Humor jest dobry zawsze i powinien być wspierany we wszystkich kwestiach niemiecko-polskich. W niektórych kwestiach materia jest niestety tak smutna i tragiczna, że obrócenie jej w żart jest praktycznie niemożliwe – mówi Dr Krzysztof Wojciechowski.

 

Simone Falk: Jest Pan Polakiem z urodzenia, ale od 20 lat mieszka Pan w Niemczech. Czuje się Pan Niemcem czy Polakiem? A może w czasach Unii Europejskiej te różnice nie są już tak jasno rozpoznawalne?

 

Krzysztof Wojciechowski: Przeprowadziłem się na tereny pogranicza niemiecko-polskiego z Warszawy, kiedy miałem 35 lat. W tym wieku ma się już ukształtowaną tożsamość. Nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym się zdefiniować inaczej niż jako Polak. Ale mimo to przejąłem bardzo wiele „niemieckich” sposobów zachowania i myślenia oraz poglądów. Proces ten przebiegał jakby automatycznie: kiedy zostaje się skonfrontowanym z bardziej wydajnymi, przydatnymi i adekwatnymi sposobami postrzegania i zachowania, wówczas przyjmuje się je i nie wraca już więcej do tych starych. Dlatego mogę powiedzieć, że po tych 20 latach moje wewnętrzne rusztowanie składa się z „polskich” i „niemieckich” elementów. Dzięki Bogu żyjemy w czasach, w których nie trzeba stale dowodzić własnej tożsamości. A otoczenie także nie zmusza nas do jej jasnego definiowania. Powiem więcej: od początku miałem wrażenie, że moja polska tożsamość była w Niemczech walorem. Najwyraźniej w Niemczech panuje zapotrzebowanie na „pozytywnych Polaków”.

 

S.F.: Niemcy dla wielu Polaków są interesującym krajem. Polacy przyjeżdżają tu by studiować, pracować, mieszkać. Wielu Polaków mówi po niemiecku – nawet bardzo dobrze.  Dlaczego tak rzadko mamy do czynienia z przypadkiem odwrotnym, kiedy to Niemcy wykazują zainteresowanie Polską – abstrahując od corocznego urlopu nad polskim morzem?

 

K.W.: Ten problem rzeczywiście istnieje. Nazywam to zjawisko „asymetrią”. Kiedy proponuje się niemieckim i polskim studentom program wymiany międzyuczelnianej, zgłasza się 50 Polaków i tylko 2 Niemców. Te same proporcje charakteryzują wymiany naukowców, fale turystów, przepływ technologicznego know-how itd. Poza tym: kiedy proponuje się polskim i ukraińskim studentom program wymiany międzyuczelnianej, zgłasza się 50 Ukraińców i tylko 2 Polaków… Problem asymetrii jest zatem uniwersalny. Wynika on z tego, że do wspólnoty świata należą narody o różnych potencjałach cywilizacyjnych. Tworzą one coś w rodzaju „piramidy”. Na jej szczycie znajduje się obecnie USA, niższe rangą są takie kraje jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania, jako trzecie w kolejności wymienia się kraje takie jak Polska. Za nimi jest jeszcze wiele innych krajów… Ludzie patrzą w górę i dążą do tego by dostać się wyżej, technologia, kapitał, wyobrażenia o świecie i wzory kulturowe spływają w dół. Z tą asymetrią trzeba umieć żyć. Niemcy i Polska mają kontrolę nad swoim trudnym położeniem. Inni mogą się tylko od nas uczyć.

 

S.F.: Z własnego przykładu: mój ojciec jest Polakiem. Do Niemiec przybył przed 30 laty, poślubił Niemkę. Nauczono mnie tylko języka niemieckiego i teraz muszę, ponieważ moje zainteresowanie Polską rośnie, z trudem uczyć się polskiego. Znam więcej takich przypadków. Czy to jest jakaś tendencja, że polscy imigranci chcą „ukryć” swoje pochodzenie lub nie chcą go przekazać swoim dzieciom?

 

K.W.: Ten fenomen obserwować można rzeczywiście na przykładzie niektórych emigrantów. Jest to właśnie jedno z oblicz asymetrii, którą opisałem. Istnieją polscy rodzice, którzy są zdania, że język polski i polska kultura są na tyle „nieatrakcyjne”, że nie chcą nimi niepotrzebnie obciążać swoich dzieci. Dlatego redukują oba elementy lub całkowicie je wypierają. Ta „technika dopasowywania się” jest racjonalna tylko w czasach konfliktowych, i zorientowanych na silne wspólnoty i jasne identyfikowanie się z narodem. Dzisiaj jest kontrproduktywna. Odbiera dzieciom część ich tożsamości i potencjalnego wyposażenia. Obniża tym samym nie tylko realne umiejętności i kompetencje dzieci, ale także ich poczucie własnej wartości. Przypuszczam, że w przeszłości większość skłaniała się ku tej pierwszej technice dopasowywania się. Dzisiaj coraz więcej rodziców zwraca uwagę na wychowanie bikulturowe i bilingwalne: fakt, że sprzyja mu zjednoczona Europa, jest wielkim osiągnięciem naszych czasów.

 

S.F.: Jakie są Pana zdaniem największe różnice kulturowe pomiędzy Polakami i Niemcami?

 

K.W.: Niemcy i Polacy – w szczególności młode pokolenie -  zbliżają się do siebie kulturowo. Pod coraz grubszymi wspólnymi warstwami zachodnio-globalnych wyobrażeń kulturowych i europejskich wzorów zachowania ukrywają się jednakże różne fundamenty. Nazywam je „podstawowymi wartościami kultury życia codziennego”. Niemiecką podstawę tych wartości można określić jako „ twarde wartości” lub „ męskie cnoty”. Ich elementy znajdują odzwierciedlenie w stereotypach: pilność, poczucie obowiązku, szacunek wobec silniejszego, apel o porządek i kontrola rzeczywistości. Polską podstawę można określić jako „miękkie wartości” lub „żeńskie cnoty”. Częściami składowymi są: współczucie, empatia, łagodność, solidarność, więź, tolerancja. Chociaż te podstawowe wartości są trudne do udowodnienia i do zmierzenia (zarzut: stereotypy!!!), jako hipotetyczne wyjaśniają bardzo wiele fenomenów teraźniejszości i historii obu narodów (w przypadku Niemców osiągnięcia gospodarcze, skłonność do autorytarnych form rządzenia, zmiana zasad dotyczących sfery publicznej; w przypadku Polaków więź i siła oporu wobec wrogów i systemów totalitarnych, permanentna łagodność ustaw, indywidualne pojęcie wolności, kult maryjny itd.). Te podstawowe wartości definiują elementarne fizyczne odruchy: stosunek do bólu, umiejętność koncentracji, wytrzymałość fizyczną. Wszystkie te rozważania należy rozumieć wyłącznie jako oznaki pewnych tendencji a nie indywidualne charakterystyki.

 

S.F.:  Był Pan żonaty z Niemką. Czy wyczuwał Pan te kulturowe różnice także w Pana małżeństwie? Czy istniały kwestie sporne w oparciu o różnice kulturowe?

 

K.W.: Tak, były kwestie konfliktowe, uwarunkowane kulturowo, na przykład stosunek do bólu. Kiedy bolał mnie ząb, żona przynosiła mi tabletkę i mówiła: „Jutro idź koniecznie do dentysty!” Poczułem się posłany w odstawkę. Kiedy ją bolał ząb, czułem się w obowiązku, aby ją głaskać i jej współczuć. „Nie powinieneś mi tak współczuć! To nie zmniejsza bólu, tylko denerwuje”, taka była jej odpowiedź. Mimo to różnice kulturowe miały drugorzędne znaczenie dla sukcesu naszego małżeństwa. Najważniejsze są charaktery. Jeżeli są zgodne, wszystkie inne różnice można zniwelować.

 

S.F.: Z jakimi uprzedzeniami lub istniejącymi stereotypami o Niemcach i Polakach, spotyka się Pan najczęściej, które uważa Pan za szczególnie złe lub które miałby Pan ochotę wyśmiać?

 

K.W.: Les stéréotipes ne sont pas innocent, mawiają Francuzi. W rzeczywistości jest jakieś ziarno prawdy w stereotypowych wyobrażeniach. Składają się one po prostu z tych cech, które najbardziej odstają od cech własnych i które zostały zabsolutyzowane. Ponadto stereotypy odzwierciedlają cechy narodu partnerskiego z opóźnieniem czasowym ok. jednego pokolenia, tzn. mniej więcej 20 lat. Ponieważ narody – jak wszystko na świecie – zmieniają się wraz z czasem, stereotypy zawsze są w pewnym stopniu nieadekwatne. Dzisiejszy obraz Niemców w Polsce odzwierciedla stan niemieckiego społeczeństwa z mniej więcej początku lat 90-tych. Jeszcze pracowici, ale już nie tak jak kiedyś, jeszcze poważni, ale już na dobrej drodze do stania się społeczeństwem śmiechu i zabawy… W przypadku Niemców znika powoli stereotyp polskiego złodzieja, który ustępuje stereotypowi pracowitego Polaka. W szczególności korzystny jest rozwój wzajemnego postrzegania. To, co mnie przeszkadza, to działanie punkt po punkcie, na przykład przekonanie Polaków, że niemiecki urząd ds. młodzieży jest organizacją nacjonalistyczną i wrogą wobec Polaków. Albo przekonanie Niemców, że Polska jest krajem rolniczym z dziewiczą przyrodą.

 

S.F.: Czego Polacy mogliby się nauczyć od Niemców i odwrotnie?

 

K.W.: Odpowiedź jest bardzo trudna, ponieważ dotyczy poczucia własnej wartości obu stron. Polacy naturalnie wiele mogą się nauczyć od Niemców. Standardy cywilizacyjne (jakość zachowania i obchodzenie się z przedmiotami i ludźmi) są w większości obszarów życia społecznego wyższe w Niemczech niż w Polsce. Wątpliwe jest naturalnie, czy tych standardów można się po prostu „nauczyć“, tak jak uczy się prowadzenia samochodu czy języka obcego. Polacy też mają swoje mocne strony. Posiadają silnie ukształtowaną „inteligencję emocjonalną” i lepiej radzą sobie z czynnikiem ludzkim. W dziedzinie organizacji są bardziej elastyczni niż Niemcy a nawet jeśli nie są tak wydajni jak Niemcy, osiągają porównywalne cele przy znacznie niższym nakładzie energii. Ponadto są bardzo kreatywni.

 

 S.F.: W ostatnich latach jest znacznie więcej projektów, programów, starań o niemiecko-polską przyjaźń. Nie tylko na płaszczyźnie kulturowej i politycznej, ale też rozrywkowej. Komik Steffen Möller, jeden z niewielu Niemców, który wyemigrował do Polski, jest w Polsce gwiazdą. Jak ocenia Pan zasługi dla niemiecko-polskich stosunków, osiągnięte dzięki humorystycznym wystąpieniom?

 

K.W.: Humor jest bardzo dobrym środkiem do przekazywania niemiłych wiadomości. Pomniejsza każdy problem i ułatwia życie z nim. Ukryte w humorze wiadomości można by porównać do gorzkiej pigułki, która – jeśli jest duża – utkwi w gardle, ale jeśli jest wystarczająco mała, wtedy można ją łatwo przełknąć. Humor jest dobry zawsze i powinien być wspierany we wszystkich kwestiach niemiecko-polskich. W niektórych kwestiach materia jest niestety tak smutna i tragiczna, że obrócenie jej w żart jest praktycznie niemożliwe.

 

S.F.: Czy Polacy mają lepsze poczucie humoru od Niemców?

 

K.W.: Polacy mają inne poczucie humoru niż Niemcy. Niemieckie poczucie humoru jest „klasyczne”: logiczny, dziedziczny tok myślenia doświadcza nagłego zwrotu lub zaskakującej puenty. Zastosowanie tego humoru wymaga umysłowej i językowej dyscypliny. Polskie poczucie humoru jest zbliżone do angielskiego, jest jednak jeszcze bardziej skrajne, jeszcze bardziej absurdalne. Logiczne i dziedziczne toki myślenia stają się coraz bardziej niedoskonałe, aż do momentu kiedy gubią się w absurdalnych, niemalże bezsensownych połączeniach słów i skojarzeniach. Ten typ humoru jest Niemcom trudno zrozumieć. „Nie ma w tym nic śmiesznego”, myślą i mają wrażenie, że satyryk czy kabareciarz jest po prostu głupi. Polacy się dziwią, dlaczego Niemiec się nie śmieje, i opowiadają później, że Niemcy nie mają poczucia humoru.

 

S.F.: Czy mógłby Pan dać Niemcom jakąś wskazówkę (sugestię co do zachowania, ew. też pomocną wskazówkę odnośnie literatury), jak najlepiej mogliby się zbliżyć do Polaków?

 

K.W.: Mógłbym udzielić wielu wskazówek tego typu. Tym w Niemczech, którzy pogardzają Polakami, powiem: „ Kto pogardza Polakami, pogardza trzema czwartymi ludzkości. A kto pogardza trzema czwartymi ludzkości, ten powinien udać się do lekarza.”

Temu, kto lubi Polaków i chętnie wspomoże ich swoim doświadczeniem i know-how, powiem: „Uważaj, żeby nie było tak jak w przypadku Ossi i Wessi. Wessi chce pomóc Ossi, poświęca się a Ossi mówi: ,Co za arogancki przemądrzalec!’ Najpierw spuść trochę ciśnienia ze swojego ego, potem zapytaj Polaka, co myśli o sprawie, a dopiero później przedstaw swoje genialne pomysły i porady.”

Temu, kto chciałby poznać Polaków lepiej poprzez lekturę, polecam książki Steffena Möllera i oczywiście także moje „Knigge für deutsche (Nicht-nur-) Unternehmer in Polen” [„Poradnik dla niemieckich (nie tylko) przedsiębiorców w Polsce“ – przyp. tłum.].

 

 

Magazyn REGION Europa nr 4/2012

 

Krzysztof Wojciechowski - polski działacz społeczny, socjolog, filozof. Jest założycielem i wieloletnim prezesem zarządu Fundacji na rzecz Collegium PolonicumJest laureatem Dyplomu Europejskiego przyznanego w roku 2005 przez premiera Brandenburgii, złotego Medalu Zasługi Uniwersytetu Viadrina (2012) oraz srebrnego Krzyża Zasługiprzyznanego przez Prezydenta RP w roku 2013.

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK