Trudny to temat w czasie wakacji, kiedy pogoda sprzyja wytchnieniu, rozrywkom i wyjazdom. Nie łatwo tłumaczyć bezmyślne zachowania młodych, sfrustrowanych ludzi, którzy wpadają na przerażające pomysły i swym działaniem zagrażają zdrowiu i życiu innych. A jednak sobotnie wydarzenie na sopockim Monte Cassino wywołało uzasadnione obawy i  szerokie dyskusje. Nadmorski kurort spłoszył się i zatrwożył. Jego wieczorni spacerowicze, goście i mieszkańcy zastygli w przerażeniu. Nagle okazało się, że bestialstwo lubi ciekawą scenerię i nieoczekiwane uderzenie.

 

Wszystko co się stało przypomina przecież horror z okrutnym, napastnikiem w roli głównej. Od sobotniej nocy pytano; kim jest ów młody sprawca licznych potrąceń i opętańczego rajdu po molo i pełnego ludzi deptaku? Skąd wziął się ów szaleniec siejący paniczny strach?

 

Okazuje się, że 32-letni Michał L. ukończył Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej oraz turystykę i rekreację na gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Mieszkał na ładnym osiedlu pod Gdynią. To ponoć inteligentny młody człowiek, który rozczytywał się w utworach Stephena Kinga, radził sobie w pracy, miał filmowe zainteresowania, ambicje, pomysły, a nawet literacki talent, który pozwolił mu napisać scenariusz. Miał też problemy ze zdrowiem psychicznym, ale jakiego typu i wymiaru osądzą fachowcy. Mówi się, że bywał agresywny i skory do bójek. Jeździł samochodem, a czy wzbudzał niepokój, lub zagrożenie swym zachowaniem? Z całą pewnością, choć o tym się nie wspomina.

 

O psychicznych przypadłościach i problemach najbliższych i znajomych rozprawia się przecież niechętnie, a najlepiej wcale. Stąd częste przyzwolenia dla narkomanów, tolerowanie pijaków, pobłażliwość dla psychopatów i narwańców, brak sprzeciwu wobec awanturników szykanujących swych najbliższych. Sprawdza się powiedzenie, że najciemniej pod latarnią. A skutki milczenia, obojętności i bezczynności bywają zgubne. Zdarza się, że na pomoc i ratunek jest za późno. Następuje katastrofa.

 

I przypomina się tragiczna historia Czeszki Olgi Hepnarovej, która 10 lipca 1973 roku  w samo południe w Pradze Holesowicach wjechała z premedytacją wypożyczoną ciężarówką w przystanek tramwajowy z oczekującymi tam ludźmi. Osiem osób zginąło, dwanaście zostało rannych. Dwudziestodwuletnia Olga była także inteligentną, oczytaną dziewczyną. Wielu osobom zdawała się nieco dziwna, ale nikomu nie przyszło do głowy, że zdolna będzie do takiego czynu.

 

Jej przypadek okazał się na tyle bulwersujący, że postanowiono po czterdziestu latach ów dramat sfilmować. Właśnie ukończono zdjęcia do tej czesko – słowacko – polskiej koprodukcji w reżyserii Tomasa Weinreba i Petra Kazdy „Ja Olga Hepnarova” z polską aktorką Marceliną Olszańską w roli głównej. Film kręcono między innymi w plenerach Nowej Rudy i Kłodzka, a także na ulicy Roosvelta we Wrocławiu, w opuszczonym budynku Akademii Medycznej przy Wrońskiego i Zakładzie Karnym nr 1 przy Kleczkowskiej. Posłużył on scenom z praskiego więzienia Pankrac.

