Sytuacja na Krymie i pomysł Putina o przejęciu półwyspu zaskakuje nie tylko Unię Europejska lecz także Stany Zjednoczone. Na takie rozwinięcie sytuacji żadne z krajów nie było przygotowane, przede wszystkim finansowo. Unia, zajęta wyciąganiem z kryzysu podupadłych członków i zaaferowana referendum w Szwajcarii oraz nietolerancyjną postawą Berna wobec obcokrajowców, została zaskoczona rozwojem sytuacji na Krymie. W odpowiedzi na przejecie Sewastopolu i pozostałych miast krymskich przez „bezimienne” wojska w mundurach rosyjskiej piechoty morskiej, UE rozpoczyna straszenie Federacji również „bezimiennymi” sankcjami. „Bezimiennymi”, ponieważ nieskonkretyzowanymi. Ten sam sposób straszenia przejmują także Stany Zjednoczone, a wyrażenie „sankcje” staje się w krótkim czasie jednym z najbardziej modnych wyrażeń w świecie polityki.

 

Putin ulega modzie

Kiedy cały świat grozi „modnymi sankcjami”, prezydent Federacji Rosyjskiej w tym samym czasie rozdaje niepełnosprawnym medale na Olimpiadzie w Soczi, a obserwujący przebieg „nieprawnego” okradania Ukrainy ciągle nie wiedzą o jakie to sankcje konkretnie chodzi. Zbyt mocne akcentowanie tego wyrażenia szczególnie przez Baracka Obamę oraz jego sekretarza John’a Kerry’ego powoduje, że sam Putin poddaje się ogólnie panującemu trendowi i oświadcza, że Moskwa również nałoży sankcje na każde państwo, które wprowadzi wobec niej jakiekolwiek obostrzenia. W przeciwieństwie do UE i USA Prezydent Rosji konkretyzuje „swoje” sankcje, mówiąc o wstrzymaniu dopływu gazu oraz eksportu ropy naftowej do krajów Europy.  Nadmienia także, iż towar dotychczas sprowadzany z Zachodu, będzie importował z sąsiadujących Chin. Putinowskie skonkretyzowanie sprawy zamyka usta nie tyle Stanom Zjednoczonym, co Europie, która jest uzależniona od rosyjskiego gazu.

 

Świadomy słabości Zachodu

Referendum przeprowadzone na Krymie (95,5 % jest za przyłączeniem), prowadzi w konsekwencji do aneksji półwyspu. Korespondentka ZDF, Anne Gellinek, relacjonuje z Moskwy, że Putin jest świadomy słabości Europy wobec Rosji. A słabość ta spowodowana jest niczym innym jak uzależnieniem gospodarczym. Z tego powodu UE rozpoczyna prace nad wprowadzeniem trzystopniowego  programu sankcji wobec FR, a USA mówi o zakazie wizowym dla Rosjan, biorących udział w konflikcie krymskim. Polska natomiast więcej mówi o NATO niż o obostrzeniach. Francja bojkotuje czerwcowe spotkanie G-8 na szczycie. Wielka Brytania wycofuje się z jakichkolwiek przedsięwzięć i proponuje szczyt G-7 w Londynie (czyli bez Rosji). Węgry i Słowacja milczą. Czechy natomiast sprzeciwiają się jakimkolwiek obostrzeniom wobec Moskwy.

 

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o...

Pieniądze! Gospodarka Unii Europejskiej jest uwarunkowana dalszym przebiegiem współpracy z Rosją. Przeprowadzenie sankcji oznaczałoby duży kryzys ekonomiczny, a nawet załamanie się rynku gospodarczego wielu państw. Moskwa uzależniła eksportowanym gazem kraje zachodnie, które nie zapomniały marznącej Ukrainy z 2009 roku. Takiego scenariusza UE nie chce. Stąd też opieszałość we wprowadzaniu embargo, które dotknęłoby najbardziej przeciętego obywatela, również polskiego.

 

Uzależnieni

Nasz kraj plasuje się bowiem na 2. miejscu listy krajów eksportujących gaz z Rosji (2013), kiedy Niemcy są dopiero na pozycji 16. Tak zwane „zakręcenie kurków”  odczulibyśmy bardzo boleśnie, podobnie jak wcześniej Ukraina. Jesteśmy także jednym z największych eksporterów naszych rodzimych produktów do FR i zajmujemy wysokie 5. miejsce. Wysoko stoimy także pod względem inwestycji rosyjskich w krajach europejskich. Nic dziwnego, że nie szalejemy z „modnymi na kontynencie europejskim sankcjami”. Podobnie związane ręce mają pozostałe kraje Unii. Wielka Brytania już na samym początku zaznaczyła, ze wycofuje się z przeprowadzenia wszelkiego rodzaju obostrzeń gospodarczych wobec Moskwy. Powodem są wielomilionowe inwestycje potentatów rosyjskich w brytyjski rynek nieruchomości. Wycofanie się wschodnich inwestorów oznaczałoby jego załamanie. Francja buduje właśnie dwa nowoczesne statki desantowe dla floty rosyjskiej, a Węgry podpisały umowę na budowę elektrowni atomowej wartej 10 mld euro. Słowacja natomiast właśnie pertraktuje odnoście dostawy gazu ze Wschodu do kraju. Sąsiadujące z Polską Czechy nawet nie myślą o sankcjach, ponieważ nie są gotowe na bezrobocie, które wywołałoby embargo. USA również ma obawy, a spowodowane są  one groźbą Siergieja Głazjewa, który mówi o sprzedaży amerykańskich obligacji wartych 200 mld dolarów, co może spowodować załamanie podnoszącej się gospodarki amerykańskiej. Na sankcje wobec Rosji nie stać ani Europy ani USA.

 

Partnerstwo niemiecko-rosyjskie

Niedawno miało miejsce spotkanie w Brukseli na szczycie z udziałem 28 państw. Powodem obrad były niestety nie słynne „sankcje”, choć o nich wspomniano, tylko debata na temat: „Jak uniezależnić się do gazu rosyjskiego?”. Niemcy choć o wiele niżej stoją na liście importerów rosyjskiego gazu (miejsce 16) niż Polska, nie chcą dopuścić do kryzysu i załamania się rynku energetycznego. Ponad 30% rocznego zapotrzebowania na gaz i ropę naftowa pokrywa import z Rosji. Republika Federalna Niemiec eksportuje za to na Wschód ciężkie maszyny przemysłowe, sprzęt elektroniczny i optyczny, a także urządzenia medyczne. Wszystko na okrągłą sumę 36,1 mld euro. Spiegel podaje, że właśnie w wyniku współpracy gospodarczej z Rosją zagrożonych jest około 300 tys. stanowisk pracy, które będą zlikwidowane w przypadku wprowadzenia embarga. Czynsze za mieszkania, szczególnie opalanych gazem, a także ceny paliwa pójdą mocno w górę, a to automatycznie doprowadzi do podwyżek cen za towary. Heino Elfert, przedstawiciel służby informacyjnej dotyczącej zasobów energetycznych w Niemczech, w wywiadzie dla niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF mówi, ze istnieje możliwości, aby gaz rosyjski zastąpić energią rodzimą. Odbije się to jednak bardzo boleśnie na całej gospodarce kraju.

 

Rosja też straci

UE szuka środków zastępczych i  myśli poważnie nad sprowadzeniem gazu z USA, co na pewno podratuje także gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Poniedziałek 3 marca miał być pechowym poniedziałkiem na giełdzie rosyjskiej. Odnotowano bowiem duży spadek rosyjskiego Indexu RTS, dokładnie o 12 pt proc. Co wciągu tylko 3 dni spowodowało straty w wysokości 60 mld dol. Duże straty odnotował także Gazprom, około 15 mld dolarów. Jak będzie przebiegała dalsza współpraca Wschodu z Zachodem, niebawem zobaczymy lub odczujemy w naszych portfelach.

 

Małgorzata Mieńko

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK