alt„Życie ludzi, którzy nigdy, wychodząc rano przed dom, nie słyszeli bulgotu cietrzewi musi być smutne, bo nie poznali prawdziwej wiosny.
Nie nawiedza ich w chwilach zwątpienia pamięć godów weselnych, które gdzieś odprawiają się niezależnie od tego, co ich samych gnębi. A jeżeli ekstaza istnieje, to czy ważne jest, że to nie oni jej doznają, ale kto inny?”

Tak pisał Czesław Miłosz w „Dolinie Issy” i prawdę tych słów potwierdzam każdego roku wiosną, gdy odwiedzam Duvenstedter Brook w Hamburgu.  W metropolii liczącej ponad milion osiemset tysięcy mieszkańców, na północnych jej obrzeżach, jest miejsce, które dla mnie tym, czym Kraina Jezior dla Tomasza - bohatera powieści Miłosza. Na 785 hektarach powierzchni, wśród starych dębów, buków, w bagiennej brzezinie, na torfowiskach, wrzosowiskach, łąkach, gdzie potoki, stawy i grzęzawiska pełne są życia, upajam się naturą i uczę się jej poszanowania. Każda pora roku jest tam fascynująca i niepowtarzalna.    

Gdybym tam nie bywała, nie miałabym pojęcia jak wyglądają toki żurawi, kolonia czapli siwej, nie oglądałabym każdego roku w  końcu września rykowiska, nie wyobrażała sobie jak cudownie śpiewają ptaki w lesie o świcie i nie poznała obyczajów mojej ulubionej dziś muchołówki szarej.  
Co więcej, nie spotkałabym zapewne pasjonatów przepojonych bezgranicznie miłością i ochroną przyrody.

Jednym z nich jest pan Krzysztof Wesołowski, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, ornitolog i przyrodnik zatrudniony od dwudziestu dwóch lat w NABU eV (Naturschutzbund Deutschland), jednej z najbardziej  prestiżowych i aktywnych, pozarządowych instytucji, zajmujących się ekologią w Niemczech. Założona w 1899 roku jako organizacja ochrony ptaków jest dziś potęgą, mającą ponad sto placówek w całych Niemczech i prawie pół miliona członków zrzeszonych w tysiąc pięciuset  grupach od wyspy Fehmarn na Bałtyku po Jezioro Bodeńskie. Wspierana przez światowe ugrupowania, ośrodki naukowe, także polityków, urzędy i firmy współpracuje z mediami, wydaje fachową literaturę, w tym od 25 lat miesięcznik „Naturschutz in Hamburg”, zabiega, kształci, motywuje do rozsądnego czerpania z zasobów przyrody, i na ile to możliwe, przywrócenia jej pierwotności. Motto wszystkich tych przedsięwzięć brzmi: „Dla ludzi i natury”. NABU nazywane jest „Adwokatem Naturalnego Srodowiska.

Znakiem rozpoznawczym NABU (logo) jest bocian - ptak, który nie tylko w Polsce budzi sentymenty. To nieprawdopodobne, ale zadomowił się on i na przedmieściach Hamburga, nad Łabą,  w południowo-wschodniej części miasta na Vier i Marschlande, gdzie znajdziemy podmokłe tereny i małe gospodarstwa warzywne. Pozostaje pod czujną obserwacją i opieką, traktowany jest jak gość. To w NABU zrodził się projekt, by każdy rok poświęcać popularyzacji i ochronie jakiegoś jednego z występujących na tym terenie ptaków. W roku 2012 jest nim kawka, która nie wzbudza być może wielu zachwytów, bo ani wygląd, ani głos nie są u niej nadzwyczajne. Jednak to inteligentny, towarzyski i przyjazny ludziom ptak, którego populacja, niestety, z roku na rok zmniejsza się. Upodobał on sobie wieże kościelne i zamkowe, dzwonnice, kominy i wysokie budowle. Tam buduje gniazda i wysiaduje młode, co nie wszystkim odpowiada. Wiadomo, że renowacja zabytków jest kosztowna, czystość obiektów natomiast pożądana. Ornitolodzy są zdania, że kawka potrzebuje pomocy i doskonale zadomowi się też w budkach postawionych z myślą o jej upodobaniach i zwyczajach.

NABU nieustannie nawołuje, by chronić tereny zielone (każdego dnia w Niemczech aż 100ha idzie pod zasiedlenia, bądź budowę dróg). Zachęca, by zachować naturalność i dzikość parków i ogrodów. Mówi się, że ptaki nie lubią przystrzyżonej trawy ani bukszpanów, wolą krzewy jaśminu, ligustry, derenie, bzy, rokitniki, krzewy suchodrzewu, głogi i starodrzewy. Polski ogrodnik pan Marek Bartoszewski z Rahlstedtu w Hamburgu jest specjalistą w  zakresie tworzenia dzikich, naturalnych ogrodów. Na dziesięciohektarowym terenie eksponuje roślinność, która w rozmaitych ogrodach, ciekawie skomponowanych, świetnie się prezentuje. Proponuje on swym klientom sadzenie brzóz, wierzb, jabłoni, krzewów malin, tworzy nastrojowe krajobrazy inspirowane Polską, uczy, że dom i ogród to całość.

Ogród pełen ptaków, to marzenie niejednego mieszczucha, którego tęsknotą jest cisza i ukojenie. Przytoczę ciekawą historię z zimorodkiem, ptakiem pięknym, lecz także zagrożonym (był on ptakiem roku 2009). W hamburskiej dzielnicy Osterbek płynął uroczy strumyk, niestety wybetonowany i betonowymi kaskadami ozdobiony. Zimorodki żyją tylko w otoczeniu wód i miejsce to chętnie by sobie upodobały, bo ustronne i zadrzewione. Ludzie z NABU wzięli się z chęcią do pracy, oczywiście w porozumieniu z miejscowymi władzami: urzędem ochrony środowiska i urzędem rozwoju miasta. Pogłębili koryto strumienia, wyrzucając betonowe bryły, wzmocnili brzegi drzewem tropikalnym (bongossi) i nadali mu naturalną strukturę, która wraz z piaskiem, żwirem, mułem, kamieniami i roślinnością powoli nadawała mu naturalny, dawny charakter. Bartoszewski posadził wierzby i olsze, bo ich korzenie będą w przyszłości, gdy rozrosną się, chroniły przed zmywaniem mad. To była ciężka, w większości społeczna, ale sensowna praca. Dziś przy odrobinie szczęścia można tam spotkać zimorodka łowiącego niewielkie rybki, raczki, owady. Czyż to nie sukces? Mówię o tym wszystkim dlatego, że edukacja ekologiczna; kształcenie, przybliżanie, ostrzeganie, zapoznawanie, wprowadzanie zmian, to podstawowe zadanie wyznaczone przez NABU.

Ludziom i naturze sprzyjać ma nauka podstawowych zasad ochrony fauny i flory. Uczyć należy się od wczesnych lat, bo tylko wówczas przynosi to efekty.
Właśnie dzieci, ciekawe świata i najbardziej chłonne wiedzy dotyczącej ich najbliższego otoczenia, powinny pozostawać w centrum uwagi.W NABU zrodził się projekt, by już od progu swego domu obserwować plener, przestrzeń, najbliższe środowisko, by we wspólnej sprawie łączyć się sąsiedzko.
- Mój dom i moja okolica powinny być znajome, przyjazne i ekologicznie zadbane
– to przesłanie większości Niemców.  
Po co mają obciążać nas  kosztami, kiedy sami potrafimy uporządkować nasze otoczenie?
–  pytają coraz częściej hamburczycy.  

I co ważne, te grupy, wyłonione z regionów prowadzą dokumentację dla NABU, redagują broszury informacyjne, współpracują z fachowcami i władzami lokalnymi.
Integrują się we wspólnych, społecznych  działaniach. Jest wiele przykładów na to, ile zdołały wspólnie, a więc bez specjalnych nakładów finansowych zdziałać! Byłam na spotkaniu takiej grupy liczącej około czterdziestu osób, różnych zawodów i w różnym wieku, w południowej części miasta, w Harburgu. Dyskutowano między innymi o tym jak rozplanować prace przy rewitalizacji strumyka Engelbek w tejże dzielnicy. Lokalne władze przygotowały „pakiet przedsięwzięć”, a teraz chodzi o ich realizację. Otrzymałam ciekawą broszurę i poznałam fantastycznych ludzi, uradowanych tym, że na sąsiedzkim Wilhelmsburgu, niemal w centrum miasta ujrzano pisklęta orła w gnieździe, w harburskim parku nad jeziorem zakwitły polne storczyki i że coraz więcej ludzi wie, że ptaków nad jeziorem nie należy dokarmiać chlebem.
Czegoż więcej trzeba? Większym miejskim akcjom i przedsięwzięciom patronują celebryci i doprawdy nie jest to forma reklamy, lecz odpowiedzialna i wiarygodna służba. Nikt tu zresztą nie poparłby czegoś, co nieprawdziwe, a autentyczni miłośnicy przyrody o rozgłos nie zabiegają! Dla nich radością samo działanie i z przyrodą obcowanie.  

Kto jest obojętny na piękno natury, ten jest nieszczęśliwy, ten pozostanie smutny – mówi Czesław Miłosz:
„Liliowe kwiaty z żółtym pyłkiem wewnątrz wyłażą spomiędzy igliwia, na łodyżkach obrośniętych aksamitnym puchem, kiedy cietrzewie koguty tańczą na polanach, wlokąc po ziemi skrzydła i ustawiając prosztopadle ogon-lirę, atramentową z białym podbiciem.”

Wspomniany polski naukowiec, pan Krzysztof Wesołowski jest doskonałym pedagogiem. To on właśnie powiedział mi, że poznawanie świata zaczynać należy nie od Narodowych Parków rozrzuconych po świecie, ale od własnej okolicy, od tarasu i  balkonu małego, na którym o poranku przysiadają ptaki, by nas obudzić i zachęcić do codziennych trudów i radości. Z inicjatywy NABU organizowane są wraz z firmą Globetrotter Ausruestung (oferuje ona najnowocześniejszy ekwipunek dla podróżników, żegłarzy, alpinistów, polarników i sportowców) wycieczki krajoznawcze do rezerwatów, do licznych w Hamburgu parków i na tereny ciekawe przyrodniczo. Popularne stały się np nocne wyprawy w celach obserwacji nietoperzy, rejsy statkiem po Łabie nad którą w północnej części miasta ulokowały się foki, wypady na Helgoland i na wrzosowiska Heide pod Lueneburgiem, spacery po największym europejskim cmentarzu Ohlsdorf w Hamburgu na którym (391 ha) rośnie aż 36 tysięcy najróżniejszych drzew i występują rozmaite gatunki ptaków. Doprawdy ofert takich wycieczek jest mnóstwo!

Krzysztof Wesołowski obudził w wielu już dzieciakach zainteresowanie naturą.
Jeździ przecież „Lisim pojazdem” po szkołach, nawet przedszkolach, po miejscach gdzie najmłodsi mają swoje zajęcia. I to dostrzegam jako najwspanialszy pomysł, wszak przemówił i do mojej wyobraźni. W busikach VW z rudym lisem znakiem rozpoznawczym (dary firmy Volkswagen) są eksponaty, które budzą duże zainteresowanie. Można zobaczyć jak wygląda lis, łasica, kuna, borsuk, jeż i kret, jak sowa, puchacz, kruk, czapla, dzięcioł, kukułka, także ich różnobarwne jajka.To wszystko jak żywe, doskonale spreparowane podoba się i zadziwia.  Niezwykła objazdowa wystawa, potrafi wiele nauczyć i zainteresować leśną fauną a także florą. Na domiar jest tam i małe laboratorium; można poznawać, środowisko wodne, badać czystość wody, oglądać pod mikroskopami płazy pobrane czerpakami z wody, także obserwować insekty i rośliny. Dla dzieci to prawdziwa frajda. Od najmłodszych lat uczą się poszanowania natury. Uczestniczą one również, wraz z nauczycielami i rodzicami, w organizowanych przez NABU festynach, mają prawo wygłaszać swoje racje i pomysły na forum publicznym. Tak było przecież w Centrum Kongresowym w Hamburgu w 1999 roku, na konferencji dotyczącej przyszłości działań na rzecz ochrony przyrody. Wzięli w niej udział politycy, przedsiębiorcy, nauczyciele, naukowcy i ponad trzystu uczniów różnych szkół  przebranych za rozmaite zwierzęta! To uczniowie hamburscy wpadli na pomysł zbierania korków, bo to materiał wtórny i jakże przydatny, starych telefonów komórkowych do utylizacji, organizowana konkursów, olimpiad, także protestów przeciw niewłaściwym decyzjom. Przy tym opracowują  projekty na miarą swoich możliwości. Ulubionym miejscem najmłodszych mieszkańców Hamburga jest pawilon we wspomnianym Duvenstedter Brook, gdzie stała ekspozycja przyrodnicza. Pracownicy NABU sprawują tam dyżury, służą informacją, dają wskazówki i rady dotyczące opieki nad przyrodą. Każdego dnia jest tam wielu zainteresowanych. Rocznie ową wystawę zwiedza około 20 tysięcy osób.

W pawilonie tym znany polski rysownik z Hamburga, współtwórca Satyrykonu w Legnicy, Robert Szecówka przedstawił humorystyczne prace zatytuowane ”Mój brat Drzewo”. To było kapitalne. Drzewa są bohaterami rysunkowych dykteryjek z niebywałą pointą i przesłaniem ekologicznym, które przemawia do wyobraźni dorosłych i dzieci. Pan Krzysztof Wesołowski opowiedział przy okazji i pokazał na zdjęciach sławny buk Bavaria koło Eichstaett i nasz dąb Bartek koło Zagnańska, uczył jak liczy się lata drzew, opowiadał o mikrobiotopach, fotosyntezie i „leczeniu chorych drzew”, ostrzegał przed rabunkowym wycinaniem lasów. Przeciętny obywatel Niemiec zużywa rocznie ponad metr sześcienny, a więc ponad 500 kg drewna. Mówiąc o drzewach chciałabym wspomnieć znanego w Niemczech przemysłowca, optyka i producenta okularów Guentera Fielmanna. Jego pasją, podobnie jak polskiego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego, jest dendrologia. Fielmann zasadził, czy też przyczynił się do posadzenia miliona drzew w czterystu różnych miejscach. Tak, milion drzew to jego dzieło!Wraz z kanclerz Angelą Merkel milionowe drzewo posadzili 9 maja 2009 roku. Oby inni podążali jego przykładem!

Wspomniany przeze mnie las w Duvenstedter Brook jest bardzo stary i bardzo ciekawy. W pawilonie NABU można zaopatrzyć się w mały, podręczny nawigator - komputer i pójść z rodziną w jego głąb, obserwować w spokoju naturę, orientując się w jakim jest się miejscu i co w nim godnego szczególnej uwagi. Zanim wybierzemy się w las przyjrzyjmy się jednemu z licznych „insektowych hoteli”. Daje on wyobrażenie w jaki sposób wszystko w naturze współdziała i egzystuje. Nic dziwnego, że te insektowe hotele instaluje się w wielu miejskich, także prywatnych ogrodach, bo przecież interesujące jest podglądanie życia rozmaitych stworzeń, a przy tym korzyści dla drzew, roślin, ptaków i dla nas samych. Modelowy „ogród naturalny” stworzony przez NABU mieści się w dzielnicy Alsterdorf. Tam także można się wiele nauczyć, by pojąć, że nie wszystko co nieznane, to chwasty godne wytępienia i nie trzeba wcale stosować preparatów chemicznych dla pozyskania dobrych plonów. NABU wydało nawet publikację w jaki sposób urządzić ogród naturalny, by był piękny i „stworzonkom rozmaitym” przyjazny. Z kolei ów polski ogrodnik Marek Bartoszewski pokazuje jak urządzać ciekawie rabaty z przeróżnymi ziołami potrzebnymi w domu zarówno dla zdrowia jak i smaków kuchni.  

Każdy rok to dla członków i miłośników NABU nowe pomysły i wyzwania.
Ubiegły rok przebiegał pod hasłem „Natura Miasta” i miał na celu uwrażliwić na każdy skrawek zieleni, na otoczenie szkół, biur, zakładów i sklepów. Przy okazji wykonano ogrom pracy społecznej przy dużym zaangażowaniu młodych. Do prac motywowano i zachęcano w rozmaity sposób: konkursy, zawody, atrakcyjne koncerty, zabawy z poczęstunkiem i loterie. Młodzi lubią zadania w których się sprawdzają, wzajemnie zapoznają, współzawodniczą. Małymi krokami trzeba zmierzać ku pozyskiwaniu ich i uświadamianiu, co jest konieczne i co ma służyć ich przyszłości. Nie dziwi zatem fakt, że pod auspicjami NABU  powstało NAJU, młodzieżowa sekcja, której członkiem może być każdy od szóstego roku życia do lat dwudziestu siedmiu. W całych Niemczech zrzesza ona ponad 75 tysięcy miłośników ochrony przyrody. W Hamburgu ma 17 kilkudziesięcioosobowych grup. Młodzi mają wiele ciekawych pomysłów, są aktywni, otwarci. Co najważniejsze uczą się społecznego zaangażowania i współpracy dla dobra wspólnego. Mają poczucie solidarnej odpowiedzialności ekologicznej i wrażliwość przyrodniczą. Chętnie biorą udział w akcjach porządkowania miasta, regularrnie dbają o czystość wód i nadmorskich plaż, wolą jeździć rowerami niż autami, chcą korzystać z różnorodnych zasobów przyrody, przestrzegają zaleceń Agendy 21, nie obcy im program  Natura 2000 i dziesięć zasad Smart Growth. Młodzi Niemcy z chęcią biorą też udział w projektach międzynarodowych. Duże są w Hamburgu zasługi w tym zakresie Deutsch- Polnische Geselschaft. Polsko - niemieckie małżeństwo: Aleksandra Jeszke Zillmer i Hartwig Zillmer (oboje nauczyciele i sympatycy NABU) znani są ze swego zaangażowania w sprawy ekologii, w wymianę wakacyjną młodzieży i propagowanie umiłowania natury.
Hartwig Zillmer wielokrotnie wypowiadał się publicznie na temat konieczności zapewnienia czystości wód. Jego głos liczy się wśród ekologów zarówno polskich jak i niemieckich! NABU i NAJU doceniają zaangażowanie młodzieży, wydają honorowe, zaszczytne świadectwa, które cenią pracodawcy. Chronisz przyrodę, pracujesz społecznie, więc jesteś przewidujący, odpowiedzialny, sympatyczny, lepszy od tych, którzy tego nie czynią!     

Nagradzani są także ci, którzy w działaniu na rzecz ochrony przyrody się wyróżniają, którzy propagują i wspierają ekologiczny model życia. Raz do roku najlepsi w Hamburgu otrzymują bronzową statuetkę wzlatującego bociana i gratyfikację finansową (Hanse-Umweltpreis). Wśród nagrodzonych byli niejednokrotnie uczniowie szkół!  

Nie zapomina się i o tych, którzy są z ekologią „na bakier”i nie przejmują się zaleceniami członków i sympatyków NABU, ignorują troskę o środowisko naturalne. Dla nich ciężka, cynowa figurka dinozaura i pełen wstydu rozgłos na całe Niemcy!  W roku 2011 otrzymali to hańbiące odznaczenie(Dino-Preis) armator oraz właściciel luksusowej floty Aida Cruises-TUI, która organizuje oceaniczne rejsy wycieczkowe nie dbając o stosowanie filtrów cząstek stałych i tym samym rozpyla bezkarnie trujące spaliny, sadze i dymy po portach i morzach świata. Dyshonoru doznało wielu polityków niemieckich, którym od 1993 roku przyznano „Nagrody Dinozaura”. NABU nie oszczędza ministrów ,,przewodniczących”, szefów, ani prezydentów gdy chodzi o zanieczyszczanie i rujnowanie środowiska naturalnego. Wskazuje kto winien jest istnieniu starych elektrowni jądrowych jak Biblis czy Obrigheim, kopalni Bexbach emitującej tony dwutlenku węgla, kto blokuje kogenerację, kto zezwala budować w niewłaściwym miejscu autostrady, stopuje reformy agrarne, albo wyprzedał Parki Narodowe na byłej DDR czy też zezwala na masowe hodowle drobiu
i „fabryki rolno-ogrodnicze”.

NABU kompromituje i  piętnuje, jednocześnie zdobywa swą odwagą zwolenników. Wszyscy wiedzą, że organizacja ta ma wiele do powiedzenia i jest bezkompromisowa. Nic dziwnego, że ma miłośników i licznych sponsorów i fundatorów. Bardzo bym chciała, aby idee i koncepcje NABU spodobały się Państwu i choć niektóre z nich mogły być i w Polsce wdrażane. Mam nawet pomysł: zrewitalizujmy strumyk Kacza w Gdyni - Orłowie, który wpada do morza tuż obok domku Zeromskiego w którym ma swą siedzibę Towarzystwo Miłośników Orłowa. To obok przystani rybackiej, zaledwie 100 metrów od klifu, blisko mola. Tam też piękne stare drzewa, także wierzby, a Kacza czysta, lecz wybetonowana i bez życia. Przyjadę pomóc! Obiecuję! Moi przyjaciele z NABU chętnie służą doświadczeniem!      
Sława Ratajczak

KALENDARIUM

  

Newsletter

 

 

 

  Zeitschrifft der POLONIA

 

 

 

Wir verwenden Cookies für die Funktionen auf unserer Website und um die Erfahrung unserer Nutzer zu verbessern.
Weitere Informationen Ok