facebook facebook facebook

Foto: Fotorzepa/Jerzy Dudek

Berlin zapewnia, że nie ulegnie żądaniom przyznania Polonii statusu mniejszości narodowej.
– Takiej imprezy dla Polaków jeszcze nigdy w tym miejscu nie było. Jesteśmy zaskoczeni. Zobaczymy, co z tego będzie – mówi Aleksander Zając, przewodniczący Konwentu Organizacji Polonijnych w Niemczech. To wieczór na cześć obywateli polskiego pochodzenia i Polaków w Niemczech zorganizowany w ubiegłym tygodniu przez niemieckie MSZ w siedzibie resortu w Berlinie. W kuluarach okazałej Weltsaal kilkuset zaproszonych gości z Polski oraz niemieckiej Polonii z całego kraju. Wieczorem przekąski i wino. Jeszcze nigdy niemiecka dyplomacja nie honorowała w ten sposób Polonii. Wcześniej był lunch, dyskusje warsztatowe.

Nowy początek
Wszystko z okazji 25. rocznicy przypadającego w tym roku polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Przy tej okazji  szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier przypomniał, jak to cesarz Otto III, zdążając do grobu św. Wojciecha i do księcia Bolesława, ostatnią część podróży przebył boso. Sygnalizuje w ten sposób gotowość Berlina do ustępstw w drażliwej od lat sprawie asymetrii traktowania przez Berlin niemieckiej Polonii oraz mniejszości niemieckiej w Polsce? – Czas, aby się tym poważniej zająć niż do tej pory – tłumaczą niemieccy dyplomaci.
To w końcu sprawa budząca obecnie najwięcej irytacji w relacjach wzajemnych, nie licząc płynących z Warszawy konstatacji o niemieckiej hegemonii w UE, podejrzeniach o niejasne intencje Berlina w sprawie Nord Stream 2 czy różnic w sprawach polityki energetycznej i klimatycznej.
Sprawa jest na pozór prosta. Zgodnie z postanowieniami traktatu Polska zobowiązała się do wspierania kultury i języka mniejszości niemieckiej, w zamian za co Niemcy powinni czynić tak samo wobec osób posiadających „niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia, albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej", jak zdefiniowano w traktacie niemiecką Polonię. W Niemczech mieszka obecnie ok. 2 mln osób wywodzących się z Polski. Najliczniejsza grupa to tzw. późni wysiedleńcy (Spätaussiedler), którzy obywatelstwo otrzymali, powołując się na niemiecką przynależność państwową czy etniczną. Do Polonii trudno ich zaliczyć. Podwójne obywatelstwo posiada w Niemczech ok. 740 tys. osób. Mimo że nie mają statusu mniejszości narodowej, to powinni mieć taki sam dostęp do kultury i języka polskiego jak licząca 150 tys. osób mniejszość niemiecka w Polsce. – Mamy w Polsce 750 szkół, w których kształcić się mogą dzieci niemieckiej mniejszości. Korzysta z nich 52 tys. uczniów, co kosztuje nasz kraj 36,5 mln euro rocznie – mówi Jakub Skiba, wiceminister MSW. A ile w sumie wydają Niemcy? Nie wie nikt. Polaków to dziwi. Niemców w gruncie rzeczy także.

Rząd nic nie wie
Sprawy szkolnictwa są w Niemczech w gestii 16 landów i rząd federalny nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia.
Dlatego też na 37 pytań zawartych w interpelacji poselskiej z lipca tego roku deputowanych ugrupowania Die Linke (Lewica) rząd wyjaśnia w 19 przypadkach, że nie jest w stanie na nie odpowiedzieć, gdyż szkolnictwo jest w gestii landów. Zasłaniając się taką formułą, rząd nie odpowiada na pytania, jakie w ostatnich 25 latach podjął kroki, aby zwiększyć możliwości nauki języka polskiego jako ojczystego dla Polonii, czy też ile jest niemieckich szkół z taką ofertą. Tak jest od lat, co wywołuje irytację Warszawy.
– Nie zawieraliśmy traktatu z 16 landami niemieckimi, lecz z rządem federalnym – mówią przedstawiciele Polski. – Od lat niewiele się dzieje w sprawie nauki języka, chociaż trzeba przyznać, że jest pewien postęp w traktowaniu Polonii – mówi Aleksander Zając. Kosztem 300 tys. euro powstaje  Centrum Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w Niemczech. Jest też finansowane przez Niemcy biuro Polonii w Berlinie, co kosztuje 50 tys. euro rocznie. Kolejne 30 tys. euro Niemcy łożą na portal internetowy Polonia Viva, informujący o wydarzeniach w środowisku. Pełni roli łącznika ponad setki organizacji polonijnych w Niemczech oraz pomiędzy rządami Polski i Niemiec. Za 1 mln euro Niemcy remontują Dom Polonii w Bochum, gdzie mieścić się będzie wspomniane centrum dokumentacji. Należy do Związku Polaków w Niemczech zdelegalizowanego i wywłaszczonego w czasach III Rzeszy. Jest jeszcze 300 tys. euro z funduszu federalnego na wspieranie przedsięwzięć kulturalnych Polonii.

O zwiększenie oferty nauki języka polskiego w niemieckich szkołach Warszawa upomina się z całą stanowczością, podpierając się traktatem. – W niemieckich szkołach uczy się polskiego 7 tysięcy dzieci, z czego 6 tysięcy w Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) – mówi Liliana Barejko-Knops przewodnicząca Związku Nauczycieli Języka Polskiego w Niemczech. Nadrenia jest w tym względzie landem wzorcowym. Na drugim biegunie jest Bawaria, gdzie polskiego uczy się w szkołach publicznych co najwyżej kilkadziesiąt dzieci.

Miliard euro dla Polonii?
Znacznie lepiej jest w landach graniczących z Polską, zwłaszcza w Brandenburgii. – Nie interesuje nas, czy organizujemy naukę języka polskiego dla dzieci imigrantów zarobkowych przybywających z Polski czy dla historycznie pojmowanej Polonii. Pielęgnowanie języka jest dobrem, które przynosi korzyść wszystkim. Przydaje się także w relacjach biznesowych –tłumaczy Thorsten Klute, sekretarz stanu odpowiedzialny w rządzie NRW za sprawy integracyjne. Mówi świetnie po polsku, studiował w naszym kraju i ma żonę Polkę. W NRW mieszka prawie 600 tys. osób polskiego pochodzenia. Do tego dochodzi ponad 200 tys. imigrantów zarobkowych z polskim paszportem. Jak zapewnia Klute, koszty nauki polskiego nie mają znaczenia.
Przy tym wszystkim rząd w Berlinie zdaje sobie sprawę, że sporo jest jeszcze do zrobienia. Jako że nie da się nic narzucić landom, w sprawę coraz bardziej angażuje się niemieckie MSZ. – Pragniemy wyjść Warszawie naprzeciw – zapewniają niemieccy dyplomaci. Pieniądze się znajdą. Berlin zamierza obecnie dyskutować, jak do tego podejść w nowych warunkach. Warszawa chce więcej.

– Przyznanie Polonii statusu mniejszości ułatwiłoby rozwiązanie problemu – przekonywał w Berlinie Jan Dziedziczak, wiceszef MSZ. Takie słowa mrożą Niemców. Status mniejszości mają jedynie Serbołużyczanie, Sinti i Roma, Fryzowie i Duńczycy i nikt nie chce tego zmieniać w obawie, że upomnieć się o podobne traktowanie mogą np. Turcy.
Berlin nie rozumie też, dlaczego polski MSZ wspiera finansowo przygotowania Związku Polaków w Niemczech, przygotowującego kolejne procesy zarówno w sprawie przyznania statusu mniejszości, jak i odszkodowania w wysokości 1 mld euro za skonfiskowane mienie związku w czasach nazistowskich.

– Dialog polega na przedstawianiu racjonalnych propozycji. Zgłaszane przez Polskę do nich nie należą. Z tak rozumianego dialogu nic nie będzie – słyszę w Berlinie od wszystkich.
Piotr Jędroszczyk
Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/Dyplomacja/161129942-Polska-i-Niemcy-w-sporze-o-status-Polonii.html%20?smclient=84611616-d978-4882-98c0-244687b5ecf8&utm_source=salesmanago&utm_medium=mailing&utm_campaign=2016-nowy-nl-Rz&timeZoneId=CET#ap-1

 

 

 

KALENDARIUM

0000-00-00:
Item Title of Your event
kontakt  
Kontakt z nami Dołącz do nas

Newsletter

TVP POLONIA - POLAND


 PEPE TV - POLONIA NRW

 

II KONGRESS - DUS 2014

 

PORTA POLONICA

 

 FELIETONY - FEUILLETON

POLONIA - MEDIA

 

 

 

  KWARTALNIK  POLONIJNY