8:30 rano. Zmęczona i niewyspana wstaję z „kacem moralnym“. Byłam wczoraj zła i nieprzyjemna. Tak się nie robi, szczególnie dobrym, choć niezaradnym życiowo ludziom - szczotkuję zęby i oskarżam się brutalnie przed mętnie wytartym lustrem. Jest mi naprawdę głupio...

 

8:50. Wycieram szybko twarz i zbieram rzeczy z masochistycznym rozdzieraniem mojego sumienia, ponieważ o 9:00 odbiera nas ktoś z krewnych Laury.

 

Przy recepcji czeka juz mąż kuzynki. Uśmiecha się i bierze mój bagaż. Ograniczamy się tylko do wymiany gestów. Słysząc słowo „Laura”, przypuszczam, że o nią pyta. Kręcę głową, że nie wiem. Na tym koniec konwersacji. Siadam obok niego na sofie. Czekamy. W jadalni moteliku pachnie cudownie maślanymi croissantami, bagietką i kawą.

Gaston z dużą cyrkonią w prawym uchu i postawionymi do góry włosami na żel, roznosi z energią gościom filiżanki capuccino oraz chrupiące bułeczki z konfiturą. Dla mnie to taki francuski akcent pożegnalny.

 

Laura pojawia się po 10:00. Ma mocno zaspaną twarz, podobnie jak jej dzieci. Chyba tłumaczy się przed mężem kuzynki ze spóźnienia. Ze mną wita się tylko. Idziemy do dużego srebrnego Citroena. Po chwili przybiega eks Laury  i pakuje walizki do środka. Dzieci są również niewyspane, więc milczą, no i... nie płaczą! Dorośli natomiast dyskutują głośno po francusku z przodu (chyba o zespsutym samochodzie). Ja oglądam „podparyskie“ widoczki z jadącego samochodu. Na „paryskie“ nie było ani czasu, ani szans...

 

Jesteśmy na miejscu. Kupuję croissanta w małej i ładnej piekarence pod domem kuzynostwa. Sprzedawczyni jest bardzo miła i mnie zagaduje. Niestety, i tym razem nie potrafię jej nic powiedzieć poza „merci beaucoup“. Przy drzwiach ciemnego domku krewnych Laury czeka na mnie jej kuzynka. Przyjmuje mnie nad wyraz ciepło. Ściska rękę i przeprasza za wczorajsze niedogodności. Ach, nic się nie stało... - odpowiadam. Na potwierdzenie tego obejmuję ją serdecznie. Nie wiem, czy mnie zrozumiała, bo nikt nie przetłumaczył moich słów. Siadamy przy stole. Niestety zapomniałam się i moja prawa ręka ponownie przylepia się do blatu. Chowam ją, a croissant jem lewą. Tak też można.

 

Przy stole tym razem ciszej. Rodzina rozmawia o czymś między sobą. Od czasu do czasu ktoś uśmiecha się serdecznie do mnie. Laura jest niezadowolona. Nie wiem o co chodzi. Za to na stole stoją plecione kosze z originalnymi francuskimi bagietkami, a obok croissanty, które kupiłam i... potrawy z wczorajszej kolacji (akcent kameruński). Biorę bagietkę. Smakuje wybornie (niebo w gębie).

 

Po chwili pytam o pociąg. Mąż kuzynki pisze mi godziny odjazdu na kartce. Sprawdził wcześniej w internecie. Czas mija szybko. Musimy wychodzić. Żegnam się miło z kobietami i ściskam dłonie mężczyzn, także kuzyna, który chciał się ze mną ożenić. Na szczęście tego nie wspomina. Siedzimy już w Citroenie i czekamy na Laurę... jakieś 30 minut. Przychodzi ze swoim eks. Tradycyjnie są skłóceni. I tak wśród głośnej wymiany zdań i gestykulacji, wkładają bez pośpiechu walizki do bagażnika. Dzieci śpią przy mnie na tylnym siedzeniu.  Są zmęczone po paryskiej sobocie.

 

Ruszamy. Mąż kuzynki śpiewa afrykańskie piosenki i koncentruje się na jeździe. Laura nadal głośno dyskutuje z eksmężem. Ja zastanawiam się czy zdążymy - po drodze są korki.

 

Parkujemy przed dworcem na zakazie. Więc żegnamy się szybko, choć bardzo serdecznie. Biegniemy, a raczej... ja biegnę do budynku dworcowego (nie mamy przecież biletów!). Wewnątrz kilka pięter, każde z okienkami biletowymi i długimi do nich kolejkami pasażerów. Nie wiem przy którym powinnam się ustawić i nie potrafię się dopytać. Czuję się jak osoba niepełnosprawna językowo.

 

Czekam na Laurę. Jej eksmąż pokazuje mi z daleka, w której kolejce mam się ustawić. Kolejka porusza sie powoli, a czas biegnie szybko. Podchodzimy pod okienko biletowe. Patrzę na zegarek. Jeszcze 30 minut, więc na pewno zdążymy. Co za ulga!

 

Pani kasjerka uprzejmie tłumaczy coś Laurze. Ta odpowiada głośno z niezadowoleniem przy tym gestykuluje i kiwa głową. Co się stało? – pytam - Nie mają miejscówek? Laura wyciąga mnie z kolejki za rękę. To nie ta kasa - odpowiada i wskazuje mi olbrzymią kolejkę po drugiej stronie holu. Biegnę do drugiego okienka. Laura i jej rodzina dołączają. Czy teraz na pewno dobrze stoimy? - pytam. Oboje potwierdzają. Syn Laury płacze, że chce pić. Jakiś pasażer daje mu butelkę wody mineralnej, a inny starszy pan w garniturze, cukierki. Stoimy. Tym razem nerwowość daje mi o sobie znać. Dzieci marudzą i są niecierpliwe. Cukierki się skończyły. Laura narzeka na niedopatrzenia męża i awarię samochodu. Mówi coś o zwrocie pieniędzy za holowanie. Nie potrafię się skupić. Zerkam ciągle na zegarek. Nie marzę już o Mona Lisie, wieży Eiffla, Polach Elizejskich czy Luwrze. Marzę o miejcówce na pociąg do Kolonii i słuchawkach z muzyką relaksacyjna. Marzę o Dworcu Głównym w Kolonii i tramwaju nr 18, który zawiezie mnie na Ebertplatz, gdzie mieszkam.

 

Kolejka porusza się powoli do przodu. Jest strasznie głośno. Proszę eksmęża Laury, by sie raz jeszcze dopytał o bilety. Mam jakieś złe przeczucie... 15 minut do odjazdu i 10 pasażerów przed nami. Eks Laury nie ma ochoty na zasięganie niepotrzebnych informacji. Jest pewien tego, że dobrze stoimy. Lecz ja tej pewności nie mam. Zostawiam całą rodzinkę w kolejce i podchodzę do kasy z pytaniem: Tickets for Thalys to Cologne? Pasażer kupujący bilet odwraca się do mnie i odpowiada z mocnym akcentem francuskim: Not here, it’s upstairs. The first floor! - pokazuje mi ręką na pierwszym piętrze biały szyld z małymi bordowymi literkami „Thalys“. Chyba zrobiłam się w tym momencie czerwona, ale na emocje nie ma czasu.

 

12 minut do odjazdu pociągu. Informuję o ponownej pomyłce Laurę. Jej eks robi jakąś niewyraźną minę, chyba jest nawet zdziwiony... Nic nie komentuję i szybko biegnę na pierwsze piętro z walizką w ręku. Dysząc ciężko, patrzę na zegarek. 10 minut do odjazdu i... przeogromna kolejka. Co robić? Kątem oka spostrzegam powoli wchodzącą na górę Laurę z dziećmi. Za nią jej eks. Chyba robi jakieś wymówki, bo mocno macha jedną ręką. W drugiej niesie walizkę. Może znów się kłócą... Właśnie gdy zostało nam 9,5 minuty do odjazdu pociągu... Szybka, wręcz „męska“ decyzja. Pędzę na peron. Widzę mój pociąg i konduktora. Na szczęście to Niemiec. Aż się uśmiecham z radości. Pytam o bilet. Są wolne miejsca! Hurra!

 

Miły konduktor z wąsem uspokaja mnie i wypisuje bilet. Następnie bierze mój bagaż i idziemy do przedziału. Walizkę wkłada sprawnie na górę. Pyta czy jestem pierwszy raz w Paryżu. Na moją odpowiedź uśmiecha się i dodaje: Paryż pozostawia chwile, których się nigdy nie zapomni, szczególnie gdy jest się tu po raz pierwszy.

 

Całkowicie się z panem zgadzam – odpowiadam - Ja na pewno nie zapomnę! Następnie życzy mi miłej podróży i wychodzi. Pozostali podróżujący zajmują miejsca w przedziale. Ja wyciagam niemiecką czekoladę (z Aldiego) oraz wodę mineralną, siadam przy oknie, zdejmuję sweter i podkładam go sobie za głowę jak podróżną poduszkę. Nie wypatruję Laury. Nawet o niej nie myślę, ani o tym, co teraz robi. Jutro będę czuć się winna, teraz w Thalysie do Kolonii nie mam wyrzutów sumienia i nie tłumaczę swego postępowania. Wciśnięta w wygodny fotel z nosem opartym o szybę, delektuję się najpiękniejszym momentem mojego pobytu w Paryżu. Właśnie tu, w przedziale pociągu ekspresowego do Kolonii.

 

Pociag rusza, pasażerowie na peronach nikną gdzieś w tyle jadącego pociągu. Opuszczam Paryż, za którym nie tęsknię.

 

 

Epilog

Laurę spotkałam tego samego dnia na peronie, kiedy wysiadłam z Thalysa w Kolonii. Była sama z dziećmi. Przeprosiłam ją. Jej eksmąż nie dostał miejscówki. Wrócił do kuzynostwa po zepsuty samochód. Pożegnałyśmy się miło i bez emocji oraz niepotrzebnych słów. Następnego dnia był egzamin państwowy z języka niemieckiego. Laura  spóźniła się 45 minut, przez co została zdyskwalifikowana.

 

6 tygodni później spotkałyśmy się na kawie w Neuss, nie wspominając wyjazdu do Paryża. 

 

Redakcja: Małgorzata Mieńko

Zdjęcia: Fidan Mamedova

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

PORTA POLONICA

  

POLONIA - MEDIA

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
More information OK