Nie dla starostów, wojewodów, burmistrzów i ministrów, lecz dla poprawy życia i ułatwień komunikacyjnych, tak potrzebnych w wielu regionach naszego kraju. W 2013 przeprowadzano prace remontowe i budowlane na 11 mostach na samej tylko Wiśle. To powód do optymizmu.

 

Wydarzeniem było uroczyste, trwające trzy dni święto otwarcia przeprawy w Toruniu w dniach 6, 7, i 8 grudnia tego roku. Inwestycja warta ponad 750 milionów złotych ma swoisty urok, rozmach i nowoczesność. Wiedzie od Szosy Lubickiej do lewobrzeżnej ulicy Łódzkiej. Szeroki na 30 metrów most ma dwie dwupasmowe jezdnie, chodnik dla pieszych i ścieżkę rowerową. Przęsła wsparte są na jednej podporze na środku rzeki. Każdy z dwóch ogromnych łuków mostu ma 270 metrów długości i 50 metrów wysokości. Cała jego trasa liczy ponad 4 kilometrów. Na prawobrzeżnym przęśle toruńscy harcerze odsłonili płaskorzeźbę upamiętniającą patronkę mostu - toruniankę gen. Elżbietę Zawacką, byłą legendarną kurierkę AK i jedyną kobietę wśród cichociemnych (żołnierze i partyzanci Polskich Sił Zbrojnych desantowani na spadochronach do okupowanej w czasie II wojny światowej Polski).

 

 

Toruński most pełnić będzie ważną rolę w komunikacji miasta; udrożni nasilony w ostatnim czasie do 40 tysięcy aut dziennie ruch drogowy i co ważne, otwiera drogę do rozwoju inwestycyjnego lewobrzeżnej części nadwiślańskiego starego grodu. Nic dziwnego, że cieszy torunian, zwłaszcza w swym ciekawym nocnym oświetleniu.  Latem tego roku oddano także do użytku most w Kwidzynie, inwestycję wartą 366 milionów złotych. Oczekiwany od dwudziestu latach most Korzeniewo – Opalenie  połączył Powiśle, Pomezanię z Kociewiem i Kaszubami. Ten sześcioprzęsłowy obiekt ma długość 808 metrów i szerokość ponad 16 metrów. Łączy on w sobie elementy konstrukcji tradycyjnego mostu belkowego oraz mostu podwieszonego czyli wantowego (ma dwa pylony). Przebiega nieco dalej niż dawny, dziesięcioprzęsłowy most w Opaleniu zbudowany przez Niemców w latach 1905 – 1909 i rozebrany w okresie międzywojennym (kiedy znalazł się w granicach Polski prowadził w teren odcięty granicą niemiecką, jakby do nikąd). Jego żelazne elementy wykorzystano w latach trzydziestych XX wieku między innymi przy budowie mostu imienia Józefa Piłsudskiego w Toruniu.

 

 

I tu dochodzi do głosu historia, która z teraźniejszością powinna się dogadać, a nawet dograć. Tymczasem, wciąż nie wiadomo, kiedy ruszy renowacja ponad stupięćdziesięcioletniego mostu w Tczewie. Na prace z tym związane potrzeba około 130 milionów złotych. Zabytek jest w dramatycznym stanie. Mieszkańcy Tczewa chcą, by przywrócić mu dawną wersję historyczną i był wierną rekonstrukcją wspaniałej i zdumiewającej niegdyś monumentalnej budowli. Dlatego właśnie słów kilka o jego dziejach i niepowtarzalnym charakterze.

 

 

Decyzję o budowie tczewskiego mostu podjęto już w 1845 za czasów Fryderyka Wilhelma IV. Za początek budowy uznaje się rok 1851, a oddano go do użytku w 1858.  Projektantem był Carl Lentze, a jego współpracownikami wybitni fachowcy: inżynier Eduard Schinz i Friedrich  August Stueler - autor projektu wież, portali i dworca kolejowego w Tczewie. Przy jego budowie pracowało stale ponad 5000 robotników. To było ogromne przedsięwzięcie, które zaowocowało fantastycznym efektem. Był to pierwszy tak ogromny, żelazny most belkowy w Europie, ważne ogniwo szlaku komunikacyjnego łączącego Berlin z Królewcem. Jego długość wynosiła 837,30 metrów. Posiada sześć przęseł spoczywających na pięciu filarach, ze stojącymi na nich neogotyckimi wieżami, do których wnętrz prowadzą przyścienne schody. Po obu stronach przyczółki z podziemnymi kazamatami, budynkami wartowniczymi, potężnymi żelaznymi bramami, podwójnymi połączonymi ze sobą wieżami, do których prowadziły wejścia od zewnętrznej strony mostu. Na ścianach łączących wieże umieszczono pełne ekspresji płaskorzeźby. Nie sposób o nich nie wspomnieć, żal nie wiedzieć, choć dziś już po nich nie ma śladu.  Na zachodniej bramie, tej od strony miasta znajdował się relief przedstawiający uroczystość otwarcia mostu; króla Fryderyka Wilhelma IV na koniu w otoczeniu książąt, ludu i twórców mostu: Lentza, Schinza i innych osób, które wspierały ideę powstawania przeprawy. Napis umieszczony pod dziełem głosi: „ Pod rządami Fryderyka Wilhelma IV, rozpoczęto 27 lipca 1851 i oddano do użytku 12 października 1857”. Obraz wyrzeźbiony na bramie wschodniej, od strony Malborka i Żuław ukazywał zaś wydarzenia z czasów ewangelizacji Litwinów przez Krzyżaków, Wielkiego Mistrza Winricha von Kniprode, biskupa sambijskiego Bartłomieja i pojmanego księcia litewskiego Kiejstuta. Inskrypcja brzmiała: „Na pamiątkę dni największego rozkwitu Zakonu Krzyżackiego w Prusach za panowania Mistrza Winricha von Kniprode”.

 

 

I jeszcze dodatkowe ciekawostki dotyczące materiałów budowlanych. Skałę bazaltową i granitową sprowadzono z Niedermendig (Nadrenia – Palatynat) i z okolic Strzegomia na Dolnym Śląsku, piaskowiec z Obernkirchen koło Minden i z Porta Westfalica. Wieże są z cegły wypalanej w nieopodal położonej Knybawie, a tamtejsza glina z domieszką margli daje taki właśnie interesujący żółty kolor. Przy zapalonych gazowych latarniach i antykorozyjnej czerwonej farbie żelaznych kratownic tworzyło to wszystko niesamowity efekt. Most był niezwykły i zapadał swą niepowtarzalną urodą w pamięć i wspomnienia tych, którzy nim przejeżdżali. W całych Niemczech znane były okazjonalne pocztówki z jego wizerunkiem.  

 

 

Przed kilku laty tczewski Most Lisewski uznany został przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Budownictwa ASCE za Międzynarodowy Zabytek Inżynierii Budowlanej. Na tablicy, którą umieszczono z tej okazji zapisano niniejszą informację: „Ten historyczny most jest pierwszym przykładem ażurowego mostu rurowego o wielkiej rozpiętości na kontynencie europejskim. Jest połączeniem oryginalnej koncepcji amerykańskich drewnianych mostów kratowniczych z koncepcją mostu Britania w Walii. Rozwinął nowy typ kratownicy gęstożebrowej wykonanej z żelaza. Ten inżynierski wzorzec stał się rozpowszechniony na całym kontynencie europejskim”.  

 

 

Nie trzeba chyba wiele mówić jak bardzo sprawa odbudowy starego mostu w Tczewie leży na sercu Polaków zamieszkałych w Niemczech. Jest ich sporo! Francuzi opiewają swój Awinion i śpiewają Sur le pont a Awignon, mieszkańcy Heidelbergu szczycą się Alte Bruecke na Neckarze, berlińczycy mają legendarny, prawie trzystuletni Most Dziewic (Jungfernbruecke), prażanie dumni są z XIV- wiecznego Mostu Karola, mieszkańcy Budapesztu z mostu Elżbiety, a Wenecja z Rialto nad kanałem Grande. Czy my gorsi?

 

 

Okazuje się, że nie. Dziw tylko, że teraz, kiedy budujemy mosty porozumień,gdy zabiegamy o przyjazne, partnerskie stosunki polsko – niemieckie, o europejskie uznanie i poszanowanie, nie stać nas na wspólną debatę nad tym, by odnowić w należytym kształcie ów piękny tczewski zabytek. Szukajmy dróg ratunku dla obiektu, który przyciągać może turystów ze świata, który objaśni wiele zawiłości wspólnej polsko – niemieckiej tragicznej i skomplikowanej, odwiecznej historii. Młodemu pokoleniu potrzeba nowych inspiracji, dobrych pomysłów i rozwiązań, które poprowadzą ku współpracy i zrozumieniu. Wiadomo, wiele przed nimi. Wskażmy drogę, budujmy i odnawiajmy mosty, organizujmy na nich miądzynarodowe festyny, by łączyć, zbliżać i rozwijać - tak jak w Zgorzelcu, Frankfurcie, czy przygranicznym Cieszynie.

 

Wszystkich zainteresowanych tczewskim zabytkiem odsyłam do książki Józefa Golickiego „Tczewskie mosty przez Wisłę: 150 lat historii”.

 

 

SR

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK