Ubrani w pomarańczowe kamizelki, niosą czerwone transparenty i głośno zaznaczają swoją obecność kołatkami. Zaciekawieni turyści i przechodnie zatrzymują się tłumnie. Odpowiadają machaniem ręki, radosnym wykrzykiwaniem pozdrowień lub wyciągają szybko swoje smartphony, by sfilmować maszerujący pochód, nie zdając sobie sprawy, że do domu dziś szybko nie wrócą.

 

Miejskie utrutnienia

Maszerujący bowiem, to strajkujący pracownicy służb publicznych, także komunikacji miejskiej. Rozczarowanie pojawia się dopiero przy ogrodzonych czerwono-białą taśmą przystankach autobusowych i stacjach kolejki podziemnej. Wczoraj do godziny 24:00 nie kursowały w Kolonii tramwaje i autobusy. Jedyną możliwość na powrót do domu daje dojazd pociągiem. Gorzej, gdy w miejscowości, w której się mieszka, nie ma stacji kolejowej... Wielu Kolończyków z tego powodu wzięło urlop lub przyjechało do pracy rowerem. Jazda samochodem w takim dniu jak dzisiaj to pewność wielogodzinnego stania w korkach.

 

Dlaczego strajkują?

W kilku landach niemieckich doszło we wtorek do całodniowego strajku ostrzegawczego służb publicznych. Wzięli w nim udział pracownicy komunikacji miejskiej, urzędów miasta, ośrodków opiekuńczych KITA, firm zajmujących się wywózką śmieci, a także pracownicy muzeów. W samej Nadrenii Północnej nawoływano do strajku 45.000 placówek publicznych. A sama akcja protestacyjna była odpowiedzią na brak rezultatu zakończonych w ubiegłym tygodniu rozmów odnośnie nowej taryfy płacowej. Organizacja VER.di oraz Związek Urzędników Państwowych żądają dodatku w wysokości 100 euro miesięcznie dla każdego pracownika, a także wzrostu zarobków o 3,5%. Strajkujący zadeklarowali, że jeśli ich żądanie nie zostanie zrealizowane, dojdzie do jeszcze większej demonstracji. „Jesteśmy przecież takimi samymi ludźmi jak inni. Musimy również zapłacić za prąd, wodę i mieszkanie, dlatego jestem tutaj i jeśli zajdzie taka potrzeba, przyjdę raz jeszcze.” – mówi jeden z demonstrujących.

 

Sytuacja mieszkańców Kolonii

Wolfgang wybrał rower. „Pożyczyłem go od mojego syna” – śmieje się. Do pracy ma 18 kilometrów. Nie ukrywa, że to duży wysiłek, ale przynajmniej wie, ze spokojnie wróci do domu. Dzisiejszy strajk zdezorganizował mu cały dzień, ale w pełni solidaryzuje z demonstrującymi. „Im również należy się dobre wynagrodzenie” – dodaje.

Ute do pracy dojeżdża pociągiem, zatem nie odczuwa skutków strajku ostrzegawczego. „Jest więcej ludzi w pociągu, to widać. Może trudniej jest o miejsce, aby usiąść i coś poczytać. Ale nie dziwie się, że strajkują. Mają takie same wydatki jak my. Chcą normalnie żyć.”- mówi czterdziestojednoletnia pracownica sklepu Esprit.

Aneta pracuje w oddalonym Frechen. Wzięła dzień urlopu, ponieważ nie miała gdzie zostawić swojego dwuipółletniego syna. Ośrodek KITA jest zamknięty, a opiekunki nie znalazła. Dzisiejszy dzień przeznaczyła na zakupy. „Normalnie nie mam czasu. Praca, rodzina, dom, teraz jest okazja!”- dodaje. O strajku ostrzegawczym mieszkańcy Kolonii zostali dobrze poinformowani. Pracownicy ośrodków dla dzieci KITA skrupulatnie docierali do każdego rodzica. Także demonstracja oraz zakłócenia w ruchu komunikacji miejskiej nie stanowiły zaskoczenia.

 

Solidarność ze strajkującymi

Wczoraj nie kursowały tramwaje oraz większość autobusów miejskich.  Na 229 placówek KITA 165 było zamkniętych. Zamknięte były także niektóre punkty Urzędów Miasta oraz Urzędu Pracy (Jobcenter). Na wielu osiedlach nie wywieziono śmieci, które będą zabrane dopiero w następnym tygodniu. Pomimo tak wielu utrudnień obywatele Niemiec przyznają strajkującym  rację.

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK