeba ciężko trenować, ale uważać, by nie przesadzić. To może się skończyć kontuzją. Sport jest nieprzewidywalny i trzeba się z tym pogodzić. Cieszyć się z życia i każdych drobnych rzeczy, które dane jest nam przeżyć.

Ostatnio obserwujemy u Ciebie wiele zmian nie tylko w życiu prywatnym, ale i sportowym. Zmiana trenera, treningi wraz z grupą Rüdigera Harksensa w Mannheim. Jak wyglądają Twoje przygotowania do olimpiady w Tokio?

Wpierw muszę się jeszcze zakwalifikować. Nasza dyscyplina jest tak zwariowana, że kwalifikacje na olimpiadę trzeba sobie wypracować dopiero w roku olimpijskim. O miejsca na olimpiadę walczymy do końca czerwca. W obecnej sytuacji pandemicznej nie ma aż tak wiele zawodów. Oczywiście biorę w nich udział i wyjazd do Tokio to mój największy cel. Przyznam, że ostatnio dręczyły mnie kontuzje i nie czułam się zbyt dobrze.  Ten czas nie jest też zbyt łaskawy dla sportowców. Treningi na pustych stadionach, brak zawodów, publiczności. Pomyślałam, że jeśli chcę coś zmienić, to właśnie teraz jest najlepszy czas na zmiany. Podjęłam, więc pracę z nowym trenerem. Jestem coraz częściej w Mannheim. Robię wszystko co mogę, ale jak już mówiłam w sporcie nie można nic kalkulować, przewidywać, bo taki jest właśnie sport. W 2016 miałam okazję wystąpić na olimpiadzie w Rio i wiem, że w Tokio też chcę startować.

Życzę Tobie, aby to marzenie się spełniło! Będziemy trzymać za Ciebie kciuki!

Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

 _____________________________________________________________

Rodzice Pameli to również byli sportowcy – mama Brygida Brzęczek pięciokrotnie stawała na podium mistrzostw Polski seniorów w biegu na 800 m, zajęła także czwarte miejsce na ME juniorów. Ojciec Marian Dutkiewicz jako 16-latek debiutował w piłkarskiej ekstraklasie. Grał m.in. w zespole Olimpii Poznań. W reprezentacji Polski juniorów U18 oraz reprezentacji młodzieżowej U21 rozegrał prawie pięćdziesiąt meczów. Skomplikowana kontuzja nie pozwoliła mu jednak na rozegranie więcej, niż nieco ponad trzysta meczów w polskiej lidze.

T.M.: Panie Marianie rodzice sportowców często uparcie chcą, albo bardzo chcą, by dzieci szły w ich ślady. Jak Państwo podchodzili do tej kwestii i do wychowania córki?

Marian Dutkiewicz: Coś w tym jest, że rodzice chcieliby, aby ich dzieci podążały zawodowo, tą samą drogą, co oni. Aby byli tacy sami, a najlepiej jeszcze lepsi… U Pameli, już w dzieciństwie widać było zamiłowanie do sportu. W pokoju gościnnym zanim usiadła na fotelu, wpierw przeskoczyła sofę. Przy swoim biurku nie miała krzesła, tylko piłkę do gimnastyki. Na niej nie tylko siedziała, ale i klęczała. Kiedy szliśmy pobiegać do lasu, rozmawialiśmy ze znajomymi o sporcie, to Pamela zawsze chciała być z nami. Jej pierwszym zorganizowanym sportem była szkoła tańca. Niestety trenerzy się przeprowadzili i tak skończył się jej trening. Wtedy przyszła kolej na lekkoatletykę, która bardzo się jej spodobała, a klub TV Wattenscheid 01 gwarantował córce profesjonalny rozwój.

 Jak Pan i żona przeżywacie występy Pameli? Jak staracie się ją wspierać?

Kariera córki to nie był z naszej strony jakiś plan. Byliśmy po prostu przy niej przez cały czas. Czuliśmy, co się w niej dzieje, w dobrych, ale szczególnie w złych i ciężkich okresach. Tu szczególną rolę odgrywa moja żona, mama Pameli.  Od samego początku jesteśmy na każdych zawodach naszej córki, zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Resztę oglądamy w telewizji. Oglądamy wszystko w skupieniu. Emocje są ogromne, ale jako byli profesjonaliści umiemy się z nimi obchodzić. Muszę przyznać, że Pamela pozwoliła nam w jakimś sensie wrócić do sportu i znów z nim żyć. Często czujemy się, jakbyśmy to my sami stali na starcie. Czy nasza Pamela po tak długiej przerwie nawiąże do ostatnich sukcesów? Jeżeli będzie zdrowa, to z pewnością tak!

Rozmawiał Michał Kochański

Fot. Anika Bornemann - Pamela razem za rodzicami i mężem Maikiem, po zdobyciu srebrnego medalu na 100 m. przez płotki, podczas mistrzostw Europy w Berlinie.

Link do zdjec: https://assets.adobe.com/link/b2e1e36d-75ec-4f78-4c54-b95504954764

Twoje Miasto Nr. 69, czerwiec / lipiec 2021

Emigracyjna historia Krzysztofa Mrowca zaczęła się w latach 90. Nie planował zostać w Niemczech na stałe. W Polsce, nie powodziło im się źle. Krzysztof pracował jako sztygar na kopalni, żona też miała stałą pracę. Mieszkali w rodzinnym domu w Tychach-Lędzinach, więc o dach nad głową nie musieli zabiegać.

Przyjechał z rodziną na ślub siostry, która wyjechała pod koniec lat 80. do Niemiec. To był listopad, wziął miesiąc urlopu. Wiedział, że wszyscy, którzy wcześniej wyemigrowali, będą ich namawiać do pozostania w Niemczech. No i szczerze powiedziawszy, długo nie trzeba było. Początkowo zrobił to dla świętego spokoju, jednak już po kilku miesiącach widział, że szybko jest w stanie odzyskać utraconą z powodu emigracji, stabilizację. Mieszkanie, praca, samochód przyszły bardzo szybko. Już po kilku miesiącach żył normalnie. Kiedy jeszcze podjął naukę języka to zaczął się, w tym do tej pory obcym dla niego środowisku, czuć jak u siebie. Po roku otrzymał pracę w firmie produkcyjnej, która dała mu wielkie możliwości rozwoju jego technicznych umiejętności. Kolejne kursy, szkolenia sprawiły, że zawodowo poruszał się ciągle do przodu. Rozpoczął od pracy przy produkcji, a doszedł do stanowiska administratora banku danych i reklamacji obciążeń finansowych klienta w dziale jakości.

Jako trzydziestolatek niewiele myślał o sprawach innych niż przyziemne. Poezją, malarstwem, ezoteryką, psychologią i głębszym spojrzeniem na to co go otacza zaczął zajmować się w wieku bardzo dojrzałym. Pierwsze wiersze powstały, kiedy miał ponad 40 lat. Doskonale pamięta okoliczności napisania pierwszego wiersza. Praca na trzy zmiany powodowała u niego często problemy z zaśnięciem. Którejś bezsennej nocy wziął kartkę i przelał na nią kilka swoich niespokojnych myśli. Niestety kartka z zapiskami gdzieś się zapodziała, widocznie nie brał tego jeszcze na poważnie. Podczas kolejnych nieprzespanych nocy powstawały kolejne zapiski, które już przyjmowały formę wierszy. Po kilku miesiącach pisał już regularnie. Po roku odważył się wysłać kilka swoich wierszy do kolumny „wierszobranie” publikowanej wówczas w „Samym Życiu”. Po pierwszej publikacji przyszły kolejne, aż w 2008 roku zdecydował się wydać swój własny tomik poezji, który zatytułował „Liryki naiwne”. Od tego czasu poezja stała się nieodłącznym towarzyszem jego codzienności.

Pisanie przybrało formę jakiegoś jego niezdefiniowanego sposobu na życie, odskocznię od codzienności. W Dortmundzie, Essen i Oberhausen znalazł środowiska ludzi podobnych jemu. Zaczął regularnie uczestniczyć w spotkaniach poetyckich, podczas których również prezentował swoje wiersze. Pozytywne nastawienie do życia i ludzi spowodowało, że tak też był odbierany w polonijnych środowiskach. Ludzie chętnie słuchali i słuchają nadal jego poezji. Z biegiem czasu jego liryka przestawała być tak bardzo naiwna. Powstawała w wyniku obserwacji zjawisk, otaczającego go świata, ale przede wszystkim ludzi. Bardzo lubi latem przesiadywać w ogródku piwnym i obserwować ludzkie zachowania wobec drugiego człowieka i siebie. Czasem dostrzega wśród ludzi samotność, która staje się dla niego inspiracją do powstawania kolejnych wierszy. Jego poezja przenosi czytelnika w świat marzeń, uczuć, nastrojów i rozmyślań nad samym sobą. Każdy, kto ją poznaje, powinien sobie umieć wyobrazić siebie samego jako podmiot tychże rozmyślań, tęsknot czy nawet straconych i zapomnianych przeżyć oraz marzeń związanych z młodością.

Najtrudniej jest mu znaleźć nie temat, ale moment, w którym potrafiłby wyzwolić z siebie te emocje, które zbierają się w jego wnętrzu i przelać na papier. W cztery lata po debiutanckim tomiku wydał kolejny, który zatytułował „W drodze by odnaleźć spokój… i siebie”. W trakcie rozmowy śmieje się, że pewnie zdziwiłaby się jego nauczycielka języka polskiego w liceum, która nie chciała dać mu promocji z drugiej do trzeciej klasy. Dopiero pozytywnie zdany egzamin poprawkowy pozwolił mu kontynuować naukę.

W pandemicznym 2020 roku doprowadził do końca swój kilkuletni plan wydania powieści, która przybrała tytuł: „Izydor, historia Hanysa z polskich gór”. W książce opisał malowniczy Śląsk, PRL-owski krajobraz, transformację oraz doświadczenia emigracyjne. Wiele jest w niej wątków z życia osobistego. Wiele historii obfituje w namiętne… tzw. „momenty”. Autor zastrzega jednak, że nie wszystkie wątki powieści dotyczą jego osobistych przeżyć. Wymieszane są w niej jego elementy autobiograficzne z historiami zasłyszanymi podczas letnich nasiadówek w ogródku piwnym. Krzysztof Mrowiec przekonuje czytelnika, że życie w unikatowości wydarzeń i spotykanych osób staje się niepowtarzalną, jednostkową opowieścią.

Książka zebrała pozytywne opinie jego polonijnych przyjaciół, wśród których książkę kolportuje. Wielu znajomych po jej przeczytaniu spojrzało na niego innymi oczami.

Książkę nabyć można w księgarniach internetowych oraz u autora.

Tekst: Leonard Paszek

Zdjęcia: Robert Widera

Polska poliglotka, Małgorzata Müller opracowała nową metodę nauczania kilku języków obcych jednocześnie, którą praktykuje na kursach wielojęzyczności w Europie, a najczęściej w Niemczech. Studiowała germanistykę, romanistykę, neogrecystykę oraz filozofię i filologię średniowiecza. Jest m.in. multilingwalnym językoznawcą i dyrektorem wydziału językowego na Uniwersytecie Ludowym (VHS) w Eschweiler. Oprócz tego pracuje jako docent dziesięciu języków w różnych szkołach i uniwersytetach europejskich, prowadziła między innymi kursy wielojęzyczności na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Jest autorką podręczników i materiałów do nauki kilku języków jednocześnie, prowadzi szkolenia dla nauczycieli języków obcych oraz Sieć Nauczycieli Języka Polskiego w NRW. Jest członkiem Komisji Językowej w Niemczech, występuje często na konferencjach i kongresach językowych.

Jak powstała i na czym polega ta nowatorska metoda nauki kilku języków jednocześnie?  

Małgorzata Müller (MM): Europejczycy uczą się coraz większej liczby języków. Metoda powstała w roku 2012 na moim wydziale językowym jako metoda eksperymentalna, niekonwencjonalna, skierowana do osób dorosłych. Jest ona nowym modelem rozwoju ówczesnych rozwiązań dydaktyki wielojęzyczności, czyli koncepcji równoległego nauczania kilku języków obcych. Swoimi założeniami metodologicznymi moja metoda multingwalna wpisuje się w europejskie nurty wielojęzyczności i korzysta z narzędzi glottodydaktyki niemieckiej (B. Hufeisen, E. Allgäuer-Hackl, M. Grein etc.), która stawia na promocję wielojęzyczności i wielokulturowości. Swoją politykę językową dopasowuje do lansowanej przez Radę Europy idei wielojęzyczności jako zjawiska społecznego dla całej Unii Europejskiej.

Zatem na jednym kursie, tzw. Mehrsprachenkurs uczą się dorośli kilku języków na raz; trzech, czterech, siedmiu, ośmiu a nawet dziesięciu. Głównie są to języki europejskie. Uczący porównując języki uczą się słownictwa, gramatyki, swobodnego przechodzenia z języka na język, konwersacji, piszą, czytają i słuchają. Aby przełamać szybko bariery komunikacyjne i osłuchać się z różnymi akcentami w danym języku prowadzone są zajęcia komunikatywne z native speakerami. Interaktywny program z native speakerami z różnych grup językowych na jednych zajęciach, który wprowadzany jest po 100 godzinach lekcyjnych ma na celu ćwiczenie switchingu, czyli swobodnego przechodzenia z języka na język oraz kontroli nad słownictwem i gramatyką podczas komunikacji. Uczący rozumieją języki blisko spokrewnione stosunkowo szybko. Wykorzystując podobieństwo leksykalne oraz gramatyczne są w stanie w bardzo krótkim czasie (200 godzin lekcyjnych) osiągnąć poziom B1 nawet w trzech językach romańskich czy skandynawskich czy słowiańskich.

A nie mylą się uczącym te wszystkie języki?

MM: Nie. Czytanie jest najważniejszym elementem na etapie wprowadzania do nauki kilku języków na raz, ‘kto czyta, nie błądzi’, jak mówi przysłowie. Jest to proces uczenia się łatwiejszy i dla mózgu bardziej skuteczny, aniżeli nauka każdego języka z osobna, bowiem kodowanie słownictwa dla kilku języków oraz różnic gramatycznych (podobieństwa rozpoznaje i zapamiętuje umysł ludzki automatycznie) jest dla mózgu procesem  prostym, porównywalnym z rozróżnianiem w szkole biologii od chemii, czy matematyki od fizyki i kodowaniem informacji w tych przedmiotach. Rozwijanie kompetencji językowych i kompetencji kulturowej jest szybsze w porównaniu z kursami jednojęzycznymi. Żaden poliglota nie uczy się języków po kolei, lecz równocześnie.

Co jest szczególnym atutem tych kursów?

MM: Oczywiście szybkość i kształcenie biegłości językowej dla kilku języków, czyli takich umiejętności jak kompetencje ściśle językowe, rozwijanie świadomości socjokulturowej, rozwijanie wyobraźni oraz strategii uczenia się. Metoda multilingwalna pozwala na to, że języki europejskie traktujemy jak jeden przedmiot w szkole, którego się uczymy, a w nim różnych tematów.

A co z perfekcyjnością językową?

Małgorzata Müller: Tej w wielojęzyczności nie ma i jest to ściśle związane z pracą naszego mózgu. Powstają w nim bowiem leksykony mentalne, a ostatnie badania neurobiologiczne (Marion Grein) pokazują, mózg nasz zamykając wszystkie leksykony i dopuszczając tylko jeden język do rozmowy potrzebuje bardzo dużo energii i nie zawsze zdąży zamknąć dany język w danej sekundzie. Dlatego możemy wypowiedzieć w danym momencie inne słówko lub posłużyć się gramatyką z innego języka. W mojej metodzie multilingwalnej zawarte są odpowiednie ćwiczenia mające na celu wspomaganie i kontrolowanie tego procesu.

A ćwiczenia? Czym się różnią Pani podręczniki do wielojęzyczności od tych, które są produkowane do nauki jednego języka?

MM: Metoda nauczania multilingwalnego rozpoczynająca się nauką czytania daje szybką możliwość opanowania zasad czytania oraz wymowy w danym języku. To ułatwia zapamiętanie słownictwa. Porównując języki, szukamy podobieństw i różnic, zarówno gramatycznych jak i leksykalnych oraz uczymy mózg tzw. świadomej kontroli nad danym językiem. Dlatego wszystkie podręczniki dla początkujących dla tego typu kursów uwzględniają te procesy. Zawierają konkretne lekcje, teksty, dialogi, ćwiczenia, gry i zabawy, testy, płyty CD-MP4, tabele gramatyczne oraz wiedzę o kulturze danego kraju trzymając się ściśle metody multilingwalnej. Moje podręczniki do nauki wielojęzyczności to seria „Ab in die Sprachen“, czyli „Hop do języków”, do nabycia na rynku niemieckim oraz w wydawnictwie „MuLi-Verlag”. Powstał podręcznik do nauki trzech języków romańskich, drukuje się podręcznik do nauki czterech języków słowiańskich, jest podręcznik wprowadzający do nauki 18 języków. Są płyty. Wszystko można zobaczyć pod www.muli-verlag.de  Z wszystkich materiałów można się uczyć samemu.

Od czego zatem należy zacząć, aby zostać poliglotą? Pani zna 18 języków?

MM: Najstarsi, którzy aktualnie uczęszczają na zajęcia to osoby lat 78, 82 i 85. Zatem zdobyć się na odwagę i zainwestować w siebie. Nie bać się nowych wyzwań. Języki kształcą naszą osobowość, ucząc się jesteśmy bardziej otwarci na świat, na ludzi, integrujemy się, pokonujemy nasze blokady komunikacyjne, słabości natury ludzkiej, zdobywamy nowe kompetencje (nie tylko te czysto językowe, które są nam potrzebne na rynku pracy). Komunikacja z innymi ludźmi staje się łatwiejsza, zaczynamy lepiej rozumieć świat. Dlatego warto być wielojęzycznym. Znajomość jednego języka, który jest w programie kursu nie przeszkadza w uczestnictwie, wręcz przeciwnie pomaga w nauce następnych języków. Aktualnie kursy odbywają się również online, a zgłoszenia otrzymujemy często nawet przez facebook (Marga Müller, Lerne mehrere Sprachen). Zapraszam do inwestycji w siebie.

Rozmawiał Michał Kochański

Pismo Polonijne "Twoje Miasto"

Od pewnego czasu TV Polonia przedstawia sylwetki polskich naukowców, którzy zdobyli rozgłos i uznanie z dala od rodzinnego kraju. Są to historie niezwykłe, będące dowodem tego, że zdolni, wytrwali i pracowici wszędzie odnajdą miejsce na sukces, na osiągnięcia o ważnym znaczeniu i na realizację życiowych celów.

Wiadomo, że już od XIX wieku nasi rodacy sławili Polskę w świecie (od Dalekiego Wschodu po Amerykę Południową) i zdobywali poważanie swymi naukowymi dokonaniami. Nazwisk sporo i historii pełnych przygód także pod dostatkiem. Wszak praca naukowa, to nie tylko poszukiwania, badania, pełna cierpliwości sumienność, ale także swoista odwaga w przekraczaniu „wyboistych dróg”, pokonywanie słabości. To również zmaganie się z różnymi ograniczeniami. Okazuje się przy tym, że talent i pasja twórcza prowadzą do znaczących osiągnięć nawet w trudnych warunkach. Potwierdzają to biografie uczonych i odkrywców, nawet tych, którzy zdobyli międzynarodowy rozgłos i szacunek.

Najlepszym przykładem kilka trudnych epizodów z życia Marii Skłodowskiej-Curie; jej wielogodzinne prace w zimnym laboratorium, tragiczna śmierć męża, nietaktowne ataki prasy czy późniejsze wyjazdy na fronty I wojny światowej, gdzie prowadziła mobilną radiologię polową. To nie było łatwe. Cóż? Z trudnościami mierzą się niekiedy nawet najsławniejsi. Wiek XX i współczesność są pasmem szczególnych zwycięstw Polaków na polu nauki. Wśród całej rzeszy polskich uczonych i odkrywców wielu jest takich, którzy znaleźli się z rozmaitych przyczyn, także własnych wyborów, z dala od ojczyzny.

Sporo ich w Niemczech. Myślę, że ma na to wpływ fakt, że w kraju tym jest aż 430 uczelni wyższych, w tym 106 uniwersytetów współpracujących w większości z uczelniami w Polsce. Prace naukowe prowadzone są nie tylko na uniwersytetach, ale i w instytucjach prywatnych, ośrodkach badawczych, koncernach przemysłowych... Ogółem, (jak podaje DAAD – Deutscher  Akademischer Austauschdienst – Niemiecka Centrala wymiany Akademickiej ) działa około 800 instytucji naukowych, które zatrudniają obcokrajowców.

Poznański Instytut Zachodni ocenia, że liczba polskich naukowców w Niemczech może sięgać nawet kilku tysięcy. Czyż to nie imponujące? O wielu z nich dowiadujemy się w środowisku polonijnym. Udało mi się dotrzeć do kilku osób z tego, jakże licznego grona i przyznać muszę, że były to najmilsze ze spotkań i najciekawsze z rozmów, jakie przeprowadziłam. Wciąż pozostaję pod wrażeniem opowieści o racjonalnym podejściu do świata i emocjonalnym do tego, co rodzime, polskie, a tak silnie odczuwane za granicą.

Ogromem wiedzy, osiągnięciami, błyskotliwą wręcz karierą zadziwił mnie profesor Radosław Marek Iwankiewicz z Inegonstytutu Mechaniki i Inżynierii Wodnej Uniwersytetu Technicz w Hamburgu. Początki jego sukcesów miały miejsce na Politechnice Wrocławskiej, którą ukończył z wyróżnieniem na Wydziale Budownictwa Lądowego w specjalności teoria konstrukcji.

Tam odbył studia doktoranckie i habilitację w dyscyplinie mechanika. W Instytutach Inżynierii Lądowej a także Materiałoznawstwa i Mechaniki Technicznej przeszedł kolejne stopnie naukowe (od starszego asystenta po adiunkta), by uzyskać stanowisko profesora nadzwyczajnego. Odbył także staż naukowy w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki P.A.N. w Warszawie i ośmiomiesięczne stypendium naukowe w Paryżu. Od 1994 z powodzeniem kontynuuje pracę naukową i dydaktyczną za granicą. Pracował jako profesor wizytujący na Uniwersytecie w Aalborgu w Danii i Uniwersytecie Technicznym w Monachium. W latach 1998 – 2007pełnił stanowisko profesora ( kierownika katedry ) mechaniki stosowanej ( Murray and  Roberts Professor Chair of Applied Mechanics w School of  Mechanical  Engineering University of the Witwatersrand  Johannesburg w Republice Południowej Afryki. W tym czasie przez prawie rok zajmował stanowisko profesora wizytującego z ramienia DAAD ( Mechanics for Global Engineers ) na Uniwersytecie Technicznym w Hamburgu Harburgu.

Na stałe pracuje tam od 2007 w Instytucie Mechaniki i Inżynierii Wodnej. Główną dziedziną jego pracy naukowej są stochastyczne problemy dynamiki i niezawodności konstrukcji oraz metody stochastyczne w mechanice. Brzmi to obco i dla wielu niezrozumiale. Taka jest po prostu nauka i nie każdy jest w stanie ogarnąć wszystkie jej arkana. Przytoczę słowa profesora: „ od wielu lat zajmuję się dynamiką i niezawodnością układów poddanych losowym seriom impulsów, a od niedawna także metodami stochastycznymi w mechanice nano-materiałów. Rozwijałem w tym zakresie metody analityczne, dokładne i przybliżone, związane z zastosowaniem metod procesów stochastycznych ( przede wszystkim procesów punktowych oraz stochastycznych równań  różniczkowych.)”

Profesor wygłosił dziesiątki referatów na konferencjach zagranicznych: w Bułgarii, Chinach, Danii, Francji, Grecji, Japonii, Korei Płd. w Niemczech, Norwegii, Portugalii, RPA, Rosji, na Węgrzech i we Włoszech. Od kilku lat współpracuje z University of Northampton w Wielkiej Brytanii (dynamika urządzeń wyciągowych), z Uniwersytetem w Palermo oraz Chieti Pescara we Włoszech, z University of Aberden w Szkocji i oczywiście z Politechniką Warszawską. Prowadził wykłady seminaryjne i wykłady dla doktorantów na Politechnice Wrocławskiej, Uniwersytecie w Aalborgu, Johannesburgu, Kopenhadze, Paryżu, Palermo, Reggio Calabria i Rzymie.  Jest autorem ponad 130 publikacji. Można jeszcze wymieniać organizacje i towarzystwa naukowe, do których czynnie należy. Czy to mało? Nie ulega wątpliwości, że cieszy się poważaniem i ma w całym świecie przyjaciół. Przyjazne usposobienie i skromność to dodatkowe jego przymioty.
Zwyczajnie - nadzwyczajny człowiek.

Nadzwyczajną osobą był nieżyjący od czterech lat profesor Piotr Małoszewski. On doprawdy wymaga wspomnień, choć pamięć o Nim jest wśród Polonii żywa. Ukończył fizykę jądrową na Wydziale Elektrotechniki Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie. Przez dwadzieścia lat pracował naukowo w Instytucie Fizyki Jądrowej w Krakowie. Pracę doktorską obronił na Wydziale Geologiczno-Poszukiwawczym AGH. Habilitował się na Uniwersytecie we Fryburgu, dokąd trafił jako stypendysta Fundacji im. Alexandra von Humboldta. Szybko zdobył uznanie niemieckich kolegów. Jego pracowitość wzbudzała słuszne zaufanie i zapowiadała dalsze sukcesy.

Dlatego właśnie powierzono mu stanowisko dyrektora w Instytucie Ekologii Wód Podziemnych w Centrum Badawczym Helmholtza w Monachium. Pełnił też funkcję eksperta w Międzynarodowej Komisji Znacznikowej (ICT) i w Międzynarodowej Asocjacji Nauk Hydrologicznych (IAHS). Brał udział w misjach (w roli eksperta ) na Kubie, w Brazylii, Wenezueli, Malezji, Nigerii, Sudanie i Etiopii. Jego dorobek to 185 publikacji, 150 wystąpień, wiedza przekazana kolegom i studentom, a także społeczna działalność na rzecz środowisk polonijnych. Każdy kto się z nim spotkał mówi, że to człowiek wybitny. Jego pełna godności i szlachetności postawa może być wzorem do naśladowania, inspiracją dla działań emigracji polskiej.

Sympatię i podziw wzbudził we mnie także profesor Frank Golczewski z Uniwersytetu w Hamburgu. To z kolei historyk, a więc zakres jego zainteresowań i poczynań jest mi nieco bliższy niż matematyka z fizyką. Golczewski zajmuje się problematyką Europy Srodkowej i Wschodniej. Jest autorem szeregu publikacji w których poddaje pod dyskusję, bądź rozstrzyga złożone zagadnienia tego regionu - regionu, który od stuleci stanowił zarzewie konfliktów o podłożu etnicznym, religijnym, kulturowym. Przy okazji warto wiedzieć, że pojęcie Europa Srodkowa i Wschodnia wprowadził w 1950 nasz ceniony historyk -   polski emigrant ze Szwajcarii, Francji, Anglii, Stanów Zjednoczonych i Kanady -  profesor Oskar Halecki (1891-1973). W latach1953 – 1962 był on prezesem Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce.

Jego śladami zmierza Profesor Frank Golczewski. Jest tak samo solidny, rzetelny i wiarygodny. Ceni opinie innych, przełamuje stereotypy myślowe, wyjaśnia i prowadzi do genezy i istoty zdarzeń. Profesor wybrał trudne zadanie; zajął się tematem kontrowersyjnym, który w Niemczech nie został dotąd szerzej omówiony, za to od pewnego czasu budzi duże zainteresowanie i uwagę.
Europa Srodkowa i Wschodnia to obszar niejednorodny, o bogatej, burzliwej przeszłości, na dodatek taki, w którym sprawy polskie i ich reminiscencje są żywe. One właśnie wywołują dyskusje i rodzą nie zawsze zdrowe emocje. Bywają niekiedy przyczyną nieporozumień, niesnasek i polemik.

Prace prof. Golczewskiego na ten temat wnoszą nowe spojrzenie; dociekają prawdy, dają wielopłaszczyznowe analizy i ciekawe konkluzje. Przy doskonałej znajomości języków: rosyjskiego, ukraińskiego, polskiego, również niemieckiego i angielskiego uczony potrafił „wznieść się” ponad dotychczasowe sądy i opinie, rozważył zagadnienia niejako „od źródeł.” Jest autorem Historii Ukrainy. Napisał obszerną pracę „ Niemcy i Ukraińcy 1918 – 1939”, która w pewien sposób wyjaśnia istotę polskich w tym zakresie problemów, a nawet dramatów. Zainteresowanie wzbudziły jego publikacje na temat stosunków polsko – żydowskich w latach 1881 – 1939 czy też wizerunku Niemców w Polsce przed II wojną światową.

Pan profesor ma dobre kontakty z historykami z Uniwersytetu Warszawskiego. Z uwagą śledzi ich osiągnięcia, bierze udział w spotkaniach. Poznał nawet Normana Daviesa. Nie ulega wątpliwości, że jest ekspertem w temacie, który nadal ekscytuje nie tylko naukowców, nade wszystko polityków. Wspomnę jeszcze, że profesor ma sporo zainteresowań kulturalnych. Jest także miłośnikiem muzyki Chopina.

Przejdę więc do tematu muzyka i przedstawię doskonałą jej znawczynię  dr Magdalenę Oliferko-Stork ze Szwajcarii. Jej zainteresowania obejmują muzykę od średniowiecza do współczesności. Szczególnie istotne są utwory powstałe w XVIII i XIX wieku. To nie przypadek, że Fryderyk Chopin zajmuje ważne miejsce w jej pracach badawczych. Ukończyła muzykologię w Warszawie i zawsze była pod urokiem muzyki Chopina, koncertów w Łazienkach Królewskich i Międzynarodowych Konkursów Chopinowskich w Warszawie. Dla pogłębienia wiedzy z zakresu muzyki odbyła dodatkowe studia, w tym także w zakresie muzyki organowej. Tak więc dysponując wiedzą teoretyczną została dodatkowo doskonałą organistką koncertową i dyrygentką chórów. Ma na swym koncie wiele wystąpień i tysiące braw.

To w Hamburskiej Wyższej Szkole Muzycznej i Teatralnej studiowała grę na organach u prof. Wolfganga Zerera i tam uzyskała dyplom koncertowy i pedagogiczny. W Bazylei, w tamtejszej Wyższej Szkole Muzyki Dawnej na wydziale Historycznych Instrumentów Klawiszowych zdobyła tytuł magistra. Z wyróżnieniem obroniła w Genewie pracę doktorską i ten sam tytuł przyznał jej Uniwersytet Warszawski. Największą zasługę Magdaleny Oliferko jest to, że przeprowadziła gruntowne studia nad biografią Fryderyka Chopina i uzupełniła ją w wielu obszarach. Zajęła się także życiem i pracą Juliana Fontany, który był jego najbliższym przyjacielem, uczniem, kopistą i wydawcą. W kręgu jej badań znalazła się problematyka recepcji Chopina w XIX wieku, wydania i źródła jego twórczości, wzajemne wpływy muzyczne. Pani doktor Oliferko-Stork przeprowadziła dogłębne i wieloaspektowe studia nad listami kompozytora. W tym miejscu polecam jeden z jej artykułów zamieszczony w piśmie Muzyka ( nr 2- 2014 ) zatytułowany „ Fryderyk Chopin i Towarzystwo Politechniczne Polskie w Paryżu – nieznana korespondencja oraz aspekty emigracyjnej aktywności Chopina”. Doskonały to przyczynek do poznania życia emigracji polskiej w Paryżu – Wielkiej Emigracji.

Polska muzykolog ma na swym koncie sporo osiągnięć i cieszy się zasłużonym uznaniem. Bierze udział w międzynarodowych kongresach i konferencjach naukowych. Dokonuje ekspertyz naukowych i recenzji. Jej dziełem jest dla przykładu ekspertyza naukowa archiwum pioniera polskiej chopinologii profesora Ludwika Bronarskiego (1890 – 1975) na zlecenie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina w Warszawie z którym od 2007 ma uczona ścisły kontakt. Muzykologia nie jest dziedziną łatwą, dlatego słowa podziwu kieruję pod adresem tak zdolnej i pracowitej, przy tym młodej dr Magdaleny Oliferko- Stork. Ona z pewnością przybliży nam jeszcze wiele rzeczy nieznanych z historii muzyki dawnej, objaśni to co jest  nie do końca poznane, a jakże w naszej kulturze znaczące.

Postarałam się przedstawić kilka osób, takich którzy imponować mogą osiągnięciami. Wszyscy oni ujmują swoimi życiowymi postawami; pracowitością, optymizmem, wiarą w sens nieustannego tworzenia. Oni wzmacniają nasze poczucie wartości poza granicami Polski. Są naszą dumą. Na koniec pewna istotna wiadomość; nasi uczeni z całego świta starają się spotykać każdej jesieni w Cambridge lub Oksfordzie, aby poznać się lepiej, wysłuchać wykładów, rozmawiać o swoich doznaniach i przeżyciach. Nie tylko o sprawy naukowe chodzi, ale i o te codzienne; miłe, trudne, zaskakujące, emocjonalne - po prostu nasze polskie. Nawet nadzwyczajni są przecież zwyczajnymi ludźmi.

Sława Ratajczak

3 października zakończył się trzydniowy VIII Festiwal Sztuk Komediowych Teatrów Amatorskich DECHA w Bielsku Podlaskim. W tym roku po raz pierwszy wystąpił na nim teatr z zagranicy. Polonijny Teatr „Gdańska” z Oberhausen potrzebował 21 godzin jazdy autobusem, aby dotrzeć na festiwal. Wrażenia jednak i zdobyte doświadczenie, które stamtąd przywiózł są niezmiernie bogate i trudne do wyrażenia słowami. Oprócz Teatru „Gdańska” na deskach Kreatywnego Centrum Kultury wystąpiło 9 teatrów z całej Polski, m.in. z Gdyni, Lublina, Jarosławia, Kędzierzyna Koźla, Warszawy.

Festiwal od początku organizowany jest przez grupę młodych ludzi, którzy tworzą amatorski teatr M.A.S.K. oraz stowarzyszenie Kreatywny Bielsk Podlaski. Ich zapał, kreatywność i energia udzieliła się wszystkim uczestnikom festiwalu, zarówno młodym, jak i „seniorom” z Teatru Gdańska.

Spektakle oceniały dwa składy jury. Pierwsze profesjonalne, które przyznało główną nagrodę Kampanii Teatralnej Mamro z Warszawy za spektakl „Taetrowcy”, drugie natomiast jury młodzieżowe, przyznało nagrody związane z samym przebiegiem festiwalu i jego atmosferą. I tutaj Teatr „Gdańska” otrzymał nagrodę dla najbardziej wesołego teatru. Nagrodę indywidualną dla najlepszego aktora epizodycznego zdobył Marian Dudek z Teatru „Gdańska” odtwarzający rolę Ignaca w sztuce „Zachciało się wom Kalwaryji”.

Ogólnopolski Festiwal Sztuk Komediowych Teatrów Amatorskich DECHA w Bielsku Podlaskim to jedyne takie święto spektakli komediowych na Podlasiu.

W związku z tym, że ilość miejsc w siedzibie Kreatywnego Centrum Kultury była ograniczona, organizatorzy przygotowali strefę widza, która umieszczona została w namiocie usytuowanym na parkingu Przedsiębiorstwa Komunalnego. Wszystkie spektakle można było również oglądać na żywo w Internecie.

Tekst: Leonard Paszek

Zdjęcia: Robert Widera

Wyjazd Teatru „Gdańska” na festiwal dofinansowywany został ze środków Ministerium für Kinder, Familie, Flüchtlinge und Integration.

 

Muzyczny świat Polonii Niemieckiej obiegła z początkiem października bardzo smutna wiadomość. W nocy z 9 na 10 października zmarł w wieku niespełna 58 lat Janusz Bury, wokalista wielu projektów muzycznych (Syndykat, Polish Honey Band, Blac Bone Company, Pusch Ab, Polton, BoJa) i animator polonijnego ruchu muzycznego w Nadrenii-Północnej Westfalii. Z jego inicjatywy na koncerty do Niemiec przyjeżdżali znani polscy muzycy bluesowi, m.in. Adam Kulisz, Michał Kielak, Kuba Andrzejewski, zespół Kasa Chorych, czy Partyzant.

Chorował od kilku lat, a ostatnich kilka miesięcy spędził w szpitalu. Niestety świat medyczny przegrał walkę z zawiłościami ludzkiego organizmu. Smutno i łza w oku się kreci na myśl, że nie usłyszymy juz jego zachrypniętego głosu w klubach muzycznych w Oberhausen, Essen, czy Gladbeck. Muzyka fascynowała go od dzieciństwa. Słuchał jej praktycznie od zawsze. Magicznym miejscem był dla niego kopalniany Dom Kultury, w którym ćwiczyły zabrzańskie zespoły. Jako dziecko stawał pod oknami i w ten sposób uczestniczył w ich próbach. Drugim magicznym miejscem była klasa muzyczna w szkole. Spędzał tam przerwy i próbował grać na różnych instrumentach. Jego ulubionym instumentem była perkusja. Próbował wybijać rytmy na werblach i talerzach.

Janusz wspomina grupę tancerek, które miały wystąpić na akademii. Niestety w ostatniej chwili zespół werblistów, który miał robić podkład rytmiczny pod ich marszowy taniec, odwolał swój przyjazd. Dyrekcja nerwowo zastanawiała się co robić. Janusz był świadkiem tych zabiegów i nieśmiało zgłosił się, że może on by spróbował. Niedowierzająca nauczycielka wychowania muzycznego zgodziła się pójśc z nim do sali muzycznej i posłuchać jak gra. Kiedy usłyszała rytmicne brzmienie zrobiła "wielkie oczy" i zadowolona powiedziała dyrekcji, że Janusz Bury uratuje sytuację. Był to jego premierowy występ, nagrodzony burzą oklasków.

Po szkole podstawowej poszedł do zabrzańskiej “Samochodówki”, gdzie uczył się jako blacharz. Wyklepywanie karoserii przypominało mu wybijanie rytmu, zresztą szef nieraz mówił, że robi to z takim "namaszczeniem" jakby wystukiwał symfonię. Uczestniczył też w próbach szkolnych zespołów. Po ukończeniu szkoły zawodowej pracował w różnych zawodach. Był kierowcą, pracował pod ziemią w kopalni. Był to czas, kiedy rozkręcały się śląskie zespoly tzw. młodej generacji. To sprawiło, że odwiedzał kluby muzyczne, m.in. słynny “Pyrlik” w Bytomiu, czy “Kocynder” w Chorzowie. Nie ukrywał w trakcie prywatnych rozmów, że oprócz muzyki znaczącą rolę w jego życiu odgrywały narkotyki. Wielu muzyków je zażywało.

Dla Janusza i jego bliskich takie życie zaczęło być coraz bardziej uciążliwe. Były piękne przeżycia, narkotyczne wizje, ale niestety zaczął uciekać od ludzi i przyjaciół w swój świat. Były próby odwykowe, ale niestety nie uwieńczone sukcesem. Został sam. Rodzice i krewni wyjechali do Niemiec. Januszowi żyło się dobrze. Miał mieszkanie i pomoc rodziny z Zachodu. Był klimat i był blues. W latach 80. ubiegłego wieku zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Wiedział, że to dla niego szansa. Matka pomagała mu wyjść z nałogu. W chwilach bólu masowała mu stopy. Niestety potem nastąpowały kolejne powroty i kolejne wyjścia z nałogu. Marzenie o muzyce trwało jednak przez cały czas. Skończył Sprachkurs, podjął pracę i stworzył rodzinę. Pewnego dnia przypadkiem spotkał kumpla z Zabrza, który szukał wokalisty do swojego zespołu. Był to 1994 rok. To była dla Janusza kolejna szansa. Pojechał do bunkra w Essen-Borbeck, gdzie odbywały się próby. To był pierwszy kontakt z polską muzyka w Niemczech. Poznał tam muzyków, którzy podobnie jak on podjęli decyzję o emigracji. Pierwszy współtworzony przez niego zespoł nazywał się EXIT. Grali polskie covery. Nie koncertowali często, ale za to dużo ćwiczyli, i sprawiało im to satysfakcję. W tym samym bunkrze ćwiczyli chłopcy z zespołu Abigail, w którym grał m.in. Robert Kempa oraz Krzysztof Weihsmann, obecnie gitarzysta Nomedii. Po kilku latach z tych dwóch zespołów powstał istniejący do teraz zespól Syndykat. Janusz był przez 8 lat jego wokalistą. Był to wspaniały okres w jego życiu. Narkotyki poszły na bok, za to muzyka stała się jego nałogiem. Przez te lata dojrzewał też warsztatowo. Później były kolejne projekty muzyczne.

Starał się, z różnym skutkiem, pogodzić muzykę z pracą zawodową i rodziną. Nie zawsze mu sie to udawało. W wywiadzie 5 lat temu, powiedział, że dziękuje Bogu, że udało mu się wyjść z nałogu i prosi go, aby pozwolił mu jeszcze długo śpiewać. Nie udało się, śpiewał do 57 roku życia. Później choroba i śmierc przerwały to co kochał najbardziej.

Leonard Paszek

Wędrowiec między światami, Tadeusz Różewicz – rozmowa na 100-tną rocznice urodzin, w dniu 16. listopada 2021, o godz. 19:00.

Tadeusz Różewicz kilka tygodni temu skończyłby 100 lat. Jak mało który polski pisarz w XX wieku, był on szczególnym budowniczym mostów i wędrowcem między światem niemieckojęzycznym i polskojęzycznym. Dokumentuje to również w swojej książce "Unser älterer Bruder" (Nasz starszy brat), wydanej niedawno przez Niemiecki Instytut Polski, której niemieckie wydanie było szczególnie bliskie jego sercu.

Jakie znaczenie dla polsko-niemieckich stosunków literackich miał Różewicz, jak był i jest odbierany w Niemczech, jak czuje się Różewicz na scenie i jaką rolę odgrywają pisarze w stosunkach polsko-niemieckich w ogóle?

Do tych i wielu innych pytań podejdziemy z czterech różnych, ale uzupełniających się perspektyw: tłumacza Różewicza, reżysera Różewicza, znawcy Różewicza i czytelnika Różewicza: Cztery głosy, jeden temat – Polen-Quartett.

  • Bernhard Hartmann, tłumacz
  • Dr. Matthias Kneip, Deutsches Polen-Institut
  • Prof. Dr. Peter Oliver Loew, Deutsches Polen-Institut
  • Prof. Janina Szarek, Teatr Studio am Salzufer/Transform Schauspielschule

pomocą tego formularza.

lub śledzić wydarzenie na żywo na Facebooku:  https://www.facebook.com/deutschespoleninstitut

Na ewentualne pytania odpowiada Anna Jankowska Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Unlängst herausgegeben vom DPI:
https://www.deutsches-polen-institut.de/publikationen/reihe-polnische-profile/tadeusz-rozewicz-unser-aelterer-bruder/

Polen-Quartett
Vier Personen, ein Thema.
Über Polen.

Das Deutsche Polen-Institut hat ein neues Debatten-Format ins Leben gerufen. Im Rahmen des Polen-Quartetts diskutieren Mitarbeiter des Deutschen-Polen-Instituts mit externen Gästen über verschiedene Themen mit Polen-Bezug. Das Polen-Quartett möchte einerseits über den jeweiligen Stand der Debatte in Polen informieren und andererseits an Debatten in Deutschland anknüpfen.


Dr. Andrzej Kaluza

W Kolonii powstało nowe stowarzyszenie: Europolis e.V. – Polsko-Niemiecki Dom Spotkań. Nazwa Europolis wzięła się z połączenia dwóch słów: euro – dla wskazania europejskiego charakteru stowarzyszenia, oraz polis – jako miasto. Czyli Europolis to Miasto Europejskie, jakim jest Kolonia.

Zaczęło się jesienią 2020, kiedy osiem kobiet na „babskich spotkaniach” w Kolonii, organizowanych rzez Bożenę Falkner, odkryło, że mają wspólne marzenie: stworzyć w Kolonii miejsce, dom spotkań, kawałek ojczyzny. Obecnie stowarzyszenie jest w trakcie rejestracji, po czym nabędzie osobowość prawną.

Pandemia przedłużyła znacznie proces założycielski, ale mocna kobieca ósemka się nie poddała i pracowała online, spotykając się co wtorek na Zoomie. W trakcie tych spotkań powstał statut. Dopiero 28 maja tego roku wszystkie panie spotkały się pierwszy raz osobiście. Dotychczasowe Europejskie Centrum Kultury IGNIS, w którym spotykali się Polacy, zamknięto w 2013 roku.

W milionowej Kolonii brakuje możliwości spotkań dla Polonii, wymiany poglądów,rozmów po polsku i korzystania z wydarzeń kulturalnych związanych z Polską.

Z powodu pandemii zakładanie stowarzyszenia mocno się przedłużyło. Udało się stworzyć wspólną wizję i nawiązać silny kontakt. Wspólne ideały to ułatwiły – tolerancja, respektowanie praw złowieka, zaangażowanie socjalne i kulturalne, dialog. Właśnie one znajdują się w preambule statutu Europolis, obok krzewienia przyjaźni między europejskimi krajami.

Ósemka różnorodnych, bogatych w doświadczenia kobiet, o wielu kompetencjach – kluczowych dla działalności stowarzyszenia, takich jak: nauczanie języka polskiego i niemieckiego, bibliotekarstwo, działalność wydawnicza, sztuka i muzyka, poradnictwo prawno-socjalne – ma wielkie plany:

– W czynie społecznym ma powstać centrum międzykulturowe, oficjalnie uznane przez miasto miejsce. Będziemy starać się o nadanie mu statusu Interkultureles Zentrum – mówi Anna Klimaszewska-Golan, prawnik polsko-niemiecki, pierwsza Polka w Kolonii wybrana do Rady Integracyjnej.

– Miejsce, w którym rodacy mogą znaleźć pomoc i poradę, możliwość nauki języka niemieckiego lub polskiego. Gdzie dzieci, bawiąc się, mogą poznać kulturę polską, filmy, książki, muzykę, a seniorzy potańczyć.

Szukamy posesji, na razie zajęcia i porady będą prowadzone online.  I oczywiście będą imprezy kulturalne – referuje pełna entuzjazmu Margaux Kier, artystka. – Odbyły się już następujące wydarzenia: uczczenie 30-lecia traktatu sąsiedztwa polsko-niemieckiego, 17 czerwca koncert „String Art Cologne” w Instytucie Francuskim w Kolonii.

W lipcu i sierpniu: „8 kobiet”, collage poetycko-muzyczny po polsku, niemiecku i francusku, także w Instytucie, otwarcie wystawy obrazów i grafik Róży Juchniewicz i Martine Metzing-Peyre „au féminin”, potem wspólny koncert Margaux & dieBANDiten z Marion & Sobo oraz spektakl taneczny „Danse le poème” – obydwie imprezy „open air” w Odonien.

Do celów i planów stowarzyszenia należy także wymiana kulturalna między Polską, Niemcami i Francją. Poszerzenie horyzontu o Francję, także z perspektywy Trójkąta Weimarskiego, jak najbardziej wpisuje się w europejską ideę tych aktywnych kobiet oraz miasta Kolonii, od zawsze związanego z Francją. Poza tym jesienią planowany jest koncert z legendą polskiej piosenki poetyckiej Magdą Umer, potem andrzejki i kolędowanie.

Margaux Kier und Anna Klimaszewska-Golan

Magazyn Polonijny "Twoje Miasto"

Go West? Szanse i wyzwania migracji zarobkowej między Niemcami, Polską i Ukrainą. Debata online z aktywnym udziałem społeczeństwa obywatelskiego

9 listopada 2021, godz. 18:00

Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Fundacja im. F. Eberta zapraszają do udziału w debacie online, której temat brzmi „Go West? Szanse i wyzwania migracji zarobkowej między Niemcami, Polską i Ukrainą“.

Długoletnim doświadczeniem Polski jest bycie krajem, z którego emigruje się na zachód w poszukiwaniu lepszego życia. Przykładem takiej destynacji są Niemcy. Jednak w ostatnich latach charakter Polski się zmienia, a niedawno opublikowane statystyki pokazują, że staliśmy się krajem przyjmującym imigrantki i imigrantów. Nie zmienia się jedynie kierunek migracji, nadal poruszamy się zgodnie z zasadą „Go West”. Podczas debaty chcemy przedyskutować te zmiany, a także przyjrzeć się szansom i wyzwaniom związanym z migracją zarobkową pomiędzy Niemcami, Polską i Ukrainą. Chcemy także zastanowić się, czy jako Polska możemy skorzystać z doświadczeń krajów przyjmujących migrantki i migrantów o wiele dłużej i budować warunki jak najbardziej przyjazne dla osób migrujących.

Zaproszenie do udziału w debacie przyjęły następujące osoby:

  • Dr Kamila Schöll-Mazurek, badaczka, trenerka, menedżerka projektów i wykładowczyni w Centrum Interdyscyplinarnych Studiów o Polsce, Uniwersytet Europejski Viadrina,
  • Dr Olena Babakova, historyczka, dziennikarka, badaczka procesów migracyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, wykładowczyni Akademii Finansów i Biznesu Vistula.
  • Dr hab. Paweł Kaczmarczyk, badacz, prof. UW, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

Moderatorką debaty będzie Agnieszka Lichnerowicz, dziennikarka radia Tok.fm.

Debata będzie prowadzona za pomocą platformy zoom oraz transmitowana na portalu Facebook. Jeżeli mają Państwo ochotę wziąć aktywny udział w dyskusji, zapraszamy do rejestracji na platformie zoom

https://zoom.us/webinar/register/WN_kvSbK-z1QSmeP9kiqDFwTA.

W trakcie debaty zaprosimy Państwa także do zadawania pytań i dzielenia się pomysłami na miasto przyjazne kobietom.

Dzięki wsparciu tłumaczy symultanicznych można będzie obejrzeć debatę w języku polskim na FB Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej https://www.facebook.com/haus.gliwice oraz w języku niemieckim na FB Fundacji im. F. Eberta https://www.facebook.com/FESWarschau.

W przypadku pytań do Państwa dyspozycji pozostaje Małgorzata Jonczy-Adamska, menedżerka projektu, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., tel. 797 465 999.

Już 19 i 20 listopada w Kolonii odbędzie się 29 edycja Rock&Chanson Festiwalu „Kolonia-Wrocław-Paryż”, podczas którego wystąpii m.in. legenda polskiej sceny muzycznej – Maryla Rodowicz.

Organizowany prze polsko-niemieckie Towarzystwo Kulturlane „Polonica” e.V. festiwal, jest jedynym cyklicznym festiwalem w Niemczech,  na którym występują na jednej scenie młodzi artyści w ramach konkursu „Młode Talenty” oraz doświadczeni muzycy z Polski, Niemiec i Francji.

Dwudniową imprezę, która odbędzie się na terenie sali ratuszowej Köln-Porz, rozpocznie tradycyjnie i jak zawsze na bardzo wysokim poziomie artystycznym konkurs „Młodych Talentów”. Piątkową gwiazdą wieczoru będzie znany i lubiany zespół – Pectus.

W sobotę zaś na galowym koncercie zaśpiewa swoje największe przeboje, legenda polskiej sceny muzycznej – Maryla Rodowicz.  

Dodatkowym urozmaiceniem sobotniego koncertu będzie niewątpliwie występ niemieckiego piosenkarza Andreasa Langscha oraz recital znanego francuskiego chansonisty Marcela Adama.

Tegoroczny koncert pod patronatem Nadburmistrz Kolonii, Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Kolonii oraz Konsul Generalnej Francji w Düsseldorfie, będzie należeć do wyjątkowych, ponieważ odbywa się na tle 30-lecia „Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy oraz „Trójkąta Weimarskiego”. 

Od początku każdy festiwal Polonici jest Symbolem dialogu sąsiedzkiego oraz kulturowego.

Bilety na ten wyjątkowy festiwal do nabycia już od 25 EUR na stronie internetowej www.polonicaev.de

 

W nocy z 14 na 15 lipca 2021 roku w dolinie Ahru (rejon pomiędzy Kolonią i Bonn, region winiarski) doszło do powodzi stulecia. Poziom małej rzeki Ahr podniósł się aż do 10 metrów. To była tragiczna noc. Zginęło prawie 200 osób, bo nie zdążyli uciec z domów. Reszta straciła wszystko: domy, samochody, cały majątek. Jest to rejon winiarski, który założyli już Rzymianie będący w tych rejonach przed 2000 lat. Mieszkańcy doliny Ahru żyją z uprawy winorośli, a ich majątek jest „płynny” dosłownie i w przenośni. Wino w beczkach i piwnicach, wino w butelkach – to wszystko spłynęło wraz z powodzią. W Nadrenii-Palatynacie oprócz doliny rzeki Ahr poważnie ucierpiały także inne regiony, Eifel oraz miasto Trier. W Nadrenii Północnej-Westfalii powódź spowodowała poważne szkody, przede wszystkim w Hagen i Wup¬pertalu, w powiecie Euskirchen, w okręgu Ren-Sieg oraz w części kraju związkowego Bergisches Land.

Polacy pomagają Polakom
Właściciele restauracji Maxima w Kolonii, Jarek i Aneta, zobaczyli rano 15 lipca 2021 w niemieckiej TV, co się wydarzyło, jaka ogromna katastrofa spotkała ludzi żyjących w tych regionach. Ponieważ wielu Polaków żyje w tych regionach, a nie zna aż tak dobrze języka niemieckiego, Jarek i Aneta od razu postanowili stworzyć w restauracji punkt informacyjny, gdzie ludzie mogliby się zgłaszać. Dotyczyło to osób, które szukały pomocy, jak też tych, które chciały pomóc – a oni dalej mieli przekazywać ich do innych instytucji albo do punktów pomocy doraźnej. Maxima zapostowała na Facebooku informację o katastrofie i chęć pomocy – strona restauracji ma ponad 2700 uczestników, tym samym post Jarka z 15 lipca 2021 miał ogromny zasięg. Polonia, Polacy w Niemczech mieszkający w zalanych regionach, ale także ci z daleka, zareagowali natychmiastowo. Do Jarka zgłosiło się w ciągu kilku kolejnych godzin i dni kilkaset osób. Zgłaszali się, żeby pomóc, udostępniając miejsca do spania, auta do przewozu, chęć pomocy w tłumaczeniu, także pytając, jakie rzeczy i sprzęty są najbardziej potrzebne. Brakowało wszystkiego – od butelek do mleka dla dzieci, wodę i jedzenie, przez możliwość podłączenia ładowarki z telefonem, koce, ubrania, materace do spania, aż po pomoc prawno-instytucjonalną.

Info-Point-Polregio – sieć społeczna dla polskich migrantów
Maxima od początku powstania sieci strukturalno-społecznej Info Point Polregio w NRW współpracuje z nią od strony netzwerkowej. W szczególności lokalnie z Info Point w Kolonii, który prowadzony jest przez koordynatorkę Annę Klimaszewską-Golan, prawnika polsko-niemieckiego. Jarek i Aneta skontaktowali się od razu z kolońskim Info Pointem, który dalej koordynował akcję pomocową. Jedną z osób poszkodowanych jest była kelnerka Maximy, która wyprowadziła się do Eifel z mężem i dwójką małych dzieci. Kupili i urządzili dom, który po pół roku zalało w całości. Dom jest na kredyt. Zdjęcia po zalaniu były przerażające, woda stała do 1,5 metra, musieli się szybko wyprowadzić. Dom jest nie do zamieszkania z powodu wilgoci. Inny przykład to młode małżeństwo z rocznym synkiem, mieszkający w suterenie domu. Musieli szybko uciekać, nie zdążyli zabrać nawet butelki do mleka dla małego. Przykładów takich, jak żony mieszkające w Polsce i szukające mężów pracujących w tym regionie, bo straciły całkowity kontakt, czy mężów szukających żon pracujących tu jako opiekunki do osób starszych, było wiele.

Pomoc polegała na szybkim netzwerku i przekazywaniu informacji, np. od Info Pointu Kolonia do WOŚP w Bonn. Setki ludzi chętnych do pomocy, wyjątkowy odzew, jeden post uruchomił falę dobroci. Konsulat RP oferował pomoc poszkodowanym, także finansową. „WDR”, „Deutsche Welle”, wszystkie tutejsze media polonijne rozprzestrzeniały informacje odnośnie pomocy. Nastąpiły zbiórki rzeczy, żywności, ubrań, zabawek, pościeli, transportu itp. Pomoc psychologiczna nadeszła także z Hesji, od Barbary Lange z inicjatywy "Daj Znak".

Joanna Szymanska, kierownik projektu Info-Point-Polregio w NRW, zauważa:
– Niezwykle ważny był natychmiastowy łańcuch reakcji, zarówno grup, takich jak WOŚP, jak i pojedynczych osób, w tym naszych petentów, którzy wcześniej zwracali się o pomoc i wsparcie do punktów doradczych Info-Point, a teraz sami pisali i dzwonili, oferując wsparcie i organizując zbiórki w miejscach swojego zamieszkania i poza nimi. Sami poszkodowani zwracali się głównie z pytaniami związanymi z ubezpieczeniami, kwestiami dotyczącymi rządowej pomocy natychmiastowej, a także sprawami z obszaru prawa pracy, czy np. przysługuje wolne z tytułu katastrofy. Niektórzy chcieli zwyczajnie porozmawiać, a jeszcze innych kontaktowaliśmy ze specjalistami, jak np. psychologiem, prawnikiem. Kolejny raz na wysokości zadania stanęła lokalna Polonia i stojące za nią struktury, takie jak np. nasza sieć społeczna w NRW.

Głównym problemem i wyzwaniem obecnie, gdy minął pierwszy etap usuwania szkód i porządkowania, jest kontakt powodzian z urzędami, w których mogą złożyć wnioski o odszkodowanie czy pomoc. Mają pytania do prawników:
– Chcemy ich w tym wesprzeć, także od strony językowej, bo wielu Polaków wcale lub słabo mówi po niemiecku, a do załatwiania tego typu spraw potrzebny jest język urzędowy – mówi Anna Klimaszewska-Golan, prawniczka i koordynatorka Info-Point-Polregio w Kolonii.

Anna Golan

Magazyn Polonijny "Twoje Miasto" nr.71 -2021

Foto: Bild DPA

Prezenterzy radiowi kojarzą nam się przede wszystkim z głosem. Często jednak chcemy wiedzieć o nich nieco więcej, poznać jak wygląda ich twarz, praca, oraz jak znaleźli się w rozgłośni. Odpowiedź na te pytania znalazłam podczas rozmowy z Teresą Colo, prezenterką Śląskiego Radia internetowego. Uśmiechnięta, emanująca pozytywną energią kobieta, opowiedziała mi o młodości spędzonej na Śląsku, emigracji do Niemiec i o tym jak trafiła do radia.

Jest to jej hobby, wykonywane z wielką pasją i stanowi „połowę jej świata”. Nie było to jednak młodzieńcze marzenie Teresy. Po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuowała naukę w Liceum Medycznym w Świętochłowicach, a w późniejszym czasie zrobiła specjalizację jako instrumentariuszka. Praca w bytomskim szpitalu dawała jej wiele satysfakcji i nawet na myśl jej nie przyszło, że kiedyś będzie prezenterką radiową.

Teresa Colo pochodzi z Chorzowa, więc jako „ślónsko dziołcha” (dziewczyna ze Śląska), chętnie kultywowała i promowała gwarę swojego regionu. Śląsk przez kilkaset lat zmieniał przynależność administracyjną, co niewątpliwie wpłynęło na rozwój języka jego rdzennych mieszkańców, jak również na przywiązanie do gwary. Wprawdzie doskonale posługiwała się językiem polskim, ale „z kamratkami łosprawiała durś po ślónsku” (z koleżankami rozmawiała gwarą). Decyzja o wyjeździe do Niemiec była spontaniczna. Miłość do człowieka, który później został jej mężem, sprawiła, że zdecydowała się na emigrację.

Po kilku latach pobytu w „nowym kraju”, zatęskniła za gwarą i tradycją śląską. Za namową koleżanki zalogowała się na internetowym forum „Śląskie Klachule”. Grupa regularnie spotykała się nie tylko na czacie, ale też w rzeczywistości. Wtedy poznała kilku prezenterów śląskich rozgłośni internetowych. Gdy po wywiadzie, którego udzieliła w jednej z audycji dostała propozycję współpracy, nie wiedziała jak zareagować. Później dowiedziała się, że sprawiła to gwara śląska, której użyła w wywiadzie i serdeczny oraz przyjazny jej głos.

Początki przygody z radiem nie były łatwe. Odczytywanie tekstów wymaga odpowiedniej interpretacji, a prezentacja hitów muzycznych odbywa się „na żywo”. Podczas trwania audycji, toczą się rozmowy z „niewidzialnymi” dla prezentera słuchaczami, na które trzeba odpowiednio reagować i uważać, aby nie popełnić błędu. Dodatkowo trzeba ściśle trzymać się ram czasowych. Początkowo było to dla niej bardzo trudne, ale czas sprawił, że pozbyła się tremy i dzisiaj całkowicie rozluźniona, jednak nadal z dużym respektem dla słuchacza, zasiada w swoim domowym studiu radiowym. Jest dumna, że samodzielnie nauczyła się obsługi technicznej, która umożliwia jej prowadzenie audycji.

Teresa Colo opowiada o swoim hobby z wielką pasją, podkreślając, że chętnie rozmawia ze słuchaczami w godzinach wieczornych i w tym czasie często wybiera dla nich, oprócz muzyki, poważniejsze tematy do rozmowy. Czasami do audycji zaprasza również gości. Jednym z nich była lekarka, która brała udział w dyskusji na temat raka piersi. Temat ten spotkał się z dużym zainteresowaniem słuchaczy. Lekkich łatwych i przyjemnych propozycji muzycznych, najczęściej można wysłuchać w niedzielę od godziny 12.00. Repertuar tematów, poruszanych w jej programach, jest bardzo obszerny, m.in. „Morskie opowieści”, ”Audycja z muzyką country”, „Tradycje Śląskie” „Opowiadania z dzieciństwa”, „Przeboje tamtych lat”, lub czytanie wierszy nadsyłanych przez słuchaczy.

Teresa Colo wiele lat zbierała doświadczenia i utwierdzała się w przekonaniu, że społeczna praca w śląskim radiu internetowym jest pasją jej życia. W czasie prowadzenia audycji drzwi jej domowego studia są zamknięte. W przerwach między piosenkami, które starannie dla swoich słuchaczy dobiera, nie wychodzi do kuchni aby „ukulać” śląskie kluski”, doprawić rolady, czy skosztować modrej kapusty. Dzieci w tym czasie też nie dzwonią, bo wiedzą że ich mama jest w swoim żywiole. Godziny na antenie internetowej ofiaruje wyłącznie swoim słuchaczom. Dla niej samej jest to czas wejścia w świat wirtualny, którego jako realistka, twardo stąpająca po ziemi, z biegiem czasu się nauczyła. Jej głos rozpoznawalny jest w nie tylko w radiu, ale również w polonijnych środowiskach. Od lat wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy nie tylko datkami, ale również własnym rękodziełem, które wystawiane jest na licytacje. Podczas finałów WOŚP często spotyka swoich słuchaczy.

O sobie mówi: „Potrafię cieszyć się życiem i poniekąd mam świadomość własnej, silnej  osobowości. Cieszy mnie czas spędzany z dziećmi i wnuczką. Lubię słuchać muzyki i uwielbiam tańczyć. Nie gram na żadnym instrumencie i nie potrafię śpiewać”. Ja jednak w rozmowie z Teresą Colo usłyszałam mocno brzmiący śpiew jej życiowego optymizmu.

Www.slaskieradio.com zostało założone w 2007 roku przez Michała Otrzoska, pochodzącego z Rudy Śląskiej, a obecnie zamieszkałego w Niemczech w Dolnej Saksonii. Jest to radio internetowe, którego można słuchać również w telefonie przy użyciu satelity. W 2015 roku radio przejęli Leonhard i Danuta  Rzepa z Westerwald.

Tekst: Claudia Daniel

Zdjęcie: archiwum

Spotkanie drugie – intuicja i instynkt: Tym razem w gronie kobiet będziemy rozmawiać o intuicji, jej roli w naszym życiu. Ponownie oprzemy się między innymi na opowieściach z książki Calarisy Pinkoli Estés „Biegnąca z wilkami”.

Moderacja: Barbara Stillmark

Barbara Stillmark – nomadka z powołania, muzyk, nauczycielka języka polskiego jako obcego, matka. Autorka piosenek dla dzieci i rozmówek polsko – chińskich. Uwielbia naturę, literaturę, origami i opowieści graficzne. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na wydziałach dziennikarstwa i polonistyki, Ekonomicznego Uniwersytetu w Poznaniu na wydziale towaroznawstwa oraz Szkoły Muzycznej I i II Stopnia w Pile – na wydziale rytmiki.W Warszawie współtworzyła dział wiadomości portalu NGO.pl, którego była pierwszą redaktorką naczelną. Tam też kontynuowała nauczanie gry na fortepianie i zaangażowała się społeczne w pomoc uchodźcom i intelektualnie niepełnosprawnej młodzieży. W Hamburgu pracowała w szkole podstawowej. W Szanghaju uczyła zarówno dzieci w domu dziecka jak i w Europa Campus, współtworzyła portal i spotkania tamtejszej polonii.
Od trzech lat mieszka w Berlinie, gdzie nadal z radością muzykuje, uczy języka polskiego i prowadzi zajęcia wyrównawcze w szkole podstawowej. Pisze, komponuje i pielęgnuje twórczy bakcyl.
www.barbarastillmark.com

Aleksandra Hoffman - terapeutka ciała i duszy. Fascynuje ją wszystko, co sprawia, że jesteśmy w kontakcie ze sobą i swoją wewnetrzną mocą. Uwielbia prace z ciałem jako punktu wyjścia do naszej głebi. W jej doświadczeniu dotyk łączy nas z tym, co kluczowe, co w danej chwili życia domaga się przestrzeni. Pracuje w sesjach indywidualnych, warsztatach oraz online nauczając rownież o korzyściach auto-masażu.
www.aleksandra-hoffmann.de


Spotkania odbywają się w języku polskim, są bezpłatne, mile widziane będą Wasze dobrowolne datki.
Ze względu na ograniczoną ilośc miejsc obowiązują zapisy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Bądźcie z nami!

So., 24.10.2021, 19.00 Uhr | Schulzestr. 1, 13187 Berlin, direkt am S-Bhf Wollankstr.

W gronie niezawodnych przyjaciół odbyła się 11 września w Gelsenkirchen promocja najnowszego tomiku wierszy Piotra Gabriela Skorupy pt. „Kosmopolita”. Na spotkanie przybyli znajomi muzycy, artyści i poeci, którzy od lat obserwują i podziwiają literackie pióro Piotra Skorupy. W gronie poetów, nie tylko polonijnych, zajmuje on czołowe miejsce. Pochodzi z Rybnika, gdzie przez kilka lat brał udział w pracach Komitetu Organizacyjnego Rybnickich Dni Literatury.

Od 1990 r. mieszka w Niemczech, w Gelsenkirchen. W 2011 roku ukazał się jego tomik poezji pt. “Trzeba zachować trochę życia". Jest członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Obecny tomik, jest trzecim w dorobku artysty.

Leonard Paszek

Na zakończonym niedawno V Zjeździe Organizacji Polskich w Niemczech dyskutowano m.in. o skandalicznych niekiedy warunkach życia i pracy cudzoziemców z Unii Europejskiej w Niemczech. Około 120 przedstawicieli wszystkich krajów związkowych zgromadzonych na kongresie w przeddzień wyborów do Bundestagu apelowało do polityków o konsekwentne wdrażanie prawa europejskiego w zakresie unijnej swobody przemieszczania się oraz o aktywne wspieranie procesu integracji obywateli UE w Niemczech.

"Jeśli w przyszłości Niemcy doświadczą załamania na rynku pracy, to jest to problem domowy - najwyższy czas, aby aktywnie i konsekwentnie redukować różne deficyty strukturalne w obszarze unijnej swobody przemieszczania się", powiedziała dr Kamila Schöll-Mazurek, współsprawozdawczyni Federalnej Konferencji Organizacji Migrantów, i zażądała: "Szczególnie po wyborach, w czasie rozmów wstępnych, oczekujemy, że nasze propozycje dotyczące tego problemu zostaną włączone do umowy koalicyjnej".

Reprezentując wszystkich obywateli UE, którzy stanowią prawie połowę cudzoziemców mieszkających w Niemczech, przedstawiciele polskich organizacji wskazywali na podstawowy, narastający od lat problem niemieckiej polityki integracyjnej, jakim jest nieprzestrzeganie zasady równego traktowania i dyrektyw unijnych, co jest również przyczyną niedoboru wykwalifikowanych pracowników.

Joanna Szymańska, kierownik naukowy ogólnokrajowej sieci doradztwa w Nadrenii Północnej-Westfalii, konkretyzuje: "bariery, takie jak brak dostępu do kursów integracyjnych i językowych, często niewystarczająca informacja w języku polskim w niemieckich urzędach, niejasne regulacje rynku pracy dla pracowników delegowanych*, brak kultury przyjaznej dla obywateli UE* muszą zostać zniesione w ciągu najbliższych pięciu lat".

"Polonia w Niemczech chciałaby, aby przez kolejne pięć lat doceniano, uznawano i przestrzegano standardów socjalnych" - podkreśliła dr Marta Neüff, przewodnicząca Polskiej Rady Społecznej w Niemczech. Odniosła się do 11-punktowego planu Polskiej Rady Społecznej dla obywateli UE, pakietu reform w zakresie polityki rynku pracy i polityki społecznej.

Krzysztof Blau, rzecznik Federalnej Sieci Spraw Socjalnych i Partycypacji Część Europy, dostrzega pilną potrzebę działania na rzecz procesu integracji obywateli UE w całych Niemczech. "Aby obywatele Unii mogli nadal korzystać z możliwości swobodnego przemieszczania się w FRG i znaleźć tu swoje centrum życiowe, potrzebujemy ponownego przemyślenia polityki imigracyjnej. Należy zmienić i ukierunkować na potrzeby kulturę życzliwości wobec osób, które do nas przychodzą, a także chcą u nas pracować. W przeciwnym razie sytuacja w zakresie wykwalifikowanej siły roboczej będzie się nadal pogarszać. Proces integracji bez jednoczesnego otwarcia międzykulturowego jest ulicą jednokierunkową, co wyraźnie pokazały minione lata.

Dla Wiesława Lewickiego, jednego z organizatorów kongresu i członka zarządu Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech, umiędzynarodowiony, ojczysty adres obywateli UE* jest częścią procesu otwarcia nowej epoki rządowej. "Jeśli chcemy, aby Niemcy pozostały atrakcyjnym miejscem pracy, muszą zadbać również o ludzi z Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego domagamy się zwiększenia zasobów informacji w języku polskim w niemieckich urzędach (mieszkalnictwo, służba zdrowia i opieka społeczna, instytucje edukacyjne, instytucje rynku pracy). Brak tych informacji szczególnie dotknął migrantów wewnętrznych z Europy Środkowej i Wschodniej w czasie pandemii".

Ponadto przedstawiciele organizacji polonijnych w Niemczech domagają się "szeroko zakrojonej i długofalowej kampanii informacyjnej na rzecz promocji języków ojczystych w oparciu o wytyczne europejskie", powiedziała Grażyna Kamień-Söffker, wiceprezes stowarzyszenia "Dziennikarze Polscy w Niemczech e.V.".

Dr. Kamila Schöll-Mazurek, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Sprecherin des Polnischen Bundesnetzwerks für Partizipation und Soziales Part of Europe / "Koalicja dla Polonii"

http://www.partofeurope.org/

 

Piast 1

Pierwszy raz od półtora roku zrobiło się znowu głośno w Klubie „Kontakt” w Essen. Gdy tylko obostrzenia pandemiczne trochę ustąpiły Gmina Polska „Piast” zorganizowała tam spotkanie poetycko-muzyczne, na które zaproszeni zostali poeci – Bronek z Obidzy i Krzysztof Mrowiec. W tej poetyckiej podróży muzycznie towarzyszyli im: znakomita wokalistka Margaux Kier oraz charyzmatyczny pianista Henning Brand.  Niestety nie wszyscy spragnieni przez okres pandemii muzyki i poezji mogli w tym spotkaniu uczestniczyć.

Organizatorzy dostali zgodę na przyjęcie łącznie tylko 35 osób. Ta kameralna uczta dla wielu była zwiastunem normalności. Członkowie i sympatycy „Piasta” nareszcie mogli się spotkać, porozmawiać i uczestniczyć w odkrywaniu poezji dwóch znakomitych poetów, którzy prezentowali najnowsze swoje książki i wiersze.

Bronek Kozieński, znany bardziej jako Bronek z Obidzy, swoją piękna góralską gwarą przybliżał uczestnikom najnowsze swoje wiersze, które są często jego subiektywną odpowiedzią na to, co nas przez ostatnie lata nas otacza i w czym przyszło nam żyć. Każdorazowo tak samo nowym wierszem, odpowiadał mu poeta z Gelsenkirchen Krzysztof Mrowiec. Tym razem oprócz wierszy zaprezentował swoją pierwszą powieść pt. Izydor. Historia hanysa z polskich gór. Jest to powieść balansująca na granicy prawdy i fikcji, wątków autobiograficznych i wyobraźni autora.

Muzycznie udoskonaliła ten wieczór Margaux Kier, która wykonała wiele własnych utworów oraz kilka z repertuaru Magdy Umer i Seweryna Krajewskiego, czym przybliżyła nas znowu do Agnieszki Osieckiej.

Tekst: Leonard Paszek

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, Zapraszamy naszych słuchaczy 15 października o godz. 18.00 na wykład prof. dr Witolda Orłowskiego.

Witold Orłowski, polski ekonomista, profesor nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki i publicysta. W 1985 ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Łódzkim i do 1992 pracował na macierzystej uczelni, kształcił się następnie na Uniwersytecie Harvarda. W 1992 uzyskał stopień naukowy doktora na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym UŁ, habilitował się w 1997 na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.
W 2007 otrzymał tytuł naukowy profesora nauk ekonomicznych. Specjalizuje się w zakresie ekonometrii stosowanej i makroekonomii.
W latach 1991–1993 pracował w Biurze ds. Integracji Europejskiej Urzędu Rady Ministrów, w latach 1993–1997 w Banku Światowym, w latach 1997–2003 w Zakładzie Badań Statystyczno-Ekonomicznych Głównego Urzędu Statystycznego i Polskiej Akademii Nauk (kolejno jako zastępca dyrektora i dyrektor). W 1992 był jednym z założycieli Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych. Był członkiem Rady Makroekonomicznej, doradcą ekonomicznym wicepremiera Leszka Balcerowicza oraz doradcą głównego negocjatora członkostwa Polski w Unii Europejskiej Jana Kułakowskiego.
W latach 2002–2005 pełnił funkcję szefa zespołu doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. w latach 2003–2016 był dyrektorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej.
W 2006 został głównym doradcą ekonomicznym przedsiębiorstwa PricewaterhouseCoopers. Wchodził w skład Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Lechu Kaczyńskim[4], był też członkiem Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. W 2011 Witold Orłowski został powołany na stanowisko specjalnego doradcy Komisji Europejskiej ds. budżetu. Od 2015 był członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.
W 2016 objął stanowisko rektora Akademii Finansów i Biznesu Vistula, które zajmował do 2019.
Obejmował też funkcje przewodnicząego rady powierniczej Muzeum Narodowego w Warszawie i przewodniczącego kapituły nagrody „Orły Rzeczpospolitej”.
W 1998 otrzymał Nagrodę Banku Handlowego w Warszawie SA za szczególne osiągnięcia w zakresie myśli teoretycznej w sferze ekonomii i finansów za książkę Droga do Europy.
Jest autorem publikacji naukowych i popularnonaukowych oraz artykułów publicystycznych.

Temat wykładu: Świat, który zachorował. Co nam przeniesie pandemia

Moderator: dr Piotr Olszówka


Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP

"Od emigracji przez integrację do pełnego uczestnictwa. 30 lat polsko-niemieckiego traktatu, 30 lat emigracji. Jak widoczni są dziś niewidzialni Polacy?", pod takim tytułem odbył się w Berlinie w dniach 17 do 19. września bieżącego roku V Kongres Organizacji Polskich w Niemczech wraz z Forum Młodej Polonii zorganizowany przez stowarzyszenie Konwent Organizacji Polskich w Niemczech. Tegoroczny Konges miał na celu omówienie aktalnej sytuacji Polonii w Niemczech pod kątem jubileuszu 30 lecia traktatu polsko-niemieckiego o dobrym sąsiedztwie i potrzeby jego aktualizacji po 30 latach z punktu widzenia faktu, że Polska jest już od roku 2004 pełnym członikiem Unii Europejskiej i w pełni korzysta z europejskich przywilejów. Jednym z celów Kongresu było przeanalizowanie sytuacji Polonii w Nieczech od pokolenia emigrantów, przez pokolenie zintegrowane, aż do młodej Polonii i jej dialogu pełnego uczestnictwa.

Pierwszy panel pod tytułem: „Polonia spotyka swoich przedstawicieli, przedstawiciele spotykają Polonię” otworzył referat pt. „Polski jako język kraju pochodzenia w Niemczech”. Jako pierwsza wystąpiła Dr. Anna Mróz z Instytutu Slawistiki Uniwersytetu Greifswald, ekspert w zakresie wielojęzycznego wychowania dzieci i młodzieży, przedstawiając uczestnikom Kongresu referat omawiający korzyści i potencjały z tego płynące.

Następnie w dyskusji podiumowej wzięli udział przedstawiciele m.in. Polonii wraz z pełnomocnikiem d/s Polonii na poziomie federalnym Hansem-Leo Dirksem oraz landowymi pełnomocnikami ds. Polonii w osobach Katariny Niewiedzial przedstawicielki Berlińskiego Senatu d/s Integracji i Emigracji, Anett Roswora przedstawicielki ds. Integracji, Emigracji i Uchodźców kraju Turyngii oraz Thorstenem Klute pełnomocnikiem d/s Polonii w NRW.

Moderację prowadziły Joanna Szymanska & Dr. Kamila Scholl-Mazurek.

Inaugurację Kongresu w imieniu stowarzyszenia Konwentu Polskich Organizacji w Niemczech jako organizatorzy otworzyli Wiesław Lewicki i Alexnader Zając. Słowo wstępne w formie online wygłosił Stephan Mayer, Parlamentarny Sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Budownictwa i Ojczyzny.

Dyskusję panelową pt.: „30 lat polsko-niemieckiego traktatu o sąsiedztwie. Jak widoczni są dziś niewidzialne Polki i Polacy?" z gośćmi Cornelią Piper Konsulem Generalnym Republiki Federalnej Niemiec w Gdańsku, byłą Minister stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Prof. Ritą Sussmuth, byłym Prezydentem Niemieckigo Bundestagu, Katariną Niewiedzial, przedstawicielką Berlińskiego Senatu ds. Integracji i Emigracji w Berlinie, Thorstenem Klute peönomocnikie d/s Polonii z NRW, z dr. Markiem Prawdą dotychczasowym szefem przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, byłym ambasadorem Polski w Berlinie,  Magdaleną Wiążewicz z Federalnego Zjednoczenia Polskich Nauczycieli oraz Dr. Kamilą Scholl-Mazurek z Polskiej Sieci Federalnej ds. Partycypacji i spraw socjalnych w Niemczech.

Dyskusję panelową prowadził Cornelius Ochmann dyrektor i członek zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Po intensywnej wymianie nastąpił akcent muzyczny, który uczestnikom kongresu dostarczył prof. Leszek Żądło.

W kolejnym dniu kongresu odbyła się debata otwierającej dzień drugi pt. „Nowe wyzwania nowe otwarcie” w której udział więli: Agnieszka Siemasz-Kałuża i Grażyna Kamień-Soffker z Federalnej Konferencji ds. Języka polskiego i grup roboczych, Joanna Maria Stolarek szefowa fundacji Heinricha Bolla w Warszawie, Tomasz Klon z zarządu Polonii w Berlinie, Krzysztof Blau z polskiej sieci federalnej ds. Partycypacji i spraw socjalnych „Part of Europe” oraz Wiesław Lewicki ze stowarzyszenia Konwentu polskich organizacji w Niemczech.

Następnie uczestnicy kongresu zostali zaproszeni do udziału w grupach roboczych w czterech forach:

Forum I Partycypacja i sprawy socjalne, moderację prowadziły Katarzyna Werth i Joanna Szymanska

Forum II – nowe drogi – kształcenie – moderację prowadziły Agniszka Siemasz-Kałuża i Grażyna Kamień-Soffker

Forum III – Forum Młodej Polonii – modrację prowadził Tomasz Klon i Maciej Mieczkowski oraz

Forum IV – Polonia Forum – moderację prowadził Wiesław Lewicki i Alexander Zając.

Po intensywnej pracy w grupach roboczych uczestnicy wypracowali postulaty, których streszczenie przedstawili całemu kongresowi, a które zakończyło się dyskusją z udziałem publiki. Po tym nastąpiło podsumowanie całego kongresu i prezentacja wyników oraz przestawienie impulsów na przyszłość.

Na zakończenie dnia drugiego Kongresu uczestnicy mieli przyjemność wzięcia udziału w wieczorze muzycznym zorganizowanym przez Ferdynadna Domaradzkiego, laureata nagordy Polonicus, w jego ujeżdżalni koni pod Berlinem.

Tekst: Anna Klimaszewska-Golan, Redaktor Forum Polonicum

Kolonia, 03.10.2021

 

Relacje w mediach:

https://www1.wdr.de/radio/cosmo/programm/sendungen/radio-po-polsku/kongres-niemieckiej-polonii-100.html

W sobotę 30.10. odbędzie się ostatnie wydarzenie w ramach projektu Trójkąt Weimarski, koncert specjalny: naszym gościem będzie wspaniała Magda Umer.

Polska ikona "piosenki literackiej" z jednej strony wykona kwintesencję swoich 50 lat na scenie ze swoim wieloletnim pianistą Wojciechem Borkowskim, a z drugiej zagra z nami ❤Margaux & die BANDiten.

Udział weźmie również STRING ART COLOGNE!

ALTES PFANDHAUS, Kartäuser Wall 20in Kolonia.

Więcej informacji:

www.altes-pfandhaus.de

www.margauxunddiebanditen.de

www.institutfrancais.de/koeln

Opracowanie graficzne: Róża Juchniewicz

 

 

Eksperymenty i zabawy w języku polskim wokół powietrza, wody, ziemi i ognia! Program: W ferie jesienne SprachCafé Polnisch e.V. oferuje dzieciom wychowującym się dwu- lub wielojęzycznie (z językiem polskim) polskojęzyczny program wzmacniania i pogłębiania kompetencji językowych z wykorzystaniem nauki i elementów edukacji międzykulturowej.

Temat : Żywioły

Dzieci otrzymają wiele impulsów językowych, będą rozwijać swoje kompetencje w obszarze języka polskiego, przyrody i wiedzy o świecie. Poprzez aktywny udział w zabawach i aktywnościach naukowych pogłębią swoją znajomość języka polskiego.

Termin: 18.10.-22.10.2021 – godz. 9-15(17)

Miejsce : SprachCafé Polnisch, Schulzestr. 1, 13187 Berlin, tuż przy S-Bhf Wollankstr.

Adresaci: Dzieci między 6 a 10 rokiem życia, które mieszkają w Berlinie i są wychowywane dwujęzycznie. Powinny rozumieć język polski na poziomie odpowiednim do swojego wieku.

Prowadzenie: Barbara Stillmark - polonistka, muzyk, pasjonatka przyrody. Od 3 lat prowadzi w SCP zajęcia z dziećmi i młodzieżą - język polski kreatywnie.

Opłata: 100,-€, w tym: opłata za udział w zajęciach przez 5 dni od 9:00 do 15:00(17.00), program językowy, gry i zabawy językowe, opieka.

Dziękujemy z góry za wsparcie naszej inicjatywy produktami żywnościowymi, z
których przygotowane zostaną posiłki dla Państwa dzieci!​

Formularz zgłoszeniowy do wypełnienia i przesłania mailem na adres: Barbara Stillmark – Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Liczba miejsc jest ograniczona. Formularz: https://sprachcafe-polnisch.org/.../Anmeldeformular-PL-14...

Bądźcie z nami!

PS.: Szukamy jeszcze wolontariuszy, Babć i Dziadków, ..., którzy zechcą nam pomóc w realizacji SprachCampu – w różne dni i o różnych porach: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Zapraszamy do kontaktu!

SprachCamp odbędzie się w ramach projektu "Wurzeln pflegen"/"Pielęgnijemy korzenie" - przy wsparciu fundacji DEUTSCHE STIFTUNG FÜR ENGAGEMENTUND EHRENAMT.

Dziękujemy!

 

Quartet
Polen-Quartett#3: Debata w Internecie: Nowy początek czy "bez zmian"? Niemcy i Polska po wyborach do Bundestagu - 28 września, godz. 19.00.

Tegoroczne wybory federalne zdominowały w ostatnich tygodniach nagłówki niemieckiej prasy. Kampania wyborcza była jednak śledzona z dużym zainteresowaniem również na wschód od Odry i Nysy. Koniec ery Merkel jest w Polsce obserwowany z mieszanymi uczuciami. W ramach Poland Quartet chcielibyśmy porozmawiać o tym, czego Polska może oczekiwać od kolejnego rządu Niemiec, zwłaszcza w relacjach dwustronnych, ale także w kluczowych dla Polski obszarach polityki, takich jak polityka europejska, klimatyczna, gospodarcza i bezpieczeństwa. Tym razem naszym gościem jest Basil Kerski z Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.


Basil Kerski, Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, redaktor naczelny magazynu „Dialog“

Prof. Dr. Peter Oliver Loew, Dyrektor Deutschen Polen-Instituts

Dr. Agnieszka Łada-Konefał, z-pca Dyrektoa Deutschen Polen-Instituts

Bastian Sendhardt, wissenschaftlicher Mitarbeiter des Deutschen Polen-Instituts

Udział przez Zoom: https://us06web.zoom.us/webinar/register/WN_2tlwo2f0QNCfLjtpf6jsbQ (konieczna jest rejestracja)

You Tube live: https://www.youtube.com/user/deutschespoleninst

Więcej informacji: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Polen-Quartett

POLEN-QUARTETT

Vier Personen, ein Thema - Czterech Gości, jeden temat o Polsce.

Niemiecki Instytut Spraw Polskich uruchomił nowy format debaty. W ramach "Poland Quartet" pracownicy Instytutu Niemiecko-Polskiego rozmawiają z gośćmi z zewnątrz na różne tematy związane z Polską. Poland Quartet ma na celu z jednej strony informowanie o aktualnym stanie debaty w Polsce, z drugiej zaś nawiązanie do debat w Niemczech.

Dr. Andrzej Kaluza
Deutsches Polen-Institut
Residenzschloss / Marktplatz 15
64283 Darmstadt
0049 (0) 6151-420220
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
prosze pisać na  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Szanowni Państwo, w załączeniu przesyłam zaktualizowany program konferencji "Wczesna edukacja dzieci na polsko-niemieckim obszarze integracji", którą KoKoPol organizuje we współpracy z Saksońskim Urzędem ds. Sąsiedzkiej Edukacji Językowej (LaNa) w dniach 7 - 8 października 2021 r. w Międzynarodowym Centrum Spotkań St. Marienthal. Przedstawione i przedyskutowane zostaną modele i przykłady najlepszych praktyk wczesnej edukacji sąsiedzkiej z Saksonii, Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego, jak również koncepcje z innych krajów związkowych bez bezpośredniego położenia granicznego, ale z dużą liczbą osób polskojęzycznych pochodzenia.

Dwudniowa konferencja ma charakter roboczy i ma na celu zidentyfikowanie potrzeb w celu wypracowania podejścia naukowego i praktycznego dla dalszego rozwoju wczesnego nauczania języka polskiego.

Pierwszy dzień konferencji można również śledzić online za pośrednictwem Zoom.

Zgłoszenie udziału w konferencji prosimy przesłać najpóźniej do dnia 04.10.2021 r. drogą elektroniczną na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Kapituła nagrody Polonicus zdecydowała o kolejnych wyróżnieniach ważnych dla Polonii osobistości w kategoriach kultury i animacji życia Polonii. Wręczanie kolejnych nagród Polonicus ze względu na powracające fale pandemii w roku 2021 planowane są hybrydowo.

Laureatem nagrody za działalność dla Polonii jest Ferdynand Domaradzki, który przewodniczy Polskiej Radzie Związku Krajowego w Berlinie. Jest też aktywnym rolnikiem uprawiającym jeden z największych areałów rolnych na terenie Berlina. Zna go cała Polonia w Berlinie.. Ferdynand Domaradzki od wielu lat inspiruje Polonię do działania zapraszając do Berlina na wiele wspaniałych spotkań kulturalnych. Wszyscy znają organizowane przez niego „Koncerty Noworoczne”, coroczne majowe festyny na jego posiadłościach z okazji „Dnia Polonii” czy też jesienne pikniki nie tylko dla dzieci „Wesoła Łąka”. Nauka Języka polskiego zawsze leżała mu na sercu a szczególnie w okresie intensywnej pracy w Polskim Towarzystwie Szkolnym „Oświata” w Berlinie. Uroczyste wręczenie nagrody Polonicus planowane jest we wrześniu b.r. w obecności berlińskiej Polonii.

Honorową nagrodę Polonicus w dziedzinie kutury za wybitne zasługi na rzecz polskiej literatury na świecie i za całokształt twórczości kapituła zdecydowała przyznać Oldze Tokarczuk.  Polska pisarka znana jest jako eseistka, poetka i autorka scenariuszy, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018, laureatka The Man Booker International Prize w roku 2018 za powieść „Bieguni” (Flights), oraz dwukrotna laureatka Nagrody Literackiej „Nike” za powieści: „Bieguni” w roku 2008 i „Księgi Jakubowe” w roku 2015. W roku 2008 na zaproszenie Polregio acheńska Polonia jak i kilka miast Nadrenii Północnej-Westfalii, miała okazję spotkać się z Olgą Tokarczuk w ramach promocji książki „Bieguni” z inicjatywy najbardziej znanego promotora polskiej literatury w Niemczech ś.p. dr Albrechta Lemppa, ówczesnego dyrektora Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Pisarka wielokrotnie spotykała się z Polonią w Niemczech m.n. na planowanych Targach Książki we Frankfurcie czy też aktualnie w listopadzie b.r. na Festiwalu Kultury w Bitburgu, podczas którego chcemy uroczyście wręczyć Pani Oldze Tokarczuk honorową nagrodę Polonicus.

Przypomnę, że pierwsze tegoroczne nagrody Polonicus zostały wrączone w czerwcu w Sali Koronacyjnej historycznego ratusza w Aachen. W uznaniu za wieloletnią realną współpracę z Polonią oraz ustawiczny wkład w polsko-niemiecki dialog honorową nagrodę Polonicus odebrał premier Armin Laschet, przyjaciel Polek i Polaków w Nadrenii Północnej-Westwalii. Wyjątkowe podziękowanie europejską nadzwyczajną nagrodą Polonicus 2021 dla Senatu Rzeczypospolitej Polskiej wszystkich 10 kadencji, za opiekę nad Polonią na świecie, odebrał urzędujący Marszałek Senatu RP prof. Tomasz Grodzki, a do podziękowań okolicznościowym listem dołączyła się również Rada Polonii Świata.

Krótka historia nagrody europejskiej Polonii „POLONICUS” – nagrodę tę przyznaje europejska Polonia poprzez struktury Instytutu o tej samej nazwie we współpracy z wieloma organizacjami zrzeszonymi w EUWP. Honorowy patronat nad nagrodą Polonicus objął od jego pierwszej edycji ambasador RP dr Marek Prawda, a następnie Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Bogdan Borusewicz oraz obecnie Marszałek prof. Tomasz Grodzki. Od początku istnienia nagrodę Polonicus wspiera swym doświadczeniem i zaangażowaniem należąca do Kapituły Nagrody Polonicus senator Barbara Borys-Damięcka.

Już prawie 50 wybitnych osobistości życia politycznego, społecznego i kulturalnego z Polski, Niemiec i całej Europy otrzymało do tej pory to wyjątkowe europejskie wyróżnienie. Polacy z Zachodu, pamiętając o Polakach ze Wschodu Europy, w 2014 roku przyznali nagrodę Polonicusa Andżelice Borys – prezesowi Związku Polaków na Białorusi aktualnie więzionej i walczącej o przywrócenie demokratycznych wyborów. W gronie wyróżnionych nagrodą Polonicus znaleźli się Europejczycy z Belgii, Danii, Holandii i Wielkiej Brytanii. Więcej o historii nagrody europejskiej Polonii Polonicus można znaleźć na stronach portalu Porta Polonica oraz na stronach www.institut-polonicus.eu .

Wiesław Lewicki

Przewodniczęcy Kapituły, Europejski Institut Kultury i Mediów Polonicus VoG

 

Fotos: Wikipedia, private Samlung ,  Marta Marchlewska-Wilczak, Dariusz anka, Kancelaria Senat -Land NRW / Mark Hermenau

 

Projekt realizowany ze środków stowarzyszenia Polregio e.V.

jest dofinansowany ze środków Federalnego Pełnomocnika ds Kultury i Mediów

      

Śląski Kalejdoskop 1919-2018 - 100 zdjęć portretowych Grzegorza Lityńskiego. Wystawa w Niemieckim Instytucie Polskim w ramach corocznego tematu "Górny Śląsk".
Wernisaż: wtorek, 5 października 2021 r., godz. 18.00.

Niemiecki Instytut Polski w Pałacu Rezydencjalnym w Darmstadt
6 października 2021 r. - 31 stycznia 2022 r.
Poniedziałek - Czwartek 10.00 - 16.00 / Piątek 10.00 - 13.00

Śląsk to niezwykły region w Europie. Po II wojnie światowej obszar ten stał się tyglem różnych grup ludności. I nawet dziś, ponad 75 lat po zakończeniu wojny, można odczuć różnorodność tej ziemi. Wystawa prezentowana w Darmstadt ma na celu uchwycenie różnorodności mieszkańców Śląska.

Ideą tego projektu fotograficznego było uchwycenie jednej osoby związanej z regionem z każdej grupy w latach 1919-2018. Skupiono się na osobowościach, których dokonania są mało znane lub zagrożone zapomnieniem. W projekt zaangażowani byli artyści, naukowcy, pracownicy kultury, sportowcy, działacze społeczni, dziennikarze, emigranci, nauczyciele, uczniowie i studenci - wszyscy oni byli współczesnymi świadkami, entuzjastami, miłośnikami, marzycielami, hobbystami, ludźmi czynu. Każda osoba "reprezentuje" inny temat, zagadnienie lub działanie. Projekt pokazuje, że we wszystkich grupach wiekowych drzemią niezwykłe historie, które chcą być opowiedziane.

"Śląski Kalejdoskop" to także okazja do przypomnienia ważnych faktów z historii najnowszej ("Świadkowie Historii"), oddania hołdu ostatnim żyjącym osobom, które pamiętają II wojnę światową, ale także okres stalinowski czy zbrodnie stanu wojennego.

"Śląski kalejdoskop" to projekt Grzegorza Lityńskiego (Wrocław), realizowany od 2016 roku. Jego realizacja wymagała blisko 200 sesji zdjęciowych, kilku tysięcy kilometrów jazdy i żmudnych poszukiwań osób pasujących do projektu. Fragmenty projektu zostały opublikowane w Roczniku Górnośląskim Polska 2021.

Lityński jest fotografem dokumentalistą, a obecnie kierownikiem studiów podyplomowych z zakresu fotografii podróżniczej, reportażowej i dokumentalnej w Wyższej Szkole Technicznej w Katowicach. Obecnie pracuje nad projektami dokumentalnymi w Polsce, Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

https://www.deutsches-polen-institut.de/jahresthema

 

Alicja Kmita do Niemiec przyjechała w 2015 roku, z dyplomem grafika zdobytym na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Wcześniej była w Niemczech z mamą. Przez trzy lata chodziła do niemieckiej szkoły podstawowej, jednak matka zdecydowała o powrocie do Polski. W rozmowie z „Samym Życiem” opowiada o swoim usamodzielnianiu się w Niemczech.

Od kiedy grafika była Twoją pasją? Czy była w Twoim życiu jakaś inna alternatywa?

Już we wczesnym dzieciństwie rysowałam, wtedy jeszcze lewą ręką. W latach 90. uznawano to za anomalię, więc nauczono mnie rysować prawą. W podstawówce wygrałam konkurs na szkolną artystkę. Na uroczystości szłam odebrać mini statuetkę pod melodię „Więc chodź pomaluj mój świat”, ta piosenka została ze mną do dziś. Tuż przed wyborem studiów wiedziałam że marzy mi się grafika. Musiałam wybrać Plan B, na wypadek gdyby się nie udało. Był nim język niemiecki, którym władałam tak dobrze jak ołówkiem.

Jak wyglądały początki własnej działalności gospodarczej w Niemczech? Czy czułaś jakieś… polskie kompleksy?

Nie wiedziałam jak rozmawiać o pieniądzach, dopłaty za poprawki, za zmiany przy projekcie. W Polsce nie umiemy mówić o kasie. Kiedy w Polsce ktoś podaje cenę, wchodzi w piskliwy głosik albo dodaje niepotrzebne słowa " upychacze" typu "tutaj", "właśnie" itd.

Jestem osobą wrażliwą, spostrzegam w ludziach drobnostki w zachowaniu których inni nie zauważą. Dlatego równolegle do prowadzenia działalności grafika zaczęłam coraz częściej publikować moje przemyślenia i spostrzeżenia na Instagram, youtube i Tik Tok w formie bloga i video, aby dać upust kreatywnym przemyśleniom i incydentom z życia zawodowego. Od początku mam klientów polskich i niemieckich. Widzę po sobie że zaczynając współpracę z niemieckojęzycznym klientem jestem bardziej luźna. Codziennością jest, że natychmiast przechodzi się na „ty”. Wydaje mi się, że relacje z niemieckojęzycznymi klientami są bardziej długodystansowe.

Jakie były początki działalności na youtube. Co skłoniło Cię do założenia własnego kanału?

Zaczynałam od filmików sytuacyjnych z gotowymi zwrotami po niemiecku. Na początku byłam bardzo surowa dla swoich widzów. Podnosiłam palec i mówiłam „Przestańcie oglądać polską telewizję, włączcie sobie w aucie niemiecką playlistę”. Wiele osób mi dziękowało w komentarzach za tego kopa do działania, ale pojawiła się też fala krytyki. Krytykowała grupa tych, którzy nie chcą zmieniać swojego rutynowego i wygodnego, ale trudnego życia między Polską, a Niemcami. Chcę podzielić się z Polonią moimi doświadczeniami. Obserwuję, że Polakom jest ciężko iść porozmawiać z szefem o podwyżce. Więc nagrałam video z taką sytuacją. Obejrzyj, przećwicz i umów się na rozmowę.

Czy podjęcie działalności gospodarczej w Niemczech było tylko chęcią oderwania się od standardowego ośmiogodzinnego dnia pracy, czy też chciałaś bardziej realizować siebie? Czy trudno podejmowałaś decyzję o zwolnieniu się z ciepłej posadki i „pójściu na swoje”?

Nie miałam odwagi sama rzucić pracy. Los sam zawiał wiatrem zmian. Firma nie przedłużyła kontraktu. Nie potraktowałam tego jako porażki, ale jako zachętę do działania. Udałam się do urzędu pracy, gdzie mi bardzo skrupulatnie wyjaśniono jakie są moje możliwości. A najlepszą z nich będzie dla młodej graficzki samodzielność. Dostałam pomoc przy napisaniu Biznesplanu i wsparcie na pierwsze 6 miesięcy.

Już w trakcie ostatnich miesięcy w biurze przygotowywałam się bardzo sumiennie do założenia działalności. Słuchałam podcastów, oglądałam co robi konkurencja uczyłam się od najlepszych. W sieci jest pełno bardzo wartościowej, pomocnej wiedzy za darmo. Miesiąc przed końcem zatrudnienia swędziały mnie palce, żeby już zacząć wyzwanie życia i zacząć się reklamować.

Jak wygląda obecnie Twoja działalność?

Zajmuję się projektowaniem graficznym i ilustracją. Projektuję materiały reklamowe (Logo, banery, grafiki, wizytówki itd) dla przedsiębiorców i małych firm. Ilustruję okładki, plakaty, tablice reklamowe i portrety. Bardzo lubię spersonalizowaną sztukę, konkretnie pod danego klienta. Dla fanów piłki nożnej rysuje customowe projekty ze zdjęcia ze znakiem drużyny, drukuje je na etui, koszulki, plakaty. W każdy projekt wkładam całe moje serce, żeby przyciągał uwagę. Chciałabym żeby moi klienci się chwalili takimi rysunkami swoim znajomym.

 

Co oznacza termin „plussize” i dlaczego ten temat szczególnie Cie zainteresował?

Plussize to po polsku ciało pozytywność. To ruch, który przypomina o tym jacy jesteśmy różnorodni i zachęca do akceptacji swojego ciała. Ważne jest zdrowe odżywianie i regularny ruch, ale pogubiliśmy się w dążeniu do ideałów z bilbordów. Ruch plussize ma na celu znormalizowanie różnych kształtów, szczególnie kobiecych, ponieważ to kobiety najczęściej mają kompleksy. Chciałabym aby w mediach pokazywano więcej kształtów kobiecych, które można rzeczywiście spotkać na ulicy. Kobiety z szerokimi biodrami, brzuszkiem, nieuformowanymi ramionami czy oponkami. To jest normalne.

Osobiście mam 1,85 m wzrostu. Zawsze byłam najwyższa wśród rówieśników. Mam inne proporcje niż moje koleżanki o wzroście 1,6 m. Jako nastolatka ciężko mi było to zaakceptować, media pokazywały tylko schemat piękna- small.

Jak po 3 latach sobie radzisz. Grafików na rynku jest bardzo dużo, czy udało Ci się przebić i czym przekonałaś swoich klientów?

Działalność prowadzę od 3 lat. Intensywnie tworzę swoją markę osobistą, nowe i atrakcyjne materiały reklamowe w mediach społecznościowych. Moim celem nie jest publikowanie postów typu "dziś 30 % rabatu na wszystko". Edukuje moją widownię. Słucham o co pytają, jakie mają wątpliwości, jakie problemy. Moimi materiałami odpowiadam na ich wątpliwości, czasami rozśmieszam, może rozbudzam wyobraźnię. Własna działalność to niekończąca się aktywność. Nie czekam aż mnie znajdą lub zadzwonią. Sama piszę dziesiątki maili, wiadomości, wymyślam i walczę o każde zlecenie. Obserwuje rynek, zapotrzebowanie i reaguję na nie.

Co obecnie tworzysz i dla kogo?

Właśnie skończyłam projektować premierową okładkę dla zespołu "Talo Gerhard" oraz ilustrację do Video Clipu "Mr Filak". Wczoraj puściłam druk próbny etykiet przeze mnie zaprojektowanych dla naturalnych świec DVA. Seria świec „No waste” stworzonych przez cudowną kobietę z mojej społeczności. Nasze drogi zetknęły się na Instagramie i tak rozpoczęła się bardzo owocna współpraca. Niedawno narysowałam i zaprojektowałam naklejki z motywami plussize dla polskiej, kobiecej  marki ciuchów Gracji Błaszczyk. Naklejki trafiają do każdej wysyłki i rozchodzą się po świecie – takie realizacje które cały czas "pracują" cieszą ogromnie.

Skąd wziął się projekt „daj poprawię Ci koronę”

To zdanie wymyślił ktoś przede mną. Ja kontynuuje jako kobieta jego zamysł. Zamiast krytykować, wolę pochwalić inną kobietę. Z wieloma innymi fajnymi babeczkami zachęcamy do bycia dla siebie wsparciem wśród kobiet. Zamiast rywalizować należy zaakceptować swoją wyjątkowość i nawzajem się do siebie uśmiechać.

Czy w Twojej działalności media społecznościowe są pomocne?

Dzięki mediom społecznościowym mogę szybko trafić do dużej ilości osób, zapytać o zdanie i znaleźć grupę docelową. To wciąż rozwijający się, niedoceniony potencjał.

Dla kogo najczęściej projektujesz?

Powiedziałabym że głównie dla kobiet. Lubię wspierać małe kobiece biznesy. Ilustrować customowe Loga do branży beauty i fashion. Aby kreatywne kobiety stały w centrum uwagi swojego biznesu. Zachęcam każdą kobietę do narysowanego Logo na którym widać ją w jej najlepszym rysunkowym wydaniu, prezentującym jej usługi.

Jak postrzegasz Polaków w Niemczech?

Wielu jest wygodnie w ich ciepłym, bezpiecznym polskim otoczeniu. Zapominają o tym, że pozostając w tej strefie komfortu, nie rozwijając zdolności językowych, ciężko będzie im dostać lepszą pracę, podwyżkę, zintegrować się, sprowadzić tu rodzinę. Pamiętam moją mamę, kiedy przyjechała ze mną pierwszy raz do Niemiec. Nie było jej łatwo. Dlatego dziś jestem aktywną częścią naszej polskiej społeczności. Edukuję, dzielę się moją wiedzą, motywuję do zmian.

Co sprawia Ci w życiu najwięcej radości?

Rysunek, spędzanie aktywnie czasu z moim partnerem - Emanuelem wśród natury, tworzenie video, taniec i portretowanie. Mam wiele pasji, pozwalam im się rozwinąć, to mi daje radość.

Czy myślisz o powrocie do Polski?

Na ten moment jest mi tu dobrze, ale pozostaję otwarta na wiatr zmian. Do Polski można wrócić zawsze. Natomiast teraz korzystamy z tych cennych doświadczeń i rozwoju za granicą. Stając się  bogatszymi o tę wymianę i wyzwania.

Dziękuję za zaproszenie do rozmowy.

Rozmawiał Leonard Paszek

instagram.com/kmitoska/ 

youtube.com/user/Kmitttingstory

Alicja Kmita

Projektowanie graficzne 

0176/ 21691417

www.kmitagrafik.com

https://www.facebook.com/kmitttingstory/

Szanowni Państwo, serdecznie zapraszamy do udziału w dyskusji online Zmierzając ku Miejscu Pamięci i Spotkań z Polską, która zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią odbędzie się w środę, 1.9.2021 o godz. 18.00.

AKTUALIZACJA:
Oficjalna prezentacja koncepcji planowanego Miejsca Pamięci i Spotkań z Polską przez Federalnego Ministra Spraw Zagranicznych została ze względu na aktualny rozwój wydarzeń w Afganistanie przesunięta na późniejszy termin i nie odbędzie się 30 sierpnia 2021 roku. Przełożenie tej prezentacji wpływa na treść planowanej przez nas dyskusji online, która miała zainicować debatę nad koncepcją planowanego miejsca. Chcielibyśmy jednak wykorzystać rocznicę 1 września jako okazję do publicznej dyskusji wokół wymienionych w uchwale Bundestagu obszarów tematycznych przyszłego miejsca pamięci - "pamięć i upamiętnianie" oraz "edukacja i spotkania" - z ekspertkami i ekspertami w dziedzinie współpracy bilateralnej i kultury pamięci.
Dyskusja odbędzie się w języku polskim i niemieckim z tłumaczeniem symultanicznym.
Zapraszamy do śledzenia dyskusji i zadawania pytań panelistkom i panelistom na kanale YouTube:
https://youtu.be/OId-WigKe4w (POLSKI) lub https://youtu.be/hfOiNykspow (NIEMIECKI).
Załączamy zaproszenie w obu językach.

Z wyrazami szacunku
Dr. Andrzej Kaluza

 

Jest aktorką z krwii i kości, z powołania i miłości. Była jedną z najlepszych studentek na roku i z wyróżnieniem ukończyła Wyższą Szkołę Teatralną i Filmową w Łodzi. „Różnicę między szkołą a aktorską rzeczywistością poczułam prawie od razu”, mówi z uśmiechem Joanna Stanecka.

Pracę rozpoczęła w słynnym warszawskim teatrze „Rozmaitości”, gdzie współpracowała ze znanymi reżyserami, zagrała w popularnym filmie „Awantura o Basię” a wszystko zapowiadało się ciekawie. Na pytanie, dlaczego zatem zdecydowała się opuścić Polskę, wykonując zawód, w którym język i akcent odgrywają niesłychanie ważną rolę, odpowiada:„Do Niemiec zawiodła mnie miłość.” Wyjaśnić trzeba, że nie do Niemca, ale polskiego śpiewaka operowego, który w roku 2000 z przyczyn zawodowych przeniósł się wraz z rodziną do Drezna. „Ambicje zawodowe trzeba było odsunąć na później. Oprócz adaptacji w nowym kraju, nauki języka i niemieckiej rzeczywistości przyszły obowiązki matki i żony, więc marzenia aktorskie trzeby było odłożyć. Ale tylko odłożyć!”- podkreśla. Jej talent spożytkowała w rodzinie, w pokojach dzieci, którym czytała polskie bajki i wiersze, urządzała pokazowe spektakle i robiła wszystko, żeby wychowały się dwujęzycznie i nie zapominały o swoich korzeniach.

”Nigdy nie zrezygnowałam z zamiaru powrotu na scenę i wiedziałam, że kiedyś to się spełni”, mówi Joanna Stanecka i dodaje: „Tylko, że czas odgrywa tu dużą rolę. Z powodu zmian zawodowych męża często się przeprowadzaliśmy i w takiej sytuacji ciężko było związać się z jakimś teatrem, czy zepołem aktorskim. A więc, kiedy trzej synowie w miarę dorośli, stwierdziła, że spróbuje swoich sił w monodramie. Sama napisała (i to po angielsku) sztukę pt. „My Farm” i zgosiła się do największego Festiwalu Monodramów w Nowym Jorku. ”Pomyślałam, że jak spadać, to z wysokiego konia i pojechałam. Może nie był to najlepszy pomysł, ale był mój...” mówi z uśmiechem.

„Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej stała się jej pierwszą sztandarową sztuką. Wykonuje ją po niemiecku i z polskim akcentem. „Temat sztuki usprawiedliwia niedoskonałości językowe a nawet brzmi naturalniej niż perfekcyjny akcent a praca i występy spowodowały, że coraz pewniej czułam się grając po niemiecku.”- wyjaśnia Joanna Stanecka. Objechała z tym spektaklem prawie całe Niemcy i Austrię. A reakcja publiczności dodawała jej skrzydeł: Kolejnym monodramem była „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, białoruskiej laureatki Nagrody Nobla, Swietłany Aleksandrowny Aleksijewicz .Sztuka opowiadająca o losach młodych żołnierek Armii Czerwonej i konfontacji ich idealizmu i patiotyzmu z realiami wojny, pozostawia niesamowite wrażenie. Premiera odbyła się w ZEITMAULtheater w Bochum i zaowocowała stałą współpracą z tym teatrem.

Następnym krokiem była komedia w monodramacie, czyli tłumaczenie wspomnianej już sztuki autorstwa Joanny Staneckeij „ My Farm - Moja farma” na język polski i premiera w ZEITMAULtheater. Autoironiczna i prześmieszna inscenizacja jest swoistym parsiflażem życia rodzinnego aktorki, z podkreśleniem, że podobieństwo do osób realnych jest absolutnie wykluczone. Sztuka prezentowana była także w Polsce, wywołując salwy śmiechu i podziw dla kreatywności aktorki.

Aż wreszcie zaczęły się pojawiać propozycje filmowe. Joanna Stanecka zagrała między innymi w słynnym niemieckim serialu kryminalnym „Telefon 110” oraz w popularnych polskich serialach „ Na Wspólnej” i „M jak miołść”, w filmie „ Wild Republik” itd.

Potem przyszedł czas na muzykę: Aktorka napisała spektakl w hołdzie dla słynnej aktorki Marleny Dietrich pt. „Marlenka”. Pierwsza część inscenizacji cieszyła się tak dużym powodzeniem, i to zarówno w Niemczech jak i w Polsce, że aktorka zdecydowała się w czasie loockdawnu na stworzenie drugiej części spektaklu i nadała mu tytuł ”Anioł Zmierzchu- Piosenki Friedricha Hollaendra”.

Powrotem do monodramowej komedii jest napisana przez nią sztuka „Aktorka Prowincjonalna”, opisująca z autoironią i przymrużeniem oka meandry życia aktorów. To te inscenizacje przyniosły jej nagrodę „Złota Sowa ”przyznawaną przez Klub Inteligencji Polskiej, Polską Akademię Nauk w Wiedniu i Magazyn „Jupiter” za krzewienie polskiej kultury. Poza tym ujawnił się jeszcze jeden talent aktorki. Od paru lat Joanna Stanecka maluje obrazy, które cieszą się sporym wzięciem. „Zawsze chciałam malować, ale mój temperament sprawił, że wybrałam jednak Szkołę Teatralną”, wyjaśnia.

Teraz przygotowuje spektakl o Agnieszce Osieckiej. „Mam świetne tłumaczenia tekstów autorstwa Hansa Georga Njemza i pragnę, aby sława Osieckiej nie ograniczała się tylko do Polski”, mówi Joanna Stanecka. Na scenie teatru Schauspielhaus w Duesserlorfie i teatru w Kolonii bierze udział w spektaklu „Erne? Hilfe!” Ma jeszcze mnóstwo pomysłów i tematów. A na pytanie o największe marzenie aktorskie odpowiada mrużąc oko „ Chciałabym bardzo zagrać w filmie kostiumowym na przykład z epoki baroku niezrównoważoną, ale pełną temperamentu kobietę” .

Roma Stacherska-Jung

www.joanna-stanecka.eu

Ponad pięć tygodni po największej powodzi w historii powojennych Niemiec poszkodowani nadal pilnie potrzebują wsparcia. Polacy na stałe zamieszkali w Niemczech w sponanicznej akcji zdecydowali dodać własną „cegiełkę” i włączyć się w szeroką akcje pomocy organizując Wielki Polsko - Niemiecki Charytatywny Koncert w Oberhausen w Restauracji „Gdańska”.

„Po tym jak w naszym kompletnie suchym Oberhausen usłyszałam i zobaczyłam w środkach masowego przekazu, co się dzieje, postanowiłam zadzwonić do wszystkich znajomych mieszkających na terenach dotkniętych powodzią. Okazało się, że niektórzy z nich znaleźli się w środku kataklizmu. Nie mogłam spać całą noc i myślałam tylko o tym, co ja mogę zrobić”, mówi Joanna Duda – Murowski polnijna poetka o sporym literackim dorobku i współorganizatorka polonijnej kultury w Zagłębiu Ruhry. ”O świcie wiedziałam już, że zwrócę się o wsparcie innych Polaków a rankem rozpoczęłam spontaniczną akcję telefoniczną”, dodaje.

Jej pierwszym rozmówcą był Czesław Gołębiewski, właściciel słynnej nie tylko z potraw, ale przede wszystkim z promowania kultury restauracji „Gdańska” w Oberhausen. Zastała go na urlopie, ale zareagował od razu, mówiąc krótko: „Wchodzę w to”. Potem dzwoniła kolejno do znanych jej polskich artystów i muzyków w Niemczech. Mimo sezonu wakacyjnego wszyscy zapytani zgłosili chęć udziału, a Elo Badura, znany polonijny gitarzysta, zadeklarował nawet, że skóci urlop, aby pro bono zagrać dla powodzian.

„Rozmawiałam z wieloma ludźmi, którzy przebywali na wakacjach daleko od Niemiec. Nikt nie odmówił. Ich spontanicznść i głęboka chęć pomocy dodała mi skrzydeł”, mówi Joanna Duda-Murowski i dodaje „Dwie malarki, Kinga Buergsmueller oraz Alexandra Kulik od razu ofiarowały po dwa własne obrazy na licycytację.”

W czasie spotkania z Czesławem i Marią Gołębiewskimi w związku z projektowaniem imprezy w restauracji „Gdańska" okazało się jednak, że datę koncertu trzeba przesunąć, ponieważ przepisy nie pozwalają na spontaniczne zrobienie zbiórki i wysłanie pieniędzy powodzianom. Oprócz organizacji koncertu trzeba jeszcze mieć konto, pozwolenia i wypełnić parę biurokratycznych wymagań. „Biorę to na siebie”- zadeklarował właściciel „Gdańskiej” i zabrał się do pracy.

„Do polskich muzyków dołączyły też zespoły niemieckie i zrobiło się międzynarodowo, dlatego zdecydowaliśmy się, że impreza będzie dwujęzyczna a pieniądze przekazane zostaną nie tylko dla Polaków, ale dla wszystkich powodzian obojętnie jakiej narodowości”, mówi z dumą Joanna Duda-Murowski. Scenariusz występów jest już przygogtowany, plakaty wydrukowane, wymagania wypełnione. Jedna z poszkodowanych w czasie katastrofy - Ola Stegh, piosenkarka, poetka, malarka i arystka nakręciła filmik, o tym, jakich zniszczeń dokonała powódź z w jej własnym domu i jak zdemolowała jej własne altelier i studio nagrań, w którym nagrywała kolejną płytę. A konferansjer - Eligiusz Plichta, na codzień redaktor audycji internetowej Radia Darmstadt w języku polskim, przygotował nagrania z Polakami z miejsc największych zniszczeń tzn. krótkie opowieści zarówno ofiar jak i pomagających.

„Jestem niesłychanie zaskoczona spontanicznością, tempem oraz zaangażowaniem tylu wspaniałych ludzi a przede wszystkim ich wielką solidarnością” - mówi Joanna Duda Murowski. ”Problemem pozostaje jednak pandemia i rosnąca ilość zakarzeń na naszym terenie. Dlatego z niepokojem i obawą śledzimy liczby i czekamy na niezbędne pozwolenia”.

Roma Stacherska-Jung

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.