 

Historia Olgi Hepnarowej, ostatniej straconej w 1975 roku w Czechosłowacji kobiety, nabrała po latach szerszej, zapewne właściwej wymowy i obiektywnego spojrzenia. O tej zbrodni starano się przecież latami u naszych południowych sąsiadów nie mówić. Nie podano jej we właściwym czasiej do publicznej wiadomości, a miejscowe dzienniki zamieściły krótką jedynie informację o wypadku komunikacyjnym. Wkrótce okazało się, że czyn dziewczyny nie miał motywacji politycznej i nic wspólnego z następstwami Praskiej Wiosny, że to „ciężkie zaburzenia” osoby osamotnionej, sponiewieranej, rozgoryczonej, do tego po próbach samobójczych i leczeniu klinicznym. Mimo tego, prezydent Ludvik Svoboda nie udzielił łaski darowania jej życia, o którą zwróciła się matka skazanej.  Dziś wiadomo, że Olga Hepnarova, choć pochodziła z inteligenckiej rodziny (matka była dentystką, ojciec urzędnikiem bankowym), nie zaznała w życiu miłości, dobroci, zrozumienia, ani nawet szacunku. Jej los był  wyjątkowo żałosny i posępny, pozbawiony jakichkolwiek źródeł radości, czy satysfakcji. W przygnębieniu i egzystencjalnej beznadziei, pozbawiona poczucia własnej wartości, uciekała w literaturę psychologiczną, psychiatryczną, do dzieł Freuda, Sartrea, Rilkego.

 

W czasie procesu tłumaczyła powody swego zachowania w sposób cyniczny i lapidarny. Mało tego, że pozabijała  ludzi, to uprzedziła o swoim zamiarze prasę wysyłając stosowne informacje do kilku redakcji. Czyn swój zaplanowała i z zimną krwią wykonała. O sobie mówiła: „Jestem samotnikiem. Człowiekiem zniszczonym przez ludzi. Mam wybór – zabić siebie albo innych. Wybieram zemstę. To zbyt proste, by opuścić ten świat cichym samobójstwem.” Po wypadku, na ulicy, która nosi dziś imię Milady Horakowej (okolice Placu Strossmayre) nie próbowała uciekać i nie okazywała przerażenia, ani skruchy.

 

Dokonało się  nieszczęście, które sfilmowane z psychologiczną prawdą będzie przejmującym ostrzeżeniem, zarazem oskarżeniem i próbą analizy zachowań społeczeństw i jednostek. Przyjdzie być może zastanowić się nad tym, na ile nasze czyny i postawy są współodpowiedzialne za niektóre przestępstwa  i w jakim stopniu sprzyjają narodzinom zła, podłości, wykroczeniom. Rozważać będziemy uwarunkowania ustrojowe, polityczne i szukać sposobów na ratowanie młodych przed rozczarowaniami i pesymizmem czasów współczesnych. Potem stwierdzimy, że wielu rzeczy nie dało się przewidzieć, bo czasu na rozmowy i tak zabrakło.

 

A młodzi z którymi się nie rozprawia, nie dyskutuje, którym nie poświęca się czasu i nie daje dobrego przykładu postępują tak, jak ów 14-latek z Gdańska – Osowy, który w końcu maja tego roku wtargnął zamaskowany do kościoła na popołudniową mszę. Strzelając z atrapy karabinu maszynowego na baterie, wykrzykiwał, że to napad i nakazywał wszystkim zebranym położyć się na podłodze. Wystarczające posiał przerażenie! Został  ujęty i doprowadzony na Komendę Policji. Czy tłumaczenie, że był to tylko nieprzemyślany wybryk, mający na celu zaimponować kolegom, usprawiedliwia takie zachowanie?

 

Jakie ideały przyświecają inteligentnym nastolatkom, którzy organizują sobie czas na niewybredne zabawy i pomysłowe ich zdaniem, gry i zawody? Jak wychowywać i uczyć bezstresowo, ale tak, by ustrzec się konfliktów i tragedii? Wiele pytań, dużo wątpliwości i jak zawsze pełne przekonania wołanie, by instytucje państwowe pomogły, odciążyły zapracowanych, goniących za dobrobytem i karierą rodziców. Policja zaś i liczne miejskie patrole niech ostrożnie traktują młodych chuliganów i skutecznie, lecz łagodnie perswadują, jak należy zachowywać się w czasie wakacji w Sopocie, Warszawie, Kamieniu Pomorskim, czy nawet Berlinie. I niech szybko i sprawnie wyłapują tych z „grupy ryzyka”, którzy zagrażają naszemu  spokojowi i bezpieczeństwu! 

 

Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK