Długi oddech, czyli  wytrwałość i nerwy jak postronki, to zdaniem Aldony Głowackiej-Silberner recepta na skuteczność działania. Przewodnicząca Biura Łączności Organizacji Polonijnych w Hanowerze i Dolnej Saksonii została jedną z laureatek nagrody POLONICUS 2017

? Kiedy poznałyśmy się ponad 20 lat temu, byłaś po prostu „naszą Aldonką”, zwiewną tancerką i choreografką z hanowerskiej grupy folklorystycznej Polonia.  Czy pamiętasz może ten moment, czy okres czasu, kiedy z Aldonki stałaś się powszechnie wśród hanowerskiej Polonii znaną i poważaną „Panią Aldoną”?

Stało się to chyba naturalnym trybem, wraz ze wzrostem obowiązków, które na siebie brałam. Obok prowadzenia zespołu tanecznego było to organizowanie różnych, większych i mniejszych imprez: wystaw, koncertów, balów. Po zamknięciu naszej lokalnej gazety doszły do tego setki regularnie rozsyłanych emaili, które miały wypełnić powstałą lukę informacyjną. W wyniku podejmowania tych obowiązków, a przede wszystkim w wyniku związanej z nimi pracy, człowiek staje się poważniejszy i jako taki zaczyna być odbierany.

? W tymże mniej więcej czasie, na który datuje się początej naszej znajomości, pierwsze kroki stawiało Biuro Łączności Organizacji Polonijnych w Hanowerze i właśnie pracując w jego strukturach zaczęłaś przyjmować wspomniane nowe obowiązki – jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tym stowarzyszeniem?

Projektantem tej struktury był ksiądz Rektor Budyń, ówczeny hanowerski proboszcz, który pomagał organizacjom się zjednoczyć. Powstało ich wówczas już tyle, że pojawiła się potrzeba ich reprezentacji na zewnątrz. Poproszono mnie wtedy – tancerkę i choreografkę właśnie – oraz moją koleżankę, z którą założyłyśmy i prowadziłyśmy zespół Polonia, o złożenie podpisów na deklaracji założycielskiej Biura. Bardzo długo trwały dyskusje nad nazwą i zakresem jego działania, stanęło w końcu na przedstawicielstwie i wzajemnym wsparciu bez ingerowania w sprawy wewnętrzne organizacji członkowskich. Byłam wówczas młodą osóbką, którą te zakulisowe pertraktacje może za bardzo nie interesowały, ale już wówczas zaczęły się dla mnie udziały w zjazdach wyższych struktur organizacyjnych, czy spotkania z władzami miasta bądź przedstawicielami hamburskiego konsulatu. Znalazłam też temat, który bardzo mnie zafascynował, mianowicie powstał pomysł zarejestrowania mojej własnej organizacji – właśnie zespołu folklorystycznego Polonia – jako grupy działającej przy Polskiej Misji Katolickiej w Hanowerze. Realizacja tego zamierzenia dodała mi odwagi i od 1998 roku byłam w Biurze odpowiedzialna za organizację imprez kulturalnych. A kiedy bodajże w 2002 roku odszedł do Reklinghausen ówczesny szef Biura, ceniony działacz Waldemar Wachowski, odpowiedzialność za pracę całego Biura spadła na mnie. Wówczas też wykorzystałam wcześniej zdobyte doświadczenia by zarejestrować BŁOP jako stowarzyszenie działające w oparciu o statut.

? Przypominam sobie różne projekty i wydarzenia, które asocjuję z Twoją działalnością społeczną na przestrzeni tych ponad 20 lat, a lista ich jest długa. Wspomnę tu tylko przykładowo występy Waszego zespołu tanecznego przy okazji różnych uroczystości  państwowych i kościelnych, także na zaproszenie partnerów niemieckich, organizowane przez wiele lat Bale Polonii i Koncerty Młodych Talentów Polonijnych, czy Polonijne Herbatki, których celem była integracja hanowerskiego środowiska działaczy polonijnych.  Jakie przedsięwzięcia zdominowały Twoją pracę społeczną w ostatnich latach?

Można powiedzieć, że przez pół roku inwestuję moje siły w Biurze Łączności w jedną ważną imprezę, która odbywa się od 5 lat, a jest to Polonijny Festiwal Kultury „Dźwięki, które łączą”. Znakomicie się on przyjął w środowisku polonijnym, o czym świadczą rosnące z roku na rok liczby gości, którzy przybywają z całej Dolnej Saksonii, zatem staram się utrzymać go dalej na ile pozwolą na to uzyskane finanse.

? I tutaj dotknęłaś bardzo ważnego punktu, gdyż nie jest sztuką zorganizować pojedyncze wydarzenie czy nawet ich cykl, wyzwaniem staje się dopiero utrzymanie ich przez dłuższy okres czasu na wysokim poziomie. Udało Ci się to zarówno w przypadku grupy folklorystycznej Polonia (30 lat!), jak i Biura Łączności Organizacji Polonijnych, którego zasięg rozbudowałaś cierpliwie krok po kroku na całą Dolną Saksonię. Jak brzmi Twoja osobista recepta na sukces?

To dobre pytanie. Powiedziałabym wytrwałość, dyscyplina, aby regularnie tydzień w tydzień poświęcać wolny czas dla sprawy, którą uważa się za ważną – w moim przypadku jest to polonijna wspólnota – szanować się nawzajem i doceniać pracę innych, a przede wszystkim mieć mocne nerwy.

? O Twojej wytrwałości świadczą trzy dekady nieprzerwanego zaangażowania społecznego, a jak to wygląda z nerwami – w jakich sytuacjach są one narażone na szczególny szwank?

Oczywiście wtedy, kiedy w domu wszystko się pali i wali. Kiedy przychodzi nawał terminów zespołowych, biurowych i organizacyjnych, a jednocześnie zaspokoić trzeba oczekiwania dzieci i męża. Wówczas człowiek narażony jest na eksplozję nerwów i wtedy trzeba umieć się opanować. Z drugiej strony są to sytuacje, kiedy przychodzą nieprzyjemne listy deprecjonujące moje działania. Trudno w to uwierzyć, ale wiele takich momentów przeżyłam. W mojej rodzinie tradycja pracy społecznej jest bardzo silna, w niej wyrosłam i w sposób naturalny ją kontynuuję. Są jednak ludzie, którzy nie rozumieją, że można się głęboko angażować nie oczekując gratyfikacji finansowej, mając za nagrodę wdzięczność i uznanie. Na szczęście są także wyrazy właśnie tego uznania i podziękowania ze strony rodaków. Ponadto jesteśmy  jako reprezentanci społeczności polonijnej dostrzegani i szanowani zarówno na płaszczyźnie miasta jak i landu, z czego jestem dumna. Wszystko to  – przyznaję – trochę te nerwy koi.

? Współpraca z partnerami niemieckimi i obecność w życiu publicznym, to jest to, o czym działacze polonijni czasem zapominają. Jako szefowa Biura Łączności Organizacji Polonijnych zostałaś zaproszona do rady migranckiej przy premierze Dolnej Saksonii Stephanie Weilu, a także nawiązałaś współpracę z landową pełnomocniczką ds Integracji i Partycypacji panią Doris Schröder-Köpf. Jakie są cele BŁOP na tym obszarze?

Chodzi nam o to, by politycy intensywniej zajęli się potrzebami naszej społeczności polonijnej, która jest aktualnie drugą co do wielkości grupą migrancką w Dolnej Saksonii. Od lat nasze związki współpracują z władzami miejskimi,  w maju odbędą się drugie konsultacje Biura z panią Schröder-Köpf i tutaj bardzo ważnym hasłem jest dla nas w ostatnim czasie język polski w szkołach, na wszystkich poziomach nauczania. Chodzi o uświadomienie Niemcom bliskości naszego sąsiedztwa, moim marzeniem jest, by język polski stał się, tak jak język francuski, językiem sąsiadów.

? Gratulując serdecznie przyznania Nagrody Polonicus, życzę Ci, by zachęconych Twoim przykładem wielu młodych ludzi zgłaszało się, by wesprzeć Ciebie i Tobie podobnych w wytrwałej pracy na rzecz środowiska polonijnego.

 

Rozmawiała Grażyna Kamień-Söffker

Foto: Dariusz Manka

Przedruk: Samo Zycie

 

 

KALENDARIUM

0000-00-00  
Item Title of Your event
kontakt  
Kontakt z nami Dołącz do nas

Newsletter

TVP POLONIA - POLAND


 PEPE TV - POLONIA NRW

 

II KONGRESS - DUS 2014

 

PORTA POLONICA

 

 FELIETONY - FEUILLETON

POLONIA - MEDIA

 

 

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